18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach

Najdziwniejsze wynalazki II Wojny Światowej

ArkaSzatana • 2013-01-28, 12:52
40
Największy konflikt zbrojny w dziejach ludzkości przyczynił się do znacznego przyśpieszenia postępu technologicznego. Wiele wojennych technologii zostało później wykorzystanych do innych celów – gdyby nie prowadzone przez hitlerowców badania nad silnikami rakietowymi, kosmiczny wyścig lat Zimnej Wojny odbywałby się zapewne dużo wolniej, a w ostateczności ludzkość mogłaby nie wiedzieć o kosmosie tyle, ile wie teraz. Wojna przyniosła jednak również nieco osobliwe wynalazki, z których wiele nie znalazło szerszego zastosowania w trakcie działań zbrojnych.

1. Universal Carrier - Praying Mantis

Praying Mantis (modliszka) to brytyjski pojazd zbudowany na podwoziu transportera (Universal Carrier - Bren Carrier). Jego zadaniem miało być rozpoznanie oraz zwalczanie piechoty wroga. Pojazd posiadał innowacyjne rozwiązanie w postaci podnoszonego hydraulicznie przedziału bojowego, przez co wyglądem i metodą działania przypominał zachowanie modliszki. Jego główną zaletą była możliwość strzelania zza różnych przeszkód, takich jak mury, nasypy, żywopłoty bez konieczności wystawiania całego pojazdu na możliwość ostrzelania przez wroga. Powstały dwie wersje eksperymentalne, jednoosobowa oraz dwuosobowa. Pojazd nie wszedł do produkcji seryjnej, m.in. ze względu na bardzo niewygodne użytkowanie. Kierowca znajdował się bowiem w części która się unosiła.

2. Sturmgewehr44 Krummlauf

Ten nietypowy dodatek do karabinu STG44 to po prostu dokręcana, zakrzywiona lufa pozwalająca na bezpieczne strzelanie zza osłony. Urządzenie miało z założenia być wykorzystywane również w pojazdach opancerzonych. Strzelanie nie było prowadzone na oślep, bowiem do karabinu można było dokręcić specjalną lunetę/peryskop. Żywotność Krumlaufa była jednak bardzo ograniczona ze względu na dużą szybkostrzelność broni.

3. Zielgierat 1229 Vampir

Vampir to kolejny dodatek do karabinu Sturmgewehr44. Był to jeden z pierwszych w historii, przyjętych do użytku bojowego noktowizorów. Nie był jednak powszechnie stosowany ze względu na rozmiar i wagę samej lunety (2,3 kg) oraz baterii zasilającej (13 kg), którą żołnierze musieli nosić na plecach. Zielgierat 1229 Vampir odegrał swoją rolą w trakcie oblężenia Berlina, gdy obrońcy wykorzystywali go w celach dywersyjnych nocą. Było to urządzenie ciężkie i sporych rozmiarów, ale umożliwiało obserwację otoczenia i w miarę celny ogień na dystansie do 200 metrów w całkowitej ciemności. Noktowizorów wyprodukowano tylko 310 sztuk, w zakładach firmy Leitz.

4. NSU-Kettenkrad


Chociaż wyprodukowano ich niecałe 3000 egzemplarzy, pojazdy te cieszyły się bardzo dobrą opinią wśród żołnierzy Wehrmahtu. Ceniono ich zdolność jazdy nawet w trudnym terenie, oraz dużą prędkość jazdy po drodze (do 75 km/h). Podstawowym zastosowaniem Kettenkradów był transport zaopatrzenia i amunicji w trudnym terenie. Stosowano je również jako lekkie ciągniki artyleryjskie. Stosowano je także jako pojazdy łącznikowe, a oddziały łączności wykorzystywały je do układania kabli telefonicznych. Używały je również oddziały zwalczające partyzantkę na tyłach frontu wschodniego. Kettenkrady wykorzystywało także luftwaffe – m.in. do holowania samolotów.Pojazdy były uważane za jedne z najbardziej uniwersalnych pojazdów Wehrmachtu, a zdobyczne egzemplarze były wykorzystywane przez aliantów.

5. T-100

Ważący 58000 kg superciężki radziecki czołg nie wyszedł nigdy z fazy prototypu. Wyróżniał się bardzo nietypowym wyglądem, bowiem posiadał nie jedną, a dwie obrotowe wieżyczki strzelnicze. W grudniu 1939 czołg T-100 został skierowany do Finlandii. Podczas działań zbrojnych w trakcie Wojny Zimowej, czołg był ostrzeliwany przez fińską artylerię przeciwpancerną. Został on trafiony nie mniej niż 7 razy, jednak żaden pocisk nie przebił pancerza. Pomimo sprawdzenia się na polu walki, po zakończeniu wojny z Finlandią nie podjęto jednak decyzji o rozpoczęciu masowej produkcji.

6. 60 cm Karl Gerät 040

Najcięższy samobieżny moździerz używany w czasie II Wojny Światowej. Wchodził w skład uzbrojenia armii niemieckiej. Ze względu na opóźnienia w pracach, do użytku Wehrmachtu oddano tylko 7 egzemplarzy, nazwanych imionami Adama i Ewy oraz bogów germańskich: Thor, Odin, Loki i Ziu. Pierwotnym zadaniem moździerzy, miało być niszczenie bunkrów Linii Maginota, jednak ze względu na sukces Blitzkriegu, a dokładnie ominięcie Linii, nie było takiej potrzeby. Karl „Ziu” został użyty do ostrzału Warszawy podczas Powstania Warszawskiego (niektórzy rozpoznawali go błędnie jako działo kolejowe). Jeden z pocisków (o średnicy 60 cm) trafił 28 sierpnia 1944 w szczytową część budynku Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Prudential" i eksplodował uszkadzając poważnie jego konstrukcję.

7. Landkreuzer P. 1500 Monster

Był to jeden z największych czołgów zaprojektowanych w III Rzeszy, jednak nigdy nie doczekał się próby skonstruowania. Z założenia, miała być to samobieżna stacja bojowa na gąsienicach, przenosząca działo bliźniacze do działa kolejowego Dora o kalibrze 800 mm. Jako napęd miały służyć 4 silniki Diesla służące dotychczas do napędzania U-Bootów. Załoga miała składać się z około 100 ludzi. Nieznane jest jednak przeznaczenie projektu, jednak wiadomo, że konstruktorzy nie wzięli pod uwagę wielu czynników, takich jak problem przepraw przez rzeki. Żaden most z czasów IIWŚ nie byłby bowiem w stanie utrzymać wagi takiego potwora, która miała wynosić 1500 ton.

8. Bomba skacząca

Skaczące bomby zaprojektował profesor Barnes Wallis. Ważyły 4 tony (w tym 3 tony materiału wybuchowego) i przeznaczona była do niszczenia celów o znacznych gabarytach takich jak zapory wodne, schrony okrętów podwodnych. Wyjątkowość tych bomb polegała na specyficznej metodzie zrzutu na cel – samolot musiał lecieć odpowiednio nisko nad powierzchnią wody. Po wypuszczeniu bomby wciąż zachowywały swoją energię kinetyczną, odbijając się od powierzchni wody podobnie jak „kaczki” z kamienia. Przed zrzutem bomby, używano specjalnego urządzenia które wprowadzało bombę w ruch obrotowy, dzięki czemu bomba łatwiej odbijała się od powierzchni wody, nie tonąc po zetknięciu z nią. Wykorzystano je w trakcie operacji Chastise w dniu 17 maja 1943 r. do zniszczenia zapór wodnych w Möhne i Eder przez 617 Dywizjon Bombowy "Dam busters".

Źródło :hitler:

"Żołnierze Wyklęci" Aleksander "Adam" Be

synia365 • 2013-01-28, 00:51
14
Aleksander Bednarczyk „Adam”, ur. 21 VIII 1913 w Rzekuniu (pow. Ostrołęka). Ukończył podchorążówkę rezerwy piechoty, otrzymując przydział do 33 pp „Strzelców Kurpiowskich” w Łomży. W styczniu 1937 awansowany do stopnia podporucznika rezerwy piechoty. W wojnie obronnej 1939 walczył w jednostkach Obrony Narodowej. Po zakończeniu kampanii wrześniowej powrócił na teren powiatu ostrołęckiego. Od maja 1940 był żołnierzem ZWZ, a następnie AK w Obwodzie Ostrołęka (kryptonimy: „Sęp”, „Jeleń”, „Gruszka”). W komendzie obwodu pełnił różne funkcje, najdłużej – szefa wyszkolenia. W czerwcu 1944 został wyznaczony dodatkowo na stanowisko komendanta II „Ośrodka walki”. Uczestniczył w akcji „Burza” w szeregach 5 pułku (spieszonych) AK. W październiku 1944 jego kwatera we wsi Brzozowa została wykryta przez Niemców, a on sam aresztowany z dwoma współpracownikami. Przewieziono go do obozu karnego w Działdowie, gdzie sąd wojskowy z Ciechanowa skazał go na karę śmierci przez ścięcie toporem. Wyrok miał być wykonany w obozie koncentracyjnym w Stutthof, jednak w trzeciej dekadzie grudnia 1944 ponownie przewieziono go do Działdowa w celu wznowienia śledztwa. Podczas ewakuacji obozu w styczniu 1945 uciekł i powrócił do pracy konspiracyjnej. W listopadzie został awansowany do stopnia porucznika. W lutym 1945 mianowano go na stanowisko komendanta poakowskiej organizacji AKO w Obwodzie Ostrołęka. Od września 1945 kierował Obwodem Zrzeszenia WiN Ostrołęka (krypt. „Dorota”). Od sierpnia 1946 pełnił również obowiązki prezesa (inspektora) Inspektoratu Mazowieckiego WiN obejmującego powiaty (obwody): Ostrołęka, Zambrów i Ostrów Mazowiecka oraz częściowo Radzymin i Węgrów. Jesienią 1946 za pośrednictwem Komendy Obwodu Ostrów Mazowiecka podporządkował sobie pozostałości organizacji poakowskiej – ROAK – w pow. Pułtusk, tworząc na ich bazie nową strukturę – Obwód Pułtusk WiN (krypt. „Paulina”). 1 VI 1946 awansowany do stopnia kapitana. W okresie służby w szeregach ZWZ-AKAKO-WiN odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V kl., Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Krzyżem Walecznych. Był jednym z najwybitniejszych, a dziś zupełnie zapomnianych, organizatorów ruchu niepodległościowego na Ziemi Ostrołęckiej. W nocy z 19 na 20 XI 1946 został otoczony przez grupę operacyjną UB z Ostrołęki na kwaterze znajdującej się w gospodarstwie Czesława Kruczyka we wsi Gnaty (gm. Lelis). Poległ śmiercią żołnierską od kul funkcjonariuszy UB, próbując wyrwać się z „kotła”. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.
mjr Aleksander Bendarczyk był dowódcą 5 Pułku Ułanów Zasławskich w latach 1944-1945.

Pożar w klubie w Saanta Maria

lupusborealis • 2013-01-27, 22:29
3
Wczoraj w nocy (27 I 2013) w brazylijskim mieście Santa Maria spłonął klub nocny; pożar był wynikiem odpalenia na scenie fajerwerków, od których zapaliły się sufit (pewnie był podwieszany i wykonany z łatwopalnych tworzyw)...
według prasy pożar nastąpił ok godziny 2 w nocy; w klubie mogło znajdować się nawet 2000 osób, pożar spowodował duże ilości dymu ludzie wpadli w panikę, jak do tej pory naliczono się 245 ciał ponad 200 osób jest rannych. (większość ofiar jest wynikiem paniki skutkującej stratowaniem przez tłum, oraz uduszenia z braku tlenu [asfiksja czy jakoś tak])
Właściciel klubu został aresztowany, według relacji świadków drzwi ewakuacyjne były zamknięte a ludzie byli mocno stłoczeni.

kilka zdjęć:





źródła:
http://www.guardian.co.uk/world/2013/jan/27/brazil-nightclub-fire-santa-maria
http://www.huffingtonpost.co.uk/2013/01/27/brazilian-nightclub-bar-fire-_n_2560813.html#slide=more277104
http://www.washingtonpost.com/world/brazil-nightclub-fire-leaves-hundreds-dead/2013/01/27/4da6d51a-688e-11e2-af53-7b2b2a7510a8_gallery.html
http://imgace.com/pic/tag/families-mourn-brazil-fire-victims-video-reuters-com/

Ostatnie dni Warszawy przed wojną

ko...........rz • 2013-01-27, 14:35
42
Film nagrany przez jakiegoś Amerykanina w ostatnich dniach przed wybuchem II Wojny Światowej. Można zobaczyć w kolorze jak zadbana była Warszawa i kilka migawek z codziennego życia tam.



Materiał pochodzi ze strony http://romanoarchives.altervista.org/ gdzie można znaleźć więcej ciekawych rzeczy związanych z IIWŚ.
9
Od kilku lat różnej maści środowiska nacjonalistyczne wychodzą na ulice 13go grudnia i wykrzykują antykomunistyczne hasła. Celem tego biuletynu jest wykazanie hipokryzji tych środowisk, których korzenie nieraz sięgają PRL, lub w różnym stopniu współpracowały z organizacjami o charakterze komunistycznym.

Głównymi organizacjami nacjonalistycznymi w Polsce są ONR (Obóz Narodowo Radykalny), Młodzież Wszechpolska, NOP (Narodowe Odrodzenie Polski), Falanga oraz powoli rosnący w siłę Autonomiczni Nacjonaliści. Zjawiskiem o mniejszej sile są nacjonalistyczni neopoganie ze Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” oraz Nacjonalistycznego Stowarzyszenia „Zadruga”. Pierwsze dwie organizacje razem utworzyły Marsz Niepodległości, a obecnie próbują powołać do życia nową formacje polityczną – Ruch Narodowy.

CZERWONE KORZENIE WSPÓŁCZESNYCH UGRUPOWAŃ NACJONALISTYCZNYCH

Roman Giertych, założyciel i były prezes powojennej Młodzieży Wszechpolskiej wywodzi się z rodziny która splamiona jest jawną współpracą z władzami komunistycznego reżimu. Maciej i Jędrzej Giertychowie (ojciec i dziadek Romana) nawet poparli Stan Wojenny. Maciej Giertych był w latach 1986-1989 członkiem proreżimowej Rady Konsultacyjnej, którą bojkotowała podziemna solidarnościowa opozycja. Część opozycji, szczególnie związaną z KOR (Komitet Obrony Robotników), Giertychowie atakowali za „służącą niepolskim interesom”. Maciej Giertych cieszył się także poparciem i zaufaniem hierarchii kościelnej, zwłaszcza jej najbardziej legalistycznego, ugodowego wobec komunistów i zachowawczego skrzydła. Po 1989 roku Maciej Giertych zdołał jeszcze z ramienia Ligi Polskich Rodzin (LPR) zdobyć mandat eurodeputowanego i wsławić się m.in. ciepłymi słowami w stosunku do mordercy i byłego dyktatora Chile, Augusto Pinocheta.

Z reżimem komunistycznym kolaborował również Bolesław Piasecki, twórca przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego i Falangi. Piasecki wprawdzie zmarł w 1979 roku, ale założone przez niego Stowarzyszenie PAX, grupujące spadkobierców polskiej antysemickiej tradycji nacjonalistycznej, które działało legalnie od powojnia, wspierało Jaruzelskiego i ostatecznie zaakceptowało wyprowadzenie przeciw robotnikom czołgów na ulice 13 grudnia 1981 roku. PAX było organizacją całkowicie podporządkowaną władzom PRL, skupiającą tzw. postępowych katolików, a sam Piasecki popierał stalinizm nawet po okresie odwilży, której nawiasem mówiąc był przeciwny.

Spadkobiercy przedwojennego ONR uważali, że NSZZ “Solidarność” jest manipulowane przez środowiska związane z KOR-em, który uznawali za organizację żydowską. Praktycznym wyrazem tych poglądów było powołanie do życia w roku 1980 Stowarzyszenia Patriotycznego „Grunwald”, skupiającego partyjny „beton”, funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa, milicji i wojska związanych ze środowiskiem “moczarowców” (choć sam Mieczysław Moczar odcinał się od działalności “Grunwaldu”), jak również weteranów przedwojennej, skrajnej prawicy, wśród nich Napoleona Siemaszko (przedwojennego działacza Młodzieży Wszechpolskiej i Stronnictwa Narodowego) i Włodzimierza Wojcika (również Wszechpolaka i członka SN). Celem istnienia ZP „Grunwald” było skompromitowanie Solidarności oraz opozycji demokratycznej, poprzez wskazanie na rzekome żydowskie pochodzenie działaczy Komitetu Obrony Robotników i NSZZ “S”. Cele te realizowane były za pomocą masówek organizowanych w zakładach pracy, m.in. w Stoczni Gdańskiej oraz poprzez drukowaną propagandę, atakującą działaczy związkowych i opozycyjnych. „Grunwald” miał przyzwolenie kierownictwa PZPR na publiczne głoszenie haseł nacjonalistycznych, ksenofobicznych i antysemickich. Stowarzyszenie, na którego czele stał znany reżyser Bohdan Poręba, próbowało w okresie karnawału „Solidarności” wykorzystać schemat nagonki antysemickiej znanej z Marca ‘68. W trzynastą rocznicę wydarzeń marcowych założyciele „Grunwaldu” zorganizowali wiec przed byłym gmachem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, podczas którego przestrzegali przed siłami „syjonistycznymi” w „Solidarności”. Komunistyczny reżim nie wahał się wykorzystywać kontrowersyjnych akcji „Grunwaldu”, a ugrupowanie to swobodnie działało do końca PRL. Było taktycznie przydatne dla ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego, która w grze politycznej z opozycją instrumentalnie posługiwała się nacjonalizmem i antysemityzmem. Stowarzyszenie zgłosiło akces do PRON i podobnie jak Podobnie jak PAX Bolesława Piaseckiego poparło stan wojenny. Po 1989 część jego działaczy pozostających aktywnymi politycznie związała się z kilkoma Stronnictwami Narodowymi, Partią X Stana Tymińskiego (Kossecki był przewodniczącym tej partii w latach 1995-99), a później z Przymierzem Samoobrona. Działali w stowarzyszeniu “Nie dla Unii Europejskiej” oraz w ruchu panslawistycznym. Tadeusz Bednarczyk współpracował z Leszkiem Bublem – czołowym antysemickim wydawcą. Kilku z nich – jak Edward Prus, Bednarczyk, Szcześniak stali się publicystami Radia Maryja. Część dawnych działaczy ZP “Grunwald” publikowała w “Tygodniku Ojczyzna“, “Myśli Polskiej“, a następnie – w “Naszym Dzienniku“.

