Tag: morderstwa

W Brazylii jest popełnianych 60 tys. morderstw rocznie

82
Daj piwo
WulgarnaLola @ 2017-09-13, 12:47 [skopiuj link]
To tyle ile łącznie we wszystkich krajach zaznaczonych na niebiesko.



A zabijani są wszyscy księża, geje, ludzie wracający z imprezy. Znajdziesz się w nieodpowiednim miejscu i Twój żywot skończon.

No cóż. Brazylia jest jak ten teledysk, czyli nie ma w niej nic co by mogło przyciągnąć zdrowego białego człowieka do odwiedzenia tego kraju. :)

Kartel Zetas

107
Daj piwo
zły_jodyn @ 2014-03-02, 19:34 [skopiuj link]
W skrócie...
Miguel Angel Trevino Morales, brutalny lider kartelu narkotykowego „Zetas”, został schwytany przez meksykańskie wojsko w lipcu 2013 roku. Ciężarówka, którą podróżował została zatrzymana na polnej drodze, w okolicach miasta Nuevo Laredo. Trevino został aresztowany wraz z ochroniarzem i księgowym, poza tym zarekwirowano osiem sztuk broni palnej i ponad dwa miliony dolarów w gotówce. Morales, zwany jako „Z-40”, przejął przywództwo w kartelu w październiku 2012 roku, po śmierci poprzedniego szefa Heriberto "kata" Lazcano. Poniżej macie okazję zobaczyć fotografie ilustrujące „rządy” kartelu Zetas pod przywództwem Z-40.







Więcej w komentarzu.
Szeryfian @ 2014-03-03, 02:25  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (37 piw)
mare30ks napisał/a:
w przypadku takich sk***ysynow policja powinna wydawac wyroki na miejscu. a wyrok powinien byc tylko jeden



Wyroki nie są wykonywane na miejscu ponieważ żaden z funkcjonariuszy nie nosi przy sobie piły motorowej ani kamery...

Sztejer *(Trylogia?) - Robert Foryś

3
Daj piwo
Anonymous @ 2014-02-04, 11:34 [skopiuj link]


Cytat:
Dobrych ludzi już nie ma - są tylko kanalie, źli i trochę mniej źli. Czyli ofiary.

Mówiono o nim, że nadszedł do miasta od północy, prowadząc siwą klacz, uzbrojony w dwa miecze skrzyżowane na plecach. Sęk w tym, że w ludzkim gadaniu, rzadko jest prawda, częściej zaś pół prawda i gówno prawda. Z tą klaczą to akurat - to trzecie... Z mieczami zresztą też. Obrzyn poręczniejszy.

Nazywam się Vincent Sztejer i zabijam dla srebra.

Roboty nie brakuje. Zagładę przetrwały właściwie tylko trzy gatunki: karaluchy, szczury i sukinsyny. Mutanci w chórkach u Najświętszej Panienki też raczej nie śpiewają.
Za odpowiednią sumkę pakuję się w ten syf i przerabiam cele na nawóz.

Że śmierdzi? Ty co? Nietutejszy? Tak teraz pachnie cywilizacja...



Trzy dotychczas napisane przez Roberta Forysia części przygód Vincenta Sztejera*(Pisze czwartą) dobitnie ukazują jakimi kanaliami stają się ludzie jeżeli dać im tylko wolną rękę do działania pieniądze za motywacje i uczucie bezkarności, tytułowy bohater prowadzi nas za to przez ten cały bajzel nazwany światem, co rusz wplątuje się w komiczne i groteskowe sytuacje z których zawsze jakimś cudem udaje mu się wywinąć, czasami weźmie robotę na utopca to na jakąś inną maszkarę, wychędoży kilka kurew, zamorduje znienawidzonego brata, adepta ojca Tadeusza z Torunium... I tak to płynie życie Vincenta.

Jeżeli lubiliście wiedźmina to Vincent Sztejer jest takim wiedźminem Geraltem, tylko że bardziej sk***ysynem niż wiedźminem który żyje na polskich ziemiach zniszczonych wojną atomową po której ludzkość dopiero się podnosi, nie zmienia to tego że jest on sk***ysynem którego od początku da się lubić a nawet idzie się z nim utożsamić.

