Tag: czarownice

Feminoteka o czarownicach

2
Daj piwo
AgentGrzesiek @ 2015-05-10, 22:49 [skopiuj link]
Akademia Feminizmu



Pewnie większość nie dotrwa do końca, a co ta tym idzie nie zrozumie współczesnego feminizmu.
A to wielka szkoda!!!!! :mrgreen:
No to może takie krótkie (mizoginistyczne he he) streszczenie

Pod koniec prelekcji pani prowadząca przytacza słowa pewnego amerykańskiego (nie prawidłowego) polityka. Powiedział on (w swej głupocie) że feminizm to ideologia która skłania kobiety do homoseksualizmu, aborcji, walki z kapitalizmem i uprawiania czarów.
Ach, ileż radości i śmiechu wywołało to twierdzenie wśród publiki oraz prelegentów :lol:
A jednak, ktoś kto naprawdę posłuchał wykładu może mieć troszkę poczucie typu - mózg rozj***ny. Bo właściwie te właśnie tezy cały czas były udowadnianie :shock:

1. Lesbijki :-D Och jak uwłacza kobiecie hetero-związek. Gdzie jak to już powiedziano w "Seksmisji" kobieta ma być jedynie służącą w bankiecie życia przy którym ucztuje samiec.
No i jeszcze biedaczce rodzić każą!!!

2. Tu dochodzimy do aborcji. Kobieta zmuszona (uciskiem społecznym) do obcowania z samcem zostaje zapłodniona. Samcza społeczność, kierując się nienawiścią wobec kobiet (ale nie tylko!! ale o tym później) nie pozwala się jej wyskrobać!

3. Ach ten kapitalizm!! Zawłaszcza wszystko, głównie ciało kobiety . Wykorzystuje kobietę jako tanią siłę roboczą w zakładzie pracy lub przy pracach domowych. Aborcja też wykluczona!! Kobieta zawłaszczona przez kapitalizm musi brać udział w produkcji siły roboczej!!!
A może w takim razie prostytucja jest OK?
Haha Co!!!!!!!
Kapitalistyczna metoda handlu ciałem kobiety !!!
Bez żartów :mrgreen:

4. Czary to już ostatni wątek bardzo krótko wspomniany. Chodzi o sektę Wicca. Czarownice mogą sie spotykać i to jest taka kobieca siła i jest to generalnie OK :mrgreen:

Polowania na czarownice dawniej i dziś

12
Daj piwo
Anonymous @ 2014-02-18, 19:34 [skopiuj link]
Bardzo ciekawy materiał(uwaga długi) na znany i lubiany temat, ku uciesze przeglądających dokument wstawiam.
Dowiemy się z niego np. że
- kojarzenie palenia czarownic z epoką średniowiecza jest błędne
- protestanci bywali bardziej ciemni i fanatyczni niż katolicy
- I Rzeczpospolita będąc państwem bez stosów dla heretyków była jednak miejscem stosów dla czarownic
- znana księga "Młot na czarownice" figurowała w indeksie ksiąg zakazanych
- związek zawodowy rumuńskich czarownic przeklął tamtejszy rząd
- Arabia Saudyjska do dziś ma paragraf na używanie czarów
- oraz jak w służbie prawa praktykowano sobie hard porno(próby na czarownictwo kobiece)

Taki tam obrazek tytułowy

Jak zwalczano czarownice, czyli wyciąg z dziejów guślarstwa
Wiara w gusła, czary i moce nadprzyrodzone czarownic i czarowników, jest tak stara jak ludzkość, a jej formy przetrwały do dzisiaj. Jeszcze kilka lat przed ostatnią wojną w Warszawie odbył się proces czarownika, który okaleczył młodą dziewczynę w celu utoczenia z niej krwi, potrzebnej mu do jego magicznych praktyk lekarskich.

W czasach dzisiejszych wystarczy otworzyć gazetę lub włączyć telewizor by zauważyć całą masę ogłoszeń wróżek, wróżbitów i innych chiromantów, którym naiwni czy głupi ludzie skłonni są płacić dużo pieniędzy za ich usługi. Jest to lukratywny biznes przynoszący duże dochody, świadczy to zatem o skali zapotrzebowania w społeczeństwie. W Rumunii istnieje nawet związek zawodowy czarownic. Kiedy rząd rumuński zmusił czarownice do zarejestrowania biznesu i płacenia podatków od swego procederu i fiskalizowania usług, te najpierw rzuciły na rząd klątwę i urok, a kiedy to oczywiście nie podziałało wytoczyły rządowi proces sądowy.

Jakkolwiek wiara w czary, czarownice i ich moce w dzisiejszych czasach jest po prostu absurdalna i zasługuje na wyśmianie i potępienie, jako niegodne nowoczesnego człowieka. Nie powinniśmy jednak oceniać wieków dawnych przez pryzmat dzisiejszych standardów i wiedzy jaką posiadamy obecnie. Pamiętajmy, że ludzie w starożytności i średniowieczu nie mieli pojęcia o wielu naturalnych procesach fizycznych czy chemicznych zachodzących w środowisku i oddziałujących na ich życie czasem w sposób szkodliwy i niszczący. Stąd rodziły się podejrzenia i oskarżenia wobec osób które podejrzewano o kontakty z siłami zła, któremu osoby te miały zawdzięczać swe zdolności.

Jak już wspomniałem na wstępie wiara w czarownice i czary jest tak stara jak rodzaj ludzki. Pierwsze odnotowane wzmianki o wrogim czarostwie znajdują się w najstarszych zachowanych kodeksach prawnych starożytnego Egiptu i Babilonu (Kodeks Hammurabiego). Także w Starym Testamencie (Księga Powtórzonego Prawa) można odnaleźć wzmianki co zrobić z osobą praktykującą magie i czary.

W czasach rzymskich prześladowania czarownic przybierają na sile. W roku 331 p.n.e zabito 170 kobiet oskarżonych o sprowadzenie epidemii, w roku 184 p.n.e. zabito 2000 kobiet za czarostwo (veneficium) a w latach 182-180 p.n.e. 3000 kobiet zabito w związku z plagą pustoszącą imperium. Prześladowania czarownic trwały w Rzymie aż do IV w n.e. kiedy to wprowadzenie chrześcijaństwa, jako religii państwowej zahamowało tymczasowo ten obłęd. Jordanes kronikarz bizantyjski wspomina w swym dziele „Getica” o prześladowaniach czarownic u Gotów.

Wczesne chrześcijaństwo ostro potępiało i zwalczało polowania na czarownice. Dla przykładu można wspomnieć o soborze w Paderborn z 785 r. zakazującego procesów o czary i nakładającego karę śmierci na osoby łamiące to prawo, prawa te potwierdził następnie Karol Wielki na soborze w Frankfurcie w 794r. Także kodeks Lombardzki z 643 r. zakazuje i potępia wiarę w czarownice i czary. W roku 1100 r. król Węgier Koloman wydał dekret zakazujący w całym swym królestwie ścigania czarownic „gdyż te nie istnieją”. Biskup Wormacji Burchard w swym dekrecie z około 1020 r. ostro potępia prześladowania niewinnych kobiet oskarżonych o czarostwo. Papież Grzegorz VII w swym liście z 1080r do króla Danii zakazuje procesów o czary.

Sądy kościelne pozostawały bardzo sceptyczne w stosunku do procesów o czary i zajmowały się nimi niechętnie. W średniowieczu procesy o czary były domeną sądów świeckich. Jeśli już dochodziło do procesu o czary przed trybunałem inkwizycyjnym było to tylko dodatkiem do oskarżenia o herezje, które było bardzo poważnym zarzutem. Jak np. w czasie procesów sekty Katarów, w których nauczaniu dopatrzono się elementów czarnej magii.

Większość inkwizytorów po prostu nie wierzyła w czary. Tak było w przypadku słynnego procesu Madonna Oriente w 1384 r. kiedy dwie kobiety przywiedzione do sądu zeznawały, że praktykują magie i należą do grupy religijnej zbierającej się w domu pewnego bogatego Mediolańczyka w celu czczenia Madonny Oriente. Kobiety zostały zwolnione i pouczone by trzymały się z dala od tego typu spraw. W drugim procesie, 1390 r. nie miały już tyle szczęścia i zostały skazane na stos. Ważną osobą kościoła nauczającą przeciw procesom o czary był święty Bernard ze Sieny, który wypowiadał się także na problemy trapiące społeczeństwo jak hazard , sodomia i rujnująca ludzi lichwa praktykowana przez Żydów.

