#biegunka

Niesamowite żelki

moonelq • 2019-02-06, 23:09
205
"Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo co w nim znajdziesz"



Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat 44 i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie - Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w chu.... długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:
-Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.

Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki p*zdryki ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi - jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. Oj***liśmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego zap*zdowa. Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.
-Tata, kupa.
-No słyszę
No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie pie**olnął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.
-Coś ty nam k***a dał?
-No zwykłe że... - i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się zj***łem z krzesła. No i zj***łem.

Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. k***a nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.

Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:
-O, dobra. Ten będzie suchy.
Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.

Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie - młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek - myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się popie**oliło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.
-sp***alać!
-Panie Gównalski, otwierać! Policja!
-Sram!
-Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!
-Pięć minut!
Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo pie**olnął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko "o boże" i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko - rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się dupą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w "Trainspotting."

Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki wyj***łem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i pie**olnął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD

Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie pie**oli, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy wyj***li mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków "dla szanownych klientów." Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.

Znalezione w necie

Gówniana szkoła

Velture • 2018-09-19, 13:42
718
Jedzonko chyba nie było zbyt świeże w stołówce :amused:

Dupotrysk laksowy publicznie wykonany

fantastico • 2017-09-05, 11:17
95
Między samochodami jegomość znalazł miejsce na defekację, wykonaną z iście epickim rozmachem. Nie dane mu było usiąść na dzbanie, dlatego publiczne wykonał sranie.



Turbo Kaczka

Velture • 2017-08-31, 11:10
391
Kaczka z napędem odrzutowym... Niestety mało wydajnym :roll:

mietas12 • 2017-08-31, 11:20  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (22 piw)
Lubisz oglądać kaczki jak srają i potem jedzą własne gówno ?

Zesrał sie pan

Angel • 2017-08-02, 14:43
246
Tak.
A o co chodzi?

Rangald • 2017-08-02, 15:47  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (28 piw)
kevlarx napisał/a:

@up
ch*ja byś zrobił.

jestę ekspertę.



Osobiście uważam, że nie miałby opcji nic nie zrobienia.

No to kończymy na piersiach

BALOTELLIxMARIO • 2016-03-22, 19:51
91
– Już nie wytrzymam. Zaraz eksploduję!
– Możesz to zrobić na moich piersiach…
– Naprawdę tego chcesz?
– Tak, chcę tego, pragnę!



spoiler

miłość i sraczka...

Anonymous • 2015-06-26, 20:07
424
Znalezione w czeluściach internetu

Dostałam w biurze mocnej biegunki i niestety świadkami mojego faux pas stali się wszyscy współpracownicy. Zachowali się bardzo elegancko, zaoferowali podwiezienie do domu, przynieśli stoperan i miętową herbatę. Następnego dnia udawali, że nic się nie stało. Szkoda tylko, że w co drugie zdanie wplatali z premedytacja słowo "kupa": "Czy możesz poskładać jakoś do kupy ten projekt?.""Przeszkadzam ci czy masz kupę roboty? "Chodź z nami na kawę, w kupie raźniej".
Po całym dniu myślałam, ze się rozpłaczę ze wstydu, a wtedy kierownik poklepał mnie przyjacielsko po plecach i rzekł, tak, żeby wszyscy słyszeli: "Zbierz się do kupy, musisz być twarda, a nie miękka".

Rewolucje żołądkowe

Crazy_Edek • 2015-02-05, 10:12
518
Ze sraczką nie ma żartów.

weltmajster • 2015-02-05, 12:14  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (195 piw)
To jest straszne. Miałem tak raz w życiu i nigdy się już nie będę śmiał z kogoś w tak trudnej sytuacji. Mi udało się do klopa dojść, ale wysiłek dla zwieraczy był tak mocny, że czułem się potem jakbym półmaraton przebiegł. Wstrzymywałem około godziny. W pewnym momencie myślałem, że się posrałem, na szczęście była to tylko duża kropla potu, która powstał na skutek tak silnej pracy zwieracza. Jak siadłem na kiblu to mało go nie rozp***zieliło. To było straszne. Miałem już podobne myśli jak ten gość-byłem gotów wystawić dupę w krzaki, nawet chciałem iść do przypadkowego mieszkania w jakimś bloku i błagać o kibel. Problem z krzakami był taki, że był to styczeń i zasłona z nich byłaby kiepska. Poza tym byłem w centrum miasta.Jak styczeń to i zimowe obuwie-zanim bym je zdjął u kogoś w mieszkaniu to kleks by poszedł w gacie. Nigdy później czegoś takiego nie przeżyłem. Ból nie do opisania. Ale gorszy jest chyba strach, że zaraz się zesrasz, a do domu daleko. Osobiście współczuje gościowi.

Sraczka dziadka

Crazy_Edek • 2014-09-27, 20:15
142
"Miłość i sraczka przychodzą znienacka".

A_Ziggy • 2014-09-27, 20:52  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (41 piw)
co to ja miałem? aha, wysrać się!
2 kroki dalej
co to ja miałem? aha, wysrać się!
2 kroki dalej
co to ja miałem? aha, wysrać się!
...