Gówniana historia

Mostu • 2015-10-13, 22:58
> ja, 17 lat
> w domu u kumpla, gramy w gry i gadamy
> nagle łapie mnie potrzeba żeby walnąć klocka
> to jeden z tych post-meksykańskich klocków, do których zużywasz 4 metry papieru toaletowego, a i tak nadal zostają smugi z kału
> mówię, że zaraz wracam i idę do łazienki
> zaczynam wypuszczać jelitowego Cthulu w chwili gdy moje spocone pośladki dotykają deski klozetowej
> słodziutka ulga
> sięgam po papier, widzę, że cała rolka jest zużyta
> rozglądam się, nigdzie nie ma papietu
> uwięziony na 1 piętrze bez czegokolwiek do podtarcia dupy
> zbyt dziwnie żeby wołać teraz o pomoc
> rozglądam się za amunicją alternatywną
> 2 rzeczy
> nowe czasopismo samochodowe jego ojca
> i biblia jego mamy
> mam przed sobą ultimatum
> tatuś jest wielki, uwielbia auta i jest skłonny do agresji
> mama to typowa miła kobieta, malutka i flegmatyczna, czułaby się bardzo źle gdybym jej to zrobił
> tato mógłby skopać mi dupę
> no i jestem ateistą
> odrywam kilka stron ze środka starego testamentu
> Chrześcijanie i tak nie czytają tego gówna
> papier jest cienki, robią mi się ranki na odbycie
> 10 stron później, jestem czyściutki
> podciągam spodnie, gdy uderza 2 fala
> nie mam nawet czasu spłukać wody, siadam i robię swoje
> po 3ciej rundzie, siedzę przez 20 minut żeby upewnić się, że wszystko już wyszło
> w tym momencie kumpel stoi pod drzwiami i pyta czy wszystko ok
> mówię, że za chwilę wyjdę bo złapała mnie sraka
> wycieram dupsko po raz czwarty i ostatni
> zużyłem jakieś 1/4 starego testamentu
> w toalecie jest więcej papieru niż instalacja wodociągowa może zmieścić
> musze działać szybko, bo kumpel stoi pod drzwiami
> próbowałem to przepchać babką klozetową, bez rezultatu
> upewniam się, że ma jakieś antybakteryjne mydło przy zlewie
> ręce mogą zostać umyte
> podwijam rekawy i sięgam do toalety przepychając ręką zbitą papkę
> gdy jestem na kolanach zauważam całą rolkę papieru która leżała na zbiorniku z wodą
> cojak***azrobiłem
> spłukuję toaletę łokciem, zaczyna się wylewać
> kartki pisma świętego pokryte gównem rozprzestrzeniają się po podłodze
> zdzieram wieko zbiornika desperacko próbując odłączyć tanią instalację
> zbiornik się opróżnia i zaczyna wydawać głośne odgłosy piły mechanicznej
> kumpel dobija się do drzwi i pyta co ja k***a robię
> w przeciągu 40 sekund, odgłosy stają się coraz głośniejsze i głębsze
> nagle ustaje
> cały czas jestem w szoku, ręce pokryte gównem opieram z przyzwyczajenia na czole
> kumpel otwiera drzwi od zewnątrz (fikuśny zamek który można przekręcić monetą) i wparowuje do środka
> patrzy na mnie i zamiera
> moje oczy są wytrzeszczone, gówno rozmazane na moich rękach i twarzy
> biblia mamy leży zapomniana na ziemi pokryta mazią z toalety
> słyszę, że jego rodzice idą na górę
> kumpel stoi i nie ma pojęcia co robić
> jego mama wchodzi i zszokowana zaczyna łkać
> "Moja prababcia dała mi tą biblię miesiąc przed tym jak zmarła na raka"
> jego tato wchodzi po kilku sekundach
> zszokowany, zauważa biblię i zaczyna się śmiać
> odwraca się, idzie w kierunku schodów i śmiejąc się mówi "masz przej***ne"
> jego mama zaczyna płakac coraz mocniej
> "Dlaczego to zrobiłeś?"