Prześladowania czarownic wzmagają się w późnym średniowieczu, by przybrać formę masowego obłędu w renesansie, absurdalnie raczej przeciwstawianego „barbarzyńskim” wiekom średnim, jako czas oświecenia. Do największych prześladowań dochodziło w protestanckich landach Niemiec oraz w Szwajcarii i Niderlandach. Wielki wpływ na wywołanie histerii miała publikacja w 1478r książki Malleus Meleficarum (Młot na czarownice) autorstwa Heinricha Kramera i Jacoba Sprengera, mnichów dominikańskich. Oraz bulla papieża Innocentego VII (sankcjonująca polowania na czarownice) wydana na prośbę Kramera i Sprengera, którym lokalni biskupi odmówili pomocy w tępieniu czarownic.

Wart wspomnieć, że to właśnie Innocenty VII bardzo źle zapisał się w historii kościoła zezwalając na handlowanie odpustami. Był to tylko jeden z sygnałów alarmujących kościół o pogłębiającym się na wielu płaszczyznach kryzysie. Książka ta została szybko zakazana przez kościół w 1490 r. Ale dzięki wynalezieniu prasy drukarskiej szybko się rozpowszechniła ( 14 wydań do 1520 roku) i stała się wpływowym podręcznikiem dla wielu pokoleń sędziów i prokuratorów. Wskazując jak wykryć, rozpoznać i ukarać czarownice. W 1538 r. Hiszpańska Inkwizycja instruowała swych inkwizytorów by nie wierzyli w to, co jest napisane w Malleus Maleficarum. Na język polski przetłumaczył ją w 1614 r. niejaki Ząbkowic.

W Polsce gdzie procesy o herezje i kacerstwo były stosunkowo rzadkie, procesy o czary były powszechne i na porządku dziennym. Te morderstwa sądowe nie przybrały jednak takich rozmiarów jak w Niemczech. Z Niemiec szaleństwo to rozłaziło się po całym kontynencie. Fakultet prawniczy w Getyndze wydał orzeczenie, że dopóki czarownica ma włosy na ciele dopóty diabeł ma nad nią moc, a w momencie, kiedy się czarownice „odwłosi” diabeł traci moc.

Fakultety filozoficzne prowadziły rozprawy na temat ile diabłów może się zmieścić na czubku szpilki a matematycy układali tablice statystyczne „zadiablenia” Niemiec przez różne rodzaje diabłów. Członkowie miejskich sądów „prawa magdeburskiego” albo patrymonialne sądy dziedzica czy też wiejskie sądy ławnicze. Szczerze wierzyły, że czarownice odpowiedzialne są za klęski takie jak posuchy, gradobicia czy choroby zwierząt i ludzi. Wierzono, że czarownica nabiał umie zepsuć albo dzieci morduje by z nich maść czarodziejską zrobić. Na podstawie takich oto niedorzecznych „dowodów” sądy poddawały niewinnych ludzi najokrutniejszym torturom i wyrokom. Prawo niemieckie przyjęte i zwane u nas „Saksonem” w artykule 13 postanawia.

„ Każdy chrześcijanin, który jest heretykiem lub trudni czarostwem lub truciem, ma być na stosie spalony”

Wzorując się na niemieckiej ustawie Constitutio Criminalis Carolina zwaną potocznie „Karoliną” sejm uchwalił w 1543 r. ustawę, która przekazywała sprawy o czary przeciw czarownicom sądom duchownym. A w tych przypadkach gdy w wyniku czarów powstała strata majątkowa lub na zdrowiu sprawę przejmował sąd świecki. Jako, że czary prawie zawsze wyrządzały jakaś stratę utrwaliła się w tych sprawach jurysdykcja świeckich sądów miejskich i wiejskich. W sądzie wiejskim we wsiach królewskich lub kościelnych proces przeprowadzała władza gromadzka w postaci wójta i siedmiu przysiężnych urzędujących przy uczestnictwie zastępcy dworu. W dobrach szlacheckich dominium sprawował pan na włościach. Często taki wypożyczał sobie sędziego z pobliskiego miasteczka razem z katem zwanym też „mistrzem” oraz pomocnikami zwanymi „hyclami”. Sądów takich było w Polsce kilkanaście tysięcy, czyli tyle ile miast i „państewek” szlacheckich.

Trzy rodzaje czarowników rozróżniano, pierwszy nazywał się species devinatoria i zajmował się wróżeniem o rzeczach przeszłych i przyszłych, drugi zwano species amatoria bo działali dla amorów lubieżnych nakłaniając kobiety i mężczyzn do lubieżności i ostatni species venefica lub malefica, najbardziej niebezpieczny bo z ich działalności wynikały nieszczęścia, śmierć i choroby. Nie dużo trzeba było by wdrożono postępowanie przeciw osobie podejrzanej o czary. Wystarczył donos skonfliktowanego lub zawistnego sąsiada, lub wskazanie kogoś jako wspólnika w diabelskich sztuczkach. Najlepszym jednak dowodem na czarostwo było przyznanie się osoby oskarżonej. W celu wydobycia obciążającego zeznania poddawano oskarżoną osobę torturom.

Zanim jednak przystępowano do tortur, czarownice „próbowano”. Praktyka sądowa znała pięć sposobów na rozpoznanie czarownicy. Stosowano próbę łez, próbę szpilkową, próbę ogniową, próbę wodna i próbę wagową. Próba łez polegała na tym, że sędzia zaklinał podejrzaną na łzy Jezusa Chrystusa, który krew swą na krzyżu przelał by łzy roniła jeśli jest niewinna jeśli winna aby łez nie roniła. Nawet jeśli sparaliżowanej ze strachu, przerażonej ofierze udało się zapłakać na rozkaz to nie zawsze ją to ratowało. Gdyż sędzia mógł to przypisać sztuczkom czartowskim. Stosowano więc następną próbę szpilkową po uprzednim wygoleniu wszystkich włosów na ciele czarownicy.

Próba szpilkowa polegała na kłuciu brodawek, znamion czy innych plam na ciele, które uważano za diabelską pieczęć. Miejsce takie miało odznaczać się tym, że krew z niego nie leci. Najczęściej stosowano próbę wody, zabierano wtedy oskarżoną nad jezioro lub rzekę. Wiązano jej prawą dłoń z lewą stopą i lewą dłoń z prawą stopą i wrzucano na linie do wody. Jeśli wrzucona tonęła natychmiast był to dowód na niewinność jeśli zaś unosiła się na wodzie był to znak, że jest czarownicą. W niektórych miastach stosowano próbę ważenia. Utarł się pogląd, że czarownica za sprawką szatana jest lżejsza od pierza. Jeśli kobieta ważyła mniej niż określał przepis stanowiło to dowód jej winny jeśli ważenie dało wynik korzystny uzyskiwała certyfikat wagi i mogła odejść.

Przebieg procesów i tortur znamy z zachowanych do dziś akt sądowych. Prym w paleniu czarownic w Polsce wiodło miasto Poznań. W roku 1544 spalono tam Dorotę Gnieczkowską za trudnienie się wróżeniem. Także w Poznaniu uwięziono pod zarzutem uprawiania czarów Katarzynę z Nowca , nie przetrzymała ona procesu i zmarła w więzieniu. Jej zwłoki kat spalił pod szubienicą.

Zachował się protokół procesu o czary we wsi Wierzbocice z 1699 r . Szlachcic Jaroszewski oskarżył Annę Ratajkę, chłopkę o czary i szkodzenie jego gospodarstwu. Na pierwszych torturach Anna Ratajka nic nie zeznała wzywała tylko do pomocy Najświętszą Pannę Marie i Najświętszy Sakrament oraz ludzi błagała o zmiłowanie. Wieczorem tego samego dnia wieczorem zabrano ją na drugie tortury, na których w mękach, oszalała z bólu zaczęła zeznawać nonsensy. Zeznała, że czarować nauczyła ją Jagna Łakomianka z Wierzbocic, że „przykrasiła” jej diabła, z którym „wesele miała”, że na sabacie na Łysej Górze bywała.

