Tag: tunele

Podziemne tunele w Wietnamie.

286
Daj piwo
Darzla @ 2013-09-08, 10:58 [skopiuj link]
Podczas wojny w Wietnamie, tysiące ludzi z prowincji Cu Chi mieszkało w skomplikowanej sieci podziemnych tuneli.

Reszta w komentarzach
Źródło
Towdi @ 2013-09-08, 13:12  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (57 piw)
up TheSosen

Gówno prawda.
Zostały nawet tworzone specjalne pododdziały specjalizujące się w penetrowaniu tuneli. Nazywano ich "szczurami tunelowymi".
Kilka ciekawostek.
- Na obrazku widać szyb w dolnej części wypełniony wodą, to swego rodzaju syfon, który zatrzymywał gazy wpuszczane do środa przez Jankesów.
- broń amerykanów średnio nadawała się do walki w tych specyficznych warunkach, huk z broni w ciasnym pomieszczeniu po prostu ogłuszał żołnierza. "Szczury" często zwracali się do swoich rodzin w kraju z prośbą o przysłanie „cywilnych” pistoletów lub rewolwerów. Największą popularnością cieszyły się niemieckie Walthery.
- Niebezpieczne było nawet wyjście z tunelu po wykonanej misji. Umorusany po czubek głowy, drobny żołnierz mógł być wzięty przez swoich za Wietnamczyka i zastrzelony, gdy tylko wyłonił się z włazu. „Szczury” często przed wyjściem na powierzchnię gwizdali piosenkę „Dixie”, by dać znać kolegom, że to oni.

Ojciec sadysta

546
Daj piwo
skk1993 @ 2013-08-22, 17:16 [skopiuj link]
Siedzę ze starszym wczoraj po obiedzie i leci TVN nagle reklama rozmów w toku i tam jakiś typek wypowiada się, że należą mu się alimenty od rodziców za złe traktowanie itp. Wyglądał jak typowy pedał połączony z hipsterem, okularki zerówki i te sprawy.

Starszy zauważył, że ma tunele w uszach i się pyta co to k**** jest?
To mu tłumacze, że pedały czasem sobie przekłuwają uszy i wsadzają sobie takie tunele nieraz w uszy nieraz w nos a innym razem pod dolną wargą.

Na co mój starszy odpowiedział:

"Jakbym miał takiego syna to zamiast alimentów dostałby trzeci tunel tym razem o wielkości 9 milimetrów" :strzelba:
enjoy7 @ 2013-08-22, 17:58  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (81 piw)
Przeżyłeś postrzał?
Jak tak to zapraszam na harda :D

III Rzesza – Projekt Riese

34
Daj piwo
Mr.Drwalu @ 2013-02-06, 09:29 [skopiuj link]
- Serca nam zabiły, zobaczyliśmy to, co każdy chciał widzieć już dawno – mówią odkrywcy, którzy doszli do poniemieckiego tunelu w górze Gontowej. To kolejna część kompleksu “Riese” i od II wojny światowej nikogo tam nie było.



- Mamy około 50 metrów chodnika i dwa rozgałęzienia. Każde z nich zakończone jest wałami, ale liczymy na to, że nie są one duże i szybko uda nam się je pokonać – mówi Waldemar Łuczak, który uczestniczył w przekuwaniu się przez zawalone ściany.



Po blisko 70 latach od II wojny światowej grupa odkrywców przekopuje się przez podziemne tunele w Górach Sowich, by dojść do ukrytych, poniemieckich sztolni. W odkrytym kilka dni temu tunelu eksploratorzy znaleźli narzędzia kable i sztolnie wykute w skałach. Wszystko to pozostałości po pracy tysięcy jeńców, którzy pracowali przy niemieckim projekcie stworzenia kompleksu „Riese”.

Dokąd prowadzi tunel?

- Każda budowa, którą Niemcy prowadzili w Górach Sowich, była perfekcyjnie przygotowana logistycznie. Wszędzie było napowietrzenie i doprowadzona instalacja elektryczna. Nie wiemy, kiedy budowa miała się zakończyć, ale widać, że natężenie prac było bardzo duże. Widać, że zależało im na czasie, ale jakość jest niesamowita – opowiada Łuczak.
- Znaleźliśmy świadectwa tamtych czasów: szczątki instalacji elektrycznje, poniemiecką puszkę, kable. Instalacja była podwieszona na deskach na stropie – dodaje Jerzy Figiel, jeden z odkrywców.


Co wiadomo na ten temat - Mity o kompleksie "Riese"

Mit I Rzeczywista wielkość „Riese”: Pismo Speera do Hitlera z września 1944 r. o postępach prac na terenie kompleksu „Riese” karze przypuszczać, że budowa w Górach Sowich była bardziej zaawansowana, niż świadczą o tym zachowane i dostępne dziś sztolnie oraz obiekty naziemne. Stało się ono podstawą do później tworzonych mitów jakoby kompleks miał być większy, jak również że w górach znajdują się nie odkryte jeszcze budowle.

Mit II Możliwe przeznaczenia „Riese”: Pytanie o przeznaczenie kompleksu absorbuje do dziś wielu badaczy i poszukiwaczy sensacji. Jednocześnie stanowi oś sporu między nimi i w tym kontekście oferuje przestrzeń do częściowo absurdalnych teorii. Niektóre zagadnienia związane z „Riese” znalazły również odzwierciedlenie w polskim filmie.

a)„Cudowna broń” („Wunderwaffe”). Pod tym określeniem kryje się wiele teorii. Niemniej ostatecznie nie wiadomo jaką była lub miała być ta broń. Istnieje tak wiele hipotez jak wielu badaczy tej tematyki. Mówi się o broni biologicznej, chemicznej, a nawet atomowej. Z tezą tą łączą się opowieści o wydobywaniu podczas wojny w pobliżu Głuszycy rudy uranu oraz obecności na terenie „Riese” 120 duńskich i norweskich naukowców. Nie ma na to jednak dowodów.

Kolejna teza mówi o tajemniczym centrum badawczym w pobliżu Wałbrzycha, w którym rzekomo przeprowadzano eksperymenty z nowym typem samolotu myśliwskiego pionowego startu. Projekt ten miał być znany pod kryptonimem V-7.

Inna teza głosi, że w Górach Sowich miano rozpocząć produkcję pocisków rakietowych V-1 i V-2.

Niektórzy badacze wychodzą z założenia, że miała tu powstać przypuszczalnie kwatera główna Hitlera. Z kolei przeciwnicy tej teorii twierdzą, iż informacje na ten temat umieszczano w dokumentach niemieckich, aby odwrócić uwagę od właściwego celu budowy (np. zakładów zbrojeniowych Luftwaffe, tajnych laboratoriów itp.). Sugerują przy tym działania dezinformujące prowadzone przez kontrwywiad niemiecki, skąpe źródła niemieckie natomiast uznają za zbyt oczywiste, a w związku z tym za nieprawdziwe.

b) Zaginione depozyty bankowe, muzealne oraz archiwalia: Bardzo popularne są również opowieści o ukrytych „skarbach”. Do tych skarbów zalicza się do dziś nieodnalezione bankowe i muzealne depozyty m.in. wrocławskie złoto, dobra śląskiej rodziny szlacheckiej von Schaffgotsch, czy też dzieła sztuki zrabowane przez nazistów w okupowanych krajach Europy. Istnieją także pogłoski, jakoby na zamku Bolków, czy Książ miałaby się znajdować zaginiona legendarna Bursztynowa Komnata.

