Tag: myśl

Sprawy łóżkowe

391
Daj piwo
Ratoshi @ 2016-09-02, 09:34 [skopiuj link]
Mąż do żony:
- Muszę Ci się do czegoś przyznać, jak się z Tobą kocham to myślę o innych kobietach.
-Ty świnio! Jak możesz?! Ja, jak się kocham z innymi facetami to ciągle myślę o Tobie.

:loldev:

Polska myśl szkoleniowa na Tajwanie.

409
Daj piwo
Lepioszka @ 2015-06-24, 15:57 [skopiuj link]
Od razu na wstępie zaznaczam, że historia nie jest moja, tylko przekopiowana z innego portalu. Wrzucam tutaj, bo uważam, że jest ciekawa, a nie każdy ma czas, żeby codziennie przejrzeć wszystko w internecie. Uprzedzam, że długie, więc jak ktoś dopiero składa słowa z sylab to niech lepiej poprosi rodziców o przeczytanie tego do poduszki.




Szybkie tło historii, kończę studia, wpadam na pomysł wyjechania na wolontariat, trafia się pozycja nauczyciela angielskiego na Tajwanie, biorę. Bronię dyplom i 4 dni później lecę na Formosę. Trafiam do centrum kraju, prowincji Nantou, jedynej bez dostępu do oceanu/morza, górskiej i raczej zacofanej w stosunku do reszty wyspy. Mieszkam w kilku aborygeńskich (tak, na Tajwanie żyją Aborygeni, trafili tam kilkaset lat wcześniej niż Chińczycy, przez których zresztą zostali podczas późniejszych wojen wypędzeni wysoko w góry gdzie do dziś dzień żyją w swoich grupach) wioskach, w środku dżungli.

To nie jest historia o uczeniu angielskiego, to nie jest historia o tym, że włosy na rekach były dla nich równie dziwne jak druga głowa, to historia polskiej piłkarskiej myśli szkoleniowej ( ͡° ͜ʖ ͡°) która podbiła Tajwan.

Oni uznają 2 sporty, koszykówkę oraz baseball. W tym roku (2011) miało się to zmienić. Minister sportu rozporządził, że w szkołach zacznie się ćwiczyć piłkę nożną, a podsumowaniem ich starań będzie ogólnokrajowy turniej piłkarski dla wszystkich szkół.

Dyrektor mojej podstawówki na cotygodniowym zebraniu dla nauczycieli:

D: Anon, Wy tam w Polsce gracie w piłkę?
Ja: Oczywiście, to nasz narodowy sport ( ͡º ͜ʖ͡º)
D: Będziesz trenerem naszej drużyny
Ja: Piłkarskiej?
D: Musimy wygrać ten turniej

Ostatnie jego zdanie było standardowo pół żartem, pół serio. Jak 90% nauczycieli w aborygeńskich szkołach był z pochodzenia chińczykiem, a oni mają (im wyżej są już w strukturze) gigantyczne ciśnienie na bycie szanowanym, wygrywaniu i udowadnianiu wszystkim, że są lepsi.

Zaczyna się historia, trochę filmowa, trochę komedia, historia Dawida z Goliatem.

Moja szkoła w 6 klasach liczy 48 uczniów. Mamy wystawić 2 składy, jeden w turnieju klas 4 i jeden dla 6-klasistów.

Drużyna musi mieć minimalnie 5 zawodników, w klasie 4 jest 4 uczniów... w klasie 6 na szczęście 6.
Musimy też mieć ławkę rezerwowych... Do drużyny muszą zostać włączeni uczniowie z niższych klas (wiadomo do 4 Ci z 3, do 6 Ci z 5). W ich wieku różnice są widoczne, fizycznie jak i psychicznie. Źle to widzę.

Mamy 1 piłkę do trenowania, z coca-coli, na początku mnie to bawiło ale była wytrzymalsza niż to polskie gówno Tango.