NACJONALIZM W PRL

Skrajna prawica w okresie PRL, wierna tradycjom panslawistycznej, prorosyjskiej (i antyniemieckiej) myśli politycznej Romana Dmowskiego, po cichu (a czasem głośno)sympatyzowała sojuszowi ze Związkiem Radzieckim. Tak samo komuniści mieli wprawę w odwoływaniu się do idei narodowej, kiedy ich władza okazywała się zagrożona. Władze PRL sięgały po nacjonalizm, który w ich mniemaniu oferował utopię społecznego pojednania i zjednoczenia.

W początkowym okresie rządy komunistów opierały się na wykreowanej charyzmie Stalina i Bieruta, na rewolucyjnym etosie i wizji przy- spieszonego postępu, dzięki któremu Polska miała dogonić, a potem wyprzedzić pod względem poziomu życia kraje Zachodu. Jak pokazała historia te metody nie działały długoterminowo, a nawet jeśli to wiele z nich dało się stosować tylko w krótkim okresie. Bierut i Stalin okazali się winni “wypaczeń i błędów”, fascynacja rewolucją społeczną wygasła, a stalinowska modernizacja spowodowała wzrost produkcji czołgów i lokomotyw, ale za to spadek poziomu życia.

Przez 45 lat Polski Ludowej nacjonalizm wrósł w oficjalną ideologię i pozostał jej żywym elementem. W najczarniejszym okresie stalinizmu, w 1951 r., Bierut cytował kilkakrotnie Dmowskiego w przemówieniu na partyjnym plenum. Antysemityzm odgrywał ważną rolę w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach zarówno w 1956 r., jak i w marcu 1968 r. W obu wypadkach “oczyszczenie partii z syjonistów i kosmopolitów” otwierało drogi kariery nowym kadrom partyjnym, które czuły się sfrustrowane i niedocenione (“Niech rosną kadry aryjskie” – mówił premier Cyrankiewicz na jednym z posiedzeń Biura Politycznego w maju 1956 r.). Władza próbowała także – czasami skutecznie – wygrywać antysemickie nastroje w społeczeństwie: na porządku dziennym było sugerowanie “niepolskiego pochodzenia” członków KOR w latach 70. czy pokazywanie antysemickich transparentów podczas marcowych wieców. Władza PRL starała się przekonać Polaków, że jest władzą “czysto polską”, a jej członkowie to patrioci i “prawdziwi Polacy”. Długa droga prowadziła od Róży Luksemburg do Moczarowskich „partyzantów” i stowarzyszenia Grunwald, ale partia przebyła ją szybko. Partia poprzez propagandę i politykę wobec mniejszości narodowych kształtowała ksenofobiczną, etniczną, a nie obywatelską wspólnotę narodową, nie tylko zamkniętą na świat, ale wobec niego wrogą.

Jak widać związki skrajnej prawicy i totalitarnej lewicy nie były wcale incydentalne. Na koniec warto dodać, że jeden z prominentnych działaczy łódzkiego Narodowego Odrodzenia Polski pod koniec lat dziewięćdziesiątych, niejaki Walczak, był za czasów PRL funkcjonariuszem komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Walczak został swego czasu aresztowany pod zarzutem przygotowania zamachu na łódzką synagogę, następnie zaś usunięty z NOP w czasie jednej z czystek.

Krótko mówiąc polscy nacjonaliści nie mają moralnego prawa do upominania się o ofiary komunizmu, bo ich ówcześni ideowi liderzy w stopniu zdumiewającym ten reżim czynnie wspierali, a wielu z nich urządziło się wygodnie w strukturach aparatu władzy PRL.

Zresztą, pomimo oficjalnego antykomunizmu, część ugrupowań nacjonalistycznych po dziś dzień mniej lub bardziej oficjalnie współpracuje ze środowiskami komunistycznymi lub wręcz post PRL – owskimi.

FLIRT NACJONALISTÓW Z KOMUNISTAMI PO UPADKU PRL

W latach 90tych popularność na tzw. Narodowej Scenie Rockowej zdobywał krakowski zespół Sztorm 68. Zespół głosił radykalne hasła nacjonalistyczne i socjalistyczne. W jego twórczości silne są wątki antysyjonistyczne i antyamerykańskie. Zespół nawet przez niektórych nacjonalistów uważany jest za kontrowersyjny, ponieważ w swoich utworach wychwalał system PRL-owski, bronił decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego czy wielbił Saddama Husajna. W wywiadach członkowie pochwalali działania Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald i uznawali za autorytet Mieczysława Moczara – działacza okresu PRL, agenta wywiadu ZSRR i inspiratora antysyjonistycznej (a w rzeczywistości antysemickiej) nagonki w marcu ’68. I tak jeden z najbardziej popularnych zespołów nacjonalistycznych śpiewał, że w noc 13 grudnia „aresztowano wszystkich wichrzycieli, cała semicka klika wpadła w sieć” i że „dziś dziękujemy za to naszym chłopcom, że wtedy bronili dzielnie nas, że przed zarazą anarchii i żydostwa bronili dzielnie nasz schorowany kraj”. W innym utworze zespół śpiewa o tym, że „Dla zdrajców nigdy nie zabraknie kul. Milicja ludowa sprawować będzie władzę, dbać o porządek i moralny ład, czuwać nad ziemią aby móc w spokoju budować narodowo-socjalistyczny kraj”. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż po kilku letniej przerwie zespół wydał płytę w 2004 roku wspólnie z lubelskim zespołem The Gits. Ich muzyczni partnerzy z Lublina w latach dziewięćdziesiątych bardziej znani byli jako muzycy zespołu Surowa Generacja. Pod obiema nazwami występowali na tajnych koncertach organizowanych przez neo-nazistowską organizacje Blood & Honour. Jeden z takich koncertów który odbył sie w 1997 roku pod Lublinem został uwieczniony na wideo w dokumentalnym filmie „Skin Or Die” wyreżyserowanym przez Daniela Schweizera. Związek nacjonalistów ze środowiskiem neo-nazistów również nie jest zaskoczeniem. Koszulki czy naszywki czołowych zespołów neo-nazistowskich – zarówno polskich jak Honor, Konkwista 88 (gdzie cyfry stanowią akronim Heil Hitler), czy zagranicznych jak np. Skrewdriver (którego lider Ian Stuart Donaldson był współzałożycielem Blood & Honour oraz terrorystycznej frakcji Combat 18 – gdzie cyfry stanowią akronim od Adolf Hitler) po dziś dzień można zobaczyć na uczestnikach nacjonalistycznych demonstracji.

W latach 90 Bolesław Tejkowski, były członek PZPR i lider Polskiej Wspólnoty Narodowej (jednej z głównych organizacji nacjonalistycznych tamtego okresu) wysłał oficjalny list poparcia dla polityki komunistycznego rządu Chińskiej Republiki Ludowej.

Dwa lata temu Falanga – organizacja założona przez Bartosza Bekiera, byłego lidera warszawskiego ONR weszła pod pozorem walki z kapitalizmem w sojusz z maoistami z Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej (Obecnie pod nazwą Organizacja Czerwonej Gwardii im. Kazimierza Mijala). To środowisko najbardziej zajadłych, totalitarnych komunistów, którzy za najwyższe osiągnięcie w rozwoju komunizmu na świecie uważają wielką proletariacką rewolucję kulturalną zorganizowaną przez przywódcę Chińskiej Republiki Ludowej Mao Tse Tunga. Lider tego środowiska, Michał Nowicki, jest rzadkim przypadkiem osoby z oficjalnymi zarzutami za promowanie zbrodniczych praktyk komunizmu. Nawoływał bowiem do zaprowadzenia w Polsce bolszewizmu drogą rewolucji, namawiał do świętowania śmierci polskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie, wzywał do wieszania polityków, wykańczania burżuazji, a nawet pochwalał autorów mordu katyńskiego. Inicjatywa porozumienia Falangi i Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej wyszła ze strony tych pierwszych. Do wspólnych akcji OCG i Falangi zaliczyć można między innymi demonstrację przeciwko NATO w rocznicę podpisania Traktatu Waszyngtońskiego. W środowisku nacjonalistów zawrzało, jednak przychylne głosy można było z kolei usłyszeć ze strony portalu nacjonalista.pl (główny portal NOPu). Choć nietrudno zauważyć, że określenie „maoiści” nacjonalistom przez usta nie przechodzi – w zamian korzystają oni z eufemizmu „społeczni rewolucjoniści”.