Wymieniła też kobiety z sąsiednich wsi Chwalibogowa, Skarboszewa, Ciążenia, z którymi razem na sabat latała. Wszystkie choroby bydła w oborze Jaroszewskiego przypisywała czarom także nieurodzaj. Agatę Korfankę oskarżyła o to, że ukradła Pana Jezusa na odpuście i na Łysej Górze smagała aż krew popłynęła. Siebie oskarżyła o to, że dziecko zatruła i oddała diabłu na Łysej Górze. Zeznała też, że deszcz zatrzymała i proszki trujące sporządzała z trupich koszul i żab parszywych. Odprzysięgła się i innymi Boga Stwórcy i Matki Chrystusowej. Sąd skazał na stos Annę Ratajkę i cztery obciążone przez nią kobiety. Karę obostrzono dla Agaty Korfanki, która ważyła się zbezcześcić Najświętszy Sakrament. Skazano ją dodatkowo na to by „ręce obiedwie jej po kikut smołą i siarką polane w górę wyniesione i tak gorzały za to. iż się ona ważyła dotykać Najświętszego Sakramentu, a to na ukazanie wszystkich ludzi, aby się złego wystrzegali, a do dobrego pobudkę mieli.”

W Krowodrzy w roku 1698 sąd gromadzki sądził sprawę Stanisława Dutki. Opowiadał on brednie o tym, że Regina Budzynka jest czarownicą, bo na jego miedzy gałązką kropiła, wierzbą trzęsła, bez opasywała powrósłami i garnki napełnione „czarostwem” na jego ziemi zostawiła. W tym przypadku sąd wykazał się rozsądkiem i po przysiędze złożonej przez Budzynkę, że czarownicą nie jest ukarał oszczercę.

W Siarach w roku 1610 pokłóciła się Szczęsna Szczepanka ze Stanisławem Kołodziejem i pomówiła jego żonę o czary. I tym razem sąd nie dał wiary oskarżeniom i po przysiędze żony Kołodzieja, że czarownicą nie jest, zwaśnione strony musiały przyrzec, że więcej nie będą sobie takich zbrodni „wymiatać”

W Jadownikach 30 kwietnia 1698 roku rozpoczął się proces Reginy Białej oskarżonej o czary. Zwyczajowo zastosowano prawo magdeburskie, po torturach, na których się przyznała do bycia czarownicą skazano Reginę na stos. Widocznie sąd gromadzki przestraszył się konsekwencji własnej głupoty, bo „sam nisko do nóg upadłszy Wielmożnej Dobrodziejce” błagał o darowanie Reginie życia. Dobrodziejka darowała życie oskarżonej, ale zasądziła ją na zapłacenie „ekspensów prawnych” i „mistrzowskich”, kar pieniężnych dla dworu i danie wosku dla kościoła. Kara nie ominęła oskarżycieli, którymi byli Duda, Gąsior i Kurowski, którzy ja oskarżyli „ a na żadnym pewnym uczynku doskonałym nie dociekli”. Musieli zapłacić grzywny dworowi, sądowi i dać wosk dla kościoła, ponadto trzy razy musieli leżeć krzyżem w kościele w czasie nabożeństwa. Łagodna to kara za to, że narazili inną osobę na groźbę utraty życia.

Sąd miejski w Kozienicach w 1625 roku spalił siedem kobiet przypisując ich czarom posuchę. Sąd w Turku spalił Annę Jedynaczkę i Annę Bogdankę, bo były „w przymierzu z diabłem do złych uczynków”. W roku 1664 spalono Agnieszkę Podolankę, bo „ z diabłami konferencje odbywała i ludziom szkodziła na zdrowiu”.

W roku 1645 spalono Reginę Boroszkę ze Stęszewa, bo zeznała, że spółkowała z czterema diabłami: Rokickim, Tchórzem, Trzcinką i Rogalińskim.

Dorotę Pilecką, żonę szewca spalono w Kęcicach. Po tym jak znaleziono u niej martwego nietoperza, co było wystarczającym dowodem jej winy i „ kaci ją na stos przyprawili i takowy zażegli, aż dymy srogie buchnęły, z których niegodna przykład zacny a ustraszenie białym głowom czyniąc, głosy żałośnie strzeliste często puszczała, aż zasię w dymach zdławiona, nad zachodem zgorzała. Lud zasię sławiąc sprawiedliwość a mądrość sądu, do domiech z ukontentowaniem szedł.”

Przytoczone tu przykłady są tylko kroplą w morzu, tysięcy znanych przypadków procesów o czary. Ciężko to sobie wyobrazić, ale polowania na czarownice przeciągnęły się na cały XVIII w. Ostatnim odnotowanym procesem o czary na ziemiach polskich była sprawa dwóch kobiet spalonych na stosie w jakimś miasteczku na granicy z Prusami. Kobiety owe miały rzekomo czerwone, zapalone oczy (infekcja?), a bydło ich sąsiada chorowało(niefortunny przypadek?). Władze Poznania dowiedziawszy się o tej sprawie natychmiast wysłały zakaz wykonania wyroku.

Jednak zanim zakaz doszedł z czarownic został tylko popiół, był to rok 1793! Nawet w XIX w zdarzały się przypadki pławienia i topienia kobiet oskarżonych o czary tak jak w Chałupach koło Wejherowa w 1836 r. czy Dżurkowie koło Stanisławowa w 1872 r. A w roku 1874 powieszono na drzewie czarownika w Bysinie w powiecie myślenickim. Były to jednak akty samosądu, zabobonnego ciemnego tłumu. Władze w tym udziału już nie brały i pociągały do odpowiedzialności osoby popełniające te zbrodnie. Sejm w roku 1776 podjął uchwałę zabraniającą sądom stosowania tortur i rozpatrywania spraw o czary. Dyskusję w sejmie sprowokowały wydarzenia z Doruchowa gdzie w 1775 roku zamordowano 14 kobiet.

Ale żeby nie było tak przerażająco przytoczę dwie raczej zabawne historyjki. Mianowicie w roku 1789 ofiarą własnej głupoty i cwanej baby, padła grupa niemieckich kolonistów, osiedlonych w Mierzwicy obok Kulikowa. Koloniści ci przetracili rządowe dotacje na hodowle rabarbaru i postanowili uciec do rodzinnego Palatynatu. Wiedząc jednak, że granice są dobrze strzeżone poprosili o pomoc czarownice niejaką Jędrzejową ze Skwarzawy. Ta cwana kobieta obiecała naiwnym Niemcom po uprzednim zabraniu resztek pieniędzy jakie posiadali. Że przy pomocy bajkowego króla Mikity przeniesie ich w jedną noc do Niemiec i tam obdaruje złotem. Gdy pomoc Mikity zawiodła spróbowali normalnej ucieczki, lecz zostali złapani i postawieni przed sąd, którego tak się obawiali. W trakcie procesu zostało ujawnione oszustwo czarownicy.

W roku 1783 chłopi pławili konowała by się przekonać czy jest czarownikiem. Nieborak szedł na dno jak kamień, więc go z wody wyciągnięto i orzeczono, że jest niewinny. Gdyby wartki nurt rzeki zniósł go, tłum mógł go pobić a nawet zabić. Zadowoleni z wyniku próby chłopi zrobili na konowała składkę i tryumfalnie zanieśli do gospody.

Prawdziwa liczba ofiar polowań na czarownice jest nieznana. Wiemy na pewno na podstawie zachowanych dokumentów sądowych z całej Europy i Ameryki, że 12 000 procesów zakończyło się egzekucją. Badacze tematu są podzieleni co do liczby ofiar jednak uznaje się, że w okresie od 1450 r. do 1750 r. zamordowano nawet 80.000 ludzi, z czego 75%-80% to kobiety.