Rozpoczyna się żmudny proces przygotowywania ich do turnieju.

Aborygeni mają jedną cechę której nie mają chińscy Tajwańczycy, to są twarde sk***esyny. Zarówno dorośli jak i dzieci.
Lata mieszkania na prowincji, ciężka praca fizyczna, coroczne tajfuny, że tak powiem nie pieprzą się za bardzo.

Biegają dzieciaki po boisku, wywracają się, zdzierają na betonie nogi, wstają i biegną dalej, nie pamiętam, żebym widział jak któreś z dzieci płakało. Jednemu chłopakowi, nazwijmy goKrystian (w głowie każdego z nich nazywałem imieniem polskim albo jakąś ksywką bo nie sposób było spamiętać ich wszystkich podobnie brzmiących, 3sylabowych imion, zazwyczaj jak jeden przypominał mojego kolegę z dzieciństwa Roberta, to był nazwany Robertem) umarł ojciec, po prostu się zapił na śmierć, bo wśród Aborygenów patologia i alkoholizm są na porządku dziennym. Alkohol albo lawina błotna 2 główne przyczyny ich śmierci. Co chcę powiedzieć, Krystian wydukał po chińsko-angielsku, że nie będzie do dziś w szkole później, pytam go czemu? Przejechał tylko palcem po szyi i powiedział "tata" i poszedł w swoją drogę jakby nigdy nic, następnego dnia śmiał się i biegał z kolegami. 10 latek.

Więc mam tych twardych małolatów, którzy mimo, że pracuję z nimi już prawie 2 miesiące nie za bardzo mnie szanują lub słuchają, Nie mogę ich opieprzyć bo nie znam chińskiego, nie zwrócę im uwagi bo nie rozumieją angielskiego w stopniu komunikatywnym. Trzeba coś wymyślić. Szybki przegląd w głowie filmów hollywoodzkich z trudną młodzieżą, filmów o rozwoju drużyny i ciężkiej pracy w celu osiągnięciu celu.

Doszedłem do wniosku, że wystarczy sobie zaskarbić szacunek ich przywódcy w 6 klasie i będzie z górki... łatwiej powiedzieć niż zrobić. Szybciej niż myślałem nadarzyła się okazja. Podczas przerwy rzucaliśmy do kosza piłką, oczywiście śmieszkowałem trochę miedzy nimi żeby się nie wstydziły białego diabła, nie było trudno wygrać z każdym z nich 1v1 w kosza i trochę ich prowokowałem po kolejnych czapach i punktach, herszt szkoły ciężko to znosił i krzyknął do mnie: "NI PIGU", słyszałem to już wcześniej i wiedziałem, że znaczy, że jesteś gównem. Zapamiętałem to. Kojarzyłem również jak wygląda jego matka bo często odprowadzała jego i jego brata do szkoły. Po zajęciach poprosiłem dyrektora żeby podszedł na chwilę ze mną do tej matki. Młody to zobaczył i zbladł. Patrze na niego moją najpoważniejszą miną i macham ręką żeby podszedł do naszej trójki. Idzie jak na skazanie. Proszę dyrektora żeby coś dla mnie przełożył z angielskiego na chiński, bo ta kobieta ni słowa nie rozumie. I mówię coś w stylu (Gangster Paradise): "Chciałem Pani powiedzieć, że Pani syn jest jednym z moich najlepszych uczniów, naprawdę mówi bardzo dobrze po angielsku i szybko się uczy, uważam go za bardzo miłego i grzecznego". W miarę jak dyrektor to tłumaczył jej to na chiński mina młodego zmieniała się nie do poznania, ostatecznie puściłem mu oczko, a on nadal nie wiedząc co się stało poszedł do domu. Od tamtej pory jak prowadziłem trening, a ktoś mnie nie słuchał, młody wjeżdżał w niego z mordą i był spokój.

Rozpoczynamy prawdziwy trening.