14 maja 1999 roku pod byłym pomnikiem Wdzięczności Żołnierzom Radzieckim odbyła się wspólna antynatowska manifestacja Młodzieży Wszechpolskiej i Związku Komunistów Polskich „Proletariat”. Na tej demonstracji wypłynął Daniel Pawłowiec, członek Młodzieży Wszechpolskiej, poseł Ligi Polskich Rodzin, były dziennikarz Naszego Dziennika. Jako poseł V kadencji walczył o zniesienie komunistycznego święta 1 Maja, domagał się od szefa MSWiA ścigania młodzieży eksponującej wizerunek Che Guevary. Co jest o tyle dziwne, że parę lat wcześniej jawna współpraca z komunistami mu nie przeszkadzała.

Członkowie Stowarzyszenia na rzecz Kultury i Tradycji „Niklot”( które sprzeciwia się m.in. “mieszaniu kultur, języków, narodów i ras”) – Igor Górewicz, Mateusz Piskorski i Marcin Martynowski byli członkami władz szczecińskiej Samoobrony i kandydowali do samorządu. – Jestem tradycjonalistycznym nacjonalistą – mówił o sobie w jednym z wywiadów Piskorski. Ten sam człowiek został „jedynką” na liście Polskiej Partii Pracy-Sierpień 80 w okręgu podwarszawskim. Partii, która twierdzi, że jest „jedyną prawdziwą lewicą w Polsce”. Tygodnik „Wprost” tak prezentował postać obecnego kandydata PPP-Sierpień 80: „Piskorski angażuje się politycznie i społecznie do dłuższego czasu. Na początku działał w faszystowskim piśmie dla skinów “Narodowy socjalizm”, w którym wychwalany był m. in. Hitler i faszyzm. Pismo wypuściło podziemne wydawnictwo Volk”, którego – dodajmy – Piskorski był jednym z szefów. „W latach 90. Piskorski był wydawcą nacjonalistycznego pisemka “Odala”, które propagowało walkę z obcymi naszej Rasie doktrynami, jak chrześcijaństwo, liberalizm i marksizm oraz zgłębianie tajników ezoterycznego Narodowego Socjalizmu i pierwotnego Poganizmu”. Podobnie skrajnie prawicowy charakter miało inne, wydawane przez Piskorskiego pismo, „Odala” w którym Piskorski reklamuje zespoły muzyczne Absurd i Burzum, których liderzy odsiadują w niemieckich i norweskich więzieniach wyroki za zabójstwa “wrogów” ideowych – znajomych, którzy nie akceptowali poglądów nazistowskich. Gazetka wzbogacona była licznymi, zaznaczonymi grubą czcionką cytatami z Adolfa Hitlera (np. “Wszystko, co nie wywodzi się z dobrej rasy, jest śmieciem”).” Pisemko Piskorskiego zasłynęło też negowaniem Holocaustu. Z pismem „Odala” związana była grupa młodych ludzi, którzy w połowie lat 90. XX w. w Szczecinie funkcjonowali jako Narodowi Socjaliści. Później zaczęli nawiązywać współpracę z innymi organizacjami, m.in. Unią Społeczno-Narodową. To oni właśnie zakładali szczeciński oddział neopogańskiego Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury “Niklot”.

W tym roku łódzka Młodzież Wszechpolska na spółkę z tamtejsza brygadą ONR organizowała spotkanie z serii Narodowej Akademii Informacyjnej. Jedną z głównych twarzy wykładów był Józef Kossecki, znany jako zastępca, a potem następca Stanisława Tymińskiego na stanowisku szefa Partii X (w właściwie Partii X Patriotów Polskich). W okresie PRL współpracował z SB, a od 1983 roku odpowiadał za propagandę w Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald”.

Autonomiczni Nacjonaliści również sięgają po „lewicowe” wzorce. Toruńscy Autonomiczni Nacjonaliści z Aktywu Północnego na banerze, którego używają na demonstracjach wypisane mają hasła „Wspólnota, Nacjonalizm, Socjalizm”. W tym roku środowiska Autonomicznych Nacjonalistów wykorzystały do tej pory znienawidzone przez nacjonalistów „komunistyczne” święto 1go maja i zorganizowali swój własny pochód pierwszomajowy w Warszawie. Autonomiczni Nacjonaliści próbują wylansować się na hasłach antykapitalistycznych, krytyce globalizmu – a więc hasłach do tej pory kojarzonych raczej ze znienawidzoną przez nacjonalistów lewicą lub tzw. lewakami. Co ciekawe na demonstracjach towarzyszy im były poseł PIS, obecnie prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (chociaż żołnierzem NSZ nie był) Artur Zawisza, znany dziś najbardziej jako jeden z ojców chrzestnych Marszu Niepodległości oraz nowopowstałego Ruchu Narodowego. Środowisko Autonomicznych Nacjonalistów cech*je największa żywiołowość w obrębie rozwijającego się w Polsce ruchu nacjonalistycznego. Swój dynamiczny rozwój zawdzięczają m. in. licznym kontaktom międzynarodowym, umożliwiającym korzystanie z doświadczeń swoich towarzyszy z Czech, Włoch, Ukrainy i Niemiec. Sama idea Autonomicznego Nacjonalizmu to pomysł Thomasa Wulffa, obecnie jednego z czołowych polityków antypolskiej, niemieckiej partii NPD – politycznych spadkobierców NSDAP. Antypolskie korzenie tej idei samym Autonomicznym Nacjonalistom nie przeszkadzają, gdyż podobnie jak NOP współpracują oni również ze ukraińskimi nacjonalistami z partii Ogólnoukraińskie Zjednoczenie Svoboda (kiedyś Socjal-Nacjonalistyczna Partia Ukrainy) którzy otwarcie wychwalają UPA i postać Stiepana Bandery, a w swoim logo mają Herb 2 Dywizji Pancernej SS „Das Reich”.

Jak widać nacjonaliści wbrew temu co głośno krzyczą 13 grudnia na ulicach bardzo dobrze dogadywali się z władzą PRL, a po zmianie systemu również współpracowali z teoretycznie znienawidzonymi przez siebie komunistami, lub sami sięgali po lewicową retorykę lub hasła. Historia wiele razy już pokazała jak brunatne ciągnie do czerwonego… Ale co się dziwić? Jednych i drugich łączą totalitarne zapędy…

Pochodzenie ruskiej gwiazdy - Metro 2033

xmorgrimx • 2013-01-26, 20:17
17
Fragment zaczerpnięty z książki "Metro 2033"
opowiadającej o post-apokaliptycznym ruskim metrze

------------------------------------------------------------------------
„…będąc najmniej liczną i wpływową z grup politycznych, które walczyły o władzę i wpływy w Rosji po pierwszej rewolucji, bolszewicy nie byli uważani przez żadną z walczących stron za poważnych konkurentów. Nie posiadali poparcia chłopstwa i opierali się jedynie na nielicznych zwolennikach wśród klasy robotniczej i w marynarce. Jednak głównych sojuszników

W.I. Leninowi, który uczył się alchemii i zaklinania duchów w zamkniętych szwajcarskich szkołach, udało się znaleźć po drugiej stronie bariery między światami. Właśnie w tym okresie pierwszy raz pojawiają się pentagramy jako symbole ruchu komunistycznego i Armii Czerwonej.

Pentagram to, jak wiadomo, najbardziej rozpowszechniony i najłatwiej dostępny dla początkujących typ portalu między światami, który pozwala przedostawać się do naszej rzeczywistości demonom. Przy tym autor pentagramu, przy jego umiejętnym wykorzystaniu, zdobywa kontrolę nad wezwanym do naszego świata demonem, który jest odtąd zobowiązany, by mu służyć. Zazwyczaj, żeby lepiej kontrolować przyzwaną istotę, wokół pentagramu wyznacza się ochronny okrąg, aby demon nie mógł przekroczyć jego granicy.

Nie wiadomo, jak dokładnie przywódcom ruchu komunistycznego udało się dokonać tego, do czego dążyli najpotężniejsi czarnoksiężnicy wszystkich czasów: ustanowić kontakt z demonami władcami, którym podlegały całe hordy ich pomniejszych braci. Specjaliści są przekonani, że to sami władcy, wyczuwając nadchodzące wojny i największe rzezie w historii ludzkości, zbliżyli się do granicy między światami i przyzwali tych, którzy mogli im pozwolić zebrać żniwo ludzkiego życia. W zamian obiecali im wsparcie i ochronę.



Historia z finansowaniem bolszewickiego kierownictwa przez niemiecki wywiad jest oczywiście prawdziwa, ale byłoby głupie i powierzchowne uważać, że tylko dzięki zagranicznym pomocnikom W.I. Leninowi i jego towarzyszom broni udało się przechylić szalę historii na swoją stronę. Przyszły komunistyczny wódz miał już wtedy protektorów nieskończenie silniejszych i inteligentniejszych niż oficerowie wywiadu wojskowego wilhelmińskich Niemiec.

Szczegóły tajnej umowy z siłami ciemności są oczywiście niedostępne współczesnym badaczom. Jednak ich rezultat jest znany: w krótkim czasie pentagramy pojawiają się masowo na flagach, nakryciach głowy żołnierzy Armii Czerwonej i na jej, nielicznym na razie, sprzęcie wojskowym. Każdy z nich otwierał bramę do naszego świata demonowi obrońcy, który chronił posiadacza pentagramu od ciosów z zewnątrz. Jako zapłatę demony wedle zwyczaju otrzymywały krew. W samym XX wieku, według najskromniejszych obliczeń, w ofierze złożono około 30 milionów mieszkańców Rosji.