Polecam wszystkim sadolom ! :ok:

Kanibale w oblężonym Leningradzie

119
Daj piwo
Podobno o prawdziwym głodzie można mówić wtedy, gdy człowiek patrzy na drugą istotę ludzką jak na posiłek… Gdy ponad trzy miliony cywilów zostało odciętych w pierścieniu wokół kompletnie nieprzygotowanego aprowizacyjnie do długiej obrony miasta, wiadomo było, że to się źle skończy. Zapasów przy dobrych wiatrach mogło starczyć na półtora miesiąca. Dalej był już tylko morderczy głód.

Na początek garść informacji. Po stronie radzieckiej, trwająca od 8 września 1941 roku do 27 stycznia 1944 roku Blokada Leningradu (czyli dzisiejszego Petersburga) pochłonęła około miliona ofiar cywilnych. Dwie trzecie ludności dostawało głodową rację żywności na poziomie 125 gramów chleba, czyli trzech cieniutkich kromek. Dzienna racja miała dostarczać im 460 kalorii, jednak kalorie te istniały tylko na papierze. W rzeczywistości, przez dodawanie do chleba różnych zapychaczy, o których strach nawet pomyśleć, jego wartość odżywcza spadała do jakichś 300 kalorii, czyli niewielkiego ułamka dziennego zapotrzebowania na energię. Snujący się jak cienie mieszkańcy niegdyś dumnej stolicy carów, byli wygłodzeni do granic możliwości. Ich ludzkie odruchy zostały niemal zupełnie stłumione. Byli do reszty odarci z sił i godności.

Człowiek człowiekowi wilkiem?


Szybko okazało się, że dla wielu z nich tysiące walających się po ulicach trupów to nie tylko szczątki, które należy opłakać. To całkiem pokaźny zapas mięsa, który przecież nie może się zmarnować! W oblężonym Leningradzie przypadki kanibalizmu nie należały do rzadkości. Pisze o tym Anna Reid, autorka książki „Leningrad. Tragedia Oblężonego miasta”. W jej pracy możemy znaleźć cytat ze wspomnień znanej rosyjskiej poetki socjalistycznej, Olgi Bergholc:

Niedawno Prendel powiedział nam, że wzrasta liczba przypadków zjadania martwych ciał. W maju [1942 roku] w jego szpitali odnotowano piętnaście takich przypadków, w porównaniu z jedenastoma z kwietnia. Musiał wówczas − i wciąż musi − wydawać opinię specjalisty co do tego, czy kanibale są odpowiedzialni za swoje czyny. Kanibalizm − to fakt. Powiedział nam o pewnej parze kanibali, która najpierw zjadła małe ciałko swojego dziecka, a następnie zwabiła w pułapkę trójkę kolejnych dzieci, po czym zabiła je i zjadła […].

Dla większości ówczesnych mieszkańców Leningradu te przeczące człowieczeństwu akty miały charakter pogłosek. Wraz z innymi pochylali się nad leżącymi na ulicach trupami i przyglądali się, czy nie noszą śladów kanibalizmu. Faktem niezaprzeczalnym jest znajdywanie na terenie miasta okaleczonych zwłok, pozbawionych łydek czy pośladów, ewentualnie ze śladami odgryzania. Anna Reid na podstawie raportów NKWD wymienia:

pewna matka udusiła osiemnastomiesięczną córeczkę, aby nakarmić nią siebie i trójkę starszych dzieci; jakiś dwudziestosześciolatek, zwolniony z fabryki opon zamordował i zjadł swojego osiemnastoletniego współlokatora […] bezrobotny osiemnastolatek zamordował siekierą babcię, po czym ugotował i zjadł jej wątrobę oraz płuca…

Już sama ta wyliczanka mrozi krew w żyłach… Nie możemy jednak zapominać, że to kiedyś byli zwykli ludzie, ciepli i mili dla otoczenia, współpracowników, bliskich, którzy zostali doprowadzeni do ostateczności.

A co z porzuconymi?