W ramach tej kategorii mitów pojawia się także informacja o tajemniczym pociągu pancernym przewożącym bliżej nieznany ładunek, który w niewyjaśnionych okolicznościach w ostatnich tygodniach wojny miał ponoć zaginąć na trasie między Świebodzicami a Wałbrzychem. Zagadkę stanowi również powtarzająca się w niektórych relacjach historia o samochodach ciężarowych załadowanych tajemniczymi skrzyniami, będących pod silną eskortą SS, które następnie w okolicach Walimia „rozpływały się w powietrzu”. Znane są też informacje znacznie bliższe prawdy o zdeponowanych na Zamku Czocha aktach Abwehry, które zawierały m.in. dokumenty francuskich służb wywiadowczych przejęte przez Niemców wiosną 1940 r.

Mit III Strażnicy tajemnicy „Riese”:

a) Werwolf, „ODESSA”. Powiązany ściśle z przedstawionymi powyżej jest mit o strażnikach tajemnic projektu „Riese”. Mianem tym określa się często osoby narodowości niemieckiej – rzekomo mające utrzymywać kontakty ze strukturami Werwolfu bądź członkami samodzielnych niemieckich grup konspiracyjnych – które po wojnie pozostały na tym obszarze, aby strzec tajemnic militarnych.
Znane są opowieści o tajemniczych zaginięciach oraz niewyjaśnionych przypadkach morderstw osób posiadających wiedzę na temat „Riese” i chcących się nią podzielić z nowymi władzami. Wpisują się w nie doniesienia o zagadkowych nocnych detonacjach w górach. Te ostatnie miały przypuszczalnie służyć zacieraniu śladów istnienia sowiogórskich podziemi.
W pierwszych miesiącach po zakończeniu działań wojennych na obszarze Sudetów operowały drobne grupy żołnierzy Wehrmachtu, Waffen SS, członków SD i NSDAP. Jednak z Werwolfem miały one niewiele wspólnego. Istniały również grupy dywersyjne złożone m.in. z członków SS i Hitlerjugend, stanowiące resztki rzeczywistego Werwolfu bądź tylko posługujące się tą nazwą, pozbawione jednak kontaktu z kierownictwem organizacji znajdującym się na terytorium okupowanych Niemiec. Na przełomie 1945/46 w rezultacie działań UB, MO i wojska większość z nich zlikwidowano.
Na terenie powiatu Świdnica działała dziesięcioosobowa grupa Ericha Andersa wchodząca w skład niemieckiej organizacji podziemnej „Freies Deutschland” („Wolne Niemcy”).
Do mitu o strażnikach tajemnic „Riese” zaliczyć można również pogłoski o masowych egzekucjach więźniów AL Riese, którzy w ostatnich tygodniach wojny pracowali przy demontażu maszyn i urządzeń na terenie kompleksu lub brali udział w niszczeniu bądź maskowaniu niektórych obiektów. Zgodnie z tą teorią SS miało zamordować ok. 20 tys. więźniów. Mieliby oni do dziś spoczywać zasypani na dnie wyrobisk. Takie spekulacje odnoszą się do obozu na Włodarzu i obiektu Rzeczka w pobliżu Walimia. Nie znajdują one jednak poświadczenia w źródłach.
b) Inżynier Dalmus. Najwięcej niejasności i kontrowersji w temacie „Riese” wzbudza niemiecki inżynier Anton Dalmus. Od roku 1940 był on oficerem armii niemieckiej, następnie znalazł się w Organizacji Todt w Jedlinie Zdrój. Powiązany ściśle z pracami budowlanymi prowadzonymi w ramach projektu brał przede wszystkim udział w pośpiesznej likwidacji budowy.
Zdaniem niektórych badaczy Dalmus próbował celowo manipulować informacjami przy przekazywaniu zainteresowanym osobom właściwego obrazu „Riese”. Istnieją pewne przesłanki mogące świadczyć o tym, że pozostawał w kontaktach z Werwolfem i świadomie przekazywał władzom fałszywe informacje o tym ważnym dla „Trzeciej Rzeszy” miejscu. Bezpośrednio po wojnie mógł bez problemu poruszać się po terenie dawnej budowy, miał również dostęp do informacji o poczynaniach Polaków dotyczących „Riese”. Spotykał się z dziennikarzami, których oprowadzał po sztolniach udzielając wywiadów. Istnieje też pogłoska, że zamierzał sprzedać polskiemu rządowi plany podziemnego kompleksu za niebagatelną wówczas kwotę miliona złotych.


Główna kwatera Hitlera "Riese"

Pomysł budowania umocnionych kwater dla dygnitarzy III Rzeszy oraz dowództwa wojsk niemieckich narodził się wraz z wybuchem II wojny światowej. Ponieważ Hitler był przywódcą politycznym i zwierzchnikiem sił zbrojnych, miejsca w których przebywał wraz z najbardziej zaufanymi osobami od roku 1938 określano mianem kwatery głównej Hitlera (FQU). Była ona zatem miejscem, w którym Führer podejmował najważniejsze decyzje związane z działaniami wojennymi prowadzonymi na wszystkich frontach II wojny światowej. Podczas najazdu na Polskę jesienią 1939 r. Hitler przemieszczał się tzw. Sonderzug. Podczas wojny wybudowano ogółem 20 głównych kwater, z których nie wszystkie były dokończone. Najsłynniejszym przykładem jest Wilczy Szaniec (Wolfschanze).
Ważne dla FQU było posiadanie w decydujących strategicznie momentach posiadanie połączenia do systemu komunikacyjnego, możliwości ochronne i maskujące, bliskość dworca kolejowego z możliwościami podstawienia tzw. Sonderzug, port lotniczy i centrum komunikacyjne (stąd musiały być wysyłane bezpośrednie rozkazy).
Autorzy Franz W. Seidler i Deiter Ziegert wychodzą z założenia na podstawie przeanalizowanych źródeł, że konstrukcja w Górach Sowich była prawdopodobnie nieukończoną kwaterą główną Hitlera. Powołują się na dokument, który został sporządzony w 1944 r. przez architekta kompleksu Siegfrieda Schmelchera pod nazwą „Tajemnicza Sprawa Rzeszy 91/44” i wszystkie zgromadzone daty i fakty budowanej przez Organizację Todta FQU. Powołują się poza tym na zapiski dzienne Leo Müllera, zastępcy Schmelchera, jako źródło. We wrześniu 1943 r. budowa „Riese” została omówiona przez Speera OT Dorschowi z wyższym budowniczym Müllerem i już w listopadzie rozpoczęły się prace w Górach Sowich. Z powodu swojego geograficznego położenia było to zaplanowane jako namiastka Wilczego Szańca. Stąd miały być prowadzone operacje wojskowe na wschodzie.
Planowane były podziemne kwatery pracownicze i mieszkalne dla FQU ale również dla Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH), Naczelnego Dowództwa Wojsk Lotniczych (OKL), Reichsführera SS, oraz ministra spraw zagranicznych Rzeszy. Miało też powstać kwatera dla sił wsparcia i ochrony. Celem było wybudowanie do sierpnia 1945 r. zabezpieczonego przed bombami miejsca pracy i mieszkania. Konstrukcja miała kosztować 130 mln marek, było to cztery razy więcej niż kosztował Wilczy Szaniec. Pierwszeństwo przy pracach budowlanych miały podziemne konstrukcje. Planowana wielkość „Riese” przerastała dotychczasowe plany. Należały do nich zamknięte w sobie pojedyncze konstrukcje ponad 10 km kwadratowych, które nie obejmowały również Zamku Książ.
Położenie w Górach Sowich było idealne dla FQU. Jednakże region nie dysponował połączeniem telegraficznym, najbliższe było w Świdnicy. Z powodu problemów z dostępem do materiałów, budowa linii kablowej prawie w ogóle nie postępowała.
Dla zrealizowania tych koncepcji skalkulowano zapotrzebowanie na 9,5 tys. pracowników. Poza tym potrzeba było ponad 359 tys. m sześciennych betonu. Cała konstrukcja miała liczyć ponad 194 tys. m kwadratowych. Z tego 5 tys. m kwadratowych miało być przeznaczone na FQH.
We wspomnianym wyżej dokumencie architekta Schmelchera wyszczególnione były planowane wymiary dla „Riese”: według tego cała konstrukcja miała być przeznaczona dla ponad 27 tys. osób. Niestety plany budowlane kompleksu „Riese” nie zachowały się. Dlatego dokładna rekonstrukcja nie jest możliwa. W oparciu o znane nam źródła oraz widoczne dzisiaj pozostałości można tylko spekulować na temat jego przeznaczenia.