Oni nigdy nie grali w piłkę, więc pracujemy na pustej karcie zawodnika ( ͡° ͜ʖ ͡°) musimy nauczyć się podstaw, do czego służą linie boczne, jak kopać piłkę i co to jest gol, wiem, że brzmi śmiesznie ale to nie jest jak w Polsce, że dziecko od małego ma większy lub mniejszy kontakt z piłką, oni nie mieli żadnego.

Człańcio, człańcio, to było moje ulubione chińskie słowo, bo znaczyło podaj, od dziecko preferowałem grę bez piłki i jak największą ilość podań, pewnie dlatego, że byłem gruby i wolny ( ͡° ͜ʖ ͡°) tak mi zostało do dziś i starałem się ich nauczyć gry zespołowej i wybić z głów bieganie w 6 do jednej piłki. 3 miesiące wałkowałem im że mają stać na boisku w formacji diamentu, obrońców musiałem trzymać rękami czasem, żeby nie wychodzili za połowę, nauczyłem ich przepychać przeciwników pod polem karnym przy rożnych i wykopywać piłkę z naszej połowy najdalej jak się da. Jak już mówiłem uczyłem ich prawdziwej polskiej myśli szkoleniowej.

Oni podchodzili do tego trochę jak do zabawy, ja nie... Po stracie gola drużyna musiała pompować, myśleli, że żartuję, mylili się, wydarłem się i gwizdnąłem, 10 pompek. Byli zdziwieni bo nikt im nigdy nic za kare nie kazał robić, a już szczególnie na Wf-ie, jak już mówiłem to była trochę #patologiazewsi i w szkole podchodzi do nich, a i tak zostaniecie farmerami (dziecko mówiło, że mu się nie chcę uczyć bo jest głodne i siedziało w kącie same). Na początku śmiali się z pompek, po 4 seriach zaczęli się wkurzać i krzyczeć na tych którzy się na starali na meczu, musiałem im pokazać, że piłka nożna to nie zabawa ( ͡º ͜ʖ͡º) Mieli przeprowadzać akcję dwóch na jednego, na mnie. Jeżeli zgubią piłkę, ja przejmę ich podanie albo nie strzelą - pompują, jeżeli zdobędą gola to ja pompuję. Ta na nich podziałało jak woda na młyn, były dni, że wracałem mokry z treningu.

Ćwiczenia co 2 dzień, strzelanie, podawanie, ustawienie i tak w kółko, więcej nie potrzebują i na pewno się nie nauczą, tak przynajmniej myślałem.

Na Kilka dni przed turniejem w mieście wojewódzkim przychodzi do mnie nauczyciel WF i mówi, że Pączek będzie w zespolę klas szóstych ( ͡° ͜ʖ ͡°) to było najgrubsze dziecko w całej wiosce, córka kucharki, ona ważyła grubo ponad 70kg przy wzroście może z 140). Muszę nadmienić, że Pączek w czasie treningów stała na środku boiska i jadła batonika, nie widziałem żeby kiedyś biegała, więc automatycznie nie pasowała mi do koncepcji. Dodatkowo gdyby ona jechała to zajęłaby miejsce Krystiana, ponieważ WFista uważał, że on jest tylko rezerwowym z 5 klasy i się nie nadaję, fakt był malutki bo nawet niektórzy 3-klaśisci byli od niego więksi to jednak czułem do niego sympatie, zwłaszcza, że zawsze starał się najbardziej i nie wiem czemu trochę widziałem w nim samego siebie. Powiedziałem dyrektorowi i WF-iście, że ja jestem trenerem i chcę jego. Nie wszyscy byli przekonani, szczególnie 6klasiści którzy woleli wbrew logice wziąć grubszą swoją koleżankę z klasy niż młodszego pokurcza, zaczęli marudzić. Musiałem to jakoś rozwiązać...