Wiek XXI nie jest wolny od polowań na czarownice. Do wypadków palenia ludzi na stosie regularnie dochodzi w wielu krajach afrykańskich. Czasem przy wsparciu władz, tak jak w Gambii gdzie nagonka na czarownice została zainicjowana przez prezydenta Yahya Jammeh. Do oskarżeń kobiet o czary dochodzi w Indiach i Papui Nowej Gwinei.

W Indiach często używa się tego typu oskarżeń w celu wyrugowania kobiet z ziemi lub domu zmuszając je w ten sposób do opuszczenia wioski, częstym powodem pomówień jest odrzucenie przez kobietę seksualnych propozycji mężczyzn. Szacuje się, że tylko 2% takich przypadków zostaje zgłoszona na policję.

Arabia Saudyjska jest krajem gdzie zgodnie z kodeksem karnym, paranie się magią i czarami pozostaje przestępstwem kryminalnym karanym śmiercią. Każdego roku dochodzi tam do egzekucji osób uznanych za czarownice i czarowników. 12 grudnia 2011 r. Amina bint Abdulhalim Nassar została ścięta w prowincji Al Jawf. 19 czerwca 2012 roku ten sam los spotkał Muree bin Ali bin Issa al-Asiri w prowincji Najran.
http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/malleus-maleficarum-czyli-w-czarownice-wierzono-je-zwalczano

Na koniec coś ode mnie, czego tu nie ma. Hiszpańska inkwizycja najwcześniej, gdy reszta Europy jeszcze wariowała, zwalczyła paranoję polowań na czarownice. Specjalny zjazd, roku nie pamiętam :-( , ustalił ponownie, że wiara w czary jest tworem chorej imaginacji. Od tej pory w Hiszpanii nie ścigało się za czary a donosy o tym były karane, Inkwizycja zaś ścigała realnych wrogów- agentów reformacji. Wyczytane w "Historii Hiszpanii".

"Nowe wieści o sześciuset wiedźmach", Bamberg 1630

73
Daj piwo
Paskudny Stary Dżon @ 2013-11-23, 17:26 [skopiuj link] IGNORUJ TEMATY Z DZIAŁU "INNE CZARNOŚCI"  
Dobra. Skoro poprzedni temat się spodobał (KLIK, to zgodnie z obietnicą wrzucam drugi tekst. Tym razem sporo dłuższy. Jest to sprawozdanie z polowania na czarownice w Bambergu i Wuertzburgu. Tekst pochodzi również z 1630 roku. Taki trochę XVII-wieczny Super Express :P Ale są momenty mocno sadystyczne :)

Tak jak wcześniej, tłumaczyłem sam. Więc z racji mojego językoniemieckiego tumanizmu daję pod spodem tekst oryginalny dla porównania :) Przypisy do co mniej jasnych rzeczy pod tekstem :)



"Nowe wieści o sześciuset wiedźmach", Bamberg 1630
Krótkie a prawdziwe opisanie oraz przerażające nowe wieści o sześciuset wiedźmach, czarownikach i czcicielach diabła, których biskup Bamberga raczył spalić, poprzedzając karę przesłuchaniami – po dobroci, albo też na torturach. Podobnie też arcybiskup Wuertzburga* kazał spalić ponad dziewięć setek [oskarżonych o czarostwo].

Niemal setkę ludzi ich czarcie sztuki kosztowały życie, niszczyli też zarazą (?) i mrozem zasiewy i uprawy. A byli pośród nich nie tylko ludzie z gminu, ale także możni panowie, lekarze i ich żony, a także członkowie Rady Miejskiej; wszyscy zostali przesłuchani i spaleni. A co zeznali, są czyny przerażające, niektóre z nich wręcz nie do opowiedzenia; wszystkie ich czarostwa opisane zostały w raporcie z przesłuchania. Zatwierdzone [wyroki albo wieści ?] przez Biskupów [Johann Georg II i Fuchs von Dornheim], oraz całą Kapitułę w Druck.

Prawdziwe są wieści, jako w Cesarskiej Kolegiacie w Bambergu, wiele czarownic spalonych zostało. Na przesłuchaniach zeznały, że przez kilka lat w całym kraju** niszczyły mrozem zasiewy i winnice, pozbawiając pożywienia zarówno ludzi i bydło oraz dopuszczały się [innych] straszliwych czynów. Na rynku miejskim spalono ponad setkę ludzi, między nimi ośmiu rajców miejskich i dwóch burmistrzów z żonami i córkami. Z pomienionych burmistrzów jeden mieszkał u gospodarza [karczmarza] przy rynku; żona jego i córka zeznały, że wiele koni i bydła padło, a ich mięso miast do Schind-Anger*** zaniesione zostać, gotowane było, podobnie jak mięso psów i kotów, i podawane gościom (...)

Byli między nimi: kanclerz i doktor Horn - syn kanclerza. Także jego żona i dwie córki, oraz wielu możnych panów i racjów, także z bezpośredniego otoczenia biskupa. Także ci, którzy jadali przy biskupim stole. Wszyscy zostali spaleni na popiół.

Jak zeznano, czcicieli diabła było ponad dwanaście setek, powiązanych ze sobą nawzajem, bez czego ich czarostwa i diabelstwa na światło dzienne wyjść by nigdy nie mogły. A gdyby udało im się co zamierzyli, we cztery lata żadna winorośl, ani żadne zboże nie wyrosłoby już w całym kraju [j.w.], ludzie i zwierzęta głodować by zaczęli, a może nawet człek człeka pożerać by zaczął. Czego BÓG, Pan nasz nie dał, ale wszystkie ich czarostwa i diabelstwa na światło dzienne wyciągnął, dał że ponad 1200 ich spalono i jeszcze teraz co dzień nowych się wyłapuje i pali. Zeznali także, że trującą mgłę warzyli, od której ludzie marli i było padało, także swoimi sztukami diabelskimi choroby wielkie wywoływali u ludzi, trując jabłka, piwo oraz trawę, którą bydło się żywi.

Są też pośród czarownicami takie, które potrafią latać w powietrzu, przedzieżgując się w ogniste latawce**** bądź w coś na kształt widm, zjaw czy też duchów. Jest też i pielęgniarka, czy też akuszerka, która zeznała, że zamordowała w połogu ponad dwieście dzieci, uciskając im ciemię. (…)

Są między nimi także katoliccy księża***** odprawiający wielkie, nie do opisania, czarostwa i diabelstwa. To jednak nie wszystko; zeznali także na torturach, iże dzieci chrzcili w imię Szatana. Była też czarownica, która kupiwszy wino zapłaciła, a następnego ranka pieniądze diabelską sztuką wróciły do niej, o czym sam oszukany klnąc się na Boga zaświadczył.

Pewien burmistrz z ulicy Długiej i drugi, Stephan Bawer, zeznali iż wywołali straszliwą pogodę i wielkie czynili cuda, obalając kamienice i inne budynki, i drzewa w lesie, i niszcząc zboża na polu, i wiele innych. Przy pomocy pogody i wiatru chcieli zburzyć wierzę kolegiaty w Bambergu.

Kanclerze i ?????? [die Kanngiessern], oraz stara młynarzowa zeznali, że w tym roku [1630] zagrzebali rzeczy lata******, aby słońce przestało jasno świecić i aby sprowadzić zimno i deszcz, które zniszczyłyby wszystkie plony.

Burmistrz Neidecker i jego diabelskie towarzystwo zeznali, że zatruwali studnie. Ktokolwiek by się z nich napił, natychmiast pokrywały go wrzody albo też zostawał zarażony chorobą. Zabili w ten sposób wielu ludzi.

Jedna z czarownic zeznała, że na Kreydenberg, niedaleko Wuertzburga, zebrało się ich w Noc Walpurgii trzy tysiące by uczestniczyć w tańcach. Każdy przychodzący dawał muzykowi grajcara, tak że na koniec uzbierał on czterdzieści guldenów*******. Mieli na tych tańcach siedem fur wina********, skradzionych z biskupiej piwnicy.

Są między nimi także i dziewczynki w wieku siedmiu, ośmiu, dziewięciu i dziesięciu lat; dwadzieścia dwie zostały przesłuchane i spalone. Jak zeznały, diabelskiego kunsztu uczyły je matki. Zostały spalone wraz z sześciuset innymi czarownicami przed bamberską kolegiatą, gdzie wciąż jeszcze doprowadza się i pali następne.

