Masakra w Katyniu

Hauer88 • 2012-04-23, 18:51
21
Dr. William Pierce wyjaśnia co naprawdę wydarzyło się w Katyńskim lesie w 1940.



128
Edmund Kolanowski nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Ojciec, który ledwo uszedł z życiem z obozu koncentracyjnego, po wojnie zatrudnił się w fabryce spirytusu - i niemal nie trzeźwiał. Awanturował się i bił żonę, która nigdzie nie pracowała, bo zajmowała się domem. Gdy syn wstawiał się za nią, obrywał. Ale matka nie była mu za to wdzięczna. Kiedyś w złości powiedziała: "Żałuję, że nie utopiłam cię w pierwszej kąpieli".

Jeszcze przed narodzinami Edmunda zmarł jego starszy brat Andrzej. Miał dwa lata. Matka nie umiała się z tym pogodzić, wciąż jeździła na grób, zabierając Edka. Chłopiec spędza dzieciństwo na miłostowskim cmentarzu.
Nie chodzi do żłobka ani przedszkola. Ma skazę wysiękową: twarz cała w ranach i strupach, więc inne dzieci, bojąc się zarażenia, nie bawią się z nim.
Jest nieśmiałym dzieckiem, unika kolegów. A kiedy idzie do szkoły, uczy się marnie, łapie dwóje z polskiego i zachowania. Powtarza pierwszą klasę, potem trzecią i piątą. Aż lekarz stwierdza, że pomóc może tylko zamknięty zakład dla nerwowo i psychicznie chorych. Diagnoza: nadpobudliwość ruchowa.
Gdy po latach milicjanci zapytają o wspomnienia z pobytu, opowie im o sekcjach zwłok w szpitalnym prosektorium, które podglądał, siedząc na drzewie z kolegami. I o zabawach w grobowcach na zniszczonym, poniemieckim cmentarzu: "Nie przerażał mnie widok kościotrupów w trumnach"

Dzieciństwo to bardzo intensywny czas zarówno w rozwoju psychicznym jak i fizycznym człowieka. Kształtują się wtedy nasze postawy, uczymy się odgrywania ról społecznych, zdobywamy bazowe bezpieczeństwo i ufność wobec świata rozwiązując pierwszy Ericksonowski kryzys tożsamości. W przypadku Edmunda Kolanowskiego ciężko mówić o środowisku rodzinnym sprzyjającym pozytywnemu rozwiązaniu tego kryzysu. Osoby, dla których świat wydaje się być wrogim miejscem stają się zdystansowane oraz mają problemy w nawiązywaniu prawidłowych relacji interpersonalnych.
Socjologowie wyrażają poglądy, że główną przyczyną przestępczości są czynniki zewnętrzne, a nie biologiczne, czy psychologiczne uwarunkowania. W przypadku Edmunda Kolanowskiego można mówić o środowisku rodzinnym sprzyjającym rozwojowi mechanizmów przestępczych ze względu na obecność przemocy, alkoholu i braku prawidłowych więzi.

Jeśli chodzi o rozwój aktywności seksualnej zaczyna się ona wraz z pojawieniem się we krwi tzw. hormonów płciowych. Ale u człowieka, w odróżnieniu od zwierząt treść aktywności nie jest dokładnie określona, owszem występuje zapotrzebowanie na pewien rodzaj aktywności, jednak podmiot nie jest do końca świadomy zawartych w niej treści. Ukształtowanie odpowiednich form aktywności wymaga uczenia się. Proces ten następuje podczas dokonywania samodzielnie różnych prób a także pod wpływem informacji otrzymywanych z różnych źródeł. W przypadku małego Edmunda źródłem byli głównie rówieśnicy. W wyniku badań seksuologicznych wykazano, że Edmund zaczął odczuwać potrzeby seksualne w wieku 10 lat. Wtedy właśnie z kolegami rozpoczął masturbację, wyjątkowe są jednak jej okoliczności. Podczas podglądania sekcji zwłok, na cmantarzach wśród rozbitych grobowców chłopcy masturbowali się indywidualnie i zbiorowo.


Kiedy Edmund ma 15 lat, zaczaja się na dziewczyny przy Akademii Medycznej i technikum w okolicach MTP. Wkłada im rękę pod sukienki, łapie za majtki. W tym samym czasie próbował kilkakrotnie bez powodzenia odbyć stosunek płciowy z rówieśnicami. Nieudane próby nawiązania kontaktu seksualnego powodowały w nim frustracje oraz wciąż rosnące napięcie. Przy kolejnym podejściu, które skończyło się niepowodzeniem Edmund K. wbija sobie w brzuch nóż w celu rozładowania wciąż rosnącego napięcia.

Kradnie damską bieliznę suszącą się na sznurkach. Potem przynosi ją do domu, zakłada na siebie, onanizuje się. A potem bieliznę chowa - jak skarby - na podwórku. Zdaje się to być jedyny sposób na zaspokojenie potrzeby seksualnej. Kobieca bielizna staje się obiektem seksualnym, Edmund unika niepowodzeń, jednak jest to dla niego wciąż niewystarczające. W wieku 22 lat umawia się z prostytutką, która uczy go kilku pozycji. Edmund odbywa swój pierwszy pełny stosunek seksualny.


Skupmy się na rozwoju motywacji seksualnej Edmunda na tym etapie jego życia. Początkowo kierował nim jedynie popęd seksualny, jego niezredukowanie doprowadziło do samouszkodzenia. Jednak to nie tylko popęd decyduje o czynnościach seksualnych. Czynności te mogą być także pobudzane przez pewne motywy.
W przypadku Edmunda były to motywy hedonistyczny- związany z osiągnięciem satysfakcji seksualnej, oraz ipsocentryczny- który pobudza do czynności seksualnej ze względu na jej znaczenia dla potwierdzenia swojej męskości. Natężenie czynności seksualnych regulują wtedy takie odczucia jak niepewność co do własnych możliwości seksualnych czy lęk przed utratą męskości. Te właśnie motywy sprawiły, że Edmund postanowił podszkolić się, aby jego próby zaspokojenia się nie kończyły się fiaskiem.

Po lekcjach z nauczycielką (swoją drogą, seksuolog rozwiązał by jego problem ) Edmund odzyskał wiarę w siebie, potrafił nawiązać satysfakcjonujące kontakty z kobietami, co zaowocowało jego ślubem w 1970 roku. Z tego związku zrodziło się pierwsze dziecko Edmunda. Jednak gdy jego żona, z obawy przed kolejną ciążą odmawia stosunków płciowych, deprywacja potrzeby seksualnej pchnęła Edmunda w nieznanym mu wcześniej kierunku.


Zgodnie z behawiorystyczną teorią warunkowania Edmund, przez masturbację na cmentarzach i przy sekcjach zwłok pozytywnie uwarunkował się na zwłoki i wszystko, co związane ze zgrozą. Niczym pies Pawłowa, śliniący się do lampki, odczuwał podniecenie seksualne, gdy w pobliżu znajdowały się zwłoki.

Edmund i jego żona dzielili mieszkanie z dwiema starszymi kobietami. Gdy jedna z nich umarła, a Edmund został z jej zwłokami sam, postanowił wykorzystać tę okazję, rozebrał zwłoki, dotykał ich, wkładał palce do pochwy denatki i masturbował się.
Tego samego roku dokonał on pierwszego morderstwa na przygodnie poznanej kobiecie. Poznał ją w pociągu, mieli udać się do jej domu w celu odbycia stosunku płciowego, jednak Edmund zmienił plany i po drodze zabił ją uderzając konarem drzewa kilkakrotnie. Gdy upewnił się, że jest martwa, wyciął jej narządy płciowe, których następnie używał do celów masturbacyjnych. Następnie zaczął napadać na kobiety, grozić im, a następnie uciekal i masturbował się.