> powtarza to w kółko i to bardzo histerycznie
> zaczynam płakać, ale gdy płaczę to wyglądam jak wk***iony pawian
> jego mama myśli, że ją przedrzeźniam i wychodzi płacząc jeszcze bardziej
> odwracam się do kumpla i mówię "słuchaj, mogę to wszystko--"
> uderza mnie w twarz, łapie za kaptur i wypie**ala z jego domu
> zostaję na ulicy przed domem, 1,5km od domu, bez podwózki i umazany fekaliami
> zaczynam iść w stronę domu
> chwilę później jakaś pani podjeżdza i pyta czy chcę podwózkę
> wsiadam, kobieta zaczyna jechać
> uświadamiam sobie że moje ekstrementy właśnie zasychają mi na twarzy
> ona próbuje nawiązać rozmowę
> minutę później wyczuwa odór i patrzy na mnie
> zatrzymuje się na poboczu, każe mi wypie**alać
> dochodzę do domu, przekradam się obok rodziców i biorę prychę
> próbuję dodzwonić się do kumpla żeby się wytłumaczyć, nie odbiera
> 4ta próba, odebrał i krzyknął żebym przestał dzwonić, rozłączył się
> przez kolejny tydzień zauważyłem, że sąsiedzi i koledzy z klasy dużo na mnie patrzą
> zaczynam słyszeć jakieś głupie przezwiska, "dziecko szatana", "odbytowy testament" itd
> ksywki rozprzestrzeniają się po szkole jak pożar w lesie
> młodsze dzieciaki z którymi nigdy nie gadałem podchodzą do mnie i mówią mi te przezwiska w twarz
> jedna z moich bliższych przyjaciółek która jest chrześcijanką nabrała do mnie dystansu i w końcu przestała się do mnie odzywać
> historia sięgnęła nauczycieli, parę dni później dostałem wezwanie na dywanik
> dyrektor mówi, że wyrzucają mnie za "obrzydliwą zniewagę religijnych wierzeń"
> mama i tata się dowiadują
> mama dziwnie się przy mnie zachowuje, patrzy na mnie z niesmakiem
> czuję jakby myślała, że mnie w ogóle nie zna
> mój tato mówi, że jestem jakimś pojebem i potrzebuję resocjalizacji
> 2 godziny później, rozmawia z rekrutującym do wojska i zapisuje mnie na obóz dla rekrutów
> przewinę historię do obozu
> na początku jest spoko
> pierwsze dni były trochę ciężkie ale się przyzwyczajam
> pewnego dnia dostaję paczkę od ziomka z dawnej szkoły
> były to wydrukowane zdjęcia na których jestem, przerobione tak, że wyglądam na nich jakbym wycierał dupsko biblią
> na tyle każdego zdjęcia jest jedno z tych ch*jowych przezwisk
> nazbyt ciekawski kolega podchodzi i mi je zabiera
> parę minut później całe baraczki wymieniają się fotami i się śmieją a ja bezradny siedzę na łóżku i udaję, że czytam książkę
> jeden z nich obczaja moich znajomych na facebooku i pyta jednego z nich o całą historię
> jakiś czas później, zauważam że jeden z rekrutów patrzy na mnie bardzo dużo
> dowiaduję się, że pochodzi on z ultra-konserwatywnej rodziny i nienawidzi mnie za to co zrobiłem
> wpada na mnie jakiś czas później i próbuję nawiązać rozmowę
> gdy nikt nas nie słyszał, powiedział mi, że gdybyśmy byli na froncie to dostałbym od niego kulkę, a on powiedziałby ,że to ciapaki mnie kropnęły
> 2 dni później rozpoczynamy treningi z ostrą amunicją
> wstaję rano, idę do łazienki
> zauważam, że wszyscy się na mnie gapią
> idę się wysrać, dostrzegam, że nie ma w ogóle papieru, a w kabinie jest jedynie biblia
> zaczynam się drzeć, w odpowiedzi dostaję śmiech
> wszyscy idą na trening, zostawiają mnie tam
> wk***iam się, zaczynam drzeć kartki z tego sk***ysyna i podcieram się nimi jakby nie było jutra
> mój odbyt krwawi