Najprostszy sposób, zarządziłem pojedynek 1v1, oczywiście nie chodziło o walkę kategorii ciężkiej kontra papierowa. Pojedynek umiejętności piłkarskich które ja wybiorę, kto wygra jedzie, pasuje wam? Szóstoklasiści się zgodzili.

1 konkurencja, rzuty karne. Wiedziałem, że Pączek jest strasznym drewnem i nie ma opcji że wygra tę konkurencję, okazało się, że strzały z kapy siały postrach ale Krystek dzielnie je przyjmował na całe ciało, w odpowiedzi posyłał strzały po ziemi do których ona nie potrafiła się schylić. 1:0

2 konkurencja, podania do celu. Nie wiem jak do dziś ona to trafiła, pewnie ona samego tego też nie wiem ale udało jej się zaliczyć więcej celnych podań i zrobiło się 1:1, byłem pewien że po ten konkurencji nie będzie dyskusji kto jedzie, a zrobiło się gorąco. Oczywiście nie mogłem pokazać, że faworyzuję Krystiana, uczciwość przede wszystkim...

Dlatego na ostatnią i decydującą konkurencję wybrałem... sprint na 60m ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Mały był na mecie, jak ona jeszcze uwalniała się z bloków startowych.
Moja decyzja, że jedzie on wygrała i nie było już żadnego sprzeciwu od członków drużyny.

TURNIEJ

Przyjeżdżamy do Nantou City, stolicy województwa, pierwszy dzień to faza grupowa klas 4.
Przybywamy jako ostatnia drużyna, wszyscy na Nas patrzą. Aborygeni przyjechali ze wsi, bez strojów piłkarskich bo nie stać szkoły, w zwykłych obdartych dresach z narzuconymi znacznikami, z 1 piłką i białym trenerem ubranym w czarną koszulę i krawat. Krótka gadka motywacyjna, wybór pierwszej 5 i gramy pierwszy mecz ze szkołą która liczy ponad 800 uczniów.

Mecz nerwowy, głupie błędy, dzieciaki straciły głowę do połowy jest 2:2. Drużyna przeciwna ma strasznie grubego obrońce który wykopuję wszystkie piłki podczas naszych akcji. W drugiej połowie dalej chaotycznie, zmieniam taktykę i mówię do naszego najlepszego zawodnika, Liama moim łamanym chińskim "ON GRUBY, TY KIWAĆ". Pisałem już, że skupiłem się żeby uczyć ich podawać i strzelać, oni sami miedzy sobą, po szkolę ćwiczyli kiwanie się (obserwowali mnie jak ich kręciłem z piłką i co prawda pokracznie ale próbowali jakiś rajdów i kiwek). W drugiej połowie panuje już zupełny chaos po 9 zawodników biegnie do 1 piłki, nikt nie słucha trenerów. Piłka po jakimś rykoszecie ląduję na środku i przejmuję ją Liam i biegnie na bramkę ma tylko przed sobą te tego grubasa (gra się na metrowe bramki bez bramkarzy). Biegnę wzdłuż linii i krzyczę "Pike! Pike!" - KIWAJ! KIWAJ! Przysięgam on robi balans na prawą nogę i go objeżdża dookoła z piłką po czym trochę się wyrzuca pod linię bramkową ale z kąta prawie 0 stopni strzela bramkę, k***a ja tam na linii szaleję (moim największym sukcesem było vice mistrzostwo śląska w piłce ręcznej w gimnazjum ale tak się nie cieszyłem po żadnej mojej bramce).

Przy wyniku 3:2, ustawiam 5-0-0 i każe im wybijać piłki za boisko. Spokojnie dowozimy wynik i jest niespodzianka, czarny koń ma pierwsze zwycięstwo.

Dzieciaki trochę się ogarniają po pierwszym meczu i kolejne dwa wygrywamy bez większych problemów 5:0 i 4:0. Widać ustawienie z dwoma permanentnymi obrońcami którzy w końcu trzymają pozycję dało wyniki.