Z obawy przed poniesieniem odpowiedzialności za napady postanowił pozyskiwać ciała kobiet z grobów. W 1972 roku zakradł się na jeden z poznańskich szpitali, rozkopał grób w którym znalazł częściowo zgniłe ciało kobiety, z którym próbował odbyć stosunek, ponieważ było to technicznie niewykonalne dewiant zadowolił się masturbacją.


Wizja lokalna na cmentarzu. Kolanowski pokazuje miejsce, z którego wykopywał trumny




W międzyczasie aresztowano go za wcześniejsze napady na kobiety i odbył karę 7 lat pozbawienia wolności. Gdy opuścił więzienne mury odbywał stosunki seksualne z przypadkowymi kobietami, jednak nie były one dla niego satysfakcjonujące. Jego uwarunkowania z dzieciństwa sprawiły, że zaspakajał się tylko przy zwłokach kobiet, mimo, że był od zdolny do odbywania stosunków płciowych.

W 1980 roku K. postanowił poszukiwać kolejnych zwłok w celach seksualnych. Skutecznie zakradał się do cmentarnych kaplic, wycinał kobietom narządy płciowe oraz piersi i w papierowych torbach zabierał do domu, gdzie przyszywał je do wcześniej wykonanego ze szmat i ubrań manekina, z którym później odbywał stosunki seksualne, podczas których przemawiał do manekina jak do kobiety, uwodził go, rozbierał, pieścił.


Po kilkakrotnym użyciu palił kawałki ciał w piecu. Od tej pory postępował w identyczny sposób za każdym razem, gdy zdobył narządy płciowe.


Piec kaflowy w mieszkaniu Kolanowskiego




Tego samego roku Edmund poznaje Gabrielę i wprowadza się do niej. Swoje praktyki seksualne wykonuje w komórce przy domu, do której jedynie on ma klucz. Płodzi kolejne dziecko … i znów zaczyna zabijać.
Jego drugą ofiarą była młoda kobieta, trzecią jedenastoletnia dziewczynka. Obu ofiarom Edmund wyciął narządy płciowe i postąpił tak, jak robił to wcześniej. W międzyczasie znów zakradał się do cmantarnych kaplic i rozkopywał świeże groby.

Milicja, mimo, że nie rozgłaszano tego publicznie, od dawna „polowała” na mordercę i profanatora kobiecych zwłok. Od kilku miesięcy obserwowała cmentarze. Priorytetem było znalezienie człowieka, który wycina kobietom narządy rozrodcze. Przez jednakowość obrażeń śledczy nie mieli wątpliwości – wszystkie te zbrodnie mają jednego sprawce.

Kiedy w 1983 roku Edmund udał się do kina na horror Wilczyca (do obejrzenia na jutubie lub vod onet), odczuwał tak silne podniecenie seksualne, że zapragnął po raz kolejny zdobyć kobiece narządy.

Fragmenty "Wilczycy"



Jednak pułapka na niego była już zastawiona. Podczas gdy K. wycinał narządy kolejnym zwłokom, spłoszyli go funkcjonariusze MO. Mimo, że uciekł, po kilku dniach został aresztowany.

Przyjrzyjmy się teraz morderstwom, jakich dokonał K. od strony kryminologicznej. FBI ustaliło kryteria, według których analizuje scenę przestępstwa

1. Faza przedkryminalna: przejawem tego stadium jest fantazjowanie na temat osiągnięcia zaspokojenia seksualnego w sposób niezgodny z prawem, najczęściej treść fantazji przejawia się w rytualizacji przestępstwa, co opisuje druga faza cyklu przestępczego. W przypadku pana K. fantazje te od zawsze krążyły wokół śmierci, zwłok, miejsc z których zionie grozą. Jednak to stosunek z martwą kobietą, a raczej jej narządami były główną treścią fantazji, nie czerpał on przyjemności z samego zabijania.

2. Stopień zorganizowania sposobu popełnienia przestępstwa: zdawać by się mogło, że morderca zabijał swoje ofiary w sposób zrytualizowany: za każdym razem wycinał im narządy płciowe w taki sam, precyzyjny sposób. Jednak poza tym zarówno ofiary, jak i miejsce przestępstwa wybierane były losowo, najczęściej stawały się nimi, ze względu na okoliczności: Pierwsza ofiara zginęła, bo Kolanowski bał się niesatysfakcjonującego seksu, druga w celu rozładowania stresu i napięcia wywołanego kradzieżą, trzecia – 11 letnia Alina zginęła, ponieważ Edmund nie znalazł na cmentarzu żadnego świeżego grobu. Ofiary były zróżnicowane zarówno wiekowo, jak i pod względem cech fizycznych.

3. Trzecia faza morderstwa – uprzątnięcie sceny przestępstwa. Trzeba przyznać, że nasz dwiant, nie był zbyt roztropny jeśli chodzi o ukrywanie zwłok. Najczęściej porzucał je okaleczone, w rowach, czy w lesie. Podobnie z resztą postępwał, gdy profanował zwłoki.

4. Czwarta faza – postkryminalna zawiera w sobie reakcje sprawcy na popełniony przez siebie czyn. Edmund zdawał sobie sprawę, że napaści na kobiety i morderstwa w celu pozyskania narządów płciowych są bardziej niebezpieczne, niż wykopywanie zwłok. Zabijanie nie było jego głównym celem.


Gdy Edmund K został aresztowany przyznał się do postawionych mu zarzutów, współprcował z milicją.

Wizja lokalna na Naramowicach. Kolanowski pokazuje, jak zabił i ukrył ciało 11-letniej Aliny





Był też poddany różnym badaniom. Po szczegółowej analizie wszystkich uwarunkowań i mechanizmów kierujących postępowaniem Kolanowskiego, biegli sformułowali następujące wnioski seksuologiczne.

1. Potrzeba seksualna Edmunda jest ukierunkowana heteroseksualnie i jej siła mieści się w granicach fizjologicznej normy
2. Badany posiada rozległe zaburzenia w sposobie realizacji potrzeby seksualnej, przejawiające się zboczeniami płciowymi: fetyszyzmem i nekrofilią
3. Edmund K nie utracił zdolności do normalnego współżycia seksualnego, a jego dewiacje nie były wynikiem impotencji.
4. Dokonane zabójstwa były wykonane na tle seksualnym, nie były to jednak zabójstwa z lubieżności.



Kolanowski zabijał, bo nie potrafił zniwelować napięcia seksualnego. Rozładowywał więc agresję na przypadkowo spotkanych osobach. Ale dopiero po zabójstwie przystępował do zaspokajania popędu.

Jakie mogły być przyczyny rozwoju dewiacji Edmunda?



W teoriach na temat rozwoju dewiacji, jako główną przyczynę podaje się treści fantazji towarzyszących masturbacji w wieku młodzieńczym.
Patrząc na życiorys Edmunda Kolanowskiego można doszukać się wielu psychogennych czynników prowadzących do trudności i zaburzeń seksualnych.