> krew kapie wszędzie, nie mogę założyć nawet munduru żeby go nie poplamić
> odrywam kupkę kartek, zwijam je i wsadzam sobie w szczelinę jak paróweczkę w hotdoga
> dopełniam dzieło jeszcze paroma kartkami robiąc sobie w gaciach prowizoryczną pieluszkę
> zakładam mundur
> jak chodzę to słychać gniecione kartki
> czuję się upokorzony i wiem, że spóźnię się na trening
> wychodząc mam nadzieję, że zaczniemy od strzelania
> okazuje się, że najpierw będziemy maszerować w formacji zanim będziemy strzelać
> maszerujemy 10 minut, sierżant słyszy szelest kartek
> każe nam się zatrzymać i pyta kto ma przy sobie gazetę
> rekruci na mnie patrzą
> sierżant każe mi truchtać w miejscu
> głośne szelesty
> pyta co to za dźwięk
> krtań mi się zamyka, nie moge odpowiedzieć
> sierzant rozkazuje mi ściągnąć spodnie
> moja pielucha widzi światło dzienne
> sierżant klnie pod nosem i każe mi przebiegnąć 200 okrążeń wokół obozu
> nie mam wyjście, zaczynam
> pół godziny później biegnę przez mniej widoczną część obozu
> nikt inny jak pan Jezusowy Mściciel, który mówił, że zabiłby mnie na polu bitwy wyskakuje zza krzaka
> w jednej ręce dzierży butelkę Jacka Danielsa, w drugiej pistolet
> uderza mnie w twarz butelką i strzela mi w stopę
> wylewa zawartość butelki na moją twarz gdy ja krzyczę z bólu
> ucieka
> sierżant znajduje mnie leżącego i wykrwawiającego się jakiś czas później
> incydent zostaje odnotowany i jest wszczęte dochodzenie
> okazuje się że Jezusowy chłopiec sprzedał im jakąś historię wyssaną z palca
> mówi, że szkalowałem go na tle religijnym i poniżyłem go podcierając się jego biblią
> zostaję wypie**olony z obozu za religijną nietolerancję, picie i lekkomyślność
> wracam do domu
> tato jest mną zawiedziony a mama się nie odzywa
> zaczynam wysyłać CV
> moje nazwisko i historia się rozprzestrzeniła po mieście i żaden pracodawca nie chce mnie przyjąć
> miesiąc później tato myśli, że jestem żulem i nie szukałem pracy
> wywala mnie z domu
> zostaję bezdomny
> to był prawdopodobnie najgorszy moment w moim życiu, ale od teraz się polepsza
> zostałem włóczęgą na 2 lata
> dostawałem jedzenie z programów pomocy dla bezdomnych za dnia
> gdy byłem głodny w nocy, szukałem resztek w śmietnikach
> pierwsza zima, spotkałem i zaprzyjaźniłem się z 2 innymi włóczęgami
> jeden z nich przedstawił się jako Drżący, drugi jako Adam
> Drżący ma taką ksywkę, bo pił tyle, że sp***oliły się jego funkcje motoryczne
> dziewczyna Adama przedawkowała heroinę 3 miesiące wcześniej
> spotkałem ich pod mostem na obrzeżach miasta
> włóczyliśmy się razem i dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa
> jednej nocy budzi mnie dziwny odgłos
> zobaczyłem, że ssają oni sobie wzajemnie ku*asy
> niemitooceniać
> idę dalej spać
> miesiąc później, próbowali mnie zabić
> Adam, Drżący i ja szliśmy przez miasto
> zobaczyłem na ulicy banknot 50zł
> podnoszę go
> kumple żule zgodnie myślą o alkoholu
> żądam, żeby kupić jakieś żarcie bo dawno nic nie jadłem ale Drżący to alkoholik
> chce kupić jak najwięcej tanich winiaczy na ile pozwoli mu to 5 dych
> "pie**ol się, ja to znalazłem"
> Adam rzuca się na mnie z nożyczkami
> nie spodziewałem się
> dźga mnie w nogę dwa razy, bierze hajs
> pie**olone pedały uciekają
> nigdy więcej ich nie widzę
> 3 dni później dostaje gorączki od infekcji