W najgorszej sytuacji znaleźli się uczniowie leningradzkich szkół pochodzący spoza miasta. Odcięci od wsparcia rodzin, które znalazły się poza obrębem pierścienia zamykającego dawną stolicę carów, zdani byli na łaskę i niełaskę dyrektorów placówek oświatowych. Jak pisze Anna Reid:

W Szkole Zawodowej numer 39 przy ulicy Mochowej uczniowie pozostawieni byli sami sobie. Nie mieli żadnego nadzoru, a w grudniu nie wydano im także żadnych kartek na żywność. Przez cały grudzień jedli mięso wyłapywanych i zabijanych kotów i psów. 24 grudnia uczeń Ch. zmarł z niedożywienia, a jego ciało zostało częściowo wykorzystane przez pozostałych uczniów jako pokarm. 27 grudnia zmarł drugi uczeń W. i także jego ciało wykorzystano do zjedzenia. Jedenastu ludzi aresztowano za kanibalizm, wszyscy przyznali się do winy.

W języku rosyjskim istnieją dwa określenia na spożywanie ludzkiego mięsa, które można przełożyć na język polski jako trupożerstwo i ludożerstwo. Mają one różny wydźwięk moralny. Pierwsze z nich oznacza pożywianie się nieżyjącymi już homo sapiens, natomiast drugie – mordowanie ludzi i zjadanie swoich ofiar. O ile trupożestwo traktowane było w miarę łagodnie (wiadomo, chociaż to nadal bezczeszczenie zwłok, jednak bez przerabiania żyjącego na trupa celem konsumpcji), karą za ludożerstwo była śmierć.

Przykładem takiej właśnie osoby przyłapanej na kanibalizmie połączonym z morderstwem jest pewna opisywana przez Olgę Grieczinę sprzątaczka. Jej zniknięcie z fabryki był łatwe do zauważenia z powodu walających się wszędzie metalowych opiłków i innych śmieci. Do tej nieobecnej starszej pani wszyscy zwracali się poufale „ciociu Nastio”. Grieczina dowiedziała się, że została ona rozstrzelana. Ale za co? Zjadła swoją córkę − ukryła ją pod łóżkiem i odkrawała kawałek po kawałku. Zastrzeliła ją milicja. W tych dniach nie staje się przed sądem.

Konkretne historie można by mnożyć. Oddają one grozę sytuacji i jej beznadzieję, ale nie oddają skali zjawiska. W przeciągu kilkunastu miesięcy, do grudnia 1942 roku, kiedy to udało się ukrócić ten chory proceder, w Leningradzie i okolicach aresztowanych zostało łącznie ponad dwa tysiące kanibali. Ilu jednak zginęło bez procesu? Ilu nigdy nie złapano?

Źródło: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/04/17/kanibale-w-oblezonym-leningradzie/
Polecam stronkę :mikolaj:

Temat dla tych kretynów którzy narzekają na brak super sadystowskich tematów nie dodając nic od siebie :snajper2:

Pogrom w Jedwabnem

11
Daj piwo
Xiądz @ 2014-01-11, 21:18 [skopiuj link]
Jak było w Jedwabnem nie każdy wie. polacy dokonali masowego mordu na Żydach (m.in paląc ich żywcem) i ograbili ich z kosztowności i majątku, na który zapracowali - to tak w skrócie. Więcej: tutaj :)

Jak wynika z relacji świadków, w dniu 9 lipca 1941 r. w Jedwabnem i pobliskich wioskach rozgłaszano informację o nadchodzącej „rozprawie” z miejscowymi Żydami. Okoliczni chłopi zaczęli ściągać do Jedwabnego. Rankiem 10 lipca 1941 roku do miasteczka przybyła niewielka grupa Niemców. Po rozmowie z nimi burmistrz Marian Karolak zebrał polskich mieszkańców Jedwabnego, którzy następnie otrzymali polecenie wygnania z domów wszystkich Żydów i spędzenia ich na Rynek, gdzie uzbrojeni w kije, pałki, noże, widły i siekiery Polacy nakazali Żydom pielenie bruku i śpiewanie poniżających piosenek, między innymi „Przez nas wojna”. Już wtedy dochodziło do bicia, gwałtów i mordowania ofiar - wiadomo, że na śmierć ukamieniowano młodego chłopca Józefa Lewina. Przytoczmy tu fragment zeznań Szmula Wassersztajna, jednego z nielicznych jedwabieńskich Żydów, którym dane było przeżyć pogrom: „Całe miasteczko było na ulicy, był upał, ludzie ginęli z pragnienia, nie pozwolili dostąpić do studni. Ester Dobrzańska prosiła o wodę, zemdlała, nie pozwolili ratować, matkę zabili (chciała podać wodę). Betkę Brzozowską, z dzieckiem na ręku, zabili Polacy jej dziecko. Ośmiu gestapowców było obecnych, stali, nie mordowali i robili zdjęcia” (źródło: Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma, relacja nr 301/613).

