18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach

Myśliwy zastrzelił żonę, bo myślał że to dzik

GlassEdi • 2016-02-15, 16:49
Do tragedii doszło w niedzielę w nocy, na skraju lasu w Niemczy, koło Dzierżoniowa. Myśliwi z miejscowego Koła Łowieckiego "Ponowa" zorganizowali tu polowanie na dziki. 40-letni Jacek W. siedział przyczajony w krzakach. Nagle, w odległości 100 metrów, zobaczył zarys postaci. Był święcie przekonany, że to dzik. Nie zastanawiając się długo, przymierzył broń i strzelił. Wedy rozległ się przeraźliwy krzyk. - Okazało się, że to nie było zwierzę, a bliscy myśliwego: jego żona oraz 38-letni przyjaciel z Piławy Dolnej, też myśliwy, ze swoją żoną - opowiada nadkomisarz Mariusz Furgała z Komendy Powiatowej Policji w Dzierżoniowie.
Kula wystrzelona przez Jacka W. zabiła jego żonę, 43-letnią Anetę W., która, mimo reanimacji, zmarła po kilkunastu minutach. Pocisk trafił ją w brzuch, co najprawdopodobniej spowodowało krwotok wewnętrzny. reklama Myśliwy został zatrzymany. Był trzeźwy, podobnie jak inni uczestnicy polowania. Miał też niezbędne dokumenty łowieckie. Usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi mu do 5 lat więzienia. Czytaj też: Wizja lokalna po tragicznym polowaniu w Niemczy Nie został jednak aresztowany. Najprawdopodobniej dziś wróci do domu, do Krakowa. - Nie było potrzeby stosowania środków zapobiegawczych - tłumaczy Zbigniew Kata, zastępca prokuratora rejonowego w Dzierżoniowie.
Mężczyzna przyznał się bowiem do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Śledczym mówił, że nigdy sobie nie wybaczy tego, co zrobił, że w jednej chwili runęło całe jego życie i nie wie, jak spojrzy w oczy dwójce swoich nastoletnich dzieci. Tłumaczył, że żona Aneta od lat dzieliła z nim pasję polowań. Sama wprawdzie nie strzelała, ale lubiła spędzać czas w lesie, z dala od zgiełku miasta. Na Dolny Śląsk przyjeżdżali często. Byli zaprzyjaźnieni z myśliwym mieszkającym w Piławie Dolnej. Niedziela to był ich ostatni dzień pobytu, a polowania jak dotąd nie były udane. Dlatego, kiedy zobaczył w oddali, jak mu się wydawało, dzika, stracił głowę. I mimo że posiadał strzelbę z lunetą, miał profesjonalną latarkę, nie sprawdził, czy to na pewno zwierzę. Kiedy okazało się, że strzelał do żony, razem z przyjaciółmi próbowali ją jeszcze reanimować. Od razu wezwali też pogotowie ratunkowe. Lekarze na miejscu byli jednak dopiero po ponad 20 minutach. Do zdarzenia doszło bowiem na terenie podmokłym, z dala od jakiejkolwiek drogi. Załoga karetki kilkaset metrów musiała pokonać na nogach, w ciemności. To trwało. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, kobieta jeszcze żyła, ale podczas kolejnej próby reanimacji zmarła. Jacek W. to krakowski deweloper, człowiek majętny. Polowania były jego pasją. Co roku przyjeżdżał na Dolny Śląsk. - To ogromna tragedia, jestem zszokowany - mówi Kazimierz Pękała, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Wałbrzychu.
Przyznaje, że wypadki się zdarzają. Jest ich kilka w roku, ale ten był wyjątkowo tragiczny. - Pamiętajmy, że w kraju mamy ponad 110 tysięcy myśliwych. A to tylko ludzie, którzy, niestety, popełniają błędy - dodaje. Tłumaczy, że polowania teoretycznie są bardzo bezpieczne. A jeśli dochodzi do wypadku, wówczas zawsze winę ponosi człowiek. - Albo nieprawidłowo obchodzi się z bronią, albo też działa zbyt pochopnie. Myślę, że tak było w tej sytuacji. Zadziałała adrenalina - uważa prezes Pękała. - Wypadki na polowaniach zawsze się zdarzały, a co gorsza, błędy popełniają nie tylko nowicjusze, ale również doświadczeni myśliwi - twierdzi Tadeusz Andrzejczak, rzecznik dyscyplinarny Polskiego Związku Łowieckiego, autor jedynej w Polsce książki o wypadkach myśliwych. Z danych Związku wynika, że w 2010 roku zginęły w Polsce na polowaniach cztery osoby, a postrzelonych zostało aż 18. Andrzejczak tłumaczy, że nawet, gdy zachowuje się procedury, podczas oddawania strzałów z broni gładkolufowej ołowiane kule mogą odbić się od drzew, rykoszetować, wrócić i kogoś okaleczyć. - To są oczywiście nieprzewidywalne sytuacje. Ale są też i ewidentne naruszenia regulaminu polowań prowadzące do nieszczęść - dodaje myśliwy. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Rok temu nieopodal Torunia dwóch myśliwych chciało zapolować na dziki, które były widziane na polu kukurydzy. Po zmierzchu jeden z nich strzelił - jak mu się wydawało - do dzika. Okazało się, że jego celem była 54-letnia kobieta, która razem z mężem zbierała na polu kolby kukurydzy. Zmarła. W styczniu tego roku w Zachodniopomorskiem dwaj zaprzyjaźnieni myśliwi wybrali się na polowanie. Każdy z nich zajął swoje stanowisko. W pewnym momencie młodszy z mężczyzn, 31-latek, zobaczył grupę dzików. Strzelił, jednak zamiast w zwierzynę, trafił w 59-letniego kolegę ukrytego w zaroślach na linii strzału. Strzał ze sztucera urwał myśliwemu nogę. Na Dolnym Śląsku podobny wypadek miał miejsce 8 lat temu pod Dobromierzem. Tam również myśliwy, przez przypadek, na polowaniu postrzelił swojego kolegę. Mężczyzna zmarł w szpitalu.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/449514,mysliwy-zastrzelil-zone-bo-myslal-ze-to-dzik,id,t.html

bli3

2016-02-15, 16:58
Nie za ładna musiała być ta żona.
Nie ma czego żałować.

bombel076

2016-02-15, 17:22
A kto mi zabroni z farbowaną lochą po lesie chodzić.

Moby_Dick

2016-02-15, 18:44
Robiła żona loda w plenerze, typ rozmarzony z zamknietymi oczkami odpływał, gdy nagle poczuł rycie kłami po fiucie.
To wystraszony odstrzelił dzika.

level1989

2016-02-15, 18:49
myślał że to dzik a to locha...

Guzik

2016-02-15, 22:35
Jak coś k***a kopiujesz to wypie**ol chociaż wyrażenia typu "reklama" albo "Czytaj też: Wizja lokalna po tragicznym polowaniu w Niemczy". Nie dość, że kopiujesz cały tekst z innej strony to do tego bezmyślnie i bez sprawdzenia czy coś ci się przypadkiem nie przykleiło.
PS. Co więcej mam czytać na tej stronie z linka jak cały artykuł przeniosłeś metodą "kopiuj i wklej"?

qwerty1234567890

2016-02-15, 22:50
Jacek W. to krakowski deweloper, człowiek majętny. -Żeby nie było, iż jakiś szeregowy Kowalski granatem od pługa oderwany...

kamuha

2016-02-16, 00:19
Musiała mocno ryć żołędzie.

Murgen

2016-02-16, 10:39
Najbardziej interesujący jest ostatni fragment z opisem innego wypadku - "... Strzał ze sztucera urwał myśliwemu nogę..."
Na co oni tam polowali? Na slonie?

IOI

2016-02-16, 11:27
jesli nie sprzatnal jej specjalnie, to powinni mu dozywotnio zabrac pozwolenie na bron, co za debil strzela w krzaki nie wiedzac co sie w nich chowa.

eligurf

2016-02-16, 11:38
Wg prawa myśliwy może strzelać jedynie do rozpoznanego celu. A tu jebie w krzaki, bo coś się mu poruszało. To daje obraz jak wygląda selekcja, która to myśliwi się tak chwalą. Jak w kawale najpierw strzelają potem liczą nogi.

C.Z.E.S.I.E.K

2016-02-16, 13:43
U Nas patałachy z koła łowieckiego, chcąc przyrobić na boku, jeździli w niedziele po lasach i strzelali w co popadnie. Dodam na marginesie, że niejednego psa ustrzelili. Nie zdziwiłbym się gdyby też kogoś trafili.

kampton

2016-02-16, 13:58
Ten artykuł ma z 2 lub 3 lata i był opisany w jednej z gazet łowieckich . Łowiec Polski albo Brać Łowiecka.

Tak samo jak przypadek z kujawsko-pomorsksiego , gdzie myśliwi siedzieli na kukurydzy i czekali na dziki , co się później okazało ( po pierwszym strzale) małolaci chcieli posadzić zielsko między kukurydzą . Jeden padł .

Murgen. Jak miał duży kaliber i kula otworzyła się niefortunnie na piszczeli to noga mogła wisieć .

voidinfinity

2016-02-17, 23:34
Tam gdzie broń - tam wypadki z bronią.