> zalegam na czyimś podjeździe
> posoka z ran przemokła już dawno przez moje dżinsy
> policjant zatrzymuje się, każe mi wstać i sobie iść
> próbuję wstać, noga boli za bardzo
> policjant wysiada, podnosi mnie na nogi
> krzyczy "ruszaj się"
> popycha mnie do przodu, łapię się za nogę bo tak kurewsko boli
> rano się otwierają i znów zaczynają krwawić
> policjant w końcu dostrzega mój stan
> zabiera mnie do schroniska dla bezdomnych w mieście 20km dalej
> nic nie mówi przez całą drogę
> w schronisku ładniusia czerwonowłosa podchodzi z apteczką i pudełkiem z gumowymi rękawiczkami
> wygląda jakby mi współczuła
> po raz pierwszy jestem traktowany jak człowiek przez kobietę od dłuższego czasu
> dostaję erekcji, przebija mi przez bokserki
> ona to dostrzega, wyraz obrzydzenia przyozdabia jej twarz
> czuję się źle i przepraszam
> ona nerwowo się śmieje i opatrza moje rany
> daje mi pudełko z antybiotykami
> mówi, że nie można się tym sćpać i jest warte pare złotych
> tymi słowami skończyło się traktowanie mnie jak człowieka
> po paru dniach rany się goją
> schronisko daje mi kopa i wracam do szwędania się
> parę miesięcy później
> kolejna zima
> krążę po jakimś nowym mieście, jest 1 nad ranem
> drogi są puste
> znajduję zimową kurtkę mojego rozmiaru w pojemniku PCK
> idę dalej i widzę panią przy rogu
> wiem, że jest k***ą ale ona praktycznie nic na sobie nie ma
> jest zimno, ona się trzęsie
> podbijam i mówię "cześć"
> pyta czy mam pieniądze, mówię, że nie
> każe mi sp***alać, brzmi zmęczona
> oferuję jej kurtkę, patrzy na mnie dziwnie przez kilka sekund
> mówi, że nie może się zakrywać w pracy
> dziękuje mi i się uśmiecha
> nie wygląda tak kurewsko jak inne k***y
> jest trochę zużyta ale widać iskierkę godności
> zostałem i trochę z nią pogadałem
> opędzam jej myśli od zimna
> około 3 nad ranem brudny kombiak podjeżdża
> wielki koleś woła do auta Izę
> jej imię to Iza
> gościu patrzy na mnie i pyta czy jestem klientem
> mówię, że nie, on każe mi sp***alać
> gdy odchodzę, on zaczyna ją bić i pytać kim jestem
> wrzuca ją do auta
> myślę o niej cały kolejny dzień
> następnej nocy, przychodzę w to samo miejsce i ona tam była
> miałą podbite oko i liczyła na szybko banknoty
> podchodzę a ona mówi, że jej alfons nas pokroi jesli znów nas razem zobaczy
> mówię, że tylko przechodzę
> siadam za pudełkiem w alejce tak, że mnie nie widać
> gadamy całą noc pomiędzy klientami
> jest już prawie 3cia i każe mi się zmywać
> robię to, co każe i sytuacja powtarza się przez miesiąc
> formujemy swego rodzaju więź, jesteśmy przyjaciółmi
> włóczęga i prostytutka
> ona sobie żartuje, że powinni zrobić taki program w telewizji
> pewnego dnia jej alfons podjeżdża kombiakiem parę godzin wcześniej
> przyciska mnie do ściany i mierzy we mnie spluwą
> spokojnie pyta kim jestem
> odpowiadam, że tylko włóczęgą i że jestem przyjacielem Izy
> dwóch jego kumpli wysiada z auta i przetrzepują mnie szukając pieniędzy
> nie ma żadych
> rzuca mnie na ziemie, kopie mnie i każe mi sp***alać
> mówi, że psuję mu produkt, cokolwiek to znaczy
> oznajmia, że jeśli jeszcze raz mnie tu zobaczy to mnie zastrzeli
> następnej nocy wpadłem do Izy tylko na 20 sekund
> pożegnałem się i odszedłem
> już nigdy jej nie zobaczyłem
> tydzień później jestem na skraju miasta jedząc puszkę tuńczyka