Dzień drugi, klasy 6.

Te same szkoły przyjechały ze starszymi dziećmi. Obserwuję mecze poprzedzające nasz i co widzę, co ja widzę?! Co druga szkoła zaczęła grać systemem z 2 obrońcami. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

3;1, 4:1, 4:0. Pełen profesjonalizm. Kobiety z gazety przyszły, przeprowadziły wywiad, uścisk prezydenta miasta, zdjęcie z ministrem sportu. Szara koszula i krawat, minister w dresach sportowych (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Biały diabeł stał się bożyszczem tłumów.

Dzień trzeci, finały dla klas 4 i 6

Tu już się piszę historia moi drodzy, 4 najlepsze drużyny z każdej grupy awansowały do fazy pucharowej żeby zagrać w półfinale. Nie mamy takiego dużego auta żeby zabrać wszystkich uczniów, teraz do tego mamy 2 drużyny, farmerzy wiozą nas jakimiś busikami, do tego cała kadra nauczycieli jedzie w autach, wielki dzień dla szkoły, dyrektor w skowronkach.

Zaczynają 4-klasiści. Liam strzela lub asystuję przy każdej bramce, młody poczuł po pierwszym dniu wiatr w żaglach i awansujemy do finału wygrywając 3:0, wszyscy na mnie patrzą, więc staram się nie zesrać i nie cieszyć z bramek za bardzo.

MIRKI właśnie, nie napisałem wam najlepszego, my nie mamy tylu chłopców żeby grali wszyscy, więc mamy dziewczyny w składzie ale jakie... Klasy w całym turnieju straciły tylko 3 bramki, na obronie mieliśmy laskę która nawet czasem ustawiała tego herszta klas 6, a mnie gryzła, co ona robiła na obronie, to był aborygeński Jacek Bąk, do spółki z Endżelem który był przerośnięty jak na swój wiek byli nie do przejścia. W finale Liam szaleję i strzela 3 bramki, przy wyniku 4:1 zarządzam system 5-0-0, nie słyszę słowa sprzeciwu ani żadnych grymasów, murujemy bramkę. Wygrywamy mecz o mistrzostwo ze szkołą molochem w której uczniów liczy się w tysiącach. Kumacie, szkoła w dżungli która ma niecałe 50 i musi brać dzieci z klas niższych i dziewczynki? Która trenowała jedną piłką coca-coli? W czasie podawania ręki z ich trenerem zakładam, że miałem taką minę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Półfinał klas 6 to inna historia, zaczęło padać, porwało baldachim sędziowski i ogólnie piekło się zrobiło. Moi po sukcesie młodszej klasy odlecieli i do przerwy przegrywaliśmy 0:2. Do końca meczu udało nam się przy ustawieniu 1-1-3 zrobić wynik 2:2.
Niestety w karnych rozgrywanych systemem nagłej śmierci, Herszt 6klasistów, który dla mnie był pewniakiem trafił w słupek, a zawodnik z drużyny przeciwnej w bramkę. Tak jak on często gnębił kolegów i młodsze dzieci, tak tym razem sam mógł zasmakować tego uczucia. Został nam mecz o 3 miejsce, gdzie w miejsce Herszta wprowadziłem Krystiana. Herszt po niestrzelonym karnym nie mógł się opanować i musiałem go posadzić bo nie był w stanie grać i myśleć. Po przerwie doszedł do siebie i w meczu o 3 miejsce strzelił 3 bramki i wygraliśmy go 5:0 zgarniając brąz.