1. Czynniki osobowościowe
a) niska samoocena, zahamowania i stłumienie seksualne
b)kompleksy


2. Czynniki związane z rozwojem psychoseksualnym
a)kompleks onanistyczny
b)doświadczenia dewiacyjne
c) odrzucenie przez płeć przeciwną
d) patologiczna inicjacja seksualna (?- tu nie jestem do końca pewna, czy uznać seks z prostytutką jako patologię :hitler: )


3. Czynniki rodzinne
a) niewłaściwa atmosfera wychowawcza
b) nieudane małżeństwo rodziców
c)despotyczny ojciec
d) wczesnodziecięce konflikty


Edmundowi postawiono następujące zarzuty:

 profanacji zwłok zmarłej sąsiadki,
 w 1972 (w wieku 25 lat) – wykopania zwłok i profanacji,
 w lipcu 1980 – okaleczenia zwłok znajdujących się w kaplicy cmentarnej w Nowej Soli,
 27 października 1980 – morderstwa i okaleczenia zwłok kobiety (21 lat, zwłok nie znaleziono), poznanej na dworcu PKP w Poznaniu, w Baborówku,
 16 marca 1981 – morderstwa kobiety (20 lat) w Warszawie (Wawer),
 26 lutego 1982 – porwania i okaleczenia zwłok kobiety z kaplicy cmentarnej na Naramowicach,
 4 listopada 1982 – morderstwa i okaleczenia zwłok dziewczynki (11 lat) na Naramowicach,
 29 listopada 1982 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie,
 28 stycznia 1983 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie

4 czerwca 1985 r. Edmund Kolanowski został skazany na karę śmierci przez powieszenie. 28 lipca 1986 r. wyrok wykonano.


Szubienica w celi śmierci

II wojna światowa

ZimnySkurwiel • 2012-04-15, 18:23
254
Rzadkie ujęcia z II wojny światowej
Muzyka to Hans Zimmer - Another Brick In Hadrians Wall


Groupies Hitlera czyli o nazistkach

Plastikowy__Pan__Jezus • 2012-04-15, 00:16
35
Gigantyczna sala wypełniona po brzegi. Wyniosła mównica, a w tle ogromny sztandar ze swastyką. Tłum faluje, Adolf Hitler gestykuluje żywo przemawiając z pasją, a gdzieś pomiędzy brunatnymi mundurami skrzą się setki wpatrzonych z uwielbieniem kobiecych oczu. Tak, to one… darzące go uwielbieniem, nieraz wręcz bałwochwalczą miłością. Groupies Hitlera!


Adolf otoczony pięknymi Niemkami :nazimaja:



Z perspektywy czasu ciężko wyobrazić sobie Hitlera jako bożyszcze kobiet. A jednak, kanclerz Rzeszy musiał mieć według ówczesnych Niemek „to coś”. Uważały go za połączenie nadczłowieka, ojca narodu i… dzikiej bestii. Słowem za kwintesencję męskości w jednej osobie! Aż trudno uwierzyć, jak wiele kobiet padało ofiarą jego uroku. Z racji liczby korespondencyjnych wielbicielek zapatrzonych w swego ukochanego wodza i posyłających mu tysiące listów, Kancelaria III Rzeszy musiała stworzyć osobny pion i oddelegować do niego szereg pracowników. Tak powstało specjalne archiwum na „kobiece gryzmoły”, do którego trafiło kilkadziesiąt tysięcy mniej lub bardziej osobistych przesyłek od wielbicielek.
Zanim za Diane Ducret – autorką książki „Kobiety dyktatorów” – zacytuję kilka interesujących fragmentów owej korespondencji, muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, żadna cytowanych kobiet nigdy osobiście nie spotkała Hitlera i nie zamieniła z nim nawet słowa (wszystkie znały go wyłącznie z wieców, przemówień radiowych, gazet i „Mein Kampf”, ewentualnie widziały go gdzieś tam, kiedyś tam, z oddali). Po drugie, wśród oddanych wyznawczyń Führera odnajdujemy cały przedział wiekowy i klasowy, od młodych dziewcząt do starszych pań, od kur domowych, po arystokratki.

Młode nazistki zachowujące się na widok Hitlera, jak amerykańskie nastolatki na widok Biebera.


Nazistki listy piszą
List od niejakiej Friedel S., która nie pozostawia wątpliwości co do swoich intencji (rok 1935):
Pewna kobieta z Saksonii bardzo pragnie mieć z Panem dziecko. Oczywiście jest to pragnienie dość niezwykłe […].


Może ta wzruszona niewiasta też pisała płomienne listy do wodza?


Pragnę i równocześnie drżę z obawy. Ten list może do pana nie dotrzeć. Może nie ma Pan czasu na dziecko. Może czuje się Pan zbyt stary, by mieć dziecko, i już dawno porzucił Pan tę, jego zdaniem, nierealną myśl. Mimo wszystko powinien Pan dać początek nowemu życiu. Jest to moim największym marzeniem, do którego spełnienia dążę ze wszystkich sił mego serca.

Gorący list od baronowej von Kilvein, przebywającej podówczas aż w Egipcie (rok 1938):

Jednak wszystko uległ zmianie, gdy zrozumiałam, że moją odnową jest Pan, Panie Hitler. […] Wszystko rozświetliło się miłością tak wielką, miłością do mego Führera, mojego mistrza, że czasem chciałabym umrzeć wpatrzona w Pana fotografię, by już nigdy niczego innego nie oglądać oprócz Pana. […]

List od pewnej kury domowej z Berlina oprócz skargi na nadmiar prania, cerowania, czy brzydką pogodę zawiera w sobie obraz uwielbienia (rok 1939):

[…] Ciągle przeglądam Twoje fotografie i kładę je przed sobą, nim je ucałuję. Tak jest, mój kochany, mój najdroższy, mój dobry Adolfie, miłość jest szczera jak złoto […]. Poza tym, mój drogi, teraz mam już nadzieję, że otrzymałeś moją paczkę z ciastem i że też będzie Ci bardzo smakowało. Wszystko, co Ci posyłam, płynie z czystej miłości.


I znów Hitler otoczony wianuszkiem kobiet...


Niejaka Ritschi w nosie miała protokół i dobre obyczaje i pisała do Hitlera bardzo bezpośrednio. Ten jeden, króciutki list przytoczę w całości. To, że nigdy nie zamieniła z Führerem słowa nie było dla niej problemem (rok 1941):


Drogi Adi!
Pewnie będziesz za mną tęsknił odrobinę. Pragnę Ci jeszcze posłać fotografię, jako symbol mojej miłości. Zatem dołączam moje maleńkie zdjęcie. Przypominam na nim Madonnę na nieboskłonie. Czasami jestem bardzo smutna. 23 lipca jadę do mego rodzinnego kraju. Na pewno byłeś już w Karlsbadzie… Tam jeszcze częściej będę o Tobie myślała.
Gorące pocałunki dla Ciebie, moja Ty dzika Bestio.


Kobieta, która podpisała swój list jako Twoja dziewczynka Jose wpadła chyba nawet w lekkie urojenia i zwracała się do kanclerza jak do swojego kochanka… dosłownie (rok 1941).