> widzę kombiaka podjeżdżającego do mnie
> wbiegam w alejkę a on zatrzymuje auto
> słyszę, że goni mnie parę osób
> doganiają mnie i mnie przewracają
> alfonsik na mnie patrzy i oddycha ciężko
> wyciaga gnata i siada na skrzynce
> zapala szluga i uspokaja oddech
> kontakt wzrokowy nieprzerwany
> w końcu przemawia
> "Iza to jedyny powód dla którego Cię dziś nie zabiję"
> okazuje się, że nazmyślała sporo rzeczy tylko po to, żeby jej alfons mnie nie zabił
> w tych rzeczach była informacja, że jestem zaawansowanym przemytnikiem szukającym pracy
> mówię, że przez cały ten miesiąc przychodziłem z nią gadać i jestem taki sprytny
> zamieram, gdy on proponuje mi zarobienie 5 koła
> oczywiście że tak
> daje mi teczkę zawiniętą w folię bąbelkową i każe mi ją zanieść na drugą stronę miasta
> mówi, że zabije mnie na miejscu jeśli odmówię
> oczywiście zgadzam się
> on mówi, że zabije Izę jeśli tego nie zrobię
> przytakuję i mówię, że to zrobię
> daje mi złożoną serwetkę z adresem i napisem "Żółty garbus"
> idę
> docieram do adresu i 2 skośnych siedzi w garbusie
> podbijam do okna
> jeden mnie zauważa, wyciąga spluwę
> wyciągam powoli teczkę
> okno się opuszcza
> daję mu paczkę i odchodzę
> parę ulic dalej słyszę pisk opon i krzyki
> garbus jedzie prosto na mnie
> pasażer celuje we mnie pistoletem
> rzucam się na ziemie i czołgam do rowu
> po chwili ich gubię
> przechodzę przez most nad rzeką, będę się chować aż znikną całkowicie
> w połowie mostu garbus nadjeżdża
> próbuję uciekać, dostaję kulkę w nogę
> auto się zatrzymuje, azjata wysiada
> nikogo nie ma w pobliżu
> łapie mnie za kołnierz
> wrzuca mnie do wody
> pamiętam jak płynąłem w dół z prądem wody prosto w dzicz otaczającą zurbanizowane miasto
> desperacko próbuję zostać na powierzchni
> zmęczyłem się i zasłabłem, straciłem czucie w rękach i nogach obijając się o kamienie
> ostatnia rzecz jaką widziałem to kropka światła przy brzegu
> budzę się
> jestem przykryty czarnym kocem i leżę obok ogniska
> wstaję, moje znoszone ciuchy wiszą na patyku i schną
> rozglądam się, dostrzegam tipi pod kasztanowcem
> pie**olony indianin stoi i pali trawę
> wstaję, a on mówi, żebym lezał i się ogrzał lub umrę
> kładę się i zasypiam z wycieńczenia
> parę sekund później on mną potrząsa i mnie budzi
> mówi, że to niebezpieczne spać gdy jest tak zimno
> okazuje się, że indianin, łysiejący w okolicach 40ki ma na imię Hektor
> mówi, że on jest właśnie w spirytualnej drodze do Częstochowy
> jest jakimś przodkiem Nawaho i chce spotkać dusze swoich krewnych w każdym świętym miejscu na świecie, a miał tu rodzinę czy coś
> pyta czy chcę dołączyć
> mówię, że spoko, darmowa trawa
> spędzamy kolejne miesiące idąc z buta do Częstochowy prosto z północy
> dogadujemy się, nauczył mnie łowić i polować i dbać o siebie w dziczy
> nauczył mnie wytwarzać swoje własne ciuchy i zasoby z darów natury
> podrózując jakąś puszczą, pyta czy chciałbym spirytualego przebudzenia od jego ludzi
> myślę, że nic mi nie szkodzi
> obydwoje jesteśmy najarani jakimś dziwnym gównem, nazywał to "pejotl" czy cos takiego i mógłbym przysiąc, że widziałem dźwięki
> czas i przestrzeń przewlekają się przez siebie
> widzę świątynię zbudowaną z gałek ocznych
> lis trąca mój bark i wbiega do środka
> idę za nim
> mijam figurę człowieka stworzoną z wody