Dwa cenne trofea pojechały do Caotun. Mnie czekał potem wywiad z krajową telewizją która przyjechała do naszej wioski, kazali mi odpowiadać na głupie pytania, spodziewałem się: "Co sądzisz o piłce na Tajwanie?", "Jak się odnajdujesz w roli nauczyciela angielskiego?", zadali mi: "Czy masz tu dziewczynę?" i "Co lubisz jeść?". Potem musiałem przed kamerami pokazać kilka sztuczek technicznych, na szczęście nic nie sp***oliłem. Potem wyświetlili to w tamtejszej Panoramie, przypał straszny swoją mordę oglądać i jakieś urywki z całego 3 godzinnego materiału. W kilku gazetach zdjęcia i inne takie rzeczy.

Co kończy tą hollywoodzką historię, a co mnie zawsze napawa smutkiem to fakt, że samolot powrotny miałem 20 maja, już nie mogłem tego przebookować z kilku osobistych powodów, a turniej finałowy (tylko dla zwycięzców, klasa 4) odbywał się 22 maja w Tajpej.
16 najlepszych zespołów z 16 województw w kilku kategoriach wiekowych. Moja największa przygoda trenerska i pewnie ostatnia kończy się w takim momencie... Dowiedziałem się potem przez Skype, że udało im się wygrać jeden mecz z czterech w fazie grupowej i tam skończyli swoją przygodę w stolicy. Czasami zastanawiam się co by się stało gdybym pojechał tam z nimi.
Z grupą dzieciaków z serca dżungli którzy pojechali na finały i dali z siebie wszystko.
Do dziś jestem z nich strasznie dumny. I czasem przeglądam kartki i laurki które każde z nich mi narysowało kiedy wyjeżdżałem... (╯︵╰,)
mrauuu @ 2015-06-24, 19:47  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (35 piw)
Brawo dla tego Pana oraz dla całej drużyny. W Polsce za takimi 4- i 6-klasistą (oczywiście generalizując!) biegałaby po boisku matka i sprawdzała, czy już sie nie spocił. Dzierżyłaby w ręce jeszcze Kubusia, by sobie Kewinek mógł popić, gdy się po 3 sekundach zmęczy. Na pojedynek 1:1 miedzy Kewinkiem a Dżesiką nie byłoby zgody - a poza tym Dżesika, ta urocza dziesięciolatka, i jej strój piłkarski? "Najacze" z wypieprzonym w kosmos napisem Hello Kity i legginsy w kotki. A za korowodem samochodów jadących na turniej drugi korowód - prokurator, kurator i peleton matek z włączonymi kamerami w telefonach, dodającymi co 5 sekund fotki na fejsbuka z życia swoich "pociech".

Na szczęście to nie wszystkich dzieci dotyczy i z radością patrzę na wszelkie turnieje sportowe - z radością, bo widzę, że te dzieci są szczęśliwe. To chyba najważniejsze?

Myśl samodzielnie

287
Daj piwo
Dupa_Zza_Krzaka @ 2014-01-25, 14:41 [skopiuj link]
Czy tylko mnie ten film przypomina współczesne media, mówiąca nam jak mamy myśleć?



Ukradzione z wykopu, który ukradł z jewtuba
Asdasdasdasds @ 2014-01-25, 15:02  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (69 piw)
Pan Freeman się przypomina.

Niezła myśl

257
Daj piwo
bigosik @ 2013-08-17, 04:19 [skopiuj link]
Witam.

Przypomniała mi się ostatnio własna historia, i pomyślałem, że ją opisze - może komuś się spodoba, lub chociaż wywoła uśmiech na twarzy. Więc do rzeczy.


Jestem na domówce, dość mocno podchmielony (już nie miałem siły pić), no i siedzę sobie na kanapie żeby się ogarnąć i oglądam co się dzieje w domu. Koło mnie siedziała ciekawa koleżanka, i po chwili tak sam do siebie mówię "Idę się chyba położyć" Ona to usłyszała i mówi "Ja chyba też". Mija chwila, ta wstaje i wychodzi z pokoju, rzucając w progu do mnie "idziesz?". Oczywiście wstałem, idę za nią. Położyliśmy się pod kołdrą i rozmawiamy (tak, trochę to dziwne, ale byłem tak naj***ny, że nie myślałem o niczym innym jak o moim naj***niu), flirty, żarty, kręciołek w głowie itd, staram się powstrzymać i utrzymać rozmowę gdy nagle Ona do mnie:
- O czym teraz myślisz?
Spojrzałem jej w oczy, wyczekałem chwilę i na jednym wdechu
- O rzyganiu.

