Tag: kolekcja

Hobby

92
Daj piwo
PowerBoBass @ 2017-11-28, 17:31 [skopiuj link]
Dwóch kumpli przy piwie:
-Masz jakieś hobby?
-No, zbieram martwe muchy.
Drugi zdziwiony:
-Że co? Czemu akurat martwe muchy?
-Bo martwe psy za długo się suszyły.

Perełka wśród wieprzy

594
Daj piwo
crossdressphyxia @ 2016-11-12, 18:12 [skopiuj link]
Istna wisienka na torcie.

Słowo na piątek - kolekcjonowanie i kształtowanie opinii

109
Daj piwo
Anonymous @ 2016-02-19, 12:22 [skopiuj link]
Dziś parę słów o "kolekcjonowaniu" oraz zabiegach marketingowych z tym związanych. Poczytałem trochę wypłodów płatnych komentatorów, którzy usiłują realizować politykę różnych firm, zgarniając jakieś marne parę złotych wierszówki za pisanie bzdur... i stwierdziłem, że trzeba dać im odpór, bo stopień skretynienia społeczeństwa czyni je bezbronnym wobec zmasowanej akcji propagandowej. Na początek przykład trollingu:

Lipton92 napisał/a:
Wszędzie ten flame. Polaczki się dopiero wczoraj dowiedziały, ze istnieje coś takiego jak kolekcjonowanie butów xD Oczywiście tradycyjnie muszą to wyśmiać, chociaż nikt mi jeszcze nie wytłumaczył z sensem jaka jest różnica w staniu po buty a staniu po monetę z JP 2.0. Jesteście sto lat za murzynami co projektują te buty.


Rozbiorę paszkwilunia Liptona92 na czynniki pierwsze. Na początek - ocena moralna. Tak jest, aby dobrze umocować resztę wypowiedzi, należy na wstępie zdyskredytować wszelkie przejawy krytyki. Potem jedziemy ad personam - czyli "Polaczki". Zacnie, Niemiaszku. Potem wyśmianie, że ktoś czegoś nie rozumie - podobnie jak ze sztuką Karyny Ciemnowrońskiej czy jak jej tam - tej od pustych płócien. Jej Sztuki też nikt nie rozumiał (poza hojnymi Sponsorami Bardzo). Dalej - "tradycyjnie musi wyśmiać" - czyli podpieranie samej czynności wyśmiania tradycją (to takie meta-językowe odwołanie do anonimowego autorytetu, co wskazuje, że mamy do czynienia z przynajmniej przeciętnie wyedukowanym interlokutorem). Następnie zaprzeczenie jeszcze niezaistniałemu faktowi niewytłumaczenia owemu przeciętnie wyedukowanemu interlokutorowi, jaka jest różnica między kolekcjonowaniem butów, a kolekcjonowaniem monet z (pogardliwie) "JP 2.0". Ten fragment jest mocny, muszę przyznać, choć obarczony błędem non sequitur, do tego potężnym. I na koniec wjechanie na psychikę i samoocenę... :) Klasyka, panoćku! Wujek Goebbels byłby dumny :)

Podsumowując... Zacny trolling, milordzie. Zacny.

Jednak podejmę polemikę :)

Tzw. "kolekcjonowanie" - jest wymysłem sp***olonych mózgowo marketoidów żerujących na atawizmach, a instynkt zbierania jest jednym z najsilniejszych z nich. W zasadzie jako takie wszelkie odniesienia do "kolekcjonowania", kiedy coś nie ma wartości kolekcjonerskiej, tylko jest nowym przedmiotem użytku codziennego, jest wprowadzaniem klienta w błąd. Oczywiście, można tu dywagować, że nowe rzeczy też się kolekcjonuje, że się ich nie używa, tylko odstawia do gabloty i zyskują na wartości. Yhy :) Chyba dla moli, które ślinią się zza szyby i wydając orgastyczne okrzyki srają larwami w szpary.