> na podeście, na samym środku świątyni jest rolka papieu toaletowego
> mój umysł wpadł w tą dziwną, percepcyjną pętlę
> dziwny moment olśnienia w tej całej irracjonalności wokół mnie
> w tej chwili uświadamiam sobie dziwaczną naturę życia
> spirale ciągów wydarzeń, zapoczątkowane brakującą rolką papieru
> to jest niedorzecze
> jaram jakiś pejotl z uzależnionym od narkotyków indianinem przez rolkę papieru
> co się k***a stało
> reszta fazy to jakieś oceany i rozmazane obrazy
> zapomniałem o swoim olśnieniu gdy faza minęła
> następnego dnia docieramy do Częstochowy
> wcześniej był tam indiański rezerwat ale Hektor spodziewał się czegoś innego
> chciał natury i mistycyzmu ale wszystko teraz poszło do przodu
> w rezerwacie były obrazy Nawaho, jedzenie, historie, ale były tam też kablówka, internet i kanalizacja
> był zawiedziony ale i tak szczęśliwy
> mówi mi "jeśli chcesz gonić marzenia, musisz być przygotowany na rozczarowanie"
> ludzie w rezerwacie są spoko
> pozwalają nam zostać
> dostaję pracę, call center
> zaczynam studiować informatykę przez internet
> zdaję liczne certyfikaty
> dostaję robotę w firmie komputerowej, 40 tysi rocznie na start
> podczas pobytu w rezerwacie przykułem uwagę pewnej dziewczyny w moim wieku
> ma na imię Marisa
> odłożyłem trochę kasy, czas wyjechać
> ofiarowałem parę tysi dla rezerwatu w ramach podziękowania
> zabookowałem bilet do domu, gdzie ja i Marisa mieliśmy razem mieszkać
> cieszę się na spotkanie z rodzicami
> planuję wizytę niespodziankę
> patrzę przez okno, widząc cały mój kraj pod sobą
> czyste niebo
> pamiętam jak przemierzałem na piechotę przez te wszystkie drogi
> szczęśliwy i zdumiony, jak wszystko wyszło na prostą
> wprowadzamy się do mieszkania
> fryzjer, ciuchy, odpie**alam się jak nigdy
> idę do starego domu rodzinnego
> mama otwiera drzwi, patrzy na mnie przez kilka sekund
> mdleje
> gdy do siebie dochodzi, płacze i mnie przytula
> mój tato nie mógł uwierzyć, że jestem spowrotem
> po raz pierwszy w życiu widziałem, jak uronił łzy
> milion przeprosin i wymówek
> powiedział, że parę dni po tym jak mnie wywalił, zmienił zdanie
> nie mógł mnie znaleźć
> 2 lata później, myślał, że nie żyję
> jeden z najszczęśliwszych momentów życia
> kolejny z takich szczęśliwszych miałem 3 tygodnie później w pracy
> naprawiałem właśnie komputery
> zauważyłem, że jeden z nich ma karteczkę "zepsuta pamięć RAM" a właścicielem jest mój stary kumpel u którego cała akcja się zaczęła
> wymieniam RAM, włączam peceta
> przypominam sobie że przez tego sk***iela dostałem z 2 kulki i byłem dźgany nożyczkami
> ściągam na jego komputer w p*zdu dziecięcej pornografii, bestialstwa i innego zdeprawowania
> chowam folder, wyłączam kompa i pakuję
> szperam trochę w necie i okazuje się, że kumpel jest ministrem w lokalnym kościele
> dzwonię do właścicieli kościoła informując o tym, co znalazłem na jego komputerze
> następnego dnia widzę jego zdjęcia w gazecie
> idzie do więzienia, wyj***li go z kościoła a jego żona i dzieci go zostawiają
> dzieci idą do psychologa żeby zobaczyć czy je dotykał
> jego życie się psuje
> on nigdy nie dowiaduje się, kto go właściwie wrobił, program ochrony świadków
> natura zycia zatacza pełen okrąg, dz**ko

koniec

Hexia

2019-01-23, 00:20
Czy jest ktoś kto to całe przeczytał?