Czy dużo myślisz o Twojej Jose? Naprawdę? Naprawdę? Zachowaj mnie moja wierna miłości, pozostaję cCi wierna i dobra dla Ciebie na wieki, nie martw się o mnie. […] Ale radujmy się wojną. Dobrze? Dobrze? Mój Drogi. Dziękuję Ci także za tę Twoj miłość, za wierność, za wszystko, co piękne. Jesteś taki uroczy i dla mnie dobry. […] Opowiedziała Ci wszystko, pozwól, że mocno przycisnę Cię do serca, i przyjmij najszczersze i najserdeczniejsze pozdrowienia, mój wierny kochanku Adolfie Hitlerze.

Na koniec list od pani Rosy M., nieszczęśliwej mężatki, której stadło umarło gdy pokochała Adolfa Hitlrea, a która zdecydowała się wreszcie wyznać mu swoje uczucia (rok 1944):


Mój mąż stał mi się obcy, dlatego tylko, że w sercu noszę kogoś Lepszego. […] Tyle do Ciebie czuję, miłość między nami dwojgiem jest już silnie ugruntowana. Z każdym dniem pojmuję dzięki Tobie tyle rzeczy, że rozumiem każdy znak. Chcę być tylko Twoja. […]

To tylko drobna próbka możliwości szalonych fanek kanclerza Trzeciej Rzeszy. Jak podaje Diane Ducret, Hitler otrzymał więcej listów od fanek niż dinozaur rocka Mick Jagger i wszyscy beatlesi razem wzięci! Z jednej strony powściągliwy w kontaktach z płcią przeciwną przywódca narodowych socjalistów zżymał się na dźwięk tych nieraz bardzo płomiennych, wręcz nieprzyzwoitych wyznań. Z drugiej jednak kazał przygotowywać ich streszczenia i traktował je jako… doskonały barometr nastrojów społecznych

Człowiek Hitlera, człowiek sukcesu! Jak naprawdę wyglądała

Plastikowy__Pan__Jezus • 2012-04-14, 23:55
38
Wojna przegrana, führer nie żyje, Trzecią Rzeszę szlag trafił, a stolica zdobyta. Trzeba jakoś urządzić się w nowej rzeczywistości! Szybko się okazało, że naziści doskonale odnajdują się w ponazistowskich warunkach…
Niemieccy naziści z końcem wojny wcale nie rozpłynęli się w powietrzu. Żyli dalej, czasem na niższym poziomie, czasem nawet wygodniej i wystawniej niż dotąd. Ci, którym się trochę poszczęściło lub byli bardziej obrotni, otrzymywali ciepłe posadki urzędników państwowych. Inni szukali sobie nowych zajęć, a jeszcze kolejni zwyczajnie zaszywali się gdzieś poza granicami ojczyzny ciemiężonej przez zwycięzców.
Tymczasem w ponazistowskich Niemczech wyrastało kolejne pokolenie, którego przedstawiciele nie zdawali sobie nieraz sprawy, że tatuś czy ulubiony wujek służyli w gestapo lub dokonywali zbrodni na ludności cywilnej. Większość wolała nie dociekać prawdy. Niektórzy stawiali jednak niewygodne pytania – chociażby o to, jak owym krewnym udało się uniknąć odpowiedzialności. Szybko dowiadywali się, jak w praktyce wyglądała po wojnie procedura denazyfikacji. Przyjrzymy się temu od podszewki okiem Jensa-Jürgena Ventzkiego, syna hitlerowskiego nadburmistrza Łodzi. Chcąc zmierzyć się z nazistowską przeszłością swojego ojca Wernera, zebrał on całkiem interesujący materiał. Teoretycznie to jednostkowy przypadek. W praktyce odzwierciedla on perypetie wielu nazistów. A wszystko zaczęło się w roku 1946…
Po kilkunastu miesiącach internowania były nadburmistrz Łodzi (nazistowskiego Litzmannstadt) opuścił obóz. Pomimo współodpowiedzialności między innymi za deportacje Polaków z podległego mu miasta oraz likwidację tamtejszego getta i wywiezienie jego mieszkańców do obozu w Kulmhof, gdzie zostali zgładzeni, zbrodniarz szybko dostał szansę wykpienia się od jakiejkolwiek kary.

Jak właściwie wyglądała ta denazyfikacja?
W brytyjskiej strefie okupacyjnej, gdzie mieszkała rodzina Ventzkich, proces denazyfikacji popleczników Hitlera przebiegał bardzo sprawnie i… pobieżnie. Nazistów podzielono na pięć kategorii:
główni winni (Hauptschuldige)
obciążeni (Belastete)
obciążeni w mniejszym stopniu (Minderbelastete)
współpodążający (Mitläufer)
uwolnieni od zarzutów (Entlastete)


Dumny nazista został poniżony zakwalifikowaniem do pośleniej kategorii. Paskudna potwarz!


Do pierwszych dwóch kategorii zaliczano tylko zbrodniarzy wojennych oraz członków organizacji zbrodniczych określonych przez Trybunał Norymberski. Reszta nazistów kwalifikowana była do pozostałych trzech grup. Ogólnie rzecz biorąc denazyfikacja nie przedstawiała się jakoś imponująco. Jak podaje Jens-Jürgen Ventzki w książce „Cień ojca”, przykładowo w Szlezwiku-Holsztynie w 1948 jedynie 0,5 procenta poddanych jej osób zakwalifikowanych zostało do kategorii „winni„, a pozostałe 99,5 wrzucono do worka z dwoma najniższymi kategoriami. Ponadto wielu dawnych funkcjonariuszy Trzeciej Rzeszy musiało się wręcz dopraszać o poddanie ich procedurze, przy czym Brytyjczycy niespecjalnie kwapili się do sprawdzania faktów i dociekania faktycznego stanu rzeczy!

Wierny nazista tylko „poplecznikiem”? Wstyd i hańba!
Zakochany w ideologii narodowego socjalizmu, sercem SS-mann, urzędem nadburmistrz, Werner Ventzki również został poddany procedurze denazyfikacyjnej. On, wierny nazista, który gościł u Hitlera, porywał tłum swoimi przemowami, patronował młodzieży z Hitlerjugend, a syna chrzcił według obrzędu SS, uznany został tylko za marnego poplecznika! Cóż za potwarz! Jak twierdzi jego syn, Ventzki oburzał się na to jeszcze dwa lata przed śmiercią (pożegnał się z tym światem w roku 2004). Żona Wernera wspominała natomiast, że jej męża uratowały zeznania pewnego Żyda z Hamburga, który w jego obronie wystąpił przed niemiecką komisją denazyfikacyjną.
Poddany procedurze i praktycznie oczyszczony z zarzutów, Ventzki mógł się zająć „pożyteczną” działalnością. Razem z żoną zaangażowali się w Blok Wszechniemiecki, czyli Blok Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw. Cóż, ci którzy odbierali domy Żydom i Polakom, dorabiali się na krzywdzie drugiego człowieka, pod nosem mieli getto i pomagali w prześladowaniu jego mieszkańców, teraz zaczęli się domagać zwrotu utraconych przywilejów!


Frau Ventzki również kochała Hitlera, a poza przymusową ewakuacją z Łodzi nie spotkały jej po wojnie żadne większe przykrości. Dożyła swoich dni u boku męża, ze swastyką wyrytą w sercu.



Zdenazyfikowany Ventzki już w 1958 roku został na wniosek ministra pracy, spraw społecznych i wypędzonych powołany na stanowisko zastępcy kierownika wydziału ds. Wypędzonych rządu kraju Szlezwik-Holsztyn, urzędujący w Kilonii. Jak pisze jego syn, spotkał tam wielu znajomych urzędników nazistowskich z dawnego Kraju Warty i z Poznania. Odnowił przyjaźnie z Litzmannstadt, z czasów przynależności do NSDAP i SS.