Tak to rozwiązano problem czarostwa w miastach Bambergu i Wuertzburgu i jak dzieci w szkole lub na ulicy uczą się od siebie nawzajem tak za wzór je sobie podawać należy. W Wuertzburgu połapano księży, znacznych panów, burmistrzów i rajców, z których część spalono. Schwytani księża zeznali, jak przerabiali formułę Chrztu Świętego, mówiąc po łacinie w tym kształcie: Ego baptizo te non in nomie Patris & Fili & Spiritus Sancti, sed In nomie Diaboli. To wymówiwszy, oddawali Szatanowi dzieci spoczywające na łonie matki, szczególną im tym czyniąc krzywdę… [Dinner, Blitz zuwege bringen koennen… - może chodzi o pomstę bożą? Nie mam pojęcia jak to rozszyfrować.]

-----------------------------------------------------------
*Bischoff im Stifft Wuertzburg – „biskup na kolegiacie wuertzburskiej”. Wuertzburg był arcybiskupstwem, stąd skróciłem to do tej formy.
**Wolne miasto cesarskie na prawach republiki miejskiej (od XV do początku XIX w.), którego władcą był biskup Bambergu. W 1802 r. przeszło pod władanie królów Bawarii.
***Schind-Anger – funkcja, którą zazwyczaj zajmował się miejski kat – skórowanie padłych zwierząt.
****”Drache” może oznaczać zarówno smoka, lak i latawiec. Z kontekstu wynika, że chyba jednak latawiec.
*****Termin „Pfaffe” oznacza właściwie „klechę”, księdza niższej rangi.
******Co zagrzebali nie wiadomo – prawdopodobnie „rzeczy lata” to przedmioty kojarzące się ze żniwami ciepłem i symboliką solarną, ale to tylko moja teoria.
*******Grajcar - moneta srebrna, bita początkowo w Tyrolu (od XIII wieku). Poźniej popularna w Austro-Węgrzech. 1/60 złotego reńskiego (w Austro-Węgrzech 1/100). Nazwa (Kreutzer) pochodzi od wybitego na niej krzyża. Reński złoty to właśnie gulden.
********Fura (Fuder) to – zależnie od regionu – od 624 do 1854 litrów.




Neue Zeitung von sechshundert Hexen, Bamberg 1630
Kurtzer und wahrhafftiger Bericht und erschreckliche Neue Zeitung vonsechshundert Hexen, Zauberern und Teuffels-Bannern; welche der Bischoff zu Bamberg hat verbrennen lassen, was sie in guetlicher und peinlicher Frage bekannt. Auch hat der Bischoff im Stifft Wuertzburg ueber die neun hundert verbrennen lassen.

Und haben etliche hundert Menschen durch ihre Teuffels-Kunst um das Leben gebracht, auch die lieben Fruechte auf dem Felde, durch Reiffen und Frost verderbet, darunter nicht alleine gemeine Personen, sondern etliche der vornehme Herrn, Doctor und Doctors-Weiber, auch etliche Raths-Personen, alle hingericht und verbrannt worden: welche so schreckliche Thaten bekannt, daß nicht alles zu beschreiben ist, die sie mit ihrer Zauberey getrieben haben, werdet ihr hierinnen allen Bericht finden.
Mit Bewilligung des Bischoffs und gantzen Thum-Capitels in Druck
gegeben.

Wahrhaftiger Bericht, wie im Kayserlichen Stifft Bamberg viel Zaeuberin sind verbrannt worden. Wie sie bekennet haben, daß sie in etlichen Jahren im gantzen Land den Wein und das Getraeydig alles erfroeren, viel Menschen und Viehe gesterbet auch krumm und lahm gemacht und schreckliche Thaten bekannt haben. Wie denn in der Stadt Zeil ueber die hundert Menschen, darunter acht Raths-Herren und zwei Buergermeister mit ihren Weibern und etlichen Toechtern sind verbrannt worden: und hat der eine Buergermeister, welcher ein Gastgeber gewesen, und am Marckt gewohnet, er und sein Weib und Tochter bekannt, daß sie viel Pferd und Viehe gesterbet, das Fleisch auf dem Schind-Anger geholet, dasselbige gekocht, auch Hund und Katzen Euer Hasen gebraten, und den Gaesten zu essen geben ...

Darauf der Cantzler und Doctor Horn, des Cantzlers Sohn, sein Weib, und zwo Toechter, auch viel vornehme Herren und Raths-Personen, sonderlichetliche Personen, die mit dem Bischoff ueber der Taffel gesessen, sind alle gerichtet und zu Aschen verbrandt worden.

Und haben bekennet, daß sich ihrer ueber die zwoelf hundert mit einander verbunden haben, und wenn ihre Teuffels-Kunst und Zauberey nicht an den Tag kommen, wollen sie gemacht haben, daß in vier Jahren kein Wein noch Getreydig im ganzen Land gerathen waere und dardurch viel Menschen und Viehe haetten Hungers sterben und ein Mensch das ander fressen muessen, welches aber Gott der Herr nicht hat zugeben wollen, sondern ihre Teuffels-Kunst und Zauberey an Tag gebracht, also daß derselben ueher die 1200 sind verbrannt worden, und werden derselben noch täglich viel eingezogen und verbrannt, doch haben sie auch bekannt, daß sie viel gifftige Nebel gemacht, daß viel Menschen und Viehe haben sterben muessen, auch durch ihre Teuffels-kunst den Menschen den Froeter und grosse Kranckheit gemacht, Aepffel und Birnen, auch das Graß auf den Wiesen verderbet.

Es sind auch unter diesen Zauberern gewesen, die sich zu feurigen Drachen haben machen koennen, wie sie in der Lufft als Gespenst herum gefahren. Es ist auch eine Amme oder Wehmutter darunter gewesen, welche bekennet, daß sie ueber die zweyhundert Kinder in der Geburt die Hirnschalen eingedruckt und ums Leben gebracht ...

Es sind auch etliche Catholische Pfaffen darunter gewesen, die so grosse Zauberey und Teuffels-Kunst getrieben, daß nicht alles zu beschreiben ist, wie sie in ihrer Pein bekannt, daß sie viel Kinder in Teuffels Nahmen getaufft haben. Es haben auch die Zauberin bekannt, wann sie einem was abgekaufft, es sey: Wein oder Haber, oder was es wolle, haben sie ihme das Geld in Teuffels Nahmen zugezahlt und gegeben, wenn sich derselbige Mensch mit Gottes Wort des Morgens frueher nit verwahrt, haben sie ihm das Geld mit ihrer mit ihrer Teuffels-Kunst wieder abgezaubert.

Der eine Buergermeister in der Langen-Gassen, und der ander Buergermeister Stephan Bawer, die haben bekannt, daß sie viel schreckliche Wetter und grosse Wunder gemacht, viel Haeuser und Gebeu eingeworffen, und viel Baeum im Wald und Felde aus der Erden gerissen, und nicht anders vermeint, sie wolten das Wetter und den Wind so starck machen, daß es den Thurm zu Bamberg uebern Hauffen werffen solt ...

Die Kantzlerin und die Kanngiessern, auch die alte Muellerin haben bekannt, daß sie heuer diesen Sommer Sachen eingegraben, daß die Sonne nicht hat Fruechte alle Kaelt und Regen gemacht, vermeinten, daß die Fruechte alle sollten dadurch verderben.

Der Buergermeister Neidecker hat mit seiner teuffelischen Gesellschafft bekennet, wie sie die Brunn vergifftet haben. Wer davon getruncken, hat alsbald die Beul oder Pestilentz bekommen, und viel Menschen dardurch gesterbet.
Es haben auch die Zauberin bekannt, wie ihrer dreytausend die WalpurgsNacht bey Wuertzburg auf dem Kreydenberg auf dem Tantz gewesen, Daß ein jeder dem Spielmann einen Creutzer geben, darmit der Spielmann viertzig Guelden zu Lohn bekommen und hatten auf demselben Tantz sieben Fuder Wein dem Bischoff zu Wuertzburg aus dem Keller gestohlen.
Es sind etliche Maegdlein von sieben, acht, neun und zehn Jahren, unter diesen Zauberinnen gewesen, deren zwey und zwantzig sind hingerichtet und verbrannt worden, wie sie denn auch Zetter ueber die Mutter geschrien, die sie solche Teuffels-Kunst gelehret haben, und seynd in dem Stifft Bamberg ueber sechshundert Zauberinnen verbrannt worden, der noch taeglich viel eingelegt und verbrannt werden.