Umowa z władającymi przyzwanymi siłami bardzo szybko się opłaciła: bolszewicy zdobyli i utrwalili władzę, i chociaż sam Lenin, będący łącznikiem między dwoma światami, nie wytrzymał i zmarł w wieku zaledwie 54 lat, pochłonięty od środka przez piekielne płomienie, następcy kontynuowali jego dzieło bez wahania. Wkrótce nastąpiła demonizacja całego kraju. Dzieciom idącym do szkoły przypinano do piersi pierwszy pentagram. Mało kto wie, że początkowo rytuał przygotowania do wstąpienia do pionierów zawierał nakłuwanie szpilką ciała dziecka. W ten sposób demon październikowej «gwiazdeczki» kosztował krwi swojego przyszłego pana i raz na zawsze wstępował z nim w uświęcony związek. Dorastając i stając się pionierem, dziecko dostawało nowy pentagram: spoglądającym na niego ukazywała się część treści Umowy?–?wyszyty złotem portret Wodza otaczały płomienie, w których zginął. W ten sposób rosnącemu pokoleniu przypominano o jego złożeniu się w ofierze. Potem był Komsomoł, aż wreszcie przed wybranymi otwierała się droga do kasty kapłanów?–?Partii Komunistycznej.

Miliony przywołanych duchów chroniły wszystko i wszystkich w państwie sowieckim: dzieci i dorosłych, budynki i maszyny, a same demony-władcy usadowiły się w olbrzymich rubinowych pentagramach na wieżach Kremla, dobrowolnie godząc się na uwięzienie w imię powiększenia swojej potęgi. To właśnie stamtąd rozchodziły się po całym kraju niewidzialne linie pola siłowego, powstrzymujące go przed popadnięciem w chaos i podporządkowujące jego mieszkańców woli lokatorów Kremla. W pewnym sensie, cały Związek Sowiecki zamienił się w jeden gigantyczny pentagram, którego ochronnym okręgiem stała się granica państwa”.

Artem oderwał się od lektury i rozejrzał dookoła. Świeca już się dopalała i zaczynała kopcić. Daniła głęboko spał, odwrócony twarzą do ściany. Artem przeciągnął się i wrócił do książki.

„Decydującą próbą dla sowieckiej władzy stało się starcie z narodowo-socjalistycznymi Niemcami. Chronieni przez siły równie prastare i potężne, co te na usługach Związku Sowieckiego, zakuci w pancerze Teutoni drugi raz w tym tysiącleciu zdołali przebić się w głąb naszego kraju. Tym razem na ich chorągwiach namalowany był odwrócony symbol słońca, światła i rozkwitu. Czołgi z pentagramami na wieżyczkach jeszcze dziś, pięćdziesiąt lat po Zwycięstwie, prowadzą swój wieczny bój z czołgami, których pancerz zdobi swastyka: na wystawach muzeów, na ekranach telewizorów, na kratkowanych kartkach wyrwanych ze szkolnych zeszytów…”
27
Myslę, że ciekawie jest sobie zobaczyć czym dysponowali piechurzy ZSRR, Niemiec i USA stojący naprzeciw siebie podczas II Wojny Światowej. Pokazane jest to na 3 bardzo krótkich filmikach. Moim faworytem jest niemiecki MG-34(Przy każdej broni są linki do wikipedii - tam odsyłam po szczegóły)
ZSRR
PPSh wz. 1941 ,PPS wz. 1943 , DP

źródło filmu:http://www.liveleak.com/view?i=d48_1359069843
Niemcy
Luger P-08, Mauser 98k, Steyr MP-40, MP-44 i MG-34

źródło filmu: http://www.liveleak.com/view?i=a59_1359170163
USA
M1 Garand, M2, M3 Carbine "Grease Gun", Thompson M1A1 i Browning BAR 1918A2

źródło filmu: http://www.youtube.com
/watch?feature=player_embedded&v=JO5vM-K5MTU


Ale lipa, nie mogę edytować treści posta, więc linków do broni Niemców i USA nie będzie

Kokainowi kowboje

Mykolla • 2013-01-26, 16:12
28
Film dokumentalny o działalności Jona Robertsa i jego kumpli, sam Jon był jednym z największych przemytników kokainy w dziejach USA.
Jon był przedstawicielem kartelu z Medellin(którego jednym szefów był Pablo Escobar) na terenie USA. Przemycił narkotyki o wartości 2 mld $ sam zarobił na tym ok. 150 mln $. Cechowała go niezwykła pomysłowość i brutalność ,polecam także wywiad rzekę z Jonem książkę pt. :Prawdziwy gangster.

Całość trwa ok 2h.

Miłego oglądania.
cz.1

cz.2

cz.3

cz.4

cz.5

cz.6

cz.7

cz.8

cz.9

cz.10

cz.11

cz.12

cz.13

cz.14

cz.15

cz.16

cz.17

cz.18

Przyjaciele

DwaNaTrzy • 2013-01-25, 21:06
24
Mała historia z początków III RP, dokładniej grudnia 1991:

Jacek Kurski:
Cytat:

Mieliśmy wtedy kamerę w Sejmie. Któryś z nas dowiedział się, że u Moniki Olejnik w radiowej Trójce będą Michnik z Urbanem i będą wspominać 10 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Uznaliśmy, że to kapitalny moment by spróbować. Ustawiliśmy, w ciemną noc, kamerę przed radiem. Oni się jednak zorientowali, że jesteśmy. Wychodzili osobno. Najpierw Urban, pyszny, nadymający się, zadowolony z siebie. Na pytanie czy sprzedałby swoją legitymację partyjną odpowiedział cynicznie, zadowolony, że absolutnie nie, bo ceni ją nad życie.
Potem wyszła Olejnik, wściekła, że Urban czeka na nią w samochodzie, wcześniej umówiony, że ją gdzieś podwiezie, a ona nie może do niego wsiąść bo stoi kamera. Michnik najwyraźniej umówił się zaś z Urbanem, że wsiądzie 200 metrów dalej. Podniósł kołnierz i przebiegł na drugą stronę ulicy. Na szczęście kamera cały czas chodziła.
Zobaczyłem, że 150 metrów dalej Michnik od strony Legii, z jakiś krzaków przeskakuje z powrotem i wsiada do samochodu Urbana. Słychać na filmie jak komentuję, że oto Adaś jedzie z Urbanem.



Piotr Semka:
Cytat:

Gdzie pojechali wszyscy razem? Monika Olejnik twierdzi, że poda do sądu każdego, kto będzie mówił iż pojechali razem na imieniny Aleksandra Kwaśniewskiego, które przypadają 12 grudnia. Takie były pogłoski. W tym dniu nagrywaliśmy.



Plus dość zabawny filmik przedstawiający to wydarzenie:


Cała historia dostępna na portalu wPolityce.pl (ogólnie strona godna polecenia (oczywiście po wprowadzeniu odpowiedniej selekcji), w dobie zalewu jedynie słusznej fali z lewej strony.)
Przyjaciele III RP

Zamach na kata Karla Freudenthala

ddobry10 • 2013-01-25, 13:46
23
Witam z racji że mój śp dziadek był jednym z żołnierzy AK Obwodu „Gołąb” Garwolin i nigdy mi nie opowiadał o żadnych akcjach bo w sumie byłem mały i moje zainteresowanie o II WŚ zaczęło się później, postanowiłem poszukać w internecie co na ten temat i o to wygrzebałem bardzo ciekawą historie z której dowiedziałem o zamachu na Karla Ludwiga Freudenthala - doktor praw, wyższy oficer SS, od stycznia 1941 roku objął funkcję Kreishauptmanna (starosty) powiatu Garwolin I z tej akcji jestem bardzo dumny. Wiem Tekst może i jest długi ale naprawdę miło się go czyta i zachęcam go do przeczytania.


Od pierwszych dni działania administracji okupacyjnej do końca 1940 r. funkcję Kreishauptmanna (starosty) powiatu Garwolin pełnił dr Klein. Był to człowiek dość łagodny i wyrozumiały. W tym czasie ludność miasta i powiatu nie odczuła zbyt ciężko rygorów władzy okupacyjnej. Ten okres względnego spokoju został przerwany w 1941 r., kiedy to urząd Kreishauptmanna powiatu Garwolin objął Karl Ludwig Freudenthal, doktor praw, wyższy oficer SS.

Freudenthal był spokrewniony ze zbrodniarzem wojennym, generalnym gubernatorem Hansem Frankiem. Był z tego pokrewieństwa bardzo dumny i stale je podkreślał. Ów despota dał się poznać jako zaciekły polakożerca, którego rządy zaznaczyły się pasmem okrucieństw.

Już w pierwszym miesiącu urzędowania, w styczniu 1941 r., Freudenthal polecił usunąć z Garwolina obywateli narodowości żydowskiej i przesiedlić ich do gett w Żelechowie, Sobolewie, Łaskarzewie i Parysowie. Gestapowcom i żandarmom nakazał każdego schwytanego w mieście Żyda na miejscu zastrzelić.

