topic

Przystanek Woodstock

szpon2 • 2019-06-27, 12:27
Zeszłoroczny wyjazd na Przystanek Woodstock to był ogromny błąd. Syf, smród, na glebie leży jakiś nieprzytomny gość, cały obrzygany, spodnie mokre bo się zeszczał. Trzeba uważać żeby nie wdepnąć w jakąś strzykawkę, bo wala się tego co nie miara.

Jakiś gość w dredach pije wodę z kałuży bo chyba odwodniły go piguły. W przeciągu 1 godziny podeszło do mnie pięciu różnych dilerów i pytali się czy chcę może kupić [substancja którą akurat mieli]. Jakaś laska w koszulce z Che Guevarą z nieogolonymi nogami i zarośniętymi pachami podniosła spódniczkę pokazując włochatą cipę mówiąc "to może być twoje za 20 złotych".

Wszędzie walały się odchody. Ludzie bez kozery walili na hejnał jabole z butelek. Obok jakiś typek posuwał na trawniku leżącą tam kompletnie gołą grubą lochę, taką ważącą luźno ponad 100 kilo. Oboje wydawali z siebie dźwięki jak zwierzęta. Po chwili typek skończył i zmienił go kolega, który do tej pory się tylko przyglądał. Głośniki bombardowały uszy jakimś niezrozumiałym bełkotem przeplatanym piszczącymi dźwiękami. Mało co nie przewróciłem się o faceta, który zwyczajnie pomiędzy ludźmi kucnął, ściągnął pory i zaczął srać. Smród zmieszanego potu, moczu i fekaliów był nie do zniesienia.

A to był dopiero dworzec we Wrocławiu.

illuminati220

2019-06-27, 12:34
We Wrocławiu może i tak jest ale na Woodstocku nie widziałem jeszcze takich dziwów

os79

2019-06-27, 12:39
Oj Ziemkiewicz już daj spokój... Wystarczy że w "Od rzeczy" dupę Jarkowi liżecie bo was utrzymuje ale od sadola łapy precz !

expieczesto

2019-06-27, 13:19
Wydaje mi się, że straciłem mniej czasu na czytanie tego gówna niż ty na pisanie

Caramon

2019-06-27, 13:31
Illuminati220, chyba byliśmy na innych Woodstockach.

Dodam jeszcze tylko, że znajomy złapał tam HIV, bo się przewrócił i wpierdzielił w gniazdo cyberpunkowych szerszeni, które zamiast żądeł miały zużyte igły po helupie.

szczękoczułki

2019-06-27, 13:34
Miałem plany polecieć na Teneryfę w tym roku,ale namówiłeś mnie na ten Wrocław.

crossdressphyxia

2019-06-27, 13:41
Kiedyś na Woodstocku poznałem bardzo sympatyczną parę gejów i ich 5-cio letniego synka. Mieli cudowne poczucie humoru, spali razem w namiocie obok mojego. Pewnego razu chcieli się r*chać i poprosili żebym zabrał Pawełka na spacer - poszliśmy na koncert Behemota, niestety stałem przy barierkach z małym na barkach i dostałem potężną dawkę gazu musztardowego. Broniłbym się, ale po tabletkach z marihuaną miałem zwiotczałe mięśnie. Jak się obudziłem to mały dogorywał na scenie, przybity do krzyża. Nie wiedziałem jak powiedzieć chłopakom więc pobiegłem do Jurka Owsiaka, zapłakany, spanikowany. Od Jurka bił spokój i charyzma, kazał wolontariuszom wstrzyknąć mi heroinę i obiecał, że zajmie się tematem. I zrobił to - załatwił fajnego, ładnego chłopaka z jednego ze szpitali które dotował (rodzicom powiedzieli że zmarł), pięknie umalował i ubrał w śliczną sukienkę a wolontariusze na lektyce zanieśli go jako dar dla moich przyjaciół z namiotu obok. Byli zachwyceni, jeszcze tego samego wieczora taplaliśmy się wszyscy nago w błocie i tradycyjnie pluliśmy na godło i portret Papieża. Wpadł nawet sam Nergal który w ramach przeprosin podarował całe wiadro krokodyla - towaru było tak dużo, że wszystkich częstowaliśmy a i tak wróciłem do domu z dwoma dużymi słoikami

Caramon

2019-06-27, 13:47
k***a, ten temat będzie legendarny :D

Widelecc

2019-06-27, 13:59
Ależ ja to uwielbiam, ten coroczny prawilny ból dupy u sebixów wyklętych :D tych wszystkich którzy w dupie byli i gówno widzieli, ale jednocześnie doskonale wiedzą co tam się dzieje... Tych wszystkich jedynie słusznych światopoglądowo, którzy gotowi żelazem wypalać tą patologię :D skoro nie jeździcie na tą patologię to skąd wiecie jak tam jest i co się dzieje? Poświęcacie co roku jednego szpiega z krainy deszczowców żeby pojechał i zdał relację?
Jedno mnie zawsze dziwi - skoro i tak tam nie jeździcie ani nie obracacie się wśród tej "patologii", to ch*j was obchodzi co tam sami ze sobą robią?? Chcą się taplać w błocie czy leżeć zarzygani to niech leżą - ch*j komu do tego.

Karmazon

2019-06-27, 14:20
Widelecc napisał/a:

Ależ ja to uwielbiam, ten coroczny prawilny ból dupy u sebixów wyklętych tych wszystkich którzy w dupie byli i gówno widzieli, ale jednocześnie doskonale wiedzą co tam się dzieje... Tych wszystkich jedynie słusznych światopoglądowo, którzy gotowi żelazem wypalać tą patologię skoro nie jeździcie na tą patologię to skąd wiecie jak tam jest i co się dzieje? Poświęcacie co roku jednego szpiega z krainy deszczowców żeby pojechał i zdał relację?
Jedno mnie zawsze dziwi - skoro i tak tam nie jeździcie ani nie obracacie się wśród tej "patologii", to ch*j was obchodzi co tam sami ze sobą robią?? Chcą się taplać w błocie czy leżeć zarzygani to niech leżą - ch*j komu do tego.



Najlepszy w tego typu tematach jest ból dupy, ale właśnie u takich jak ty poruszonych obrońców brudstoku a nie sebixów :-D temat dla jaj a ci już żyłka na mięśniu kegla wychodzi jak ktoś może obrażać twój brudstok :-D

ServerusSnake

2019-06-27, 14:20
A to był dopiero dworzec... Bo pewnie dalej nie dojechałeś i chuaj widziałeś :D Na Woodstocku jestem systematycznie od 1999 r i o takich bzdurach nie słyszałem, ani ich nie widziałem. Chyba że w nazi-tubie- TVPiS :) Ale oczywiście dilerzy to ci chyba w dupę złoili i ci trauma została skoro takie fanaberie wypisujesz :D

kokonnn

2019-06-27, 14:29
Stary ale ty chyba pomyliłeś imprezy, z opisu to nie wygląda na woodstock tylko 180 urodziny twojej starej ;]

Sushy

2019-06-27, 14:29
Pasta która przewijała się po internecie juz dziesiątki razy a ludzie jeżdżący na brudstocka dalej bóldupczą niemiłosiernie :amused:

Caramon

2019-06-27, 14:37
Mój pierwszy raz na Woodstocku był w 1998 roku. Całkiem niedawno zdałem maturę i postanowiłem trochę zdziczeć. Matka powiedziała, że samego mnie nie puści, więc dostałem w roli przyzwoitki ciotkę po stosunkach międzynarodowych, która często jeździła na koncerty i miała doświadczenie. Zwykle na koncerty jeździła w szpilkach, którymi robiła sobie miejsce w tłumie pod sceną, bezlitośnie dźgając po stopach zbyt napierających delikwentów. Pojechaliśmy, rozłożyliśmy się ze starym dwuosobowym namiotem i szykowaliśmy na pierwszy koncert jakiegoś randomowego supportu, kiedy podszedł do nas brodaty jegomość i zagaił, czy nie mamy fajek. Mieliśmy, w dodatku wspaniałe bez filtra H. Upmann, więc poczęstowaliśmy i tak nawiązała się znajomość z Mańkiem (Marian).

Maniek był kierownikiem Pewexu i zaczął opowiadać niestworzone historie na temat różnych bogactw, które dostarczano mu do rozdysponowania pomiędzy ludzi, którzy przychodzili umówieni na hasło. Był to taki system nagradzania różnych współpracowników STASI. Zresztą Maniek wyjaśnił nam, że Ruscy nie mieli nigdy bezpośrednich kanałów dystrybucji wynagrodzeń dla swoich współpracowników w Polsce, tylko działali zawsze via STASI, Totalizator Sportowy albo spółki górnicze.

Wieczorem do Mańka dołączyła Zosia - jego koleżanka z hurtowni. Przyniosła jakiś dziwny, twardy jak skała korzonek, który się zaparzało i piło po malutkim łyczku. Było to gorzkie jak cholera, miało ziemisty posmak i barwę bardzo mocno zaparzonej zielonej herbaty. Efekt trudno ocenić, bo nie przypominał żadnego doznania z substancji, których kiedykolwiek próbowaliśmy. Nie było to ani rozluźnienie, ani euforia, ani halunki... Po prostu jakiś taki dziwny stan niebytu i spokoju. Tak... dawało to wielki spokój.

Poszliśmy wszyscy po dawce tego-tego pod scenę i zaczęliśmy się bawić. Po chwili dołączył do nas jakiś żółw, powoli taplając się w naszą stronę w błocie. Miał na głowie informację, że służy Królestwu Entomologów i ma za zadanie naprawiać tkankę Wszechświata, eliminując szerszenie z ćpuńskimi żądłami, więc go zaakceptowaliśmy. Wkrótce przeistoczył się w wielowagonową czerwoną ciężarówkę przewożącą bydło, taką z aktywnym zawieszeniem, która mogła jeździć nawet po najbardziej błotnistych i nierównych drogach polnych. Miała ona ponad dziesięć różnej długości wagonów i była odrobinę szersza niż zwykła polna droga. Ciężarówką tą dojechaliśmy po paru minutach do bacówki, gdzie mimo wypadających okien udało nam się zanocować, paraliżując jednak ruch owiec na halach, które przyzwyczajone do wskakiwania przez okna i usypiania miejscowych, napotkały z naszej strony na zaciekły opór materii, nie chcieliśmy bowiem zasnąć, tylko próbowaliśmy za wszelką cenę naprawić Lamborghini ukryte w piwnicy bacówki.

Gdy już wykopaliśmy tunel i wyprowadziliśmy samochód na Zakopiankę, dołączyły do nas ogniste jednorożce z morskookich zastępów szatańskiej kawalerii, opłacane bykowym z kapitolu partii Gwałt i Rozbój. Siedzieliśmy w bagażniku, poganiając elektrycznym pastuchem lamy napędzające Lamborghini. W końcu udało nam się odstawić jednorożce i dotrzeć do płotu, gdzie Kargul nakazywał każdemu, by się nastąpił. Nastąpiliśmy się, uratowaliśmy płot przed stratowaniem, po czym wróciliśmy grzecznie do namiotu, gdzie już czekała na nas porcja intergalaktycznego owsa z nalepkami świadczącymi o autentyczności paszy. Odlepiając je, powoli dochodziliśmy do siebie, rozpamiętując to, co właśnie się wydarzyło,.

ewela416

2019-06-27, 14:43
Typ sam po tabletach wkrecil se film i do tej pory ma zwidy. Odstaw autorze tematu ten syf.