Rozgrzebywanie przeszłości…
Spokojne życie dawnego kacyka Łodzi zaburzyły dopiero berlińskie gazety. W 1960 roku do Ventzkiego zaczęły docierać informacje o tym, że ktoś grzebie w jego nazistowskiej przeszłości i wyciąga ją na światło dzienne. Przynależność do NSDAP i popieranie hitleryzmu połączył z zajmowaniem przezeń publicznego stanowiska chociażby związany z SPD zachodnioberliński dziennik „Telegraf”.
Dziennikarze wprost pisali o nazizmie Ventzkiego i o jego powiązaniach z łódzkim gettem. Niesmaczne wydawało im się zajmowanie przez niego wysokiego stołka w Federalnym Ministerstwie ds. Wypędzonych. Zwierzchnicy szybko zatuszowali sprawę, przesuwając dawnego nadburmistrza na inne stanowisko w innym mieście. Nikomu natomiast nie przyszło do głowy, żeby go po prostu zwolnić!
W latach sześćdziesiątych jeszcze kilkukrotnie „niepokojono” Ventzkiego w związku z jego przeszłością i karierą w Trzeciej Rzeszy. Zawsze jako świadka, choć jego nazwisko pojawiło się w księdze zbrodniarzy hitlerowskich. W 1969 roku znowu ukazały się niepochlebne artykuły na jego temat. Kontrowersje wzbudziło między innymi jego stwierdzenie, że jako nadburmistrz Litzmannstadt nie miał pojęcia o mordowaniu Żydów z tamtejszego getta i myślał, że chorych i słabych wywożonych z miasta transportują do sanatorium. Pewien pochodzący z Górnego Śląska pisarz następująco skomentował stanowisko przesłuchiwanego:
Taką cyniczną bezczelność może głosić pod przysięgą morderca Żydów! Nic mu za to nie grozi. Po przesłuchaniu wraca do swojego biura i w najlepsze pracuje jako dyrektor.
I rzeczywiście, o żadnej karze nie mogło być mowy. Ventzki spokojnie dożył emerytury, co miesiąc odbierał pokaźne wynagrodzenie od władz demokratycznych Niemiec, a na starość popijał herbatkę z kolegami z SS i NSDAP, wspominając dawne, dobre czasy.
Podobnych do niego delikwentów były setki, a może i tysiące…

źródło:ciekawostkihistoryczne.pl

Powstanie warszawskie

P@N K@C • 2012-04-06, 11:30
212
w kolorze!
589
Bardzo ciekawy film o Czarnobylu....


Noc z 25 na 26 kwietnia 1986 roku zasadniczo zmieniła losy Związku Radzieckiego oraz jego mieszkańców, a szczególnie ukraińskiej i białoruskiej części. To właśnie wtedy miała miejsce jedna z największych katastrof nuklearnych świata - wybuch czwartego reaktora elektrowni atomowej w Czarnobylu spowodowany niefortunnym eksperymentem. Film przedstawia przyczyny wypadku, a także sposoby, jakimi ówczesne władze ZSRR starały się niwelować jego skutki - zrzucanie do reaktora worków z piaskiem, ołowiu, czy też budowę specjalnego sarkofagu mającego przykryć teren wokół elektrowni. Uwzględnia również szczególną rolę nieświadomych zagrożenia żołnierzy i górników, którzy walczyli ze skutkami eksplozji i dążyli do tego, aby uchronić świat przed kolejnym wybuchem, a w konsekwencji sami stali się ofiarami występującego na tym terenie promieniowania
sukafon • 2012-03-28, 12:48  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (40 piw)
za Czarnobyl zawsze piwo! filmik mam w kolekcji od dawna. i nie tylko ten. zawsze największe wrażenie, absolutnie potworne, robi na mnie akcja na dachu - bioroboty w fartuchach z ołowiem latające po dachu, by w ciągu minuty otrzymać śmiertelną dawkę - tu na filmie 3:15

PIWKO za film i WÓDECZKA dla niemych bohaterów akcji ratowniczej!

Witold Pilecki

Avitus • 2012-01-17, 19:44
470
Ochotnik do Auschwitz.
Pewnie wielu z was o nim słyszało ale jak dla mnie jeden z największych bohaterów w historii naszego kraju. Przez całą moja szkolną karierę niestety nigdy o nim nie wspomniano.

Ale trzeba przyznać że facet miał jaja jak mało kto.

W 1940 Pilecki przedstawił swoim przełożonym plan przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w celu zebrania od wewnątrz informacji wywiadowczych na temat jego funkcjonowania i zorganizowania ruchu oporu. W tym czasie niewiele było wiadomo o warunkach panujących w obozie. Nauczył się życiorysu nieujawnionego Niemcom polskiego żołnierza, by jako „Tomasz Serafiński” stworzyć dla Gestapo powód do zesłania do obozu zagłady. 19 września 1940 podczas łapanki wszedł w kocioł łapanki by dostać się do obozu Auschwitz zdobyć informacje o panujących w nim warunkach Jako więzień nr 4859 był głównym organizatorem konspiracji w obozie W zorganizowanej przez niego siatce nazwanej przez Pileckiego – ZOW Pilecki wyznaczył stworzonej przez siebie organizacji następujące cele
-podtrzymywanie na duchu kolegów
-przekazywanie współwięźniom wiadomości z zewnątrz obozu
-potajemne zdobywanie żywności i odzieży
W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 Pilecki wraz z dwoma współwięźniami zdołał uciec z obozu. Brał udział w powstaniu warszawskim. 8 maja 1947 został aresztowany. W areszcie był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: Oświęcim to była igraszka...

3 marca 1948 przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces. Rotmistrz Pilecki został oskarżony o:

-nielegalne przekroczenie granicy
-posługiwanie się fałszywymi dokumentami
-brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień
-nielegalne posiadanie broni palnej

15 maja 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony.

[/size]
KsiądzRobak • 2012-01-17, 19:55  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (93 piw)
Każdy powinien wiedzieć, kim był Rotmistrz Pilecki. Chwała bohaterom.

29 Czerwca 1971

Tasior • 2011-11-15, 16:09
48
29 Czerwca 1971


***


26 czerwca 1971 roku spędzałem w moim rodzinnym domu w Bielsku-Białej przy ulicy Lotniczej. Zbliżał się wieczór, gdy nagle od północnej strony, czyli od strony Starego Bielska
zobaczyłem słup dymu. Pomyślałem sobie, aha – pali się i to nieźle. Może warto wskoczyć
w Syrenkę 105 ojca i zrobić kilka zdjęć z tego pożaru. W tamtych czasach zajmowałem się
współpracą z prasą, fotografując mecze piłkarskie, zdarzenia, czyli zajmowałem się fotoreporterką. Zabrałem Pentacon Six-a, dwie rolki filmu ORWO NP 20 i pojechałem szukać miejsce pożaru. Jednak gdy dojechałem do Starego Bielska, okazało się, że pożar jest dużo dalej gdzieś w Czechowicach.