Organizacja Todta (OT)

Organizacja Todta była jedną z organizacji powołanych w 1938 r. do budowy urządzeń wojskowych. Jej nazwa pochodzi od nazwiska generalnego pełnomocnika do spraw regulacji gospodarki wojennej, Fritza Todta. Po rozpoczęciu wojny OT została zaangażowana do realizacji przedsięwzięć budowlanych na terenach okupowanych. W trakcie wojny większość wojskowych zadań budowlanych, a w końcu także formacje budowlane Wehrmachtu, zostały podporządkowane OT. Na terenach budowy zatrudniano setki tysięcy zagranicznych robotników przymusowych, jeńców wojennych, jak i więźniów obozów koncentracyjnych. OT miała wojskowa strukturę, a nie umundurowani członkowie podlegali quasi wojskowemu obowiązkowi służby. OT była jedną z najbardziej znaczących organizacji specjalnych narodowosocjalistycznego państwa. Daleko idąca niezależność od biurokratycznych struktur, rozległe wpływy i silna pozycja w zakresie uprawnień, jak i stojąca do dyspozycji siła robocza w postaci robotników przymusowych oraz więźniów obozów koncentracyjnych przesądzały o dużej skuteczności Organizacji Todta w realizacji zleceń budowlanych.

Gross-Rosen

Początkowo obóz pracy Gross-Rosen założony w sierpniu 1940 r. w południowo wschodniej części Dolnego Śląska był obozem zewnętrznym dla KL Sachsenhausen. W maju 1941 r. został samodzielnym obozem koncentracyjnym. Więźniowie musieli pracować w pobliskich kamieniołomach. Wówczas znajdowało się tam tylko kilkuset więźniów. Założenie warsztatów dla znanych niemieckich firm na terenie obozu jak również wzrastające zapytania o tanią siłę roboczą doprowadziły do rozbudowania obozów. Jesienią 1943 r. założono na terenie KL Gross – Rosen obóz pracowniczo-wychowawczy wrocławskiego Gestapo, co było przewidziane dla więźniów z Oświęcimia (KL Auschwitz). Właściwa rozbudowa obozów rozpoczęła się jednak w 1944 r. Wówczas odkomenderowano więźniów z więzień i obozów z terytorium Polski, jak również żydowskich więźniów z 28 obozów pracy przymusowej na Górnym Śląsku, którzy dotychczas administrowani byli przez tzw. Organizację Schmelt.


W ramach rozbudowy rozpoczęto zakładanie obozów zewnętrznych na całym Dolnym Śląsku. Różniły się wielkością i przeznaczeniem. W sumie w KL Gross-Rosen oraz jego filiach przebywało ok. 125 tys. więźniów różnej narodowości. Największą grupę stanowili Żydzi, przede wszystkim z Polski, Węgier i byłego ZSRR jak również Czesi, Niemcy, Włosi, Holendrzy i Francuzi.
Charakterystycznym elementem dla KL Gross-Rosen była duża liczba kobiet wśród uwięzionych. Trzecią część ogółu więźniów stanowiły kobiety żydowskie z Polski i Węgier. Więźniów wykorzystywano do rozbudowy obozów zewnętrznych oraz do pracy w kamieniołomach. Byli oni również wykorzystywani do pracy w przemyśle zbrojeniowym i przy budowie fortyfikacji, a kobiety najczęściej w fabrykach tekstylnych. Za tragiczny los więźniów odpowiedzialne były: niewolnicza praca, katastrofalne warunki sanitarne i bytowe, niedostateczne odżywianie oraz brak elementarnej opieki medycznej, co spowodowało wybuch epidemii tyfusu. Na terenie obozu prowadzono regularne egzekucje, głównie wśród sowieckich więźniów, którzy nie byli wpisani w indeksy obozowe. Na przełomie lat 1941/1942 zamordowano ok. 2,5 tys. sowieckich jeńców wojennych. Ogólnie w KL Gross-Rosen zginęło wskutek egzekucji, wyczerpania, głodu, chorób i złych warunków ok. 40 tys. więźniów.
Liczba ta obejmuje również ofiary ewakuacji obozu, która rozpoczęła się w styczniu 1945 r. W tym czasie dochodziły również do Gross-Rosen transporty więźniów z Oświęcimia (KL Auschwitz). Więźniowie z Gross-Rosen i z położonych na prawym brzegu Odry obozów zewnętrznych, musieli podjąć „marsze śmierci” do tych położonych na zachodzie i południu, albo zostali odtransportowani pociągiem do innych obozów koncentracyjnych. Tych, którzy byli uwięzieni w obozach na lewym brzegu rzeki oswobodziły w maju 1945 r. wojska sowieckie.

Umiejscowienie kompleksów

Geneza powstania “Riese”