Różnica między kolekcjonowaniem a bezmyślnym kupowaniem kaloszy za tysiąc (tak, to też parę lat temu było w "modzie") jest taka, że przedmiot o wartości kolekcjonerskiej jest trwały, ma swoją symbolikę odnoszącą się do realnych wartości i nie przedstawia sobą na ogół wartości użytkowej. Pozwolę sobie zacytować definicję określoną w Postanowieniu w sprawie interpretacji prawa podatkowego sygn. 1472/RPP1/443-338/05/TM:

Cytat:
Przez przedmioty kolekcjonerskie, o których mowa w art. 120 ust. 4 rozumie się między innymi określone w art. 120 ust. 1 pkt 2 lit b - kolekcje oraz przedmioty kolekcjonerskie o wartości zoologicznej, mineralogicznej, anatomicznej, historycznej, archeologicznej, paleontologicznej, etnograficznej lub numizmatycznej (PCN 9705 00 00 0), (CN 9705 00 00), a także przedmioty kolekcjonerskie, o których mowa w art. 43 ust. 1 pkt 7. Zgodnie z przepisem art. 43 ust. 1 pkt 7 za przedmioty kolekcjonerskie uważa się monety ze złota, srebra lub innego metalu oraz banknoty, które nie są zwykle używane jako prawny środek płatniczy lub które mają wartość numizmatyczną.


I taka jest różnica, drodzy sadole oraz drogi Liptonie92. Kaloszy nie można kolekcjonować, można je co najwyżej chorobliwie gromadzić, żeby sztucznie podbudować sobie niskie samopoczucie i koszmarną samoocenę, wynikające z niedowartościowanego i pustego ego, które nie może być inne, jeśli się sobą nic nie reprezentuje. Na czym, rzecz jasna, takim firemkom najbardziej zależy - i tu przechodzimy do tematu kształtowania opinii.

Kształtowanie opinii to technika manipulacji społecznej, stosowana przez korporacje w celu wykształcenia sobie targetu w jak największych grupach społecznych. Jest to bardzo szeroko zakrojony i zdecentralizowany proces obejmujący zbiór działań, mających na celu ogłupienie szerokich mas potencjalnych odbiorców i uczynienie ich podatnymi na sugestie. To dlatego reklamy są takie ogłupiające, to dlatego lobbyści od wielu lat mącą wodę w dziedzinie edukacji, to dlatego istnieją całe organizacje działające na szkodę wszelkich przejawów intelektu w przestrzeni publicznej (że tak to ogólnikowo ujmę). Nie ma takiej dziedziny, w której dzieje się coś, co mogłoby rozwinąć intelektualnie całe społeczeństwo, której nie zaatakowano by z takiej organizacji przynajmniej raz. Oczywiście preteksty są zawsze dobrze wybrane, a ideologia zwykle kontrowersyjna, żeby z wyprzedzeniem stworzyć pole do kontry w przypadku pojawienia się krytyki.

Później, kiedy już ogłupi się społeczeństwo, można wytoczyć ciężką artylerię. Osoby kształtujące opinię działają w mediach, internecie, na ulicach (trendsetterzy) i często sami nie wiedzą do końca, że uprawiane przez nich kapłaństwo produktu jest działaniem ideologiczno-dywersyjnym. Wiedzą tylko tyle, że jakiś ich znajomy przekonał ich do czegoś albo podszedł do nich jakiś elegancki gościu (lub ładna dziewczyna) w popularnym klubie (zauważywszy, że są wodzirejami) i zaproponował(a) takie nieszkodliwe promowanie produktu lub ideologii, po czym wyposażył(a) naszego trendsettera w narzędzia inżynierii społecznej (przewodnik stylistyczny, przykładowe sformułowania i zwroty, wzorce retoryki), które mają im zapewnić jeszcze większą popularność wśród ludzi, jeszcze większy sukces społeczny, jeszcze większe powodzenie w towarzystwie. Możliwe, że było się nawet na jakimś szkoleniu :)

