18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach
Wojna na Ukrainie (tylko materiały z opisem) - ostatnia aktualizacja: Przed chwilą
🔥 Oswajanie słonia - popularne w ostatnich 24h
Lipiec 2016
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Sierpień 2016
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
Wrzesień 2016
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

Kobiety - cała prawda

yogi • 2016-08-21, 2:42


TŁUMACZENIE:
Kto jeździ bezpieczniej, kobiety czy mężczyźni?

Zgodnie z nowymi badaniami 55% ankietowanych uważa,
że kobiety odpowiedzialne są za niewielkie stłuczki.
Natomiast 78% obwinia mężczyzn za wypadki śmiertelne.

Zwróćcie proszę uwagę, że dane na wykresach nie sumują się do równych 100% ponieważ analiza zostałą przeprowadzona przez kobietę...

Ci, którzy buczą na ten dowcip niech wiedzą, że został wymyślony przez kobietę zatrudioną w naszej firmie... I co? Za cholerę nie wiecie co teraz powiedzieć...

No dobra, żartowałem - u nas nie zatrudnia się kobiet
Pasażer "Europejczyk", stawia się naszej służbie celnej. Nie chce zostać w samochodzie i wdaje się w dyskusję. Najpierw kwestionuje zasadność zatrzymania "bez powodu", potem pyta się czy u nas jest demokracja, czy komunizm. Nie chce wykonywać poleceń funkcjonariuszy i zostać w samochodzie podczas kontroli

W źródle autor filmu został zjechany komentarzami swoich pobratymców
Szangti • 2016-08-21, 14:24   Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (118 piw)
ukraincy to nie ludzie

Totalny odlot Szechtera

t................y • 2016-08-21, 13:42
Wybiórcza przeprowadziła wywiad z ks. Tischnerem(który nie żyje już od 16 lat )

Cytat:

Wielu rzeczy mogliśmy spodziewać się po redaktorach dziennika Adama Michnika, ale nie tego. "Gazeta Wyborcza" opublikowała wywiad z ks. Józefem Tischnerem. Księdza, który nie żyje od 16 lat, "zapytano" m.in. o Smoleńsk i rządy PiS. A w usta kapłana włożono jego dawne autentyczne cytaty.

Ów rewolucyjny wywiad zatytułowano "Polska znicestwiona - głos dla Tischnera. Co by powiedział, gdyby był z nami". A oto próbka umiejętności redaktora "Gazety Wyborczej":

"Wyborcza": A krzaki w podsmoleńskim lesie stają się rosyjskimi komandosami, zaś odgłosy dopalającego się wraku - jękami dobijanych, "zdradzonych o świcie" polskich bohaterów. Rozumiem efekt chwilowego szoku, ale to przekłada się przecież na tzw. śledztwo prowadzone przez "niezależnych ekspertów". Nie polega ono na zmierzaniu od argumentów i dowodów w stronę prawdy, ale na odwrót - szuka się drogi od prawdy, którą się dysponuje na zasadzie wewnętrznej pewności, do jej "potwierdzenia" w faktach. Jak to wytłumaczyć?
ks. Józef Tischner: Wyobraźnia bierze również w posiadanie rozum. Rozum zaczyna "kombinować". Jakie to spiski, jakie zmowy, jakie układy z piekieł doprowadziły do zwycięstwa przeciwników? Pytania są czysto retoryczne, ponieważ odpowiedź jest z góry dana. Brzmi: właśnie spiski, właśnie układy, właśnie z piekłem. [...]

"Wyborcza": Czy w związku z tym postulat "dobrej zmiany" nie jest synonimem zmiany radykalnej, która jako taka musi przebiegać właśnie tak, jak przebiega? Musi np. oskarżać o zdradę i cynizm tych, którzy przeciwko niej protestują?
ks. Józef Tischner: Schorowana wyobraźnia zawsze będzie oskarżać. Stąd płynie jej katastrofizm. Codziennie i na każdym miejscu wali się jej świat. Każda burza jest burzą ostatnią. Tuż za drzwiami czeka piąty rozbiór Polski. Gospodarka już leży w gruzach. Noce są we władaniu morderców. Leje się krew niewinnych dzieci. [...]