Spośród zebranych Żydów wyselekcjonowano kilkadziesiąt osób, między innymi rabina Awigdora Białostockiego. Grupę tą zaprowadzono na skwer przy ul. Dwornej i zmuszono do zburzenia znajdującego się tam pomnika Lenina. Następnie grupa powróciła na Rynek, niosąc na drągach fragment pomnika. Wśród szyderstw zebranych Polaków, Żydom dźwigającym pomnik nakazano okrążenie Rynku ze śpiewem na ustach. Do poprowadzenia tego „konduktu” zmuszono rabina, któremu wetknięto w dłoń czerwoną flagę. Grupę Żydów z pomnikiem pognano w stronę cmentarza żydowskiego, gdzie zamordowano ich i wraz z popiersiem Lenina pogrzebano w dole, wykopanym wcześniej wewnątrz należącej do gospodarza Śleszyńskiego stodoły, stojącej naprzeciwko cmentarza. Ponownie zacytujmy tu relację Sz. Wassersztajna: „Miejscowi Polacy (...) wybrali 75 najmłodszych i najzdrowszych Żydów, którym kazali podnieść z miejsca i zanieść wielką statuę Lenina, którą w swoim czasie postawili Rosjanie w centrum miasteczka. To było niemożliwie ciężkie, ale pod gradem straszliwych uderzeń musieli jednak Żydzi to zrobić. Niosąc statuę, musieli jeszcze śpiewać. Przynieśli ją na wskazane miejsce. Tam zmuszono ich do wykopania dołu i zakopania statuy. Po tym ci sami Żydzi zostali zbici do śmierci i wrzuceni do tego samego dołu” (źródło: Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma, relacja nr 301/152).

Miasteczko zostało otoczone szczelnym kordonem. Z zeznań świadków wynika, że wyloty głównych ulic obstawiły cztery jednoosobowe posterunki niemieckie. Pozostałych na Rynku kilkuset Żydów Polacy zapędzili do uprzednio wzmiankowanej stodoły, którą wraz z ludźmi oblano łatwopalną cieczą i podpalono. Abraham Śniadowicz w swych zeznaniach złożonych w 1947 roku przed Żydowską Wojewódzką Komisją Historyczną tak opisał ten ostatni akt zagłady jedwabieńskich Żydów: "Stodoła (....) stała trochę na uboczu od centrum miasteczka. (...) Żydów wpędzono tam przy akompaniamencie razów i płaczu. Niemcy fotografowali tą procedurę. Szukając po domach, znajdowali starych, chorych i dzieci, bili ich okrutnie, odrąbywali głowy, obcinali języki, kłując widłami pędzili do stodoły. Stodołę oblano ze wszystkich stron benzyną i podpalono. Ogień nie rozgorzał od razu. Pojawił się straszny dym, a krzyki i płacz palących się Żydów sięgały nieba. Kogo jeszcze później złapano, wpędzano widłami do palącej się stodoły. Stopniowo krzyki stawały się coraz słabsze i z całej masy Żydów pozostała kupa popiołu” (źródło: Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma, relacja nr 301/2405, z języka jidysz tłumaczyła Sylwia Szymańska). Po ustaniu pożaru zwęglone zwłoki zakopano w pobliskim dole. Jednocześnie uzbrojone grupy Polaków wyszukiwały, a następnie mordowały Żydów, ukrywających się na terenie miasteczka oraz na polach. W trakcie pogromu dochodziło do plądrowania, rabunku i zajmowania nieruchomości należących do Żydów.