Und hat die Zauberey in Bamberg und Wuertzburg so ueberhand genommen, daß auch die Kinder in Schulen und auf der Gassen einander gelehret, deswegen dann etliche Schulen gantz eingestellet: Zu Wuertzburg seyn schon etliche Moenche und Pfaffen auch viel vornehme Herren, Buergermeister und RathsPersonen angeben deren Theil schon verbrannt. Die Pfaffen haben unter andern bekannt, daß sie alle Kinder auf Lateinisch folgender Gestalt getaufft: Ego baptizore non in nomine Patri & Fuji & Spiritus Sancti, sedin nomine Diaboli. So versprechen auch die Eltern ihre Kinder dem Satan in Mutterleibe, sonderlich ist zu verwundern, daß solche kleinen Kinder Donner, Blitz zuwege bringen koennen.


Pierre de Lancre: "Sabat czarownic", 1630

107
Daj piwo
Paskudny Stary Dżon @ 2013-11-22, 19:03 [skopiuj link] IGNORUJ TEMATY Z DZIAŁU "INNE CZARNOŚCI"  
Czołgiem. To co, dzisiaj zaprezentuję to tekst, który dostaliśmy na zajęciach (translatorium z niemca).
Jest to fragment podręcznika napisanego w 1630 roku, przez sławnego łowcę czarownic, Pierre'a de Lancre
(niektórym, nie bez słuszności nazwisko skojarzy się z Pratchettem ;) ).

Tłumaczyliśmy to na zajęciach, więc teraz było mi łatwiej skrobnąć tłumaczenie, ale ponieważ z niemieckiego jestem tuman, to pod tekstem polskim, moim, dam tekst oryginalny w XVII-wiecznym niemieckim.



Pierre de Lancre: Sabat czarownic
Sabat podobny jest targowisku, na które zjeżdżają się kupcy ze wszystkim stron kraju; przeraża oczy, za to podnosi serca uczestników…

Głównym Mistrzem Ceremonii jest na sabacie Szatan (…) Siedzi na tronie, cały kapiący i żarzący się od złota, a tuż przy nim jest Królowa Sabatu, wiedźma przez niego uwiedziona, przybrana w sztuczne ozdóbki i fałszywą koronę.

Dzikie nabożeństwo odprawiają fałszywi kapłani, czyniący przy tem kpiny z wiary chrześcijańskiej, odwracając Mszę Świętą; pokazują też hostię zrobioną z cuchnącego tworzywa, czarną i osmoloną, na której namalowany jest wizerunek kozła (…) Sabat rozpoczyna się o północy na skrzyżowaniu dróg*, zazwyczaj w środę lub w piątek (…) Uczestnicy jego tańczą przy muzyce skrzypiec i bębnów, z wielką radością popuszczając cugli żądzom i nieskrępowanie uprawiając ze sobą miłość …

Zwłaszcza dlatego, że taniec jest wśród nich tak popularny, tym tylko tłumaczą swoje uczestnictwo w sabacie niektóre czarownice (…) gdy wracają do swej wsi lub parafii.




Pierre de Lancre: Der Hexensabbat, 1630
Der Sabath ist gleich einem Markt, da verschieden Kauffleuth von Allen Ohrten auffkommen, er verschreckht die Augen, aber er erhebt die Herzen …

Der oberste Meister auff dem Sabbath ist der Teufel … Er sitz auff einem Stul und scheint gantz vergült, aber glüend, auff seiner Seite ist die Königin des Sabbaths, welche eine Häxe ist, die er verfüret hat, welche er läßt sehen köstlich zugemacht mit vil falscher zier schmuck und gekrönt wie eine Königin …

Ihr Gottesdienst ist gar wild und verkert, dann ei falscher Priester thut Meß umb mit den Christen zu spotten, er läßt eine Hostie sehen, welche gemacht ist aus stinckender Matery, Schwartz und baraucht, da ein Bock auffgemahlet ist … Der Sabbath allzeit zu Mittenacht gehalten wird, auff einem Vierweg, und gemeinlich Mittwoch oder Freitag … daß man danzete und auf Geygen und Trummeln so alda ein groß gethön und schall gaben, gespielet daß allda ein große Lust und freud sey, und daß man alda öffentlich die Liebe pflegete …

Und dieweil das Dantzen gemein unter den Menschen, wollen sich etliche Zauberinnen darmit entschuldigungen und sagen, daß sy auff dem Sabbath fewesen allein umb zu dantzen …, als gingen sie auff ein Pfarr- oder Dorff Kirmes…




Jakby się spodobało, to jest jeszcze jeden tekst w podobnym temacie, ale z nim zejdzie mi więcej roboty, więc na razie mi się nie chce :P Potem, potem... :P

Salem - zdemaskować diabła

4
Daj piwo
Anonymous @ 2013-04-10, 12:50 [skopiuj link]







Film przybliża sylwetkę purytańskiego duchownego Samuela Parrisa i rolę, jaką odegrał w procesie czarownic z Salem z 1692 roku.

Wystawa "Narzędzia tortur z czasów Inkwizycji"

402
Daj piwo
Moi drodzy, dzisiaj miałem szczęście odwiedzić wystawę na temat narzędzi tortur z czasów Inkwizycji. Okazałbym się nieczułym wałem, gdybym się nie podzielił tym z wami. Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale zarówno oświetlenie jak i sprzęt, którym dysponowałem nie pozwoliły na nic lepszego. Mam jednak nadzieję, że się spodoba.

Gruszka, znana większości z was, gdyż sam pamiętam 1-2 tematy na temat tortur, w których były zawarte jej opisy i zdjęcia. W skrócie był to mechanizm, który wkładany był w różne otwory ciała (usta, odbyt, pochwa) by później za sprawą jego rozwarcia powodować ból, a często rozrywanie wnętrzności. Na zdjęciu gruszka z kolcami na końcu, czyli ta mniej miłosierna.


Pasy cnoty, raczej nie stosowane jako narzędzie tortur jednak też jest to wynalazek, który służył inkwizytorom. Przecież jak się jechało palić i torturować przez długie dnie nie można było pozwolić na to by się partnerka puszczała jak latawiec na wietrze. Zazwyczaj nakładany był na parę dni, gdyż otarcia i brak odpowiedniej higieny mógły prowadzić do nieodwracalnych zmian tam gdzie mężczyzna chciał by zawsze było ciepło i przytulnie. Co ciekawe istniały też pasy cnoty dla mężczyzn (chłopców). Co jeszcze ciekawsze były przygotowane na to by nie karcić porannego drąga.

Garota. Większości kojarzy się z Agentem 47. Jednak inkwizytorzy nie lubili sami przykładać siły do zabaw z torturowanymi, dużo lepiej przecież użyć do tego śruby. Więzień siedział sobie przykuty do siedziska, na szyi miał metalową pętlę do której był przyciskany przez klin, który wysuwał się w wyniku kręcenia korby. Niestety jakość tego zdjęcia nie powala i dość marnie widać główną jego część, czyli klin z korbką.

Tron został tak nazwany dość przekornie. Więzień trzymany był za nogi, które zapinano w widoczne otwory. Najprawdopodobniej łańcuch dodatkowo przytrzymywał więźnia w okolicach ud by nogi były podkulone i by głowa wystawała lekko poza widoczny podest (oczywiście łapska też skuwano). Była to według inkwizytorów łagodna tortura dlatego często dołączano do niej przypalanie gorącym żelazem czy torturę wodną. Jak widać "uśmiechnięta" budowa tronu był dość ponurym żartem twórcy tego ustrojstwa.