Sęk w tym, że w takim momencie człowiek staje się trybem najpotężniejszej machiny propagandowej w historii. Jest ona najtańszym i najefektywniejszym sposobem na zdecentralizowaną manipulację społecznościami i "customer prospecting" -- chyba tak to się nazywa, a chodzi po prostu o szukanie i tworzenie nowych klientów. Masowe. Kształtowanie opinii jest summa summarum dużo efektywniejsze niż wszystkie reklamy w mediach, które obecnie przekładają się głównie na świadomość istnienia marki. Decyzje zakupowe powstają natomiast w chwili, kiedy taki Lipton92 wjeżdża kilku nieświadomym sadolom na psychikę i idą oni potem obok sklepu Kanye Westa (którego nazwisko zresztą wszyscy pamiętacie, nie?! a ile razy nie możecie przypomnieć sobie nazwiska wybitnego aktora?! to Wam nic nie mówi?!) - i nawet sami nie wiedzą, że już są zaprogramowani... Wchodzą i kupują. Albo w najgorszym wypadku czują się z jakiegoś powodu rozdrażnieni.

Dlaczego rozdrażnieni? Bo korporacjom zależy na jakimkolwiek stosunku emocjonalnym do ich produktu. Nieważne jaki jest. Jeśli są emocje, to jest sięganie po portfel. Jeśli jest chęć zbierania, to jest sięganie po portfel. Jeśli jest pałowanie się własną bezwartościowością, to jest sięganie po portfel. Jeśli jest wstyd z powodu, że jakiś kretyn nas wyśmiał, bo jesteśmy głupimi ch*jami, którzy bardzo chcieliby być kimś, tylko nie bardzo wiedzą jak, to na ratunek przychodzi Kanye West albo inny produkt i już możemy być KIMŚ.

Moja rada, jeśli dotrwaliście do tego momentu: jeśli gdziekolwiek zauważycie, że ktoś Wam wjeżdża na emocje w odniesieniu do jakiegoś produktu, to macie do czynienia z nieuczciwym marketingiem. Ignorujcie i skreślajcie produkt oraz producenta, który jest w ten sposób promowany. Tylko dożywotni ban na każdy pojedynczy portfel może sprawić, że firmy przestaną stosować tę niezwykle tanią i niezwykle skuteczną technikę manipulacji. A wyrządza ona przy okazji olbrzymie szkody uboczne w społeczeństwie...
lapps @ 2016-02-19, 13:51  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (64 piw)
@up,up
co, tez staliscie tydzien po trampki za 850 zeta? :szczerbaty:

Gubernator

162
Daj piwo
Mercury001 @ 2015-09-22, 12:18 [skopiuj link]
Do kolejnego rosyjskiego gubernatora wpada specgrupa żeby go aresztować za korupcję. Przeszukują gabinet, w tym podręczny sejf, a tam tylko plastikowe długopisy BIC. Włamują się do ogromnego sejfu w ścianie, a tam kilka poradzieckich tanich zegarków. Znajdują jeszcze większy, tym razem zamaskowany sejf - jednak znaleźli tylko papiery Łady Kaliny. Specgrupa w szoku, dzwoni sam minister i przeprasza gubernatora, telewizja emituje pochwalny materiał. Wszyscy się rozchodzą tylko rozżalony, już były szef grupy śledczej, podchodzi do gubernatora i mówi:
- Teraz to cię nikt nie ruszy. Ale mieliśmy naprawdę dobrą informację że bierzesz wielkie łapówki. Gdzie to wszystko jest?
Gubernator rozejrzał się uważnie i prawie bezgłośnie wyszeptał byłemu śledczemu na ucho:

- Wiesz, mam pewną słabostkę... kolekcjonuję platynowe sejfy.

Pokój gracza - 2014

186
Daj piwo
13pc10 @ 2014-08-22, 15:10 [skopiuj link]
Pokój prawdziwego gracza. Ile wspaniałych starych tytułów...

22:18 miła niespodzianka :)

Muzz @ 2014-08-22, 15:47  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (102 piw)
Jedni zbierają znaczki czy monety, inni wolą wędkować lub ćwiczyć yogę, a kolejni uwielbiają grać. Po ch*j się spinać jak maksymilian45?

