18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach

Tajemniczy gość

facet85 • 2014-07-29, 16:45
Witam,
ostatnio miałem okazję gościć w rodzinnych stronach swojej kobiety ( rejony Ostrowa, ok. 120 km od Wrocławia ) i mieć okazję poznać jej najbliższą rodzinę. Miałem okazję rozmawiać z jej dziadkiem i opowiedział mi dosyć ciekawą historię z ich rejonu, która miała miejsce zaraz po wojnie, w latach 50 ubiegłego wieku. No to lecimy -->

pierwsza sytuacja
na początku lat 50'-tych zaginęła mała dziewczynka. Oczywiście poszukiwania pobliskich lasów, pól, rzek etc. przez rodzinę, sąsiadów i oczywiście milicję. Po 3-4 dniach dziewczynka miała jak gdyby nic przyjść normalnie do domu. Była czysta, uśmiechnięta, najedzona. Nie miała żadnych znamion na ciele, że coś jej się stało złego. Oczywiście została przesłuchana jeśli można tak powiedzieć. Miała przekazać, ze gdy się bawiła podszedł do niej jakiś człowiek, rozmawiał z nią, bawił się itp. Dziewczynka miała obudzić się na skraju lasu, wstała i przyszła do domu. Była nie świadoma, że nie było jej kilka dni.

druga sytuacja miała miejsce około 2 lata później od powyżej akcji. Podobny schemat, tylko, że tym razem zaginęła młoda, 15 letnia dziewczyna. Oczywiście jak wyżej - szerokie poszukiwania, milicja oczywiście połączyła obie te sprawy. Za dużo podobnych faktów.
Dziewczyna również odnalazła się po kilku dniach cała i zdrowa ale tym razem tak miło nie było. Również rzekomo gdy pracowała na polu podszedł do niej tajemniczy mężczyzna ale mimo wszystko nie czuła strachu ani zagrożenia. Również miała z nim dłużej rozmawiać, mężczyzna miał się trochę nietypowo zachowywać, zadawać dziwne pytania, czy jest szczęśliwa, czy jej rodzice walczyli na wojnie, czy żyją, czym się zajmuje. Tematy niby normalne, ale forma pytań była nietypowa, mężczyzna miał się posługiwać innym dialektem polski. Używał innych sformułowań. Oczywiście tutaj policja się nie szczypała i dziewczynę przemaglowała mocniej jak dziewczynkę. Stworzono coś na wzór psychologiczny "porywacza". Aha - dziewczyna również nie miała pojęcia, że upłynęło kilka dni - nie pamięta, że zachodziło słońce i nastawała noc. Po prostu miała z nim rozmawiać i tyle.

trzecia sytuacja -

trzecia sytuacja miała miejsce dokładnie w kwietniu roku 1956. I podobnie - znowu zaginięcie ale tym razem dorosły mężczyzna. Poszukiwania, przesłuchania etc. - facet odnalazł się po ok. 2 tyg. Znaleziono go ok. 25 km od miejsca rzekomego uprowadzenia, był nie przytomny. Oczywiście gdy sytuacja zdrowotna umożliwiła by go przesłuchać, policja to uczyniła. Wynikało jedno - Jakiś mężczyzna podszedł do uprowadzonego. Był nie swoi, agresywny i nie tutejszy. Miał mieć trochę ciemniejszą karnację, mocny zarost, generalnie brunet/czarne włosy ( nie znam się k***a, szatyn ? ) coś takiego. Tajemniczy spotkany podobnie tylko rozmawiał z poszkodowanym, ale tematy tyczyły się tylko niedawno odbytej wojny. Brunet ( tak go nazwijmy ) miał nie polskie podejście do tematu, nie obwiniał tylko jednej rasy ( miał użyć takiego sformułowania - RASY ), że to ludzie generalnie stoją za tym co się wydarzyło itp. Gdy mężczyzna z wioski oburzył się i miał ochotę po prostu jebnąć gościa, nagle ocucił się właśnie w szpitalu. Nic nie pamiętał więcej, nic nie wiedział etc.