***






Tymi słowami zaczyna swoje osobiste wspomnienia Wojciech Gorgolewski, które zostały umieszczone na jego stronie internetowej www.gorpol.pl. Odnoszą się do wspomnienia jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski. Nie było równie wielkiej katastrofy przemysłowej, jak ta, do której doszło dniach 26 – 29 czerwca 1971 r. w rafinerii ropy naftowej w Czechowicach – Dziedzicach. Wskutek pożaru i eksplozji zginęło 37 osób, a przeszło 105 osób zostało ciężko poparzonych oraz odniosło inne obrażenia. W tym roku minęła 40 rocznica pamiętnego pożaru, który do dziś jest uznawany za najtragiczniejszy i najcięższy do opanowania w historii PRL-u.

Jak doszło do tragedii?


Był ciepły, sobotni wieczór. Ludzie oglądali w telewizji występy artystów na IX Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Nad Czechowicami-Dziedzicami przeszła niewielka burza. O godzinie 19.52 trzecie, a zarazem ostatnie wyładowanie uderzyło w tzw. kominek oddechowy zbiornika ropy nr 1 Rafinerii Nafty im. Ludwika Waryńskiego.
Zbiorniki w rafinerii nie były w tym czasie wyposażone w tzw. "pływające dachy", które uniemożliwiają gromadzenie się mieszaniny wybuchowej nad powierzchnią ropy. Dlatego uderzenie wywołało zapłon oparów zgromadzonych w zbiorniku, w którym znajdowało się około 10 tysięcy ton ropy. Gdyby zbiornik ropy posiadał wspomniane rozwiązanie techniczne, do całej tragedii najprawdopodobniej by nie doszło.
W ciągu zaledwie kilku minut pożar objął cały zbiornik oraz ropę rozlaną na "tacę" przy zbiorniku. Ogromny huk eksplozji był tak potężny, że słychać było go w odległości kilku kilometrów. Na ten moment jeszcze nie było żadnych ofiar.
W bardzo krótkim czasie na miejsce zdarzenia zaczęły docierały kolejne zastępy strażaków zarówno zawodowych jak i ochotników, a także milicjantów oraz żołnierzy. Niestety ku ich zaskoczeniu rafineryjne instalacje gaśnicze okazały się niesprawne. Przez co strażacy biorący udział w akcji mogli korzystać jedynie z własnego sprzętu gaśniczego.


***


Gdy dojeżdżałem do Czechowic już się domyślałem, że pożar wybuchł w rafinerii. Przeszedł mnie dreszcz, gdy pomyślałem o zbiornikach z ropa, benzynami. Jednak żyłka fotoreportera pchała mnie naprzód. Jednak niebawem zatrzymali mnie milicjanci zakazując dalszej jazdy. Zostawiłem więc Syrenkę i pieszo ukrywając pod marynarką Pentacona pobiegłem do osiedla na skraju rafinerii i wszedłem do bloku mieszkalnego usytuowanego najbliższej płonących zbiorników. Po ciemku wszedłem na trzecie piętro i na chybił trafił zadzwoniłem do drzwi. Po chwili ukazał się mężczyzna i zapytał w jakiej zjawiłem się sprawie. Odpowiedziałem, że jestem fotoreporterem i chciałem wykonać fotoreportaż z pożaru. Na to pan zapytał jak trafiłem do jego mieszkania, gdyż milicja ewakuowała wszystkich mieszkańców osiedla, tylko on został i spokojnie oglądał festiwal w Opolu. Stwierdził dodatkowo, że jest inżynierem pracującym na delegacji w czechowickiej rafinerii, a pożar zaraz zagaszą więc mogę robić zdjęcia. Wykonałem dwanaście zdjęć w jakimś krótkim okresie czasu z okna mieszkania. Po chwili ten miły i niesamowicie spokojny pan zaproponował mi otwarcie wejścia na dach, gdzie jest dużo lepszy widok. Oczywiście skorzystałem i po chwili byłem na dachu. To był przerażający widok. Jeden zbiornik płonął w kłębach dymu i ognia. Trzy pozostałe zbiorniki były schładzane wodą. Paliła się także ropa wokół zbiornika nr 4 usytuowanego najbliżej mnie. Zaś wszystko otaczały mniejsze zbiorniki z produktami rafinerii – wybuch tych zbiorników byłby kataklizmem. Dochodziła godzina 1.10, wykorzystałem oba filmy ( zrobiłem 24 zdjęcia ) gdyż przekonany przez mojego gospodarza o rychłym ugaszeniu pożaru odszukałem moje autko i pojechałem do domu.


***
[/i]



Najbardziej znane zdjęcie z katastrofy wykonane 20 minut przed wybuchem zbiornika przez
Wojciecha Gorgola – pierwszego fotoreportera na miejscu zdarzenia

***


Gdy wysiadłem z samochodu, nagle zobaczyłem najbliższe szczyty Szyndzielni, Klimczoka, Błatniej. Zrobiło się widno prawie jak w dzień. Odwróciłem się w stronę Czechowic i zobaczyłem słup ognia sięgający może tysiąca metrów wysokości. To było coś przerażającego. Pomyślałem – rafineria przestała istnieć, co się stało z ludźmi, strażakami, moim inżynierem w jego mieszkaniu. Pomyślałem, że może jeszcze raz tam pojechać, ale już nie miałem filmów. Poza tym odjeżdżając zobaczyłem, jak rejon rafinerii otaczał już kordon milicjantów, więc pewnie bym się blisko nie dostał.

***


Należy pamiętać, że było po pierwszej w nocy, a więc panowała całkowita ciemność, natomiast szczyt Klimczok 1117 m n p m. jest oddalony od Czechowic-Dziedzic o około 20 kilometrów. Można sobie uświadomić jak wielki i potężny był ten wybuch, który nastąpił wskutek gaszenia pożaru do zbiornika dostało się kilkadziesiąt tysięcy litrów wody. Woda ta osiągała temperaturę wrzenia, ponieważ była podgrzewa przez palącą się na „tacy” ropę, przedzierała się ku górze i podnosiła ropę naftową. Była godzina 1.20. W zbiorniku rozległo się potężne bulgotanie, a w chwilę później nastąpił wybuch, który spowodował wyrzut ropy na odległość nawet ponad 200 m. Słup ognia sięgnął kilkuset metrów, a na strażaków biorących udział w akcji gaśniczej spadło około 7 tysięcy ton płonącej ropy. W tym czasie śmierć na miejscu poniosły 33 osoby, a 4 kolejne zmarły w szpitalu. Rannych zostało 105 osób. Kompletnie zniszczone zostały również wozy bojowe staży pożarnej w ilości 22 sztuk.




Zniszczenia w Rafinerii w Czechowicach - Dziedzicach



Po Wybuchu




Przez prawie trzy doby pożar wygrywał i rozpalał błękitne niebo nad miastem. Do akcji wkraczały coraz to nowsze zastępy strażaków, których sprowadzano nawet z sąsiedniej Czechosłowacji. Zaangażowano też funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego oraz znaczną część załogi rafinerii. Liczba wszystkich uczestniczących w gaszeniu pożaru przekroczyła 3 tys. osób. W tym samych strażaków:
200 sekcji zawodowych straży pożarnej (1484 strażaków zawodowych),
150 sekcji ochotniczych straży pożarnej (1030 strażaków OSP),
13 sekcji straży pożarnych z Czechosłowacji (58 strażaków).
Po wybuchu ogień rozprzestrzenił się na wydział destylacji acetonem, benzenem i toluenem, front odbioru ropy i stojące tam cysterny oraz kolumny destylacyjne. Zagroził też elektrociepłowni. Przez kilkadziesiąt godzin strażacy nie byli w stanie opanować zaistniałej sytuacji. Dopiero 29 czerwca po godzinie 15 przypuścili atak, który doprowadził do sukcesu akcji.