Jeżeli się spodoba to wrzucę resztę zdjęć z opisem. Jeżeli jednak nie podobają się moje opisy to wrzucę same zdjęcia. Nie będę się produkował wtedy bez sensu.
chybeck @ 2013-02-26, 21:00  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (63 piw)
Le grand final.

Miejsce trzecie. Krzesło Inkwizytora. Służyło do przesłuchiwania, a często jako koniec żywota. Miejsca gdzie przesłuchiwany siedział i gdzie przyciskano jego nogi i ręce były pełne drewnianych kolców (nie aż tak ostrych, ale bolesnych), gdyby chciał jednak oderwać którąś część ciała od tych kolców czekały już na niego ostre gwoździe, które raniły głównie nogi i nadgarstki. Właściwie ikona inkwizycji.

Miejsce drugie. Zgniatacz kolan. Cóż za cudo o którego istnieniu nie wiedziałem dotychczas. Najlepszą recenzją będzie cytat z karty przy eksponacie. "Narzędzie to było używane do szarpania stawów, zarówno łokciowych i kolanowych. Kolce, szczególnie przy dłuższym stosowaniu nieodwracalnie rozłupywały stawy."

Miejsce pierwsze. Pewnie część się nie zgodzi ze mną, jednak Buty Melezyjskie wręcz skradły me serce, jeśli można tak powiedzieć o narzędziu tortury. Większość osób, które to przeżyły pewnie srała szyszkami gdy ktoś przy nich wspomniał o tym narzędziu. Bucik ten łamał po kolei obie kości, strzałkową i piszczelową. Zazwyczaj tortura kończyła się kalectwem. Oto zdjęcie i dokładny opis (niestety było w gablocie, dlatego te refleksy.

Dziękuję za uwagę. Nie traktujcie tego jako jakiś dokument.
6 zdjęć więcej, kliknij tutaj aby je zobaczyć...

Młot na czarownice- fragmenty

110
Daj piwo
Malleus Maleficarum (Młot na czarownice) - tekst o magii, spisany przez dwóch dominikańskich inkwizytorów Jacoba Sprengera i Heinricha Kramera. Wydany w 1487 stał się podręcznikiem łowców czarownic od XV do XVII wieku. Stał się podstawowym źródłem wiedzy o czarostwie, czarownicach i ich związkach z Szatanem.



Książka choć potępiona przez Inkwizycję w 1490 i wciągnięta na listę Librorum Prohibitorum była wciąż publikowana na skutek rosnącego zapotrzebowania na walkę z czarami, zarówno wśród katolików jak i protestantów. Aż do 1678 roku była najpopularniejszą książką po Biblii.

W Polsce "Młot na czarownice" wydano w 1614 roku, przetłumaczył ją Stanisław Ząbkowic.



Wybrałem fragmenty, które doskonale opisują ułudę i hipokrycję ówczesnego kleru. Każde zdanie w tej książce przesączone jest zabobonami i tępym usprawiedliwianiem wszystkiego co się da magią, czarnoksięstwem i satanizmem.



Piłeś na popijawie, obudziłeś się gdzieś na tarasie?
-Spalić na stosie czarnoksiężnika, który wymazał twoją pamięć i magicznie cię przeniósł tam szatańskimi sposobami!

Nie przeżegnałeś się przed zjedzeniem kapusty?
-Smaż się w piekle.

Jesteś wzorowym Katolikiem, ale podejrzanie długo się modlisz w kościele?
-Pewnie jesteś szatanem w ludzkiej formie, który nie chce, a by go poznano!



Cytat:
W pewnym mieście, zwanym Spierz, pewna głęboko wierząca kobieta wdała się w dyskusję z czarownicą. Oczywiście, jak to z kobietami bywa - pokłuciły się na dobre. Nadeszła noc. Owa bogobojna niewiasta włożyła do kołyski swoje maleńkie dziecko. Przypomniała sobie jednak o dziennym zdarzeniu i bardzo się zdenerwowała. W obawie przed czarami włożyła do kołyski dziecka święcone ziele, pokropiła dziecko wodą święconą i pobłogosławiła je na dobranoc. Uspokoiła się i również zasnęła. W nosy obudziła się jednak. Dziecko płakało, kobieta chciała je przytulić, zajrzała do kołyski, a tam... pusto. Dziecko jakimś dziwnym zrządzeniem losu znalazło się w kącie pokoju. Całe szczęście, że było zdrowe. Na podstawie tego dziwnego zdarzenia można pojąć naprawdę jaką moc posiadają kościelne egzorcyzmy. Jest to również dowód na miłosierdzie boskie.

===

Wiele dobrego mogą sprawić święte słowa. Niejednego też wyratowały z opresji. Owe święte zawołania nie tylko chronią od czarów, ale i leczą tych, na których zły swój czas już rzucił. Niezmiernie skuteczne są słowa: Jezus + Nazareński + Król + Żydowski + [...] (są to słowa tytułu zwycięstwa naszego Zbawiciela).

===

A Pan Bóg ma swoje powody, by pozwalać na szerzenie się złego i jego czarów. Jest to bowiem kara, którą ludzie (szczególnie kobiety) ponieść muszą po tym jak ojciec nasz- Adam popełnił grzech pierworodny.

===

Znamy jeszcze taką żywą, lecz oskarżoną o czary, która w czasie owego uniesienia szeptała takie oto słowa: wymieć mi zadek językiem.

===

Na koniec jeszcze [szatan] podaje jej przepis na maść specjalną, która pozwoli nowej czarownicy żądze zaspokajać. Specyficzny jest jednak skład owej mikstury, bo do jej zrobienia wykorzystuje się kości małych dzieci.

===

Z ciekawości zapytał ów Piotr jedną z czarownic:
-Jakim sposobem zdobywacie niewinne dzieci?
W odpowiedzi usłyszał:
-Zwykle czyhamy na niemowlęta nie ochrzczone, chociaż czasem zabieramy też ochrzczone. Najważniejsze jednak, by nie były one naznaczone znakiem krzyża i modlitwą. Tak wybrane dzieci w kolebkach zabijamy, a po pogrzebie wykopujemy z grobów. Gotujemy je w kotłach tak długo, aż mięso od kości odejrzie. Z takiego wywaru robimy magiczną maść. Ta mikstura jest nam potrzebna do odprawiania czarów. Resztę zlewamy do butelek. A kto napije się tego wywaru staje się znawcom (sic!) czarów i pełnoprawnym członkiem naszej sekty.

===

Kobieta złożyła szatanowi przysięgę, że po siedmiu latach odda mu swoją duszę i ciało. Jednak miłościwy Bóg sprawił, że w szóstym roku pojmano ją i na stosie spalono.

===

Tego niezwykłego dnia żacy przyszli do karczmy na piwo. Wszyscy wspólnie uzgodnili, że ten, który piwo przyniesie nie będzie za siebie płacił. Jeden z nich poszedł po napój. Wrócił się jednak. Przestraszył się gęstej mgły. Wtedy ten, który potem porwany został powiedział:
-Chociażby i tam sam diabeł był, ja pójdę po piwo.
A skoro tylko wyszedł zaraz coś go w górę porwało

===

Znały jednak takie zaklęcia, że mężczyzna nimi omamiony nie widział własnego przyrodzenia.

===

Mówił o tym, że czarownica pozbawiła go intymnej części ciała. Mężczyzna uprosił się o zwrot. Ona poleciła mu zabrać członek z gniazda umieszczonego na najwyższym drzewie. Kiedy ów nieszczęśnik znalazł się na szczycie ujrzał w gnieździe wiele męskich organów. Chciał zabrać największy, lecz czarownica powiedziała, że jest on własnością pewnego plebana.

===

Żyła sobie pewna kobieta, która nie zgodziła się na cudzołóstwo; rozgniewany na nią młodzieniec udał się do Żyda-czarownika. Poprosił go o dopełnienie zemsty na owej kobiecie. Żyd zamienił ją w klasz. Przyprowadzono ją przed Makarego, który ujrzał w niej kobietę, a nie zwierzę. Święty wybawił niewiastę, lecz ku przestrodze dał jej upomnienie. Nakazał, by dobrze służyła Bogu i przyjmowała Sakramenty święte.

===

Kiedy wychodziła z ich domu z zawiniątka, które niosła przed bramą wypadło ramię noronarodzonego dziecka.

===

Czarownice mają kilka sposobów na to, by pozbawić bydło mleka. Czasami robią to w święta, by obrazić majestat Pana Boga. Siadają wtedy w kącie domu z wiadrem między kolanami i wbijają nóż w ścianę, potem ręce układają tak, jakby chciały zwierzę wydoić. Następnie wzywają szatana, który pomaga im w czarach. One informują go, z którego domu i jaką krowę chcą wydoić. On zaraz tam leci i w sobie tylko znany sposób sprawia, że czarownica doi mleko z noża wbitego w ścianę. Takie sztuczki udają się jedynie czarownicom.

===

Pewni ludzie idąc drogą przez pola zapragnęli zjeść majowego świeżego masła. Jeden z nich zawarł niegdyś umowę z szatanem i dlatego obiecał pozostałym, że zrobi dla wszystkich masełko. Zdjął ubranie i wszedł do rzeki. Usiadł w niej i zaczął wypowiadać dziwne słowa. W tym samym czasie mieszał rękoma wodę, by po chwili wyjść z rzeki z kawałkiem świeżo ubitego masła. Widać z tej opowieści, że ten mężczyzna był bardzo pewien swoich umiejętności. A raczej swej umowy z szatanem, który obiecał mu, że będzie spełniał jego zachcianki. Ten człowiek związany z szatanem był prawdopodobnie czarownikiem.

===

(rozdział "O różnych sposobach przenoszenia się z miejsca na miejsce" czarnoksiężników, szatanów etc)
Pewien zacny człowiek miał pięcioletnie dziecko. Zdecydował się jednak służyć Bogu i do klasztoru wstąpił. Stamtąd pewnej nocy jakieś nieznane siły wrzuciły go na taras. Mnisi znaleźli go rano. Zaniepokojeni poprosili go o wyjaśnienia. On pamiętał jedynie, że został zaproszony przez kogoś na bankiet. Tam nakazano mu, by najadł się do syta. A potem ktoś przewiózł go w to oto miejsce.

===

Inkwizytorzy nie znaleźli zatem odpowiedzi na nurtujące ich pytanie. Wszyscy byli w różny sposób nękani, bądź nawiedzani przez czarownice. Działo się to zarówno w dzień, jak i w nocy. Wiedźmy przybierały różne postacie. Zmienione w małpy, psy lub kozy krzykiem próbowały zastraszyć Inkwizytorów. Nigdy jednak nie udało im się zawładnąć duszą choćby jednego z owych prawych obywateli będących pod opieką Boga i w jego imieniu działających.

===

Dodać jeszcze należy, że czarownice przystępujące do stołu pańskiego przyjmują komunię pod język, by przypadkiem Bóg ich nie nawrócił; lub po to, by później komunikant wyjąć z ust. Przez to też kapłani mają za zadanie obserwować kobiety przystępujące do komunii świętej, by zauważyć w porę, która z nich jest czarownicą.

===

Czy szatan sam, bez pomocy czarownicy, może kogoś pozbawić przyrodzenia? Tak, owszem. Może to zrobić na dwa sposoby: 1) czyni to przybierając ludzką postać 2) czyni to w swej własnej osobie. Świetnie ilustruje to historia plebana, który dopuścił się cudzołóstwa z panną ze swej parafii. Wskutek tego zajścia ksiądz musiał uciekać ze swej parafii. Kiedy ów pleban wędrował przez gaj nagle zastąpił mu drogę szatan w o osobie zakonnika. Zapytał plebana:
-Dzięki pomocy Boga widzę, że jesteś czymś bardzo strapiony. Co się stało?
Ksiądz usłyszawszy takie słowa wyjawił powód swojego smutku. A zakonnik mu tak odpowiedział:
-Widzisz, gdybyś nie miał swego członka, nigdy nie dopuściłbyś się takiego grzechu.
On oczywiście zgodził się z tym. Szatan nakłonił go, by podniósł sutannę. Zły pozbawił go przyrodzenia. Uradowany ksiądz wrócił do parafii, by oczyścić się z zarzutów. Jednak kiedy obnażył się przed wiernymi ich oczom ukazał się członek i to o wiele większy, niż ten który był prawdziwą własnością plebana. W taki oto sposób szatan w ludzkiej postaci oszukał sługę bożego.

===

Podobną rzecz wspomina Święty Grzegorz w Dialogach. Napisał on o pewnej mniszce, która zjadła sałatę zanim się przeżegnała. Oczywiście nawiedził ją szatan.

===

(...) Muszą wówczas wyspowiadać się i przeprosić za grzechy, ponadto odprawić obfitą jałmużnę na kościół.

===

Nider podpowiada, co powinniśmy czynić, gdy szatan oczaruje naszą krowę. W pierwszej kolejności musimy ją przeżegnać znakiem Krzyża Świętego, a następnie około 30 razy zmówić Pozdrowienie Anielskie.

===

Przeciwko gradowi, czy burzy najlepiej zastosować znak Krzyża Świętego. Ewangelia Świętego Jana podaje, że należy trzy razy odmówić Pacierz lub Pozdrowienie Anielskie. Następnie głośno powiedzieć: na początku było słowo i przeżegnać burzę znakiem Krzyża. Na koniec należy powiedzieć jeszcze trzy razy: słowo ciałem się stało. Dzięki temu burza zesłana przez czarownice natychmiast ustanie. Jeśli robilibyśmy to bez wzywania imienia Boga, moglibyśmy jedynie zaszkodzić. Dla pozbycia się gradu należy trzy ziarna gradowe wrzucić w ogień i odmówić modlitwę. A dlaczego w ogień mamy to wrzucić? Ano dlatego, by szybko stopniało i rozpłynęło się. Dzięki temu dzieło szatana również zostanie szybko zniweczone.

===

Nider uświadomił nam dlaczego dzwony kościelne dzwonią, gdy rozpoczyna sie burza. Po pierwsze dlatego, by szatana wystraszyć (ma on pomyśleć, że Bóg z nieba na niego trąbi). Po drugie, by ludziom przypomnieć o modlitwie. W Niemczech i we Francji do dzisiaj wierni i księża wychodzą z kościołów z Sakramentem Świętym, by śpiewem i modlitwą rozpędzić żywioł. Niektórym może się to wydać czynem zabobonnym. Stwierdzamy, że tak mogą sądzić jedynie ludzie, którzy nie potrafią rozdzielić głębokiej wiary od zabobonu. [...] Bardzo głupio postępują ludzie, którzy dla pozyskania jakiś korzyści ślubują, że na przykład w sobotę nie będą się czesać lub, że w niedzielę będą pościć. W porównaniu z takimi rzeczami wynoszenie sakramentu Świętego w czasie burzy już przez nikogo nie może zostać zakwalifikowane do czynu zabobonnego.


Czarownice (Häxan)

5
Daj piwo
Griszon @ 2012-08-11, 22:25 [skopiuj link]
W swym najpopularniejszym filmie B. Christensen, łącząc dokument z fabułą, bierze na warsztat średniowieczne opętanie czarownicami. Ukazując ilustracje z epoki, daje najpierw widzowi wgląd w świat wyobrażeń owych czasów, aby następnie, już w scenach sfabularyzowanych, przedstawić plastycznie wiarę w czarownice: kobiety te pokazuje w trakcie warzenia miłosnego napoju, przed kontaktem z diabłem czy przy denuncjacji przez ich współtowarzyszki. W końcu na ekranie ukazują się narzędzia tortur... Dokonując następnie skoku we współczesność (odtwórczynie ról czarownic ujawniają się jako beztroskie mieszkanki domu starców), Christensen wiąże średniowieczne zabobony z "nowoczesnymi" chorobami nerwowymi, takimi jak histeria czy kleptomania. Reżyserowi chodzi w tym filmie nie tyle o historyczne fakty, ile raczej o skutki oddziaływania przesądów na psychikę jednostki. Mimo to film ostro atakują przedstawiciele Kościoła katolickiego za fałszowanie historii. Po realizacji filmu Christensen opuszcza Szwecję i udaje się do Hollywood.

   Popularne tagi
kołyma  misza