Prawdopodobnie największa kolekcja puszek coca-coli

185
Daj piwo
pietras_ja @ 2014-02-05, 17:00 [skopiuj link] IGNORUJ TEMATY Z DZIAŁU "INNE CZARNOŚCI"  
Ponieważ nie samym alkoholem człowiek żyje a kultowy czarny napój będzie z nami nawet po atomowej zagładzie, pragnę zaprezentować niewiarygodną kolekcję puszek(i nie tylko) coca-coli pewnego Włocha. Zbiera od ponad 20 lat i ma już ponad 10.000 puszek z całego świata. Wstawię tylko zdjęcia ogólne jego kolekcji zdobiącej dom i garaż.














Reszta niżej a tu strona http://www.davideandreani.com/ Znajdziemy na niej również spis archiwalnych sloganów reklamowych, specjalny sposób bezszkodowego otwarcia puszki oraz autocharakterystykę kolekcjonera(niech ktoś powie, że cola szkodzi zdrowiu :-P )

Jeszcze szansa na kasę. Gość szuka kilku ultra rzadkich puszek z Polski. Jakiejś niewielkiej edycji reklamowej. Kto znajdzie, będzie bogaty.

Jeszcze trochę:

















Michael i jego kolekcja.

111
Daj piwo
Znalezione w otchłani internetu.
Przetłumaczone więc mogą znaleźć się błędy.

Witam. Mam na imię Michael. Mam 38 lata i od 10 mieszkam w Rosji. Chciałbym wam opowiedzieć moją historie. Przyleciałem do Rosji w 1995, od razu urzekła mnie ich kultura. sposób bycia. Wcześniej mieszkałem w Anglii, niestety musiałem wyjechać przez problemy z prawem. Od zawsze próbowałem życ na granicy i korzystac z życia. Sprawiało mi to radość do pewnego czasu. Ale to za chwilę. Gdy miałem 15 lat pierwszy raz zabiłem. Było to nieumyślne zabójstwo.

Zabiłem wtedy własną matkę, biła mnie odkąd skończyłem 4lata. Po wypadku i zobaczeniu skutków myślałem, że się przestraszę lub coś w tym stylu. Jednak tak nie było. Czułem coś podobnego do euforii. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem. Jako, że był to wypadek, (popchnąłem matkę i uderzyła głowa o blat kuchni) nie było prawię żadnych konsekwencji. Po wypadku chodziłem do wszelakich lekarzy. Starali mi pomóc, uporać się z faktem, iż to ja przyczyniłem się do śmierci mamy. Nie wiedzieli o tym, że czułem się z tym dobrze.

Rok po śmierci mamy wpadłem w złe towarzystwo. Zacząłem krasć. Wszystko stało mi się obojętne. Żyłem ze znajomymi z dnia na dzień. Tak przez kilka lat. Do czasu kiedy pewnego razu podczas napadu na warzywniak, pobiliśmy właściciela na śmierć. Wtedy znów to poczułem. Wszyscy moi znajomi którzy brali w tym udział czuli strach. Ja natomiast czułem stoicki spokój, czułem wręcz zadowolenie. Ale znałem konsekwencje i postanowiłem jak najprędzej stąd wyjechać. Nie miałem nic. Matka nie żyła. Ojciec zostawił nas gdy miałem 3 lata. Matka mnie obwiniała o jego odejście. Postanowiłem wyjechać do Rosji. Miałem trochę pieniędzy. Rosja wydawała się dobrym pomysłem. Bardzo duży kraj, wiele ludzi to i w topie się w tłum nie zauważony.