Niestety, koleżanka się odwróciła i już nic nie było tego wieczoru nic ciekawego. W tamtym momencie naprawdę, nic innego nie przyszło mi do głowy. Teraz jak sobie o tym przypominam to śmiać mi się chcę, chociaż dzień po akcji głupio mi było i strasznie żałowałem. Od tamtej pory nie pije do takiego stanu.
kaktuz @ 2013-08-17, 06:06  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (141 piw)
lol gość rozmawia z ręką

Szybkie myśli

373
Daj piwo
Anonymous @ 2013-08-03, 20:31 [skopiuj link]
W klasie pani pyta dzieci:
- Co jest najszybsze na świecie?
- Nasz samochód - mówi Ptyś.
- Pociąg - mówi Ksenia.
- Rakieta - mówi Hong.
- MYŚL - mówi Bronek - ponieważ jak pomyślę o Paryżu, to jestem natychmiast w Paryżu. Nic nie jest szybsze, jak myśl!
Pani jest zachwycona odpowiedzią Bronka, już chce go pochwalić, ale nagle wstaje Jasiu i mówi:
- Mój tata jest jeszcze szybszy!
Wczoraj wieczorem podsłuchałem, jak mówił do mamy:
- "Ach, dzisiaj doszedłem szybciej niż myślałem".


Jak było, to wiadomo, jak nie było, też wiadomo

Józef Piłsudski- Myśli, mowy i rozkazy.

36
Daj piwo
Pan_Marszałek @ 2013-07-04, 18:53 [skopiuj link]
Podczas sprzątania książek na półce znalazłem tomik zawierający wszelkiego rodzaju powiedzenia i przemówienia pana Marszałka Piłsudskiego.Zamieszczam co ciekawsze(jeśli się spodoba, dodam więcej w komentarzach)



Polacy nie są zorganizowanym narodem, wobec czego znaczy u nich więcej nastrój aniżeli rozumowanie i argumenty; sztuką rządzenia Polakami jest zatem wzniecenie odpowiednich nastrojów.

Parę pokoleń minąć musi, zanim stworzy się znowu państwowa kultura polska.

Jeżeli nie jesteśmy zdolni do rządzenia się sami, to uwiecznijmy okupację.



Każdy naród posiada pomniki, które zawarły w sobie jego cierpienia i radości, jak w jednym ognisku ześrodkowując przeżycia całych pokoleń.Takimi pomnikami są: ruiny, pola bitewne, grody, ulice, na tych ulicach domy, na których widok serca biją goręcej i łzy nabiegają do oczu.Są to świątynie historii, których Polska posiada tak wiele.
Dla mnie, jako dla przedstawiciela państwa polskiego, nie ma większej świątyni jak wszystkie te granice, którymi poprzerzynano nasz kraj.



Choć nieraz mówię o „durnej Polsce” , wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.


Umiłowanym stanem Polaków jest niezdecydowanie.


Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę.Dziś wiem, że tego nie zrobię.Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi


Należy iść w granice wroga, by przenieść ciężar wojny na obcy teren.


Znajdą się historycy, którzy stwierdzą, że Piłsudski był pseudonimem Sikorskiego.


W Polsce wszyscy krzyczą, iż posiadają większość.

Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, by ta niepodległość kosztowała dwa grosze wydatków i dwie krople krwi.




Na razie, to by było na tyle.Dajcie znać, jeśli chcecie więcej. ;-)
   Popularne tagi
1z10  korwin mikke  podkarpacie  rozcięta
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]