"Wyborcza": Na czym polega więc ten polski liberalizm, którego boi się dzisiejsza władza i jej elektorat? Jeśli dobrze pamiętam, nazywa go ksiądz "liberalizmem dialogicznym".
ks. Józef Tischner: Liberalizm dialogiczny od monologicznego dzieli przepaść. Wychodzi się z głębokiego przeświadczenia, że "moja" wolność nigdy nie będzie wolnością dojrzałą bez wolności "innego". Wolność należy do takich wartości, które musi się dzielić z innymi. Wolność "wydojrzewa", przechodząc najpierw od Ja do Ty, potem od Ty do Ja, a następnie od Ty i Ja do My.



W następnym odcinku będzie rozmowa z Hammurabim o nowelizacji prawa karnego
To będzie pierwszy taki przypadek od końca zimnej wojny, zapasy żywności i wody pitnej
mają pozwolić przetrwać przez 10 dni w przypadku poważnego kryzysu.
Niemiecki rząd zachęci obywateli do robienia zapasów na wypadek kryzysu.

Propozycję obejmującą też stworzenie niezawodnego systemu alarmowego, przygotowanie służby zdrowia na wypadek kryzysu oraz budowę systemu wspierania Bundeswehry przez instytucje cywilne przygotowało ministerstwo spraw wewnętrznych. Projekt przewiduje m. in. ograniczenia w ruchu publicznym na wypadek konieczności
przemieszczania większych sił wojskowych. Rząd ma uchwalić program w najbliższą środę.

Autorzy propozycji zastrzegają, że atak na terytorium Niemiec, który wymagałby obrony kraju siłami konwencjonalnymi, jest mało prawdopodobny. Mimo to Niemcy muszą być przygotowane na zagrażający istnieniu kraju rozwój wypadków, którego nie można wykluczyć.

Żródło

o chuj niemcom chodzi?
kapelan_szturmowy • 2016-08-21, 12:01   Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (55 piw)
Ehhh... nawet władze niemiec wiedzą że wojna idzie coraz większymi krokami... Tyle osiągnęła nasza cywilizacja, ostatnie pokolenia robiły wielke kroki milowe żeby ludziom żyło się czysto, wygodnie, przyjemnie, komfortowo i wszystko pójdzie w pizdu...
Napisałem rok temu serię past, których fabuła rozgrywała się w okół Krakowskiego baru mlecznego 'Smok'.
Poniżej macie pierwszy odcinek serii, jak się spodoba to dam więcej a jak nie to jebać


OPOWIEŚCI Z BARU MLECZNEGO #1 - Prolog (Aryjska Krew)

Odkąd pamiętam kochałem Polską kuchnię, odkąd też pamiętam zawsze byłem kurewsko biedny a bary mleczne to idealny kompromis pomiędzy jednym a drugim, a już szczególnie jeśli się jest studentem.

Cofnijmy się zatem 11 lat wstecz kiedy to miałem najzwyczajniej w świecie spierdolić z Ziemi Świętej (Piecki, Woj. Warmińsko Mazurskie, 2tys mieszkańców, 4 budki z lodami, 3 szmateksy, 2 kościółki i totolotex)
do Krakowa, w pogoni za lepszym życiem, studiować Skandynawistykę.
Tak, tak, wiem co sobie teraz myślicie, o dziwo na kasie w kyfycy nie skończyłem a rzeczami z Zimolandii interesowałem się od zawsze.
Zawsze miałem full klocków lego (no dobra, gówno z bazaru, ale w Pieckach to i tak był rarytas) Ikea od zawsze wydawała mi się robić bardzo solidne produkty a wódka Finlandia od zawsze mi się wydawała za droga.
Aczkolwiek nie uprzedzajmy faktów.