W 1943 roku naloty Aliantów na III Rzeszę stały się nie do zniesienia dla niemieckiego przemysłu. Setki bombowców dalekiego zasięgu pustoszyło Niemcy wzdłuż i w szerz. Mimo heroicznej walki rozdarta pomiędzy kilka frontów Luftwaffe nie była w stanie skutecznie odpierać ich ataków. Cierpiała ludność cywilna i miasta ale przede wszystkim cierpiał przemysł zbrojeniowy. W gruzy waliły się coraz to nowe fabryki i niemiecka gospodarka, mimo perfekcji z jaką działała, zaczynała się walić.
Czarę goryczy dopełnił nalot Floty Powietrznej płk. Searby’ego na ośrodek badań rakietowych w Peneminde (18.08.1943). Co prawda ośrodek ucierpiał tylko nieznacznie ale ….
Powołany do życia sztab myśliwski (Jägerstab) dostał tylko jedno zadanie. Znaleźć bezpieczne kryjówki dla przemysłu zbrojeniowego. Przedstawiciele Jägerstabu rozpoczęli przeczesywanie całych Niemiec w poszukiwaniu starych kopalni, jaskiń i wszelkiego rodzaju dziur w ziemi gdzie można by było bezpiecznie ulokować produkcję zbrojeniową. Ile się dało ulokowano w takich miejscach ale coś trzeba było zrobić z resztą.
W porozumieniu z centralą planowania (Zentrale Plannung) opracowano plan ukrycia całego (!) przemysłu wojennego pod ziemią. Jak obliczono potrzebne na to będzie 94 mln m3 wyrobisk. Minister zbrojeń Speer dał specjalistów z OT (Organizacjon Todt)i fundusze, jego zastępca Saur tysiące robotników przymusowych a SS więźniów obozów koncentracyjnych. Roboty ruszyły pełną parą, jednak do końca wojny udało się wykonać “tylko” 13 mln m3 wyrobisk, w których schronienie znalazło 239 fabryk zbrojeniowych. Z resztą nie zdążono.
Wśród tych 13 mln m3 wyrobisk skromną, choć do dziś dokładnie nie znaną, część stanowią podziemia wykonane w gnejsowych masywach Gór Sowich. Prawdopodobnie są one częścią składową wielkiego zespołu sześciu kompleksów zbrojeniowych, jakie pod koniec 1943 roku zaczęto budować dla potrzeb Luftwaffe. Ich ukończenie zaplanowano na 1948 rok, co świadczyć może, że nie planowano w nich raczej produkcji śmigłowych Focke – Wulfów, czy nawet odrzutowych Me – 262, planowano produkcję czegoś co dopiero rodziło się w umysłach niemieckich naukowców i konstruktorów, planowano produkcję wunderwaffe
Lokalizacje podziemi wybrano perfekcyjnie, Góry Sowie to głębokie tyły Niemiec, a co najważniejsze, wokół gór istniał dobrze rozwinięty przemysł ciężki, nie brakowało węgla, energii i wody. Sieć dróg i kolei była doskonale rozbudowana, co sprawiało, że nagłe “uaktywnienie” się tego terenu pozostało praktycznie niezauważone. Można było wwozić jak i wywozić duże ilości ładunków i nikt praktycznie tego nie zauważał.
Nie dziwmy się zatem, że oto w 1943 roku w Górach Sowich pojawił się stwór, który do życia potrzebował wody, energii, materiałów budowlanych, tysiące więźniów i robotników przymusowych oraz spokojnego zaplecza. Projekt ten nazwano “Riese” czyli “Olbrzym” , co prawda imponuje obecnie wielkością wyrobisk ale gdzie jest ich reszta, gotowe części, w których według światków prowadzono produkcje i badania….
Kompleks Jugowice Grn.
Podziemny kompleks wykuty w masywie Chłopskiej Góry. Zasadniczą część kompleksu tworzy siedem sztolni, jednak podziemia nie tworzą zwartej całości tylko trzy osobne zespoły. Pierwszy zespół to biegnąca w kierunku północno – wschodnim sztolnia nr 2, która dochodzi do systemu wyrobisk chodnikowych o łącznej długości około 300 m. Podziemia są w stanie surowym a ich zagadką jest tunel biegnący w kierunku sztolni nr 4, który przegradza potężny zawał.
Drugi zespół to sztolnie nr 6 i 7 i nieznane dziś wyrobiska pomiędzy nimi. O ich prawdopodobnym istnieniu informują nas wyniki badań georadarem, jednak dostęp do nich jest niemożliwy. Sztolnia nr 6 to najsłynniejsza sztolnia Gór Sowich. Na jej wlocie zainstalowano podwójne pancerne drzwi (śluza powietrzna), a jakieś 20 m dalej istnieje potężny zawał, którego mimo licznych prób nie udało się do dzisiaj sforsować. Zawał ten to słynne “zapadlisko na łące”. Sztolnia nr 7 ma długość około 40 m. Na odcinku około 10 m jest obetonowana, a ściany i strop pokrywa dziwna, czarna substancja przypominająca sadze. Podobnie intrygujący jest przodek sztolni, dziwnie płaski a nie jak w innych sztolniach obły. Czyżby sztuczne zamurowanie?
Trzeci zespół to serce kompleksu a zarazem duża zagadka. To sztolnia nr 4, oraz nieznane wyrobiska do, których bez wątpienia prowadzi. Biegnie ona w kierunku północno wschodnim a jej poznana część to około 30 m, reszta to jeden wielki zawał liniowy. Za zawałem musi być jednak bardzo ciekawie, bowiem w tym rejonie do sztolni dochodzi szyb wentylacyjny o głębokości 40-%0 mi średnicy 0,8 m. Badania wykazały, że na pewno szyb łączy się ze sztolnią nr 4, co świadczyć może o sporej wielkości wyrobisk do, której sztolnia prowadzi. Pozostałe sztolnie o numerach 1, 3 i 5 to krótkie tunele 5 – 15 m długości, stanowiące wstępną fazę drążenia chodników.
Całkowita liczba znanych obecnie podziemi to około 460 m, ich powierzchnia to 1 400 m2 a kubatura około 4 000 m3. Naziemna cześć kompleksu to kilkanaście murowanych baraków stanowiących zaplecze techniczne dla budowy w Jugowicach Grn. i na Włodarzu.
Zamek Książ
W naziemnej części kompleksu zamku Książ , prace prowadzono na terenie zamku jak również w jego okolicy w promieniu około 1 km.
W zamku przystąpiono do przebudowy części pomieszczeń , niszcząc przy tym wyposażenie m.in. sali Krzywej, Konrada i hollu Bolka, gdzie pozrywano zabytkowe plafony. Z drugiego poziomu piwnic zamkowych poprowadzono do pierwszego poziomu podziemi szyb klatki schodowej. W związku z tymi pracami w jednym z pomieszczeń na parterze zamku ustawiono kompresor, niszcząc przy okazji piękną, zabytkową podłogę. Na głównym tarasie , obok wlotu szybu wentylacyjnego ulokowano skład materiałów budowlanych, natomiast przed budynkiem biblioteki wybudowano tajemniczy, żelbetowy zbiornik, w którym jak mówią świadkowie nawet zimą woda była ciepła…..
Poważne prace miały miejsce w okolicy zamku.
Ze stacji kolejowej Wałbrzych – Szczawienko poprowadzono torowisko kolejki wąskotorowej, biegnące obok dzisiejszego parkingu w stronę podziemi. Blisko parkingu, którego rejon zajmował wówczas obóz koncentracyjny KL Fürstenstein wybudowano dwa, duże zbiorniki wodne oraz przepompownię.
Najciekawsza jednak budowla znajduje się obok rozległych piwnic kapliczki rodu von Hochberg. Jest nią wybetonowana, duża komora z doprowadzonymi z powierzchni dziewięcioma, okrągłymi otworami o średnicy około 500 mm. Otwory te świadczą o przeznaczeniu budowli na stację wentylacyjną jakiegoś, dużego, podziemnego obiektu. Z dna komory odchodzą dwie, obetonowane studzienki, niestety obecnie zagruzowane.
Po drugiej stronie zamku przy wlotach do trzech sztolni powstało kilka baraków magazynowych oraz kilka fundamentów pod urządzenia techniczne. Zaś nieco niżej rozpoczęto budowę niewielkiej oczyszczalni ścieków, od której wykopano rów w kierunku rzeki Pełcznicy .
W zamierzeniach Niemców dojazd do zamku miał być możliwy tylko poprzez podziemne tunele: samochodowy – od strony Świebodzic i kolejowy – od tzw. Łuku Świebodzickiego. Tam też, widoczne są ślady świadczące o ingerencji człowieka w głąb zbocza.
Podziemną część kompleksu zamku Książ stanowią wyrobiska o dwóch znanych na dzień dzisiejszy poziomach.
Pierwszy poziom znajduje się na głębokości 15 m pod zamkiem a wejście do jego podziemi prowadzi z tarasu bogini Flory. Idąc tunelem mijamy wartownię, wejście do windy łączącej podziemia z poszczególnymi kondygnacjami zamku oraz szyb klatki schodowej dochodzący do poziomu piwnic zamkowych.
Podziemia poziomu pierwszego mają długość około 80 m, powierzchnię 180 m2 i kubaturę 400 m3.
Drugi znany poziom podziemi znajduje się na głębokości 53 m pod dziedzińcem położonym na wysokości 399 m n .p. m. Podziemia te składają się z czterech sztolni dolotowych oraz sieci krzyżujących się ze sobą wyrobisk chodnikowych powiększonych do rozmiarów hal (5 m wysokości i 5,5 m szerokości). Tam też , znajdują się cztery, całkowicie wybetonowane komory o wymiarach 13 x 4,5 x 3,8 m, oraz trzy szyby o ściśle określonym przeznaczeniu:
Szyb nr 1 – o średnicy 5 m miał pomieścić windę i urządzenia wentylacyjne.
Szyb nr 2 – o średnicy 3,5 m służyć miał celom wentylacyjnym, natomiast w trakcie budowy podawano nim beton do podziemi.
Szyb nr 3 – o średnicy 0,7 m wykonany tylko do podawania betonu.
Podziemia poziomu drugiego jako jedyne obecnie znane posiadają tak wysoki stopień wykończenia, niestety na dzień dzisiejszy są całkowicie niedostępne z racji ulokowania w nich aparatury pomiarowej stacji sejsmograficznej PAN.
Kompleks Osówka
Podziemny kompleks wykuty w masywie góry Osówka (717,0 m npm.) Do głównej części podziemi prowadzą dwa wejścia, które łączą się z zasadniczą częścią kompleksu o łącznej długości korytarzy 1 700 m.
Poszczególne odcinki tuneli posiadają różne fazy budowy, od gotowych w pełni obetonowanych hal, po wstępne etapy drążenia. Charakterystyczną cechą części wyrobisk jest tak zwana faza “T”. Chodzi o etap drążenia tuneli, który w przekroju przypomina literę T. Do podziemi doprowadzony został szyb wentylacyjny o głębokości 48 m i średnicy 5 m.
Sztolnia nr 1 dochodzi do systemu wyrobisk z kierunku północno – zachodniego. Ma około 150 m długości, na 30 metrze od wejścia wydrążono komory pod wartownie.
Sztolnia nr 2 ma około 450 m długości i biegnie w kierunku północnym. Na 50 metrze od jej wlotu, po obu stronach tuneli, wykonano żelbetowe komory wartowni, natomiast nieco dalej znajduje się potężny zawał, znany jako “uskok”. Jest to sztuczne połączenie dwóch poziomów tuneli i jednocześnie jedna z tajemnic tego kompleksu. Niestety po adaptacji obiektu na cele turystyczne przerwano wszelkie prace zmierzające do wyjaśnienia tajemnicy “uskoku”.
W skład kompleksu wchodzi także oddalona od jego zasadniczej części sztolnia nr 3. Ma ona około 120 i biegnie w kierunku północno wschodnim. Jej największą atrakcją są dwie ceglane tamy, które sztucznie utrzymują w tunelu wodę do głębokości 0,9 m. Przeznaczenie tam jest obecnie nieznane.
Całkowita długość tuneli w kompleksie Osówka sięga 1 700 m, powierzchnia 6 700 m2 a kubatura 30 000 m3. Do najciekawszych naziemnych budowli tego kompleksu należą kasyno i siłownia. Kasyno jest żelbetowym obiektem o powierzchni 680 m2 i kubaturze 2 300 m3. Posiada ściany o grubości 0,5 m oraz strop przystosowany do maskowania ziemią. Obiekt podzielony jest na 8 pomieszczeń, a wykonanie jednej z zewnętrznych ścian z cegły świadczy o zmianie wielkości obiektu. W obecnej chwili nie znane jest planowe przeznaczenie budowli.
Siłownia jest żelbetowym monolitem o wymiarach 30 x 30 m (powierzchnia 900 m2). Dostępne pomieszczenia znajdują się w centralnej części budowli, a wejście do nich jest możliwe przez włazy w stropie. Dostępna jest także tzw. klatka schodowa oraz pomieszczenia zwane “okrąglakami”. Jest to twór o średnicy 6 m i wysokości około 3 m. Jego dno posiada niespotykanie mocne zbrojenie, wykonane z prętów o średnicy 30 mm. Cały obiekt posiada dziesiątki rur kamionkowych, przepustów i kanałów co świadczyć może o przeznaczeniu obiektu na cele zaopatrzenia podziemi w prąd, wodę i powietrze.