Zacząłem pracować w jakiejś taniej restauracji. Myłem podłogi, naczynia itd. Kombinowałem ile mogłem. Czasem ukradłem trochę jedzenia, czasem okradałem klientów. Jakoś dawałem radę. Aż pewnego razu poznałem Vladimira. 20 letni chłopak, miał już konflikty z prawem. Jego wujek był wysoko postawionym biznesmenem. Ponownie zacząłem robic to samo co w Anglii. Kradłem, napadałem na ludzi. W Rosji jeżeli masz znajomości możesz wszystko. Wynająłem mieszkanie, miałem niezły samochód. Znów żyłem z dnia na dzień. Podczas jednego z napadów pobiłem człowieka na śmierć, jednak nigdy za to nie odpowiedziałem. Znów poczułem swego rodzaju euforię, i radość. Przypomniałem sobie sytuacje z młodości i uczucie, doznania były bardzo podobne. Nic nie powodowało u mnie takich doznań. Postanowiłem zrobić to kolejny raz. Wybrałem czysto przypadkową osobę której nigdy wcześniej nie znałem by nie wzbudzać podejrzeń. Zabiłem mężczyznę lat około 25. Pchnąłem go 14 razy nożem i patrzyłem jak się wykrwawia. Dostałem wtedy takiej euforii, że już byłem pewny o moim problemie. Byłem uzależniony od śmierci. Każdy może nazwać to jak chce. Choroba, obsesją. Ja nazwałem to darem. Tylko nieliczni, jak nie tylko ja mogłem to robić i nie czuć żadnego obrzydzenia, odrzucenia. Moje sumienie po każdym zabójstwie stawało się spokojniejsze. Uważałem zabójstwa za dobre uczynki. Zrobiłem to jeszcze kilka razy. Stałem się w tym profesjonalistą. Ofiary to zawsze były obcy mi ludzie, których nigdy przedtem nie widziałem. Po każdym zabójstwie ubrania paliłem. Miałem łatwiej ponieważ mieszkałem w domku ogrzewanym węglem tak, wiec był tam dosyc dużych rozmiarów. Wszystkie ślady zacierałem. Upodobałem sobie zwykły pistolet Glock 9mm z tłumikiem. Zawsze wkładałem go razem z ręką do worka tak aby, wszystkie odpady z broni (łuski itd.) wpadły do worka i nie zostały żadne ślady. Odstępy miedzy zabójstwem trwały około 2-3miesiace tak aby jak najbardziej zniwelowac podobieństwa do wcześniejszych zabójstw. Trwało to około 2-3 lat.

Do czasu kiedy pewnego razu byłem przygotowany do następnego zabójstwa. Miałem już upatrzoną ofiarę. Niestety popełniłem błąd, później okazało się to nie błędem. Standardowo ubrałem się, wziąłem broń, worek i poszedłem. W domu ofiary jednak zastałem nie tylko kobietę, a też jej dziecko. Fakt spało ale nie mogłem zaprzepaścic takiej okazji Pierw zabiłem matkę. Dziecko zabiłem zaraz za nią. Nic nie poczuła, spała u siebie w pokoju. Gdy to zrobiłem dostałem jakby podmuch wiatru na twarz. Poziom euforii wszedł na wyższy poziom. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Po powrocie długo nad tym myslałem i zastanawiałem się jak to możliwe. Po tym incydencie miałem przerwę około 6 miesięcy. W tym czasie dalej okradałem, napadałem, porywałem ludzi. Z Vladimirem staliśmy się braćmi. Jednak nie trwało to wiecznie. Wujek Vladimira popełnił błąd i poszedł siedzieć na wiele lat. Już nie byliśmy nietykalni. Jego miejsce szybko zajęli inni ludzie. Niedługo później dorwali Vladimira. To był czas żeby zniknąć.

