Pustynia

SuchyHarry • 2019-02-13, 20:45
129
Trzech gości podróżowało przez pustynię na wielbłądach, ale nieco przeholowali i wielbłądy im padły. Szli piechotą szukając ratunku, aż przyszła noc. Natrafili na namiot a w środku na trzy piękne kobiety. A że byli cholernie wyposzczeni, wyr*chali wszystkie trzy. Pech chciał, że były one żonami arabskiego szacha, który akurat wrócił na nocleg i strasznie się wk***ił, gdy zobaczył co się dzieje. Pojmał więc nieproszonych gości mówiąc: "za pohańbienie moich żon każdy z was straci ch*ja". Zadaje pytanie pierwszemu:
-Co robisz zawodowo?
-Jestem strażakiem... - odpowiada nieśmiało facet
-No to spalimy ci fiuta... A ty kim jesteś? - pyta drugiego.
-Jestem pracownikiem strzelnicy... - wymamrotał.
-No to odstrzelimy ci sprzęt! A ty? - zadał pytanie ostatniemu.
-Ja sprzedaję lizaki...



:wisielec:

Taka sytuacja

SuchyHarry • 2019-02-11, 18:02
152
Przy barze siedzi strasznie zdołowany facet, który zamawia kolejkę za kolejką, w przerwach między wychylaniem kielonów chowając głowę w dłoniach. W końcu barman do niego:
-Co się stało?
-Przyłapałem żonę na zdradzie z moim najlepszym przyjacielem...
-k***a, masz ci los... Co jej powiedziałeś?
-Kazałem jej się spakować i wypie**alać...
-A co z twoim przyjacielem?
-Spojrzałem mu prosto w twarz i powiedziałem... "Niedobry pies!"

Ozdoba

SuchyHarry • 2019-02-11, 18:05
199
Co Kasia zakłada na uszy, żeby podobać się facetom??





Kolana.


:lodowka:

Sucharek

weltmajster • 2019-02-11, 14:45
115
Czego na pewno nie brakuje mieszkańcom Czarnobyla?



Rąk do pracy.


Tak wiem,ch*jowe. Ale przynajmniej własne.

Niesamowite żelki

moonelq • 2019-02-06, 23:09
223
"Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo co w nim znajdziesz"



Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat 44 i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie - Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w chu.... długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:
-Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.

Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki p*zdryki ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi - jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. Oj***liśmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego zap*zdowa. Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.
-Tata, kupa.
-No słyszę
No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie pie**olnął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.
-Coś ty nam k***a dał?
-No zwykłe że... - i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się zj***łem z krzesła. No i zj***łem.

Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. k***a nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.

Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:
-O, dobra. Ten będzie suchy.
Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.

Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie - młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek - myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się popie**oliło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.
-sp***alać!
-Panie Gównalski, otwierać! Policja!
-Sram!
-Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!
-Pięć minut!
Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo pie**olnął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko "o boże" i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko - rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się dupą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w "Trainspotting."

Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki wyj***łem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i pie**olnął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD

Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie pie**oli, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy wyj***li mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków "dla szanownych klientów." Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.

Znalezione w necie

Zima

Moby_Dick • 2019-01-25, 23:45
204
k***a! Jest tak zimno, że nawet bankomat pokazuje na minusie.

Noc poślubna

Sadix123 • 2019-01-11, 11:33
218
Nowożeńcy...
Noc poślubna...
Mąż przygotowuje romantyczną kąpiel, po czym woła swoją małżonkę. Kobieta wchodzi do wanny i nagle mąż zaczyna ją topić. Kiedy już prawie straciła przytomność, małżonek wyciągnął ją z wanny i zaczął się do niej dobierać.
Przestraszonej dziewczynie po wszystkim udało się zdobyć telefon i natychmiast zadzwoniła do swojej matki.
- Mamo! Proszę cię zrób coś! Nie wiem co się z nim stało, to jest jakiś psychopata! Najpierw prawie mnie utopił w wannie, a potem się zaczął do mnie dobierać. - powiedziała zapłakana.
Matka wysłuchała ze spokojem swojej córki i powiedziala:
- Ależ uspokój się, on jest przecież wulkanizatorem, więc najprawdopodobniej szukał po prostu dziury.

Babcia

Sadix123 • 2019-01-09, 14:06
110
Wzdłuż ulicy idzie babcia, która niesie w rękach dwie torby. Z jednej z nich wylatują jej stuzłotowe banknoty. Zauważył to wszystko policjant, który postanowił podejść do starszej pani. "Proszę pani! Z jednej z toreb wylatują pani pieniądze." Babcia odwraca się i mówi: "Och, rzeczywiście, będę musiała wrócić się i wszystko pozbierać." Policjant na to odpowiedział: "A skąd w tym wieku pani posiada tyle pieniędzy? Chyba nie z emerytury?" Babcia na to odpowiada: "Panie władzo, mam dom przy stadionie, przy którym rosną krzaki i często kibice chodzą w nie sikać. Postanowiłam się w nich schować z nożyczkami i jak któryś przyjdzie, to mówię sto złoty, albo odetnę!" Policjant na to: "W sumie, to rzeczywiście niegłupi pomysł, ale mogłaby mi pani jeszcze powiedzieć, co jest w środku tej drugiej torby?" Babcia odpowiedziała: "No cóż, nie każdy chce płacić."

BHP

Sadix123 • 2019-01-09, 21:16
715
Na politechnice, na kierunku budownictwo, odbywa się wykład na temat BHP. Profesor mówi do studentów:
Wyobraźcie sobie, że jesteście brygadzistami na budowie. Na waszych oczach pracownik spada z rusztowania. Jakie są wasze pierwsze działania?
Studenci:
- Trzeba zadzwonić po karetkę!
- Zadzwonić na policję!
- Powiadomić krewnych!
Profesor:
- Źle, trzeba założyć kask i uprząż bezpieczeństwa na zwłoki, inaczej pójdziecie siedzieć.

Przemyt zwierząt

Sadix123 • 2019-01-09, 14:24
183
Pewne małżeństwo postanowiło zająć się przemytem zwierząt. Tuż przed kontrolą graniczną mąż mówi do żony: "Zrobimy tak, ja włożę węża pod kapelusz, a ty w stanik włożysz żółwie, a skunksa w majtki." Żona na to: "Skunksa w majtki? Oszalałeś! A co z zapachem?" Mąż: "Cóż, jak zdechnie, to trudno."
X