Ostateczna akcja gaszenia przy użyciu wzmożonej ilości proszku gaśniczego


„Tyle co po zapałce”





Po całej katastrofie miejsce pożaru wyglądało tragicznie. Naoczni świadkowie byli zdruzgotani tym widokiem. Widok ofiar, które zginęły w momencie katastrofy był przerażający, a przez ludzi został określony mianem „Tyle co po zapałce”. Na fotografiach widać ofiary Czerwcowej katastrofy z 1971 roku w Czechowicach- Dziedzicach.
Pamięć ofiar została uczczona m.in. poprzez zbiorową mogiłę na Czechowickim cmentarzu, która zarazem jest pomnikiem upamiętniającym owe tragiczne wydarzenie.



Artykuł został poświęcony pamięci poległym w pożarze rafinerii.


Film Dokumentalny o pożarze rafinerii
1

2

3

4

5



Źródła internetowe:

1) http://www.gorpol.pl/?site=54&artykul=93
2) http://www.wiadomosci24.p...aru_200300.html
3) http://www.dziennikzachod...aleria-material
4) http://www.flamis.pl/vide...-_reporta%C5%BC
~miedziak • 2011-12-16, 08:02  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (26 piw)
to ja może w takim razie taki wierszyk wam zapie**olę.

MetaLlina, sp***olina

koniec

Głód

DwójcaŚwięta • 2011-10-13, 20:31
107
GŁÓD - zjawisko, ciekawostki


WSTĘP


Podłożem uczucia głodu jest obniżenie stężenia takiego składnika pokarmowego jak np. glukoza, który jest rejestrowany przez ośrodki głodu i sytości w części mózgu zwanym podwzgórzem.

Ponieważ głód jest uczuciem bardzo nieprzyjemnym, na przestrzeni dziejów często był stosowany jako jedno z narzędzi do wymuszania zeznań i posłuszeństwa, a także zadawania dodatkowych cierpień więźniom i skazańcom.
Taka kara była dość często stosowana kilkaset lat temu w Europie wobec zbrodniarzy i chorych psychicznie. Jedna z popularniejszych metod uśmiercania polegała na zamurowywaniu żywcem lub wrzucaniu żywych ludzi do bezokiennej wieży w której jedyny istniejący otwór znajdował się w suficie.
Najlepszym przykładem takiej wieży w której zginęło dosłownie setki ludzi, jest słynna "wieża głodowa" w Paczkowie. (Paczków jest małym miasteczkiem w południowej Polsce, położonym kilkadziesiąt kilometrów na południe od Wrocławia.)



wieża głodowa


Owa średniowieczna wieża z Paczkowa pozostawała zamurowana do około lat 1950-tych, kiedy to miejscowe władze miejskie postanowiły przebić ją aby poprowadzić przez nią chodnik. Po przebiciu okazało się, że całą objętość tej wieży zajmowała bezokienna komora z maleńkim włazem w suficie. Komorę tą zaś zapełniały dosłownie setki ludzkich szkieletów zalegających ją na wysokość kilku metrów. Okazało się, że średniowieczne władze Paczkowa wrzucały do tej wieży przez owo jedyne okienko w suficie każdego kto im jakoś podpadł. Po wrzuceniu zaś do wieży ludzie ci po prostu umierali z głodu, pragnienia i braku światła.

Oczywiście, inne średniowieczne miasta wcale nie były lepsze. Przykładowo, w podziemiach miasta Kłodzka wyeksponowana jest zwiedzającym cela więzienna z kościotrupem. W celi tej uwięziono kogoś, po czym "zapomniano" go karmić czy uwolnić.



Cele podobne do tej z katedry w Kwidzyniu, "wieży głodowej" w Paczkowie, czy z podziemi w Kłodzku, czyli cele przeznaczone dla grzebania czy zamurowywania ludzi żywcem, istniały również w podziemiach warownego zamku w Miliczu, oraz w podziemiach średniowiecznego Milicza. Tyle tylko, że ludzie którzy w nich umierali nie zwrócili niczym na siebie uwagi społeczeństwa. Dlatego obecnie nikt nie wie o ich losie.

Wielkie klęski głodu, których doświadczyła ludzkość, doprowadziły m.in. do upadków wielu wspaniałych cywilizacji.

Pierwsza udokumentowana klęska głodu miała miejsce w Europie Zachodniej i wpłynęła na upadek Rzymu. Pomiędzy IV a VIII wiekiem n.e. populacja Rzymu zmniejszyła się o 90%, zarówno w wyniku niskich plonów jak i rozprzestrzeniającej się dżumy.

Wraz z rozwojem miast, problem głodu stał się, o ironio, „chlebem powszednim”. Od 1000 roku co kilkadziesiąt lat klęski głodowe nawiedzały kraje wysp brytyjskich.

Wielki Głód panujący w Europie w okresie 1315–1317 był pierwszą klęską tego typu, która rozprzestrzeniła się na cały Stary Kontynent. Wywołane głodem przestępstwa, choroby, dzieciobójstwo doprowadziły do znacznych problemów w społeczeństwie i wpłynęły na kryzys w postrzeganiu Kościoła katolickiego. Głód był zatem pośrednią przyczyną reformacji.

W latach 1601-1603 miała miejsce jedna z najgorszych klęsk głodu w całej historii Rosji. Zginęła wówczas niemal jedna trzecia mieszkańców tego kraju. Klęska ta rozszerzyła się na Estonię, zbierając również ogromne żniwo wśród mieszkańców tego kraju.
Fale głodu zabiły w ciągu wielu stuleci znaczną część populacji Azji, przede wszystkim Indii i Chin. W 1630- 1632 brak żywności pozbawił życia ponad 2 miliony ludzi. Klęska ta dotarła także do Chin, gdzie przyczyniła się do upadku dynastii Ming w 1644 roku.

Wielki głód w Bengalu między 1769 a 1773 zabił ponad 10 milionów mieszkańców dzisiejszych Indii i Bangladeszu. Prócz susz i niskich plonów, powodem tej tragedii była nieumiejętna polityka kolonizatorów brytyjskich.

W przypadku Wielkiego Głodu w Irlandii w latach 1845-1849 ze Stanów Zjednoczonych dotarła do Irlandii zaraza ziemniaka, która dziesiątkowała zbiory. Liczbę ofiar tej klęski szacuje się na około 1,5 miliona. Duża część społeczeństwa wyemigrowała wówczas do Stanów Zjednoczonych.


Statek śmierci. Pomnik upamiętniający emigrację za chlebem z Irlandii do Ameryki po Wielkim Głodzie w latach 1845-1849[/size]


Panujący na Ukrainie „Hołodomor” (Wielki Głód na Ukrainie) w latach 1932-1933 spowodowany był represjami władz państwa. Kolektywizacja rolnictwa została niechętnie przyjęta w wielu krajach ZSRR, szczególnie na Ukrainie. W związku z tym rozpoczęto agresywne postępowanie wobec chłopów. Zabierano im zboża, a chowanie zbiorów groziło surowymi karami.

Pozbawione żywności społeczeństwo szukało jedzenia wszędzie, a władze wypuściły dekret mówiący o tym, że zerwanie choć jednego kłosa grozić będzie karą śmierci lub 10 lat łagru. Archiwa podają, że w samym tylko marcu ’22 z ulic jednego tylko miasta – Odessy, usunięto około 1300 ciał. Jednej tylko nocy, z 27 na 28 maja odnaleziono około 700 porzuconych dzieci na ulicach miasta.