Według różnych źródeł, wydarzenia w Jedwabnem zostały zainspirowane przez nazistów. Niektórzy twierdzą też, że do popełnienia zbrodni mieszkańcy Jedwabnego zostali zmuszeni przez Niemców. Jednak bezdyskusyjnym faktem pozostaje, iż wielu Polaków brało udział w mordzie ochoczo, wykazując się wyjątkowym okrucieństwem i sadyzmem. Edmund Dmitrow w książce „Wokół Jedwabnego” na podstawie analizy faktów stwierdził, że: „znany mi materiał dowodowy nie zawiera przekonujących dowodów, że Polacy zostali zmuszeni do popełnienia zbrodni wskutek zagrożenia własnego życia lub zdrowia. Nawet jeśli część z nich włąćzyła się do działań ze strachu przed Niemcami lub przed własnymi rodakami, to jednak decydujące znaczenie miał fakt, że pewna grupa polskich mieszkańców była gotowa zabijać Żydów”.

Przesłuchiwana w 1949 r. Julia Sokołowska zeznała, że: "Ja nie widziałam, żeby Niemcy bili Żydów. Jeszcze trzy Żydówki przyprowadzili na posterunek żandarmerii i kazali mnie (je zamknąć), żeby nie zamordowali tych Żydówek. (.....) Żydów Niemcy nie bili, a w bestialski sposób znęcała się ludność polska nad Żydami, a Niemcy stali po bokach i robili z tego zdjęcia."

Z całą pewnością nie wszyscy mieszkańcy Jedwabnego uczestniczyli w mordzie. Tezę tą potwierdza między innymi Paweł Machcewicz w swym opracowaniu zatytułowanym „Wokół Jedwabnego” („Wokół Jedwabnego” praca zbiorowa pod redakcją Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka): „Nie każdy, kto na placach łomżyńskich miasteczek przyglądał się kaźni Żydów, może być uznany współodpowiedzialnym za mord. Z zeznań świadków wynika, że na rynku w Jedwabnem 10 lipca „była masa ludzi”. Część z nich na pewno z aprobatą przyglądała się męczeniu i upokarzaniu Żydów, inni musieli być zaskoczeni, zdezorientowani, przerażeni narastającą przemocą”.

Warto dodać, że w oddalonej o 3 km od Jedwabnego wiosce Janczewko rodzina Aleksandra i Antoniny Wyrzykowskich - pomimo kary śmierci grożącej ze strony okupanta - pomagała Żydom. Początkowo małżonkowie dostarczali żywność do getta w Łomży, a w 1942 r. ukryli na terenie swojego gospodarstwa siedmiu Żydów: Mosze Olszewicza, Berka Olszewicza, Szmula Wasersztejna, narzeczoną Mosze Olszewicza Elkę, Izraela Grądowskiego, Jankiela Kubrzańskiego i Leę Sosnowską. Wszyscy z nich doczekali końca wojny. W 1945 r. Antonina Wyrzykowska została napadnięta i pobita przez kilku antysemitów. Po tym wydarzeniu A. Wyrzykowska zdecydowała się na wyjazd ze swej rodzinnej miejscowości. W 1976 r. Aleksander i Antonina Wyrzykowscy otrzymali tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W 1993 r. odznaczenie to otrzymali także rodzice Antoniny, Józefa i Franciszek Karwowscy.

Wśród motywów zbrodni wymienia się między innymi antysemityzm, szczególnie silny w okresie kryzysu z lat trzydziestych i rozbudzany przez ugrupowania endeckie działające w regionie łomżyńskim oraz chęć rabunku żydowskiego mienia. Jan Tomasz Gross w swej głośnej książce "Sąsiedzi" napisał, iż: "Spalenie jedwabieńskich Żydów miało taki efekt, jak zastosowanie z dzisiejszego arsenału środków bojowych bomby neutronowej – zlikwidowano wszystkich właścicieli, nie naruszając przy tej okazji ich dóbr materialnych".