WŁODARZ Wolfsberg
sztolnie: długość od 180 do 240 m
szerokość ok. 3,0 m; wysokość ok. 2,5 m
hala : 50x8x10 m ( długość, szerokość, wysokość)
szyb: o średnicy 4 m, głębokość – ok. 40 m
Zinwentaryzowano:
długość wyrobisk : 3000 mb
powierzchnia : 8700 m²
kubatura : 31.000 m³

OSÓWKA Säuferhöfen
sztolnie – długość do 120 mb
szerokość zmienna: 2 -2,5m; 2,5-3 m; 4-4,5m
wysokość 2,2-3,0 m ; 3,0- 5,5 m;
hale : poznane dwie
źródła podaj różne wymiary: 40x9x7 lub
50x6x6 czy 40x7x8
szyb komunikacyjny: średnica 6m;
głębokość -50m
Ogółem zinwentaryzowano:
długość – 1700 mb
powierzchnia – 6 200m²
kubatura – 26 000 m³

SOBOŃ Ramenberg
sztolnie – długość do 216 mb
szerokość 2,5 – 3,5m; wysokość 2,2 -2,5 m
nie wymienia się hal i szybu komunikacyjnego
Zinwentaryzowano ogółem:
długość – 700 mb
powierzchnia – 1900 m²
kubatura – 4 000m³

SOKOLEC (GONTOWA) Schindelberg
sztolnie – długość do 150 mb
szerokość 2,5-3,5 mb ; wysokość 2,5-3,5m
hale – np. 35x5x5
Zinwentaryzowane wyrobiska:
długość – 750 mb
powierzchnia – 2 100 m²
kubatura – 6 000 m³

JUGOWICE Górne (Jawornik) Hausdorf lub Jauering
obecnie wejścia do sztolni są zawalone .
Według inwentaryzacji z 1954r
długość 85mb, 180 mb
szerokość 2,5-3,5 m ; wysokość 2,7 -3,5 m
Ogółem:
długość – 500 mb
powierzchnia – 1 500 m²
kubatura – 3 500 m³

RZECZKA Dorfbach
sztolnie: długość 70.90,100 mb
szerokość : 2,5-3,5 m wysokość 2,5-3,5 m
hale : 80x8x10 ; 33×4,5×5,5 m
Zinwentaryzowano ogółem:
długość – 500 mb
powierzchnia – 2 500 m²
kubatura – 14 000 m³

KSIĄŻ Fürstenstein
sztolnie – do 90 mb
szerokość 2,5 – 4,0 m wysokość 2,2- 3,5 m
komory – 13×4,5×3,8 m (4)
szyby o średnicy 0,7m; 3,5m; 5,0 m
najgłębszy – 53 mb
Zinwentaryzowano ogółem:
długość – 950 mb
powierzchnia – 3 200 m²
kubatura – 13 000 m³


Czy istnieje Kompleks Moszna?