Pojechałem w głąb Rosji. Miałem odłożone dosyć sporo pieniędzy tak więc nie martwiłem się o nic. Wynająłem średniej wielkości dom. Postanowiłem wrócic do pasji. Już po trzech tygodniach w nowym miejscu zabiłem. Była to 9 letnia dziewczynka. Udusiłem ją paskiem do spodni. Pasek należał do jej ojca. Widok konającego dziecka dał mi taki poziom euforii, jakiego jeszcze dotąd nie doświadczyłem. Rosja jest cudownym krajem nikt nie zwraca na zabójstwa dzieci. Ginie tam tyle ludzi, ze nikt nie zwróci uwagi na małe dziecko. Kolejna ofiarę zabrałem do domu. Był to 11 letni chłopczyk. Wcześniejsza powolna śmierc dziecka wniosła mój poziom podniecenia na wyżyny. Postanowiłem go nie zabijać od razu. Piwnice zagospodarowałem do tego przedsięwzięcia. Trzymałem go około tygodnia. W tym czasie go powoli okaleczałem aż w końcu umarł z bólu. Po śmierci chciałem go po prostu wyrzucić, ale zastanawiał mnie fakt jak smakuje ludzkie serce. Zjadłem jego serce i nerki. Próbowałem mózg ale nie dałem rady. Byłem tak dumny ze swojego czynu, że postanowiłem go sobie zostawić. Wyjąłem z niego całe wnętrzności i schowałem do pudełka. Zapach martwego dziecka unosił się w domu. Był to piękny zapach. Chciałem więcej. Padło na 6 letnia dziewczynkę. Przetrzymywałem ją w piwnicy. Wytrzymała tylko 3 dni. Wtedy pierwszy raz w życiu uprawiałem seks. Było zaszczytem robić to z 6 letnia martwa dziewczynką. Poziom mojego podniecenia znów wszedł na wyższy poziom. Byłem tak z niej dumny, ze postanowiłem ją sobie zostawić. Powiesiłem ją bez wnętrzności z otwartym brzuchem w kuchni. Lubiłem jeść pieczeń przy jej zapachu. Od czasu do czasu, od święta używałem jej jako talerza. Traktowałem ją jak własne dziecko. Z nią mijał przyjemnie czas. Ale znów czegoś zaczęło mi brakować. Porwałem kilku miesięczne dziecko. Umarło prawie od razu jak zacząłem się z nią bawić. Potem poszedłem zjeść sobie obiad. Byłem niezłym kucharzem i wpadłem na pomysł aby użyc to dziecko jak rękaw do kurczaka. Jak ktoś nie wie co to jest to powiem. Jest to pewnego rodzaju worek do którego wkłada się wszelakie mięso lub inne przysmaki. Jedzenie robione taką metodą jest zdrowsze. Dbałem o zdrowy tryb życia. Następnego dnia wyjąłem z dziecka wszystko, włożyłem małego kurczaka, duży by nie wszedł. Po czym zaszyłem i włożyłem do piekarnika. Smakowało cudownie. Polecam każdemu szanującemu się kucharzowi. Do pełnego kompletu brakowało mi już tylko naczynia do picia. Wtedy znów porwałem i zabiłem dziecko. Była to dziewczynka lat około 10. Jej głowa posłużyła jako kufel. Jedzenie obiadu ze stworzonych własnoręcznie naczyń wzbudzało u mnie podziw i dumę. Naczynia zmieniałem systematycznie co 2-3 miesiące. Stare naczynia chowałem do pudełek po czym zanosiłem je na strych. Była to pewnego rodzaju kolekcja. Coś niepowtarzalnego. Czułem się jak Artysta. Połączyłem przyjemne z pożytecznym. Można z nich spokojnie jeść, pić. Przygotować jedzenie, a nawet po udanym obiedzie uprawiać z nimi stosunek. Po jakimś czasie wpadłem na pomysł aby naczynia robić z własnych dzieci, Namówiłem kilka kobiet do zajścia w ciąże ze mną, oczywiście za pieniądze pod pretekstem faktu, że moja partnerka nie może urodzić. Skompletowałem naczynia. Byłem już chyba w stu procentach dumny z siebie. Naczynia były podobne do mnie co dawało mi duży poziom satysfakcji. Uważam się z pewnego rodzaju artystę i wynalazcę. Będę robił to do końca swoich dni.

Aktualnie planuje wyjechać do Japonii by zaznać tamtejszej kultury i być może odkryć coś nowego. Tylko mam pewien problem z moją kolekcją. Nie wiem jak ją bezpiecznie przewiesc, a nie chce się z nią rozstawać. Pracowałem nad nią wiele lat. Cięż ko rozstać się ze swoimi dziełami.

Jak było to i tak gówno mnie to obchodzi, namęczyłem się trochę na tłumaczeniu.
tepad.no @ 2013-11-04, 11:45  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (46 piw)
przyjemnie sie czyta pierwsza polowe bo druga brzmi juz jak gimnazjalne fantazje
   Popularne tagi
fasłszowanie  twistednederland  żulietta  z butelka  rushed  żebraki  zagożone gatunki  większa  połowa żarcia  zakazany las  bujda czy prawda fotki  killerów dwóch  skąpi  zwrotka  wrzodach  jari mati  srac  kulisty  hoe
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]