topic

Jak ląduje samolot kosmiczny

neonline • 2019-01-15, 21:20
Dla wszystkich płasko-ziemianin. Oto jak ląduje metalowy ptak kosmiczny.

A tak na poważnie serio ciekawie i troszke dziwnie z tym pochyleniem.

TheExitest

2019-01-16, 14:59
tutaj macie opisane ładnie jak to działa

IceIce

2019-01-16, 15:30
solltys napisał/a:

Ładny głos ma ta dziewczyna i w ogóle fajny amerykański akcent, jestem przyzwyczajony do tego brytyjskiego i słuchając jej można dojść.



Bez kitu, też przykuło to moją uwagę... naprawdę miło się jej słucha

Voleyko

2019-01-16, 16:26
To jest wahadłowiec a nie samolot :ks_homer:

fieryangel

2019-01-16, 17:49
Kurczę, chciałem się trochę powymądrzać na temat wahadłowca i pośmiać z głupoty niektórych, ale wszystko zostało już napisane...

A ch*j, i tak się przyjebię...

Kriski napisał/a:

Wcale nie dziwne, to pochylenie jest po to żeby widzieć w początkowej fazie lądowania gdzie się leci.


Nie. Pilot nie musi widzieć nic. Zresztą w nocy nie widzi. Od tego ma komputery, które nakierowują go na odpowiednią ścieżkę podejścia do pasa.

Kąt natarcia jest większy niż normalnym samolocie, bo wahadłowiec ma aerodynamikę którą opisuje się określeniem "latająca cegła". Mała powierzchnia nośna i duży ciężar.

azerbejdzanification napisał/a:

To pochylenie chyba również z powodu braku napędu, musi kontrolować prędkość co by nie jebnąć w jakieś chałupy miliard kilometrów od lotniska? Tak sądzę ale ch*ja się znam:D


Optymalny kąt natarcia (bo tak się to nazywa fachowo) jest dla każdego samolotu inny.
Gdyby wahadłowiec miał większy kąt, czyli dziób niżej, to leciałby za szybko i w efekcie przestrzeliłby pas.
Gdyby kąt był mniejszy, to leciałby za wolno i spadłby na ziemię daleko przed pasem.

Lizodup napisał/a:

t o jest po to by prentkosc wytracic


Nie. To jest po to, by trafić w lotnisko.
Do wytracania prędkości w locie atmosferycznym służy hamulec aerodynamiczny na sterze pionowym. Takie otwierające się klapki na ogonie.

razak napisał/a:

tak, tak brak napędu i dzwięk silników odrzutowych Polecam poczytać trochę i obejrzeć kilka ciekawych filmików odnosnie "braku silników" w Wahadłowcach


No poczytaj sobie...
Wahadłowiec po osiągnięciu zaplanowanej orbity nie ma na pokładzie paliwa na to, żeby korzystać z silników głównych. I nie ma takiej potrzeby. Lądując nie używa on napędu. Ostatnim użyciem silników, jest "deorbit burn", czyli ok. 3 minutowy ciąg silników OMS (Orbital Maneuvering System - System Manewrowania Orbitalnego - czyli te dwie małe dysze ponad silnikami głównymi), po którym wahadłowiec zaczyna opadać na Planetę.

charakternik napisał/a:

Pochylenie wahadłowca to tak naprawdę hamowanie aerodynamiczne. Będąc jeszcze na orbicie taki wahadłowiec porusza się kilkanaście tysięcy km/h względem obserwatora na ziemi. Później następuje opadanie przez rozrzedzoną atmosferę, która spowalnia prom do kilku tysięcy km/h. Aby wytracić jeszcze bardziej prędkość kąt natarcia wahadłowca musi być względem trajektorii lotu. Prostym językiem: prom musi być ustawiony tak, aby przestał być aerodynamiczny i stawiał jak największy możliwie największą swoją powierzchnią.


Kąt natarcia przy wchodzeniu w atmosferę to +40 stopni i służy on do efektywnego wykorzystania osłony termalnej wahadłowca. W gęstej atmosferze wahadłowiec zmienia kąt natarcia na ujemny (-20 stopni) i zaczyna lot jak zwykły opadający samolot. Kąt ten pozwala mu dolecieć do pasa, nie rozbijając się przed nim, ani nie przestrzeliwując go.
Zmiana kąta z dodatniego na ujemny zapobiega zbytniemu wytraceniu prędkości i w efekcie runięcia o ziemię jak klocek.

radek225

2019-01-16, 17:51
emperorzbigniew napisał/a:

Sądzę że pilot ma tam gówno do roboty, bo to i tak na kompie lata.



Cały start, i lądowanie jest nadzorowany przez 8 komputerów, gdzie każdy nawzajem się sprawdza. Przed każdym startem pisany był dokłądny scenariusz, który ur*chamiany był na komputerze i dokładnie sprawdzany. Ster pilotowi oddawał komputer dopiero na 2 minuty przed dotknięciem przez koła płyty lotniska. Komputery sterujące wahadłowcem nie były nigdy wymieniane. NASA wolało zostawić historyczne wręcz komputery, niż instalować nowe, niesprawdzone jednostki. Modernizację przeszedł za to kokpit wahadłowców, bo zainstalowano w nim "szklany kokpit" wzorem samolotów pasażerskich. Komputery pokładowe natomiast zostały nie tknięte. Takim zaufaniem cieszyły się one u włodarzy NASA.

fieryangel

2019-01-16, 18:21
Jako ciekawostkę dodam, że prom mógłby wylądować samodzielnie, ale piloci nalegali, bo chcieli czuć się potrzebni i mieć w tym swój udział.