Wiele przesłanek zdaje się świadczyć, że to właśnie góra Moszna stanowi serce kompleksu “Olbrzym”, oraz, że to właśnie wewnątrz tej góry ulokowano mityczny kompleks o nazwie “Centrum”. Według niektórych ten podziemny system miał “spinać” poprzez główny szyb komunikacyjny wszystkie kompleksy “Riese”. Na zboczach góry Moszna pozostało sporo śladów po prowadzonych pracach, jednak na ich podstawie nie jest możliwe zlokalizowanie wlotów sztolni ani szybów. Co prawda wstępnie “namierzono” dwa wloty sztolni, które będziemy chcieli w najbliższym czasie sprawdzić, jednak na dzień dzisiejszy nie można mówić o niczym konkretnym. Jedno jest pewne, odkrycie kompleksu “Centrum” i jego systemu podziemi pomogło by w znacznej mierze lub nawet w całości wyjaśnić zagadkę Gór Sowich. Jeśli ten kompleks istnieje w formie wykończonej, gotowej do pracy będzie bardzo dobrze zamaskowany i zabezpieczony. Może upłynąć wiele lat zanim ktoś dostanie się do wnętrza.

Źródło: http://edgier25.wordpress.com/2013/02/04/iii-rzesza-projekt-riese/

Tajemnice zamku Książ

127
Daj piwo
Zagłoba @ 2012-12-08, 21:47 [skopiuj link]
Jestem trochę zdziwiony, że nie ma tutaj jeszcze żadnego artykułu tyczącego się powyższego zamku. Do dziś tajemnicą pozostają roboty prowadzone na jego terenie. Chciałbym (może nie osobiście ;) ), przybliżyć temat. Na początek kilka faktów:

Książ (niem. Fürstenstein) – zespół rezydencjalny znajdujący się w Wałbrzychu w dzielnicy Książ, na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego, wchodzi także w skład Szlaku Zamków Piastowskich. Obejmuje trzeci co do wielkości zamek w Polsce (po zamku w Malborku i Zamku Królewskim na Wawelu). Jego niewielka część, w tym znajdujący się w części centralnej zamek piastowski, jest udostępniona zwiedzającym. Zespół zamkowy stanowi administracyjnie część miasta Wałbrzych

W 1941 roku władze III Rzeszy przejęły zamek, a Organizacja Todt przystąpiła do przekształcania zamku w siedzibę stanu. Przed głównym portalem wydrążono szyb windowy głębokości 50 metrów.

Po drugiej wojnie światowej Książ znalazł się w granicach Polski. Został zdewastowany przez stacjonujące w nim wojska radzieckie. W 1956 roku rozpoczęto prace renowacyjne.

Całkiem nieźle tajemnice tego zamku zostały opisane w programie pt. "Sensacje XX wieku" pana Wołoszańskiego. Nie jest to może wszystko, ale na początek w sam raz ;) .

Cz. 1


Cz.2


Relacja bezpośredniego świadka budowy tuneli (fragment artykułu ze strony www.ksiaz.eu)

" (...) w podziemiach Książa znajdujemy do dziś liczne ślady wskazujące ewidentnie na celowe zablokowanie ciągów tunelowych, a także górnych i dolnych kondygnacji. To co nam pozostawili Niemcy, to zaledwie przedsionek do właściwej części inwestycji. Zwrócił na to uwagę świadek o niepodważalnej renomie, a mianowicie sam Jan Weiss, były więzień filii KL Gross Rosen w Książu, któremu udało się uniknąć zagłady i schronić w Ameryce. W kwietniu 1985 roku zwiedził podziemia Książa i stwierdził, że 26 lutego 1945 roku „żaden z chodników nie był obetonowany”. Weiss wchodząc do podziemi powiedział, że nie widać dużej komory, która znajdowała się po prawej stronie naprzeciw bocznego korytarza, w tym miejscu jest teraz obetonowana ściana. Idąc dalej powiedział, „że coś mu się w układzie tych korytarzy nie zgadza, były jeszcze inne, których teraz nie widać”. Informacje Weissa były publikowane w książkach i prasie. Trudno wątpić w ich wiarygodność, skoro pochodzą od bezpośredniego świadka. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych w Wałbrzychu dokonało odwiertu w betonie na ok. 1.20 m., ale wiertło „udusiło się” i wtedy roboty przerwano. Trudno zrozumieć decyzję o zaprzestaniu wierceń, bo mogło to być typowe zakleszczenie się wiertła w dotarciu do stalowej belki, co pozwala sądzić, że dalej za tą ścianą jest sztolnia. Górnicy chcieli kontynuować wiercenia, ale decyzja była jednoznaczna, roboty więc przerwano. Istnienie innych korytarzy i komór potwierdzają widoczne zamurowania w tunelach i biegnące poziomo pod sufitem rury utopione w betonowych ścianach na końcu tuneli. Rozmiar rur i materiał, z którego są wykonane, świadczą o ich przeznaczeniu do celów produkcyjnych."

Mam nadzieję, że temat się spodoba i da początek ciekawej dyskusji. Jakby co, postaram się jeszcze coś dodać w komentarzach ;) .

Erdstalle: Podziemne labirynty pod Europą

122
Daj piwo
Mr.Drwalu @ 2012-09-07, 12:08 [skopiuj link]

Matthias Schulz, Der Spiegel

Aby odwiedzić sieć nieznanego pochodzenia tuneli nie trzeba wcale wybierać się w Andy czy inne miejsca, gdzie kwitły wielkie cywilizacje. Na obszarze od Hiszpanii po Węgry natknąć się można na tajemnicze podziemne korytarze o nieznanym przeznaczeniu, zwane w Niemczech „erdstallami”. Największa ich koncentracja przypada na Bawarię, choć pojawiają się także we Francji i Szkocji. Niektórzy badacze twierdza, że pochodzą one z neolitu. Do dziś tajemnicą pozostaje to dlaczego ich istnienie owiane było taką tajemnicą i czemu ich twórcy nie pozostawili po sobie żadnego śladu...

Beate Greithanner, właścicielka gospodarstwa mlecznego, wchodzi na porośnięte trawą zbocze Doblbergu w Bawarii i pokazuje na dziurę w ziemi: - Tu pasła się krowa i nagle wpadła – mówi. Pod nieszczęsnym zwierzęciem rozstąpiła się ziemia.