W drugiej połowie 1941 r. na rozkaz Freudenthala w centralnej części miasta wybudowano obóz karny. Niemcy przetrzymywali jednorazowo w obozie ponad 200 osób, część więźniów, bez względu na pogodę, zmuszona była przebywać pod gołym niebem. W obozie maltretowano obywateli polskich - przeważnie rolników, aresztowanych za niewywiązywanie się ze zbyt wysokich kontyngentów żywca i zboża. Strażnicy pod dowództwem oficera SS Lorentza np. co godzina lub dwie w nocy urządzali zbiórki, stosowali różne wymyślne ćwiczenia fizyczne, niemiłosiernie bijąc najmniej sprawnych.

Natychmiast po objęciu urzędu starosty Freudenthal wyrzucił księży z plebanii, przebudowując ją na swoją rezydencję. Ogród plebanii, o powierzchni około 3 ha, zamienił w park. Przeprowadzono prace adaptacyjne: meliorację, niwelację terenu, układanie nawierzchni parkowych i sadzenie drzew. Do ubijania terenu posłużono się wałem, przy czym konie mechaniczne zastąpiono siłą ludzkich mięśni. Do wału przymocowywano dwie liny, do każdej przydzielając po pięciu więźniów. "Zaprzężonych" strażnicy popędzali pejczami. Gdy pojawiał się Freudenthal, ustawiali się po obu stronach ciągnących wał więźniów i bezlitośnie ich katowali. Na twarzy Freudenthala sceny te wywoływały uśmiech zadowolenia. Wszystko to przypominało epokę niewolnictwa, do której tak gorliwie starał się nawiązać hitlerowski doktor praw.

Innym przykładem brutalnych metod był sposób egzekwowania od rolników zbyt wygórowanych kontyngentów rolnych. Do wybranej wsi Kreishauptmann przyjeżdżał w asyście "czarnych" i żandarmów. Jeżeli któryś z gospodarzy nie mógł udowodnić terminowej dostawy, wymierzano mu karę cielesną na oczach zebranych. Kładziono go na ustawioną na środku drogi beczkę i zadawano pejczem ustalaną przez Freuenthala liczbę razów. Zdarzało się, że niektórzy z gospodarzy mimo otrzymanych kar nie mogli się wywiązać z nałożonych kontyngentów. Wtedy Freudenthal polecał rekwirowanie inwentarza żywego i rozbiórkę zabudowań, a gospodarza z całą rodziną wysyłał do Rzeszy. Był również wypadek wykonania kary śmierci. Zamordowany rolnik nazywał się Stanisław Pietrzak i pochodził ze wsi Ksawerów. Człowieka tego na polecenie Freudenthala publicznie powieszono na rynku w Żelechowie.

17 lipca 1942 r. warszawskie Gestapo przy współudziale Freudenthala dokonało licznych aresztowań oraz mordów obywateli powiatu. Aresztowano m.in. ks. Mariana Juszczyka, notariusza Jana Pinakiewicza, pracownika magistratu Bolesława Warownego oraz Narcyza Witczaka-Wiaczyńskiego, chorążego 1 Pułku Strzelców Konnych (członka sztabu Obwodu AK Garwolin). Bolesław Warowny nie figurował na liście aresztowanych. Poszukiwano natomiast Jana Zaniewskiego, byłego studenta prawa. Obaj wymienieni byli do siebie podobni z uwagi na rodzaj kalectwa. Niemcy nie mieli dokładnego adresu Zaniewskiego, ale wiedzieli, że jest garbaty. Poszukując go, pytali o człowieka z garbem. Ktoś z pytanych, nieświadomy niebezpieczeństwa, wskazał, że taki człowiek pracuje w magistracie. W ten sposób Bolesław Warowny stał się ofiarą swego kalectwa.

O mających nastąpić aresztowaniach wywiad AK dowiedział się dość późno i dlatego nie wszystkich można było ostrzec. Kilkanaście osób udało się jednak w porę zawiadomić. Niektórzy, jak ks. Juszczyk i chorąży Witczak-Witaczyński, nie ulękli się i wytrwali na posterunku. Ksiądz kanonik w rozmowie z ludźmi, którzy namawiali go, by ukrył się, oświadczył, że zdaje sobie sprawę, iż godziny jego życia są policzone, jednak obowiązek kapłana i honor Polaka nie pozwalają mu uciekać przed katami. Podobną postawę reprezentował chorąży Witczak-Witaczyński.

Bezpośrednio po aresztowaniu wywieziono go na Pawiak. Przebywał tam kilka miesięcy, przechodząc bardzo ciężkie śledztwo. Dzielny żołnierz nie załamał się i nikogo nie wydał. Odesłano go do obozu w Majdanku, gdzie wkrótce zmarł śmiercią męczeńską. Księdza Juszczyka, notariusza Pinakiewicza i pracownika magistratu Warownego wywieziono do lasu koło Pilawy i zastrzelono. Ciała zamordowanych zakopano na drodze, a dla zatarcia zbrodni miejsce, w którym zakopano zwłoki, rozjechano kilkoma samochodami. Ten bestialski mord był osobistą "zasługą" Freudenthala, który szczególną nienawiść przejawiał wobec duchowieństwa i inteligencji polskiej.

Do końca 1942 r. na rozkaz Freudenthala lub za jego zgodą Gestapo i żandarmeria zamordowały na terenie miasta i powiatu 890 osób. Do obozów koncentracyjnych lub do pracy przymusowej wywieziono 2100 osób. Za zbrodnie te Sąd Delegatury Rządu na Kraj wydał na przełomie lat 1942-1943 wyrok skazujący Freudenthala na karę śmierci.

W latach 1939-1940 na terenie Obwodu AK "Gołąb" - Garwolin powstało 10 grup dywersyjno-sabotażowych (12-20 żołnierzy każda). Tworzyły one oddział Kedywu obwodu, którym dowodził ppor. "Ziuk" Wacław Matysiak.

W początkach 1943 r. na terenie tym utworzono również oddział partyzancki "Chochlik". Dowodził nim kpt. "Komar" Czesław Benicki. W pierwszych dniach lipca 1943 r. w czasie narady dowództwa na wniosek ppor. "Ziuka", komendant obwodu mjr "Marcin" Władysław Szkuta wydał rozkaz, aby oba zgrupowania, oddział partyzancki i oddział dywersji, wykonały wyrok na Freudenthalu.

Dokładne rozpoznanie zachowania się Freudenthala w pracy, terminów i tras jego wyjazdów służbowych pozwoliło wybrać najpewniejszy wariant akcji.

Zamach będzie miał miejsce na szosie Garwolin-Warszawa, poza granicami powiatu. Ustalono, że Freudenthal raz w tygodniu lub co drugi tydzień wyjeżdża do Warszawy. Zawsze tą samą drogą. Od granicy powiatu garwolińskiego towarzyszy mu już niewielka eskorta esesmanów. Kreishauptmann wyjeżdża najczęściej w godzinach 7-8, wraca między 16 a 19. Silna grupa żandarmów eskortuje go tylko do Starej Wsi (gmina Kołbiel - 20 km od Garwolina). Wyjeżdżają też po niego na granicę powiatu około godz. 17. Na trasie prowadzącej przez powiaty Mińsk Mazowiecki i Warszawa ubezpiecza Freudenthala tylko straż osobista.

28 lutego 1944 r. doszczętnie spalono wieś Wanaty, a jej mieszkańców w bestialski sposób wymordowano (zginęło 108 osób). Zbrodni tej dokonała duża grupa gestapowców, żandarmerii i własowców pod osobistym kierownictwem Freudenthala. Okrucieństwo obudziło pragnienie jak najszybszego odwetu. Robiono wszystko, aby osaczyć Freudenthala. Ten jednak unikał pułapek.

W końcu zamachowcom dopisuje szczęście. 5 lipca o 6 rano wywiad obwodu "Gołąb" zawiadamia ppor. "Ziuka", że Freudenthal szykuje się do wyjazdu. Niespodziewana decyzja wynika z konieczności odwiezienia żony i syna do Warszawy, skąd mają odjechać do Berlina pociągiem ewakuującym rodziny niemieckie. Coraz bliższy bowiem jest front wschodni.

Po potwierdzeniu tej wiadomości "Ziuk" wyznacza gońców, którzy mają obserwować Kreishauptmanna i natychmiast przekazywać uzyskane informacje. Jednocześnie dowódcom grup dywersyjnych na terenie Garwolina, "Czarnemu" i "Sękowi", rozkazuje zebrać ludzi, wyposażyć ich w broń oraz przygotować transport konny potrzebny do przewiezienia broni. Do dowódcy placówki AK wachmistrza "Groma" w Woli Rębkowskiej wysyła gońca z zaszyfrowanym meldunkiem, aby przebywającą na jego terenie grupę dywersji, odpowiednio uzbrojoną, skierował na miejsce zbiórki oddziału.

Następnie przedkłada mjr "Marcinowi" plan działania. Do akcji na szosie należy wprowadzić dwie grupy dywersyjne składające się z około 20 żołnierzy:

l) grupę z Garwolina (dwie sekcje dowodzone przez st. sierż. "Czarnego" i st. wachm. "Sęka" w sile 12 żołnierzy); uzbrojenie - l erkaem "browning", 4 peemy "sten", 10 pistoletów "vis", 16 granatów i kilka butelek z płynem zapalającym;

2) grupę z Woli Rębkowskiej (pod dowództwem kpr. "Świecia" w sile 10 żołnierzy); uzbrojenie - 2 erkaemy "browning", 4 peemy "sten", 2 kbk, 6 pistoletów "vis" i kilka granatów.