Ruski odpowiednik Buran, z tego co pamiętam, lądował na autopilocie.

Dupaapud

2019-01-16, 23:58
Dodam od siebie, że w większości komentujący przede mną to głupole aż świszczy....

Promy kosmiczne "Space shuttle" to szybowce! Stąd takie a nie inne pilotowanie. Nabieranie prędkości, i wytracanie....


Wiedziałem to jak miałem 7 lat i w zerówce miałem okładkę na zeszycie z katastrofą Czelendżera :)


PS. h*j w dupe debilom

dabster

2019-01-17, 00:49
Piękny głos tej dziewczyny mówi, że prędkość opadania (utrata wysokości) jest 20 razy większa oraz kąt opadania 7 razy większy od konwencjonalnego samolotu. Ponieważ nie ma silników manewrowych właśnie z tych dwóch powodów jest tak ważne aby celować precyzyjnie pochyleniem wahadłowca bo opada on z prędkością rozpędzonego spadochroniarza przed otwarciem parasola i najmniejszy błąd spowoduje, że maszyna pie**olnie przed albo za pasem lądowiska, a pamiętajmy że rozpoczyna celowanie z orbity czyli kilkudziesięciu tys. kilometrów i podobnej wartości prędkości. Pas lądowiska na florydzie nie ma nawet 5km. Co ciekawe wchodząc w atmosferę musi oczywiście pochylić się podwoziem do ziemi ok 40 stopni aby zacząć hamować i wykorzystać tą ceramiczną osłonę termiczną, ale nie może tak trzymać bo opór będzie tak duży, że statek odbijałby się od atmosfery jak kamień robiący tzw kaczki na wodzie. Dlatego dodatkowo musi się kiwać na boki żeby zwiększać i zmniejszać powierzchnię natarcia i tym samym regulować opór. Ci którzy to wymyślili dokonali czegoś niesamowitego i fascynującego, ogrom roboty, scenariuszy i symulacji. Arcyciekawy temat. A ruskie Burany to niemniej ciekawa sprawa, polecam poczytać, te maszyny chyba po dziś dzień stoją gdzieś w opuszczonych fabrykach obsrane przez gołębie :)

Krak

2019-01-17, 09:27
neonline napisał/a:


A tak na poważnie serio ciekawie i troszke dziwnie z tym pochyleniem.



Mała powierzchnia nośna skrzydeł była konstrukcyjnie wymuszona do startów i wejść w atmosferę ziemską. Duża masa i chęć minimalnego korzystania z silników kierunkuj konstrukcję wahadłowca podczas powrotów w szybowiec, więc mamy tu na początku rozpędzanie a potem przekazanie tej energii na siłę nośną.

PS. Co jest k***a? Nie mogę nowych tematów?

Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach

Esccax

2019-01-17, 12:17
Dodam tylko, że duże część wyliczeń tych wszystkich kątów, prędkości, tarcia, temperatur, oporu powietrza itd itd. została wyliczona ręcznie, bez komputerów.
Szacun.

fieryangel

2019-01-17, 18:28
dabster napisał/a:

A ruskie Burany to niemniej ciekawa sprawa, polecam poczytać, te maszyny chyba po dziś dzień stoją gdzieś w opuszczonych fabrykach obsrane przez gołębie


Na jednego z dwóch Buranów zawalił się dach w muzeum niszcząc go i rakietę Energia, do której był przymocowany. I był to ten egzemplarz, który jako jedyny poleciał w jedyny lot jaki wykonano.
ruscy to są prze debile...

4Fingers

2019-01-17, 22:10
Wahadłowiec się pochyla gdyż na wysokości około 120 metrów panują ogromne temperatury.Spód wahadłowca jest zrobiony z odpornych na wysoką temperaturę płytek (nie pamiętam z czego są zrobione) ,no i przy okazji musi wytracić ogromna prędkość z jaką leci .Zniszczenie owych płytek było skutkiem katastrofy promu Columbia w 2003 roku.

fieryangel

2019-01-18, 15:22
Na wysokości około 120 metrów jesteś w połowie drogi na szczyt pałacu kultury i nauki w Warszawie.
Nie zauważyłem, żeby było tam jakoś ogromnie gorąco.

Na wysokości 120 kilometrów, jeśli pomyliłeś jednostki i o kilometry ci chodziło, panuje temperatura do ~100 st. C, więc też nie jest jakoś ogromnie wysoka i, co najważniejsze, nie ma ona znaczenia dla samego lądowania, ani tym bardziej dla kąta natarcia wahadłowca.
Panuje tam prawie, że próżnia, a więc przewodzenie ciepła prawie, że nie zachodzi. No i obiekty, które się tam znajdują tracą dość szybko ciepło poprzez wypromieniowanie.

Płytki są zrobione z krzemionki.

A osłona termiczna chroni przed temperaturą generowaną poprzez tarcie. Konkretnie tarcie wahadłowca o cząsteczki znajdujące się w atmosferze naszej Planety.

Skutkiem katastrofy była śmierć załogi i zniszczenie promu, a później chwilowe zawieszenie programu STS.
Zniszczenie płytek na skrzydle było przyczyną katastrofy, a nie skutkiem :D