Dzień po utworzeniu się krateru, Rudi Greithanner, mąż Beate, postanowił zbadać otwór. Wpatrując się w ciemność czeluści zastanawiał się, czy mogła ona służyć za schron lub miejsce ukrycia skarbów. Kiedy wpełzł do środka okazało się, że to tunel, który stopniowo zagłębiał się w ziemię, tworzy meandry niczym jelita wielkiego prehistorycznego gada. W pewnej chwili rolnik był już tak daleko, ze nie słyszał, co dzieje się na górze. Spanikował, kiedy zaczęło brakować mu powietrza i szybko skończył swoją przygodę z eksploracją tunelu.

Greithannerowie, którzy mieszkają w miasteczku Glonn niedaleko Monachium są „właścicielami” tajemniczego podziemnego labiryntu, jakie w krajach niemieckojęzycznych zwie się „Erdstall”. Biegnie on pod ich posesją, mierzy co najmniej 25 m. długości i według specjalistów pochodzi ze średniowiecza. Nie wszyscy się jednak z tym zgadzają uważając, że erdstalle, które według legend stanowić mają mieszkanie mitycznych istot, są znacznie starsze.

Erdstall w Neustift im Mühlkreis w Austrii (fot. wandern.com)

Uczeni, którzy pojawili się na posesji Greithannerów pod koniec czerwca 2011 r. chcieli rozwiązać (przynajmniej częściowo) zagadkę labiryntu. Trzej członkowie tzw. Grupy Roboczej ds. Badań Erdstalli odstawili grubą betonową płytę zakrywającą wejście i weszli do środka.

Kierujący nimi Dieter Ahlborn przecisnął się przez korytarz mierzący jedynie 70 cm wysokości. Jego towarzysz, Andreas Mittermüller, musiał wyjść na zewnątrz kiedy poczuł się źle z powodu braku tlenu. Ahlborn szedł dalej, aż światło jego lampy ujawniło obecność rozkładającego się kawałka drewna. Badacz podniósł go ostrożnie wiedząc, że może być to poważna wskazówka w spekulacjach na temat wieku struktury. W międzyczasie ekipa z Krajowego Biura ds. Ochrony Zabytków z Monachium oznaczyła trasę tunelu kolorową taśmą, a następnie użyła do jego zbadania georadaru.

Prace badawcze w tym niezwykłym zabytku z dalekiej przeszłości trwają. Co ciekawe, podobne podziemne labirynty znajdowane są na obszarze od Hiszpanii po Węgry i nikt nie wie, dlaczego powstały. W samej Bawarii znaleziono co najmniej 700 podziemnych komnat, zaś w Austrii ok. 500. Mają one przeróżne lokalne nazwy takie jak „Schrazelloch” („Skrzacia dziura”) czy „Alraunenhöhle” („Grota mandragory”). Według legend, miały zbudować je i zamieszkiwać mityczne stworzenia. Inni wskazują, że korytarze stanowiły rozległy system ewakuacyjny z zamków i twierdz . [W Polsce legendy a nawet relacje o znajdowaniu podobnych tuneli są również dobrze znane, jednakże dowodów na ich istnienie do tej pory brak. Dla przykładu, opowieści o sieciach tuneli znane są dobrze mieszkańcom Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a jeden z przykładowych podziemnych korytarzy miał ciągnąć się od zamku w Olsztynie do Jasnej Góry - przyp.tłum.]

W rzeczywistości tunele te mierzą często od 20 do 50 m. Większe z nich pozwalają, aby zmieścił się w nich wyprostowany człowiek, jednak aby przebyć inne, badacze musieli poruszać się kucając. Najmniejsze tunele mierzą zaledwie 40 cm średnicy.

Bawaria jest dosłownie „pocięta” siecią podobnych podziemnych tuneli i nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje. Wiele z nich jest połączonych z miejscami dawnych osad. Niekiedy wejścia do tuneli znajdują się w starych domach, w pobliżu kościołów, ale i pośrodku lasu. Atmosfera w ich środku jest duszna i klaustrofobiczna, przez co bardziej przypominają one zwierzęce nory.

Wąski korytarz – duży problem

Jeśli ktoś ma ochotę na zwiedzanie tuneli, Vinzenz Wösner –właściciel zajazdu, oferuje wycieczkę „na czworaka” do tunelu w Münzkirchen w północnej Austrii. Podróż zaczyna się w bufecie, po czym schodzi się do piwnicy, gdzie znajduje się zakryty drewnianymi wrotami otwór. Jak mówi przewodnik, nie pozwala tam wchodzić ludziom z chorobami serca.

Loch ten nie ma praktycznego zastosowania jako spiżarnia lub schron, gdyż miejscami jest niezwykle wąski, a zimą wypełnia się wodą. Brak jakichkolwiek śladów użytkowania wskazywał, że dawniej nie służył on jako podziemna obora czy coś podobnego.

Temat konstrukcji sieci korytarzy nie jest poruszany w żadnym źródle historycznym. Archeologów z kolei zaskakuje fakt, że tunele te są całkowicie puste, jakby ktoś wysprzątał z nich wszystkie resztki lub jakby stanowiły mieszkanie dla duchów. W ich wnętrzu nie można natrafić na dosłownie nic.

Ich tajemnica do niedawna zgłębiana była jedynie przez archeologów-amatorów. Pionierem badań nad erdstallami był duchowny Lambert Karner (1841 – 1909). Według jego relacji, udało mu się dostać do 400 podobnych struktur, w których oświetlał sobie drogę chybotliwym płomieniem świecy i „czuł się jak robak”.

Korytarze te stały się potem tematem często dziwacznych rozważań dla historyków. Spekulowali oni, że stanowiły one „zimowe schrony dla plemion teutońskich” lub więzienne lochy dla osób niepełnosprawnych. Wyjaśnienia zorientowane bardziej „ezoterycznie” mówiły o nich jako o „miejscach pustki”.

Ahlborn, który stara się wyjaśnić zagadkę Erdstall połączył w swej grupie siły wielu dziedzin. W badaniu tuneli udział biorą speleolodzy, geografowie i inżynierowie, tacy jak Nikolaus Arndt, który pracował przy budowie metra w Indiach i systemu kanalizacji na libijskich pustyniach.

Półki i nisze są charakterystycznymi elementami erdstalli. Czy służyły za miejsce spoczynku skrywającym się w nim ludziom?

Wystawa, która powstała w bawarskim Passau ma za zadanie przybliżyć ludziom tajemnicę tych struktur, nazywając je „największa zagadką Środkowej Europy”. Uważa się, że 90% z nich nadal czeka na odkrycie lub zbadanie. O tym, jak trudno natrafić na te konstrukcje świadczy historia Jozefa Wasmeiera z Beutelsbach w Dolnej Bawarii. Niedaleko jego gospodarstwa znajdował się zamek, który zburzono w XVIII w. – Zgodnie z legendami, z wzgórza zamkowego odchodziła sieć tuneli – mówi Wasmeier, który wraz z kilkoma przyjaciółmi postanowił się do nich dokopać. Kopali dzień po dniu, głównie wieczorami, aż ostatecznie natrafili na podziemny loch. Prowadził on do dość unikatowej galerii, ze ścianami wykonanymi „z piasku”. Korytarz prowadził 4 m. w dół, po czym meandrował dalej. Na końcu zwężał się.