Broń z Garwolina należy przewieźć na miejsce zbiórki furmanką, dla zamaskowania załadowaną obornikiem. Zbiórka oddziału nastąpi na skraju lasu na północ od miejscowości Miętne - około 400 m na zachód od szosy Warszawa - Lublin. Żołnierze dotrą na miejsce zbiórki polami, bez broni. Następnie oddział zostanie przewieziony samochodem, który trzeba zdobyć na szosie, przed Starą Wsią. W odległości 3 km przed tą wsią grupa powinna opuścić samochód i wyjść na główną szosę na północ od cegielni Anielinek.

"Piotruś" przekazuje z punktu kontaktowego: za kilka minut Freudenthal wyrusza do Warszawy. Wszystkie bagaże spakowane, jego żona żegna się właśnie z Niemkami - pracownicami starostwa. "Ziuk" poleca "Czarnemu" przerzucić natychmiast sprzęt na miejsce zbiórki.

Tymczasem następują nieprzewidziane komplikacje. W pobliżu Miętnego słychać nagle odgłos strzałów. To dwaj żołnierze grupy garwolińskiej, strzelcy Kazimierz Stachowiak i Zygmunt Barcz, spotykają niespodziewanie w okolicy glinianek kilku żandarmów. Na widok Niemców młodzi chłopcy nie wytrzymują nerwowo i zaczynają uciekać. Żandarmi otwierają do nich ogień z broni krótkiej i rozpoczynają pościg. Stachowiak wpada w łany żyta i ucieka (poległ wkrótce w walce pod Wilgą), natomiast Barcz zatrzymuje się i zostaje aresztowany. Na szczęście nie ma przy sobie żadnych obciążających materiałów. Po trzech dniach aresztu udaje się go wydostać z rąk Niemców.

Na miejsce zbiórki oddziału przybywa jedynie 8 ludzi z grupy garwolińskiej. Oprócz Stachowiaka i Barcza nie stawia się jeszcze dwóch żołnierzy. Szczęśliwie dowieziono sprzęt i broń. Woźnicą, który je przywiózł, był brat st. wachm. "Sęka" Józef Jaworski. Natomiast nie stawia się grupa z Woli Rębkowskiej. Wywołuje to zrozumiały niepokój. Z przewidzianych 22 ludzi liczba uczestników zamachu maleje do 8! Znacznie również zmniejsza się siła ognia grupy atakującej, pozbawionej broni oddziału z Woli Rębkowskiej. Sytuacja staje się^ krytyczna. Poszukiwanie grupy "Świecia" zajęło zbyt dużo czasu. Niewiele go już zostało na zdobycie samochodu i dojazd do Starej Wsi. Dalsze czekanie grozi dotarciem na miejsce akcji już po przejeździe Freudenthala.

A zatem tylko 8 ludzi podejmuje trudne zadanie zgładzenia kata garwolińskiego. Są to: ppor. "Ziuk" (Wacław Matysiak) - dowódca akcji, st. sierż. "Czarny" (Jan Piesiewicz) i st. wachm. "Sęk" (Stanisław Jaworski) - zastępcy dowódcy oraz wachm. "Grześ" (Franciszek Lussa), plut. "Kruczek" (Stefan Zysk), st. 8trz. "Grab" (Stanisław Tobiasz), st. strz. "Brodacz" (Henryk Winek) i st. strz. "Szczupak" (Kazimierz Wielgosz).

Grupa opuszcza miejsce zbiórki i podąża lasem w kierunku odległej o 400 m szosy Warszawa - Lublin. Zapada w rosnących przy szosie krzakach. "Sęk" i "Kruczek" wychodzą, aby zarekwirować potrzebny im samochód. Na nieszczęście na szosie panuje ożywiony ruch. Przejeżdżają samochody różnych formacji SS i Wehrmachtu. Z pełną gotowością bojową, z bronią skierowaną w kierunku lasu. Powiat Garwolin Niemcy zaliczali do bardzo niebezpiecznych.

Upływają minuty. Nareszcie nadjeżdża kryty plandeką samochód ciężarowy, "Sęk" z "Kruczkiem" zatrzymują go. Staje. Lecz zanim schowani w krzakach zamachowcy zdołają podnieść się ze swych stanowisk, "Sęk" gwałtownie daje sygnał: kolumna w drodze! Wciskają się w ziemię. Tuż koło nich przejeżdżają samochody z żołnierzami formacji lotniczej. Co za napięcie! Przecież teraz kierowcy zatrzymanego samochodu w każdej chwili mogą wszcząć alarm. "Ziuk" obserwuje swoich żołnierzy. Są spokojni - to dobry znak. Kolumna niemiecka przejeżdża, a dwaj kierowcy ciężarówki, Polacy, nie awanturują się. Droga wolna! Podbiegają do samochodu.

"Czarny" i "Sęk" zajmują miejsca obok kierowców, "Ziuk" z pozostałymi żołnierzami ładują się pod plandekę. Samochód rusza. "Ziuk" analizuje sytuację. Nie jest najlepsza, do rozpoczęcia ataku została zaledwie godzina. Natomiast na dojście tam drogą okrężną obok Starej Wsi, potrzeba około 2,5 godziny. W tej sytuacji "Ziuk" podejmuje ryzykowną decyzję: pojadą samochodem na samo miejsce akcji. Nadrobią stracony czas, choć narażą się na niebezpieczeństwo spotkania z żandarmerią na lotnym posterunku w Starej Wsi.

"Ziuk" wydaje instrukcje siedzącym w szoferce zastępcom. Gdyby żandarmi chcieli zatrzymać samochód - przyhamować, ale nie zatrzymywać się. Gdy padną strzały - dodać gazu i szybko oddalić się. Ukryci pod plandeką żołnierze, z bronią gotową do strzału, mają obserwować szosę z obu stron i otwierać ogień jedynie na rozkaz wydany przez dowódcę akcji.

Samochód zbliża się do punktu kontrolnego. Lecz żandarmów nie widać! Wszyscy oddychają z ulgą. Teraz ciężarówka pędzi pełnym gazem. Wkrótce dojeżdża do celu. Wokół lasy. Chłopcy zeskakują z samochodu.

Zbliża się chwila rozprawy z katem. Oddajmy głos dowódcy akcji, ppor. "Ziukowi":

Oddział zapada w zaroślach tuż w pobliżu szosy. Wraz z zastępcami ustalam stanowiska ogniowe. Będziemy działać w trzech zespołach, każdy po dwóch żołnierzy. Odległość między stanowiskami około 50 m. Zadanie dla zespołów uzależnione jest od kolejności samochodu Freudenthala, który w czasie jazdy często przemieszczał się w szyku; raz jechał na przodzie, a innym razem za samochodem eskorty. Stanowisko pierwsze (od strony Warszawy): "Czarny" (dowódca stanowiska) i "Brodacz". Uzbrojenie: l peem "sten", 2 pistolety "vis", 4 granaty ręczne, 2 butelki zapalające. Zadanie: jeżeli Freudenthal jedzie pierwszym samochodem, nie strzelać do niego, ogień otworzyć do samochodu eskorty, a jeżeli jedzie w tyle kolumny - ogień otworzyć wyłącznie do samochodu Freudenthala.

Poza tym "Czarny" i "Brodacz" ubezpieczają z kierunku Warszawy.
Stanowisko drugie (środkowe): "Ziuk" i "Grześ". Uzbrojenie: l erkaem "browning", l peem "sten", 2 pistolety "vis" i 4 granaty ręczne. Zadanie: obojętne w jakiej kolejności jedzie Freudenthal, ogień kierować wyłącznie na jego samochód. Na "Ziuku" i "Grzesiu" spoczywa zadanie zatrzymania samochodu i dokonania likwidacji. Stanowisko trzecie (od strony Garwolina): "Sęk" (dowódca stanowiska) i "Grab". Uzbrojenie: l peem "sten", 2 pistolety "vis", 4 granaty ręczne, 2 butelki zapalające. Zadanie: cala uwagę skierować na Freudenthala.

W wypadku zatrzymania samochodu Kreishauptmanna przez pierwsze dwie dwójki ogień skierować na samochód eskorty oraz w miarę możliwości włączyć się do wykonania głównego celu. I ubezpieczać teren od strony Kolbiel - Garwolin.

"Kruczek", uzbrojony w peem "sten", pistolet "vis", 3 granaty ręczne i butelkę z płynem zapalającym, udaje się na punkt obserwacyjny, położony 300 metrów w kierunku Warszawy. Jest w ubraniu robotnika drogowego. Najlepiej zna samochód, w którym jedzie Freudenthal. Znakiem umownym przekaże czy oczekiwane samochody nadjeżdżają i w jakiej kolejności jedzie Freudenthal. Do pilnowania kierowców samochodu, który przywiózł oddział, oraz do zatrzymywania przechodniów - od chwili zajęcia stanowisk ogniowych do momentu zakończenia walki - zostaje wyznaczony "Szczupak", uzbrojony w pistolet "vis" i granat ręczny. Ustalono kierunek odwrotu i miejsce zbiórki w wypadku rozproszenia oddziału.
Godzina 17. Grupy zajmują stanowiska bojowe! "Kruczek" tkwi w punkcie obserwacyjnym, "Grześ", zamaskowany małymi sosenkami, usadawia się z erkaemem na samym brzegu wykopu. Jego zadanie: ogniem z erkaemu zatrzymać samochód wiozący Freudenthala. Ruch na szosie duży, szczególnie z kierunku Warszawy. Większość samochodów wypełniona wojskiem.