„Hołodomor” spowodował śmierć niemal 8 milionów ludzi! Był także przyczyną nieludzkich zachowań, w tym kanibalizmu.
Gdy zabrakło pożywienia (świadkowie wspominają, że ziemia była zupełnie ogołocona z roślin), zaczęto jeść ciała zmarłych z głodu, a nawet mordowano dla ludożerstwa. Zdarzało się, że oszaleli z głodu rodzice mordowali i jedli własne dzieci. Jeden ze świadków ze wsi Ryżawka na Humańszczyźnie wspomina, że w jednej z chat zastano kobietę gotującą głowę trzyletniej córki. Dobrze znany jest przypadek Ukrainki, matki dwójki dzieci – Ksenii Bołotnikowej, która zamordowała swoją córeczkę, by ją zjeść i nakarmić synka, który był w lepszym stanie. Mówi się, że w tym czasie w Ukrainie w wielu miejscach handlowano ludzkim mięsem.




Etiopia jest krajem, z którym nieodłącznie kojarzy się biedę i klęski głodowe. W latach 1984-1985 doszło tam do klęski głodu, która dotknęła 8 milionów osób, zabijając ponad milion ludzi.

Ostatnia z wielkich klęsk głodu miała miejsce w Chinach, w okresie 1959- 1961. Reformy wprowadzone przez chińskiego przywódcę komunistycznego Mao Tse-tunga doprowadziły do śmierci 15 - 43 milionów ludzi (nadal trudno ustalić realną liczbę ofiar). Z tego od 1 do 3 milionów ludzi popełniło samobójstwa, a nawet 2,5 miliona pobiły na śmierć partyjne kadry. Zwyczajnych ludzi zmuszano do potwornych rzeczy – na przykład do pracy nago w środku zimy, bo w przeciwnym razie nie dostaliby swoich „punktów” [zastępujących pieniądze]. Pewnego ojca zmuszono do pogrzebania żywcem własnego syna, ponieważ dziecko ukradło trochę ziarna.

Innemu głodującemu chłopu, Wang Ziyou, „odcięto jedno ucho, nogi związano metalowym drutem, na plecy założono mu 10-kilogramowy kamień, a potem wypalono piętno gorącym żelazem – była to kara za wykopanie słodkiego ziemniaka”. Inni desperacko walcząc o przeżycie sprzedawali dzieci za miskę ryżu albo jedli trawę, korę, błoto czy zwłoki. Donoszono o aktach kanibalizmu. W jednej z wiosek urzędnicy odkryli mężczyznę duszącego na ogniu garnek z ludzkim mięsem. W Chinach okres ten jest oficjalnie nazywany „trzema latami katastrof naturalnych” i mało kto zna jego prawdziwą historię.

Pod koniec lat 60. minionego stulecia ponad milion osób zabił głód także na terytorium nieistniejącego już państwa - Biafry, w wyniku wojny z Nigerią.

Śmieć głodowa – opis

Podczas II wojny światowej panujące nieludzkie warunki życia, stworzyły ogromne możliwości do badań naukowych. Grupa lekarzy, pracujących w dzielnicy żydowskiej, rozpoczęła badania nad głodem. Jak zapisali w notatkach: jeszcze nigdy medycyna nie dysponowała tak obfitym materiałem badawczym.


Ulica w Warszawskim getcie


Mechanizm śmierci głodowej w latach czterdziestych XX wieku był niejasny. Ludzie umierali w różnych sytuacjach: Niektórzy zasypiali na ulicy z kęsem chleba w ustach lub w czasie próby wysiłku fizycznego, na przykład w czasie biegu za zdobyciem chleba.

Doktor Teodozja Goliborska, jedyna, która ocalała z owej grupy lekarzy-badaczy, zajmowała się badaniami przemiany spoczynkowej materii u ludzi głodnych. Po wojnie wyniki swych obserwacji opublikowała w pracy naukowej pt.: „Choroba głodowa. Badania kliniczne nad głodem wykonane w getcie warszawskim w 1942 roku”.


Dziecko z warszawskiego getta, które zmarło z głodu

Pierwsze objawy głodu to zmęczenie, dezorientacja, obniżony popęd seksualny, obniżona odporność i drażliwość. Niedobory kaloryczne przeciągające się w czasie stanowią przyczynę niedożywienia. Dalsze niedożywienie ilościowe prowadzi to do powstawania deficytu energetycznego w organizmie. Proces ten w początkowym okresie nie zawsze powoduje objawy chorobowe. Najpierw następuje utrata nadmiaru tkanki tłuszczowej i ludzie wyglądają młodziej. Niedożywienie jakościowe jest znacznie groźniejsze.

Przewlekłe niedobory niektórych składników odżywczych stanowią zagrożenie dla zdrowia człowieka. Brak w jedzeniu następujących składników mineralnych i witamin powoduje u ludzi dorosłych i dzieci :
• brak witaminy A - wywołuje ślepotę, powszechnie występuje ona w Indiach
• brak witaminy D - wywołuje rachityzm ( choroba występująca u dzieci, której przyczyną jest niedostatek wapnia w organizmie, powodujący skrzywienie kości ), krzywicę ( powoduje zmiany w układzie kostnym i zaburzenia rozwojowe )
• brak witaminy B - wywołuje zanik mięśni, paraliż
• brak witaminy C - wywołuje szkorbut ( samoistne krwawienia, bóle mięśni, stawów i kości (wynik krwawień), patologiczne złamania, ogólne osłabienie, zapalny przerost dziąseł, chwianie się i wypadanie zębów, słabe gojenie ran, depresja )
• brak żelaza - wywołuje anemię
• brak jodu - powoduje zakłócenia w funkcjonowaniu tarczycy

Najczęstszymi oznakami niedożywienia są bladość, wychudzenie, bóle brzucha, dopytywanie się o jedzenie, obniżenie dyspozycji do nauki, apatia lub niemożność skupienia na jednej czynności. Jest to niedożywienie typu marasmus. Stan psychiczny charakteryzuje się ubóstwem. Ludzie stają się ospali, są senni, lecz na widok jedzenia reagują agresywnością. Waga ciała bywa ponad połowę mniejsza od normy, obniżona jest przemiana materii.



Kolejnym etapem jest choroba określana jako kwashiorkor. Spowodowany jest brakiem białka w pożywieniu. W tym etapie następują daleko posunięte zmiany, zachwiane jest także prawidłowe poczucie łaknienia. Skóra chorych jest blada, a niekiedy nawet bladosina. Paznokcie przybierają kształt szponowaty. Najpierw pojawiały się obrzęki na twarzy, w okolicach powiek, oraz na stopach, a następnie występowała opuchlizna całych powłok skórnych. Z tkanki podskórnej po nakłuciu wydobywał się płyn. Zamiast tkanki tłuszczowej występuje woda; zanika tkanka mięśniowa. Po naciśnięciu skóry palcem pozostaje dołek. Jest to tzw obrzęk głodowy, wywołany zmniejszeniem poziomu białek we krwi.



Włosy odbarwiają się i prostują. Następnie osoba cierpiąca na kwashiorkor traci włosy.Dalsze głodzenie prowadzi do halucynacji, drgawek, konwulsji i