Pewne kręgi – zapominając o dokonanych przez NKWD masowych deportacjach Żydów do odległych republik radzieckich, dyskryminowaniu przez władze komunistyczne żydowskich właścicieli majątków oraz religijnych Żydów, jak również poparciu władz radzieckich przez polskich komunistów i zwykłych karierowiczów - jako powód pogromu w Jedwabnem wysuwają chęć zemsty Polaków za rzekome zaangażowanie osób pochodzenia żydowskiego na rzecz ZSRR i ich udział w radzieckich organach represji. Z punktu widzenia prawa żaden jednak argument nie usprawiedliwia samosądu.

Po wyzwoleniu, w maju 1949 roku przed sądem w Łomży odbył się proces osób biorących udział w pogromie w Jedwabnem. Jednej osobie wymierzono wyrok śmierci (nie wykonany), dziesięć osób skazano na kary pozbawienia wolności od 8 do 15 lat. Dziesięciu innych oskarżonych uniewinniono.

W Jedwabnem w miejscu zbrodni w latach PRL ustawiono pomnik. Wyryty na nim napis: „Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła żywcem 1600 osób. 10 VII 1941 roku” zawierał fałszywe dane, dotyczące sprawców jak i liczby ofiar. Przez wiele lat sprawa Jedwabnego była w Polsce tematem tabu, przemilczanym przez media.

Dyskusja o mordzie w Jedwabnem stała się możliwa dopiero na fali demokratyzacji życia społeczno-politycznego w Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W 1988 r. na łamach tygodnika „Kontakty” opublikowano fragmenty relacji Szmula Wassersztejna. Prawdziwą burzę wywoła książka autorstwa Jana Grossa „Sąsiedzi”. Konsekwencją tej dyskusji było wznowienie przez Instytut Pamięci Narodowej śledztwa w sprawie mordowania ludności żydowskiej w Jedwabnem. Przesłuchano ponad stu świadków wydarzeń z dnia 10 lipca 1941 roku. W celu ustalenia liczby ofiar rozpoczęto ekshumację szczątków z masowego grobu w Jedwabnem – prace te przerwano jednak w wyniku protestów religijnych Żydów. Podana na PRL-owskim pomniku i powtórzona przez Jana Grossa w książce „Sąsiedzi” liczba 1.600 ofiar była zawyżona, jednak na podstawie wstępnych wyników ekshumacji liczbę tą szacuje się na nie mniej niż trzysta. Ostatecznie w dniu 30 czerwca 2003 roku „śledztwo umorzono z powodu niewykrycia innych żyjących sprawców zbrodni niż ci, którzy wcześniej zostali osądzeni przez polski wymiar sprawiedliwości”.

W miejscu zbrodni przeprowadzono prace restauracyjne. Usunięto stary pomnik, urządzając jednocześnie lapidarium. Plac po spalonej stodole, w miejscu masowego grobu oznakowano kamiennymi blokami. Na wprost wejścia ustawiono pomnik w formie prostopadłościanu, z przytwierdzonymi doń osmalonymi deskami przypominającymi swym kształtem macewę o zaokrąglonym zwieńczeniu. Na jednym z boków pomnika umieszczono napis o treści: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic; mężczyzn, kobiet i dzieci, współgospodarzy tej ziemi; zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku"; na drugim z boków wyryto treść modlitwy "El mole rachomim".

W dniu 10 lipca 2001 r., w sześćdziesiątą rocznicę tragedii, w Jedwabnem odbyły się uroczystości ku czci ofiar. Udział w nich wzięli między innymi przedstawiciele władz centralnych, środowisk i organizacji żydowskich, w tym także Żydzi wywodzący się z Jedwabnego. Podczas ceremonii prezydent RP Aleksander Kwaśniewski wypowiedział znamienne słowa: „Z powodu tej zbrodni winniśmy błagać o przebaczenie cienie zmarłych i ich rodziny, każdego skrzywdzonego. Dzisiaj jako człowiek, jako obywatel i jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, przepraszam. Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią. W imieniu tych, którzy uważają, że nie można być dumnym z wielkości polskiej historii, nie odczuwając jednocześnie bólu i wstydu z powodu zła, które polacy wyrządzili innym”.

   Popularne tagi
szydło
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]