17.30. "Kruczek" przekazuje umówiony sygnał. Freudenthal jedzie pierwszym samochodem! Samochody szybko zbliżają się. Odległość gwałtownie maleje. Zerkam na "Grzesia". Z całym spokojem prowadzi samochód na muszce. Już 50, 30 metrów. Wreszcie słychać gwałtowny jazgot erkaemu. To "Grześ" ładuje serię w silnik samochodu.

Samochód gwałtownie skręca w lewo i wpada przodem do rowu naprzeciw naszych stanowisk, po drugiej stronie szosy. Spostrzegam górne krawędzie otwierających się drzwi. Wykorzystując naturalną osłonę, Niemcy wysypują się z samochodu i zajmują stanowiska ogniowe na skarpie szosy. Zaczynają ostrzeliwać się. Rozgorzała walka. Widzę czołgającego się kierowcę samochodu. Podrywa się i ucieka w kierunku Kołbieli. Słyszę serię z peemu z lewej strony, to "Czarny" strzela do samochodu z eskortą.

Za moment wóz ten z dużą szybkością przemyka przed lufami drugiego stanowiska. Nasz ogień jest jednak prowadzony wyłącznie na grupę Freudenthala nie angażujemy się w walkę z eskortą i pozwalamy jej uciec. Znowu seria z prawej strony. Tym razem "Sęk" strzela do samochodu eskorty, która umyka, nie podejmując walki. "Sęk" poleca więc "Grabowi" obserwować drogę w kierunku Kolbiel-Garwolin, a sam włącza się do walki, atakując ogniem z flanki. Gwałtowna strzelanina. Strzały Niemców są niecelne. Nasz ogień nie pozwala im na otwarte prowadzenie walki. Wyraźnie grają teraz na zwłokę. Postanawiam zwiększyć silę rażenia. Rzucam granat, który niestety nie wybucha. Tymczasem z kierunku Warszawy nadjeżdża kilkanaście samochodów z Wehrmachtem. Niemcy słyszą odgłosy walki, Kolumna zjeżdża na prawą stronę i zatrzymuje się w odległości około 150 metrów od naszych stanowisk. Niemieccy żołnierze wyskakują z samochodów i zapadają w rowie obok szosy.

Podejmuję decyzję, która moim zdaniem powinna szybko rozstrzygnąć walkę. Rozkazuję "Grzesiowi" nadal prowadzić ogień, a sam z grupą "Sęka" postanawiam uderzyć na broniących się Niemców od tyłu. Przebiegamy we trójkę szosę, wychodząc na stanowiska nieprzyjaciela z przeciwnej strony lasu. W odległości około 10 metrów widać jak na dłoni Niemców. Jeden z osłony już nie żyje. To na pewno "Sęk" zgasił go ogniem flankowym. Freudenthal jest ranny. Strzela jeszcze w kierunku "Grzesia", ale jego ruchy są powolne. "Sęk" błyskawicznie krótką serią likwiduje Niemca z osłony. Ja strzelam z peemu do Freudenthala. Jednocześnie "Sęk" ładuje w niego serię ze swojego "stena" (dostał 17 kul). Freudenthal wypuszcza pepeszę z rąk. Stacza się ze skarpy i odwraca twarzą ku górze.

Ogarnęła nas radość. Wreszcie koniec z nim! Podbiegam do samochodu, zabieram teczkę z dokumentami i broń osobistą Freudenthala - pistolet typu "mauser". "Sęk" i "Kruczek", który zdążył wrócić z punktu obserwacyjnego, zabierają resztę broni i dokumenty zabitych.

Rezultat akcji: zabito trzech Niemców, a wśród nich Freudenthala, zdobyto teczkę z ważnymi dokumentami oraz l pepeszę, l peem, 3 pistolety ręczne, 2 kbk i dużo amunicji (Freudenthal jeździł stale z pepeszą). Od strony Warszawy droga jest całkowicie zablokowana samochodami. Przebiegamy powtórnie szosę. Sprawdzam stan oddziału. Brak tylko "Szczupaka", który pełnił nadzór nad kierowcami i przechodniami. Po chwili i on dołącza do oddziału. Są wszyscy. Robimy odskok w lasy.

Zadanie wykonane. Teraz trzeba bezpiecznie wycofać się i wrócić do Garwolina.

Kolumna wojskowa, która zatrzymała się w odległości około 150 m od miejsca akcji, okazała się kompanią wojsk łączności, podążających na wschód. Słysząc strzelaninę, żołnierze wyskoczyli z samochodów i zajęli pozycje w przydrożnych rowach, lecz nie włączyli się do walki. Niezależnie od kolumny wojskowej zgromadziło się kilkanaście samochodów prywatnych, wśród nich jeden z Garwolina. Pasażerowie tej ciężarówki w obawie przed pociskami leżeli na podłodze. Później opowiadali, że widzieli oddział partyzantów w sile około 200 ludzi. Strach ma wielkie oczy.

Kierowca samochodu Jan Zimny nie odniósł żadnych obrażeń. Według jego relacji, seria strzałów z erkaemu ugodziła w przód wozu i wytrąciła mu z rąk kierownicę. Samochód wpadł do rowu. Zimny wysunął się i wyczołgał z pola rażenia. Przebiegł 3 kilometry i zgłosił się na posterunku żandarmerii w Kołbieli. Należy tu przypomnieć, że Freudenthal zatrudniał dwóch kierowców i obaj byli Polakami. Był przekonany, że uchroni go to od zamachu. Jeden z tych kierowców, Stanisław Lussa (stryj "Grzesia"), był członkiem komórki wywiadu i dostarczył wiele cennych informacji o Freudenthalu. Drugi, Jan Zimny, do konspiracji nie należał i nic o przygotowaniach do zamachu nie wiedział. Zresztą atakujący byli poinformowani, kto prowadzi samochód Freudenthala i starali się oszczędzić kierowcę.

Powróćmy do dalszych wydarzeń. Gdy rozstrzygały się losy Freudenthala, z pola walki umykał samochód jego osobistej eskorty. Znajdowało się w nim 6 Niemców pod dowództwem oficera SS Lorentza. W wyniku ostrzelania przez partyzantów jeden żołnierz został ranny, uszkodzono też nadwozie. Wóz mknął w kierunku Garwolina, nie zatrzymując się w Kołbieli i nie zawiadamiając o zamachu żandarmów oczekujących na Freudenthala. Stan nerwów tych "bohaterów" nie był najlepszy, skoro dopiero po pół godzinie zdołano od nich wydobyć informacje o wydarzeniu. I dopiero wtedy żandarmeria w Garwolinie zawiadomiła wszystkie pobliskie jednostki, nakazując przeszukanie okolicznych lasów.

Tymczasem zamachowcy, odskoczywszy na odległość około 3 kilometrów od miejsca walki zatrzymali się, aby przejrzeć broń i uzupełnić amunicję w magazynkach. Posuwano się lasem, ubezpieczając się i zachowując wzmożoną czujność. Na wysokości Celestynowa szperacze zasygnalizowali dużą grupę Niemców. Oddział zaszył się w młodym zagajniku. Wkrótce około 50 Niemców pomaszerowało w kierunku Celestynowa.

Było to ostrzeżenie, że Niemcy rozpoczęli przeczesywanie lasów. Należało poruszać się szczególnie ostrożnie i powoli. Dopiero po wejściu w większe kompleksy leśne żołnierze poczuli się bezpieczni. Około godziny 23 zmęczeni i głodni dotarli do wsi Zabieżki. Jeden z gospodarzy odwiózł ich pod wieś Krystyna, skąd przeszli lasami do Woli Rębkowskiej. Po ukryciu broni powrócili do swoich domów. Porucznik "Ziuk" złożył meldunek o przebiegu akcji komendantowi obwodu, mjr "Marcinowi".

Wieść o likwidacji Freudenthala szybko rozeszła się po terenie, wywołując mieszane uczucia. Z jednej strony - radość z powodu kary, jaka spotkała okrutnego Kreishauptmanna, z drugiej - strach przed represjami, jakie spaść mogły na mieszkańców Garwolina.

Na zemstę okupanta nie czekano długo. Ofiarami nie stali się jednak mieszkańcy powiatu. Wczesnym rankiem 8 lipca 1944 r. przywieziono z warszawskiego Pawiaka 30 więźniów. Zakładników tych z zagipsowanymi ustami rozstrzelano w Garwolinie na skarpie przebiegającej przez środek miasta szosy Warszawa - Lublin, tuż za mostem przez Wilgę.

Ciała zamordowanych wywieziono ciężarówką. Wkrótce czerwone plamy na skarpie pokryła gruba warstwa kwiatów. Był to ostatni krwawy akt związany z osobą Freudenthala...

BÓG HONOR OJCZYZNA!!!
X