Sam znalazca, rolnik, czuje czasem wielki spokój po wejściu do tunelu: - Ma się wrażenie, że jest się Indianinem Hopi – mówi. Oni również przesiadują w jaskiniach, kiedy chcą otrzymać odpowiedź na jakieś pytanie.

Jak stare są jednak te tunele? Członkowie grupy badawczej byli tak zdeterminowani w poszukiwaniu odpowiedzi, że z własnej kieszeni sfinansowali badania próbek pyłków. Przeprowadzono także kilka prób datowania metodą radiowęglową, która wykazała, że korytarze powstały między X a XIII w. Kawałki węgla drzewnego znalezione w Höcherlmühle wskazywały jednak, że pochodzą one z okresu między 950 a 1050 r.

Wasmeier wewnątrz tunelu (fot. Ben Behnke / Der Spiegel)

Innego zdania jest Heinrich Kusch z austriackiego Grazu, który wskazuje, że wyniki te nie są poprawne i nie mówią o prawdziwym wieku tuneli. Przypuszcza on, że powstały one przed 5000 lat, w epoce kamienia. Kusch przez kilka lat poszukiwał tych „wrót do świata podziemnego” w austriackim Steiermarku. Analizy wskazywały jednak, że tunele są pozostałością po średniowieczu i okresie „wędrówki ludów” (IV-VI w.), kiedy plemiona opuszczały swe siedziby i porzucały miejsce spoczynku przodków. Sugerowano, że podziemne tunele stworzono w celu ich kultu.
Jasne jest, że zostały one wykopane przez profesjonalistów. Zygzakowate tunele tworzono po to, aby uniknąć nacisku gleby, bowiem nie używano w nich systemu podpór. Z kolei w początkach XIII w., wejścia do tuneli zasypano gruzem, który zawiera ślady gotyckiej ceramiki.

Ale to nie jedyne kontrowersje związane z tunelami. Niektórzy wierzą, że używano ich jako lochów dla kryminalistów, zaś w opinii innych miały one znaczenie lecznicze, a chorzy pozostawiali w nich swoje przypadłości. Pojawią się także opinie mówiące, że używali ich druidzi.

Dzięki międzynarodowym wysiłkom udało się ustalić nowe fakty. Okazuje się, że podobne podziemne galerie znaleźć można w Irlandii, Szkocji, a także w pewnych miejscach w środkowej Francji. Ich układ odpowiada w dziwny sposób trasom wędrówek iroszkockich mnichów, którzy przybyli z celtyckiej północy odbywając wędrówki po kontynencie w charakterze misjonarzy.

Ahlborn spekuluje, że wczesnochrześcijańscy misjonarze przywieźli także ze sobą pewne pogańskie przekonania, które stanowiły pozostałości po druidycznych koncepcjach życia po życiu. Właśnie w nich swój początek mogą mieć tajemnicze korytarze. Być może służyły one jako „więzienia” dla demonów, złych karłów lub nieumarłych. Niektóre z nich zawierają śladowe ilości kamieni budowlanych lub szczątki drzwi lub zamków. W korytarzu z Bösenreutin niedaleko Lindau nad Jeziorem Bodeńskim widnieje wizerunek ogoniastego gnoma. Czy były to zatem świątynie dla przesądnych?

Hipoteza schronów

Takie wyjaśnienie nie zadowala wszystkich a jedną z takich osób jest Josef Weichenberger, który uważa erdstalle za „zwykłe schrony”. Ten archiwista od 34 lat przeczesuje podziemne labirynty, o których co jakiś czas informują go natrafiające na nie ekipy budowlane. Nie ma dla niego ani zbyt ciasnych, ani zbyt wilgotnych korytarzy.

Według Weichenbergera, tunele w jego rodzimej Austrii powstały w XI w., kiedy trwała wędrówka Bawarskich rolników na wschód, w poszukiwaniu ziem leżących nad Dunajem. Starając się wydrzeć swe poletka dziczy, nie byli oni całkiem bezpieczni, gdyż swą aktywność nasilali Madziarowie. Według badacza, erdstalle stanowiły schrony, w których skrywali się gospodarze wraz z dobytkiem i używano ich jeszcze w XVIII w.

W wersji Weichenbergera, uciekinierzy zasiadali w podziemnych dobrze ukrytych galeriach, kiedy napastnicy bezskutecznie przeczesywali domostwo w poszukiwaniu dóbr. Oferuje on także wzmiankę źródłową opowiadającą historię kobiety przebywającej w erdstallu, która bojąc się wykrycia, udusiła swoje płaczące dziecko.

Jeden z ostatnich przebadanych przez Weichenbergera korytarzy biegnie pod kościołem w austriackim Kleinzwettl, który stanowił niegdyś fortecę, pod którą rozciąga się szereg korytarzy o długości 62 m., do których wejście znajduje się pod granitową płytą.

Aby uwiarygodnić swą teorię, Weichenberger zaryzykował nawet survivalowy eksperyment, w którym wraz z dwoma kolegami zamknął się w erdstallu na 48 godzin. Test udał się, choć głównie doskwierał im brak tlenu. Kiedy oddychanie stało się uciążliwe, opuścili oni kryjówkę.

Skomplikowany układ erdstallu z miejscowości Bad Zell w Austrii

Co to jednak oznacza?

Niektóre z tuneli rzeczywiście używane były jako schrony, ale w znacznie późniejszym okresie – mówi Ahlborn dodając, że niekiedy służyły też za toalety lub zsypy na śmieci.

Austriacka speleolog, Edith Bednarik jest także pewna, że nie umożliwiały one skutecznej ochrony przed niebezpieczeństwem. Wskazuje ona m.in., że większości tuneli brak bardziej przestrzennych sal, gdzie mogliby pomieścić się ludzie. Ciasne i pozbawione powietrza korytarze nie posiadają także „wyjść awaryjnych”, czyli alternatywnych dróg ewakuacji ani systemów wentylacji i z pewnością dla uwięzionych w nich ludzi stałyby się śmiertelnymi pułapkami. Jeśli jednak ludzie średniowiecza zdołali w jakiś sposób upchnąć się w tych korytarzach, dlaczego są one zupełnie puste? Wygląda na to, że nikt nigdy w nich niczego nie zgubił, ale nawet nie pozostawił śladów jedzenia czy pochodni.

Z tych tajemniczych przyczyn erdstallom przypisuje się funkcję sakralną, a dla wielu szczególnie atrakcyjna wydaje się idea „komnat dusz”. Zgodnie z nią, tunele stanowią miejsca, w których dusze zmarłych oczekują drugiego przyjścia Jezusa, kiedy powoła on ich z powrotem do życia. Idea czyśćca utrwaliła się w XII w. i pozwalała duszom osób grzesznych na dostanie się do nieba. Groty mogły być zatem wykorzystywane w tym właśnie religijnym celu.

Niestety, pogląd ten nie wyjaśnia dlaczego struktury te stanowiły taki sekret i dlaczego erdstalli nie ma w Szwajcarii czy choćby w Schwarzwaldzie. Na chwilę obecną tajemnica ta pozostaje nierozwiązana. Na temat podziemnych tuneli nie powstała dotąd żadna rozprawa doktorska a uczeni prawie nic o nich nie wiedzą…


Źródło: Infra.pl
   Popularne tagi
500  złapany  sekswizja  abelard  krajowa  uefa  pszczelarz
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]