Przeszedłem w swoim życiu przez swego rodzaju niepokojący (dla innych) etap, lub jak to mawiała matka - odchył...
HVITE RASE JæVLER!
Gdy te słowa padały w środku nocy to matka budziła się z krzykiem.
Ojciec był cały oblany potem i chciał wzywać egzorcystę.
Jeżeli nadal nie rozumiecie to byłem wikingiem.
Kolekcjonowałem repliki broni wikingów, uczyłem się języka staro-nordyckiego i słuchałem jak na prawdziwego aryjczyka przystało - nazistowskiego black metalu prosto z Norweskich lasów.
W rodzinnym domu miewałem różne popierdolone odpały.
A to się farbowałem na jasny blond i zakładałem niebieskie soczewice na oczy (los niestety mnie pokarał brązowymi jak kupa oczami i brązowymi włoskami, byłem typowym słowiańskim Raciborem)
A to przyodziewałem się w swoją kolczugę wykonaną z kapsli po Harnasiu i wyprawiałem się w środku nocy na łowy do sąsiada, który miał kury, w celu zabicia dzikiej zwierzyny i ofiarowaniu jej Odynowi.
Jeszcze innym razem budowałem przez upojne miesiące wielkie kościoły z patyczków po Big Milkach w piwnicy, tylko po to żeby w końcu je spalić i patrzeć jak płonie rozżarzonym ogniem dziedzictwo chrześcijan na moich własnych oczach.
Kasy na te zajebane patyczki poszło w chuj, ale przynajmniej część się zwróciła bo w big milkach można było wygrywać kolejne big milki.
Kupowałem też czarny szprej i wypisywałem na budynku psiarni rzeczy typu - "Biała dama nie dla afrykana" czy "Czarni mają takie duże pały bo ich nie myją" oraz ma się rozumieć szprejowałem też loga zespołów black metalowych z Norwegii.
Moim ulubionym był Burzum a Varg Vikernes był moim idolem.
Pamiętam, że gdy się to wszystko działo, Varg siedział jeszcze w więzieniu a ja mu przysyłałem do pierdla jego własne zdjęcia splamione moim nasieniem. Prawdziwa aryjska miłość na zawsze.

Moje wixy były niebezpieczne, nie tylko dla innych ale i dla mnie samego.
Przeżyłem skaryfikacje skurwysyny zanim to było modne, pamiętam jak wziąłem nóż mamy do obierania pyr z kuchni, zakradłem się do piwnicy i zimnym jak norweski black metal pociągnięciem o brodę wydziarałem sobie bliznę, którą mam do dzisiaj. Chciałem się upodobnić do Varga.
No Remorse skurwysyny.
Z czasem bycie białym nadczłowiekiem tak mnie pochłonęło, że przestałem nad tym panować, tak jak narkomani nie odróżniają jawy od snu tak ja nie odróżniałem czystych ludzi od brudnych.
Idąc na ulicy potrafiłem zwyzywać starą babe z laską od pierdolonych małpich dziwek i kazać jej wypierdalać do afryki gdzie jej miejsce, innym razem na mszy zacząłem wrzeszczeć jak pojeb WHITE POWER gdy zobaczyłem księdza w CZARNEJ sutannie.
No, ale to tyle słowem wstępu, w każdym razie jak skończyłem ledwo ledwo technikum to chciałem wyrwać się z tej mazurskiej dziury i zaznać prawdziwego życia w większym mieście.
Dla starych to było tylko na rękę bo chcieli się pozbyć takiego zjeba z domu, a przypomnę, że wszyscy sąsiedzi myśleli iż mam schizofrenię i robili comiesięczne składki na mnie, by mi pomóc.
Skończyłem więc tę chujową szkołę i usłyszałem od mamy ''Droga wolna synu"
Ucieszyłem się, chciałem od nich spierdolić.
To było jak w tej piosence ibisza czy jakoś tak "nie rozumią mojej sztuki a niech się pierdolą" dokładnie to wtedy czułem, chciałem znaleźć kogoś kto by podzielał moją pasję, a w mniejszych miasteczkach nie było opcji nikogo takiego znaleźć.
Niczym zdesperowany homoś zacząłem przeglądać profile kuców na Sympatia.pl aż w końcu znalazłem kogoś idealnego dla siebie.
Przemysław, przemuś, przemusio - mój kochany!
Gdy tylko wyczytałem, że jest studentem na drugim roku Skandynawistyki wiedziałem, że to będzie mój przyjaciel na resztę życia.
Mieszkał w Krakowie, pasowało mi to, bo jak już wspomniałem musiałem spierdolić od starych jak najdalej żeby była wymówka czemu się nie pojawiam na świętach w rodzimym domku.
Zadzwoniłem do niego z domowego (gdyż w tych czasach komórka to jeszcze nie było dobro powszechne) i wystawiłem mu kawę na ławę, że nie jestem dziewczyną i nici z seksu, ale mam za to inną propozycję.
Wyjawiłem mu swój plan wynajęcia kawalerki w Krakowie i spłacania jej razem.
Przemuś zgodził się od razu, mieliśmy masę wspólnych zainteresowań, przez telefon polecił mi parę fajnych zespolików Black Metalowych, podał adres i powiedział żebym wpadał.
Gdy to usłyszałem była noc a ja wisiałem jak pojeb na słuchawce, wszyscy dawno już spali.
Jestem cholerykiem i nie mogłem czekać do rana, zakradłem się po raz ostatni do piwnicy, zajebałem wszystkie konfitury, ogórasy i bigosy do plecaka i wyszedłem w mojej wikińskiej kolczudze na przystanek PKP przyszykowany na lepsze jutro jak nigdy dotąd.
Pociąg przyjechał, kupiłem bilet z ostatnich drobniaków ze składki sąsiadów na moją 'schizofrenię'.
Wsiadam.
Podróż wspominam bardzo dobrze gdyż przez całą jazdę byłem zaczytany w Mein Kampf i Kloranie, nie zorientowałem się gdy dotarłem do Krakowa, minęło 11 godzin, jest i dworzec.
Wysiadam, smród.
Tak pachnie życie w dużym mieście. Czułem swąd czarnych afrykanów unoszący się w powietrzu.
Idę z buta do Przemka, dochodzę, pukam do drzwi, Przemysław mi otwiera.
VELKOMMEN KAMERAT! - wykrzyczałem uradowany.
Przemek zajebał mi sztamę, na samym początku wymieniliśmy się poglądami, wypiliśmy Szwedzkie piwo i żuliśmy tytoń - jak Wikingowie.
Zaprzyjaźniliśmy się w stopniu znacznym.

Powiedziałem mu (a raczej 'dla niego' jak to się mawiało na mazurach hehe)
wprost - jestem pojebem i mam pojebane schizy i mnie raczej nie przyjmą na uczelnię.
I tu po raz kolejny Przemysław udowodnił mi jak wielkim człowiekiem jest i rzekł: "Nie obawiaj się, albowiem mój stary jest profesorem na uczelni"
Odpowiedziałem: "Nie pierdol" uradowanym głosem
na co on "Zaprawdę powiadam tobie, że tak jest"
Poczułem się jak wygryw, jak dzisiaj pamiętam całą pierwszą noc spędzoną na rozmowach z Przemusiem.
Także dom miałem zapewniony, miejsce na uczelni też, choć nikt mnie na niej nie lubił (o odpierdolach mających miejsce na uczelni innym razem)
Robotę też znalazłem szybko, nie minął tydzień a miałem zajebistą fuchę na budowie, to był akurat czas gdy budowano nowe centrum handlowe więc zapotrzebowanie na roboli było duże.
Wszystko było pięknie, gdy Przemek pewnego razu nie zabrał mnie do legendarnego już baru mlecznego 'Smok'.
Nigdy w czymś takim wcześniej nie byłem, ale nad barem widniało wielkie logo smoka a w środku atmosfera była bardziej specyficzna niż w hinduskich pornolach z 80tych.
Jeśli miałbym porównać 'Smoka' do innych barów za pomocą stron internetowych to Smok to byłby Sadistic a reszta pubów i barów to jakieś jebane besty i demotywatory.
Gdy tylko usiedliśmy z Przemkiem to on mi powiedział
"Słuchaj, zachowuj się normalnie, będziemy tu często jadać bo jest tanio a my jesteśmy zajebiście biedni, nie patrz na nikogo więcej niż 2 sekundy, pilnuj swojego żarcia i pod żadnym pozorem nie okazuj tutaj swojej aryjskości"
Podziękowałem mu za rady, były bardzo cenne, ale zarazem pomyślałem o Przemku jak o pozerze - JAK KURWA NIE POKAZYWAĆ ARYJSKOŚCI?
Już zaczęła mi lecieć piana z pyska i miałem krzyczeć WHITE POWER gdy Przemek w ostatniej chwili mnie powstrzymał ujebaną serwetką wpychając mi ją do mordy. Zatamował mój atak nadczłowieczyzmu, ale pytanie na jak długo?
Czułem się jak Han Solo siedzący w Mos Eisley Cantina, wszędzie masa pojebów, każdy jakby wyrwany z innego świata, same freaki i skurwysyny matki natury z wyglądu.
Przemysław poszedł zamówić dla nas Pomidorówki z ryżem, podwójne porcje ruskich z zasmażanką i 4 kompoty bo byliśmy spragnieni po robocie, pod jego nieobecność nikt nie mógł mnie powstrzymać przed moim atakiem.
Rozglądałem się po Barze łamiąc zasady BBM (Bezpieczeństwo Barów Mlecznych, tak to było nazywane wśród tych 'nowych' jak ja)
Moją uwagę przykuł jakiś menel, on widząc, że na niego patrzę podszedł do mnie i zaczął nawijać.
Najpierw się dowiedziałem, że mam ładne oczy i widzi w nich odbicie siebie z młodości, później zaczął coś pierdolić o sposobie wydobywania wody ze studni w starożytnym Egipcie, a skończył mówiąc o tajemniczym planie NASA by wyjebać Kraków w kosmos, na Marsa.
Rany Boskie co ja tutaj robię - pomyślałem sobie w duszy, zatęskniłem za domem i moim bigosem w Pieckach.
Przemek wrócił z żarciem, (menel ciągle stał przy mnie) postawił mi zupę przed nosem i powiedział 'Smakówa, tak tutaj się mawia hehe, jak odpowiesz dziękuję a nie dziękówa to dostaniesz wpierdol, na zdrowie!'
Odpowiedziałem DZIĘKÓWA! i zacząłem jeść ze smakiem gdy ten cwel menel zajebany włożył mi rękę prosto do zupy i się spytał "Będziesz to jeszcze jadł?"
Byłem w paraliżującym szoku, poczułem się zgaszony jak gówno, miałem dość, wstałem i ewakuowałem się stamtąd gdy...
...Mijając kolejne stoliki zobaczyłem murzyna.

Prawdziwego murzyna, nie żadnego podrabiańca, to był pierwszy małpiszon jakiego zobaczyłem w życiu na oczy.
'O ty kurwo', pomyślałem sobie, już ja cię dojadę, czekaj no.
Zrozumiałem, że w tym barze po prostu trzeba być dla innych chujem, tak jak w więzieniu, jesteś miękki to cię gnębią tak jak mnie ten menel.
Dobra, inni są skurwysynami to ja też, w głowie zagrał mi DunkelHeit, poczułem przypływ Nordyckiej siły.
Podszedłem i namelałem na łysą czachę tego murzyniątka, wziąłem palec i z aryjską finezją rozsmarowałem swoją ślinę na jego dyśce niczym żółtko na patelni, następnie włożyłem swoją łapę w jego buraczkową (tak jak menel mi) i powiedziałem mu prosto w oczy ''Nie zjesz tej zupy czarny gównojadzie wysrany w biegu przez cygankę"
Na co on wstał, wraz z tym stolikiem wywalając go razem z pięcioma daniami jakie na nim miał w tamtej chwili.
Złapał mnie jedną ręką za szyję i tak trzymał przez jakiś moment w górze patrząc się mi prosto w oczy, zrozumiał, że poczułem się jak gówno i jestem głupim cwelem. Rzucił mną o ziemię i okładał swoimi pięściami krzycząc ''WHOS NOW BLACK? BARURURURUR BAGAGAAG"
Gdy tak mnie napierdalał do nieprzytomności, zrozumiałem, że to czarni są siłą a ja jestem zwykłą pizdą, która przebierała się pół życia w sukienki z kapsli po piwach wątpliwej jakości.
Poczułem dominację czarnego dzikusa wypuszczonego ze smyczy nad białym cywilizowanym panem, w myślach objawił mi się Varg i powiedział mi, że go zawiodłem, a ja do niego zapyskowałem: "na moim miejscu sam byś wpierdol dostał z tymi swoimi wonsikami i pejsami a'la bon jovi."
Następnie oplułem Vargowi mordę, tak, że moja ślina spływała po jego bliźnie a wszystko to działo się w mojej głowie gdy byłem okładany.
To był definitywny koniec mojej Wikińskiej kariery.

Czarnuch podniósł mnie całego z rozkwaszonym ryjem po czym wyjął jakąś płytę z kieszeni i powiedział ''czek dis hat sziet men"
To był jego mixtejp jak się później okazało, zatytułowany był 'Black Warrior in Da Poland'
Przemek po tym wszystkim podszedł do mnie i się spytał czy nic mi nie jest, miałem uszkodzoną siatkówkę, połamany nos, wybite 2 zęby, rozcięte wargi i ledwo oddychałem, wróciłem z nim do naszego stoliku, nikt się na nas nie patrzał, wszyscy mieli totalnie w to wyjebane jakby to było zupełnie normalne.
Dokończyliśmy te jebane pierogi popijając kompotem i wyszliśmy.
To była moja pierwsza wizyta w Barze Mlecznym Smok, ale czułem, że nastąpił przełom.
Zafascynowany czarną siłą zacząłem nowy rozdział w swoim życiu.
Rozdział bycia rasowym nygasem. (Ale Burzum to dalej lubię sobie posłuchać)

xcbcfvbcvbcvbcvbc