czwarta i ostania sytuacja, miała spotkać samego dziadka/człowieka z którym rozmawiałem.
Człowiek ma swój las, pola i jak to zimą chodził rąbać drewno na opał. Któregoś razu, właśnie już pod koniec lat 50 ( miał wtedy właśnie około 25 lat ). Wracają z drewnem miał spotkać na leśnej ścieżce człowieka, który po prostu opierał się o drzewo. Podszedł, zapytał czy coś mu się stało ( bo miało strasznie pizgać - zima ). Tajemniczy facet nie reagował. "Dziadek" nie chcąc się narażać bo nie wiedział co to za typ, wolał wrócić do domu ( był sam ). Odchodząc od gościa parę metrów nagle zorientował się, że ten idzie obok niego a co najlepsze wg nie słyszał. Facet miał poprosić o szluga, po prostu. "Dziadek" się zatrzymał wyjął paczkę i ogień i dał gościowi. Ten oczywiście zajarał, podziękował i poszedł w swoją stronę. Gdy gość był z 2-3 metry od "dziadka" krzyknął czy mu nie zimno bo zauważył, że facet nie ma butów. Gość miał się uśmiechnąć ze szlugiem w mordzie, podniósł lekko nogę wyciągając ją ze śniegu, machnął w stronę dziadka i gość miał k***a zobaczyć kopyto. Normalne k***a kopyto. Tajemniczy nieznajomy jeszcze raz się miał uśmiechnąć i odszedł.
Dziadek podobno stanął jak wryty, zamurowało go i dopiero po kilku minutach był wstanie z stamtąd sp***alać, drewno miał zostawić.
Nazajutrz poszedł rano z bratem i ojcem, oczywiście z siekierami w razie W, ale nikogo na miejscu nie było. Drewno leżało jak porzucił, a obok nich były ślady kopyt byczych.

Od tamtej pory nic więcej się nie wydarzyło w tym miejscu tajemniczych poza normalnymi problemami życiowymi.
Tyle.

Mówiąc szczerze jak gość to opowiadał widziałem miny jego rodziny itp. i nie wskazywały mi na to, że robią sobie jaj itp. Była cisza, powaga. Jak gość skończył polano wódką i więcej o tym nie rozmawiano, przy najmniej przy mnie. Laska mi tylko o tym powiedziała, że słyszała już tę historię ale pobieżnie.

p.s - pewnie jest w ch*j/h*j błędów - jebie mnie to, stylistyka pewnie tez nie powala - trudno - nie jestem polonistą ;)
pozdro

masaq

2014-07-29, 17:06
facet85 napisał/a:



Był nie swoi, agresywny i nie tutejszy

p.s - pewnie jest w ch*j/h*j błędów - jebie mnie to, stylistyka pewnie tez nie powala - trudno - nie jestem polonistą ;)
pozdro



polonistą ? k***a ty nawet nie rozumiesz, że "nie" z przymiotnikami piszemy łącznie.

clean_east_wood

2014-07-29, 17:06
Moja babcia też często mi opowiada takie dziwne historie i najlepsze, że nie chodzi o żadne morderstwa tylko o jakieś nadprzyrodzone zjawiska umiejętnośc, czary, modły, egzorcyzmy. Mówi zawsze na koniec" Teraz już nikt tak nie potrafi, ale jak byłam młoda to rodzice i dziadkowie ostrzegali przed takimi starszymi osobami. Moja babcia urodzona w 1930r. Tak więc te dziwne osoby mogły być nawet z 1850r. A kto wie co wtedy było w modzie.

Rax

2014-07-29, 17:27
brunet - czarny
szatyn - brazowy

co k***a w tym skomplikowanego?

Hellcat

2014-07-29, 17:31
Jakoś wyjątkowo nie przeszkadzają mi błędy. Uwielbiam takie opowieści, też słyszałam kilka i zawsze z wypiekami. :)

level1989

2014-07-29, 17:36
Stara legenda słowiańska...typek to Borowy, Leszy, Dziad Leśny albo jak zwał tak zwał, różne źródła podają, że można go spotkać pod postacią niedźwiedzi, wilka, człowieka z kopytami, drzewa... generalnie polecam się zagłębić, nie tylko w ta legende ale we wszystkie :)

a dorzuce jeszcze coś takiego:

Leszy (Leśny) - pan lasów i zwierzyny w nich zamieszkującej. Najczęściej duch pustelnika lub zmarłego nagle w lesie. Widywany jako mężczyzna w stroju leśniczego albo pod postacią zwierzęcia, np. wilka czy dzika. Lasy przemierzał pogwizdując lub śmiejąc się; poszukując ludzi i plącząc im ścieżki. Gdzieniegdzie przypisywano mu żonę Lesowicę albo Babę Jagę. Aby uniknąć spotkania z Leszym należało założyć ubranie na lewą stronę albo tył na przód, a jeśli się go spotkało to rozśmieszyć. Składano też mu ofiary z chleba, soli, kaszy, słodyczy.

PS. Podobno ch*jek wysypuje jagody i grzyby z koszyczków...taki żartowniś

BYNIO123

2014-07-29, 17:55
podobną historię słyszałem z dziadkiem idącym lasem a gdy ktoś chciał go podwiezć furmanką to konie nie dawały rady jej ciągnąć,a gdy schodzil widać bylo kopyta takie tam village legends.

Iperyt669

2014-07-29, 17:56
Potem przybył do wioski białowłosy mężczyzna z dwoma mieczami na plecach, wszystkie psy na niego szczekały a koty się jeżyły, dzieci się budziły z krzykiem a mleko skisło.

Naglfar

2014-07-29, 19:55
BYNIO123 napisał/a:

podobną historię słyszałem z dziadkiem idącym lasem a gdy ktoś chciał go podwiezć furmanką to konie nie dawały rady jej ciągnąć,a gdy schodzil widać bylo kopyta takie tam village legends.



Utopek? Tą samą historię słyszałem wiele razy od swej babci. Z tym że w jej opowieściach chodziło o tajemniczego małego pana we fraku z kozimi kopytami, który czekał na furmanki przy mostach na rzekach, z prośbą by go przewieźć na drugą stronę. jeśli woźnica się nie zgodził ten podobno siadał na furmance, która stawała się tak ciężka, że konie nie dały rady jej uciągnąć (a w każdym razie miały z tym problemy) aż nie przekroczyły rzeki.

Z kolei drugą sprawą jest to iż ponoć za życia mego pradziadka, a jej ojca, tajemniczy mały pan we fraku z kozimi kopytami (cóż za zbieg okoliczności) przychodził do jego domu i siadał na dogasającym piecu paląc fajkę i rozprawiając o starych czasach itp.. Podobno gdy się go wysłuchało i należycie ugościło zyskiwało się bonusy do szczęścia, a jeśli odwrotnie to mogło się coś złego przydarzyć gospodarzowi i jego rodzinie. Czy to tylko bajka? wie tylko mój pradziadek, a raczej wiedział... :roll:

mis_kudlacz

2014-07-29, 21:04
Uwielbiam takie historię. Pozdrów swą kobietę i jej dziadka i podziękuj :)

remi1982

2014-07-29, 21:13
Hellcat napisał/a:

Jakoś wyjątkowo nie przeszkadzają mi błędy. Uwielbiam takie opowieści, też słyszałam kilka i zawsze z wypiekami. :)



A jakie to były wypieki? Sernik, murzynek czy piernik?

PanTrocinek

2014-07-29, 21:14
Naglfar napisał/a:



Podobno gdy się go wysłuchało i należycie ugościło zyskiwało się bonusy do szczęścia, a jeśli odwrotnie to mogło się coś złego przydarzyć gospodarzowi i jego rodzinie. :roll:




HAHA bonusy do szczęścia xD może jeszcze critical z kopyta oraz frak masturbacji +10 do penetracji pochwy

matikesi

2017-08-14, 07:32
Ten dziadek dyktował warunki tym stworom co mają robić ? wtf? Na przykład " ej ty gościu z kopytami weź ode mnie szluga, mam zobaczyć twoje kopyto, masz się uśmiechnąć i mam cie spotkać opartego pod drzewem jak będę popie**alał z drewnem i tak przy okazji miałeś mieć ciemniejszą karnacje.Czemu piszesz "miał zobaczyć" "miał użyć" miał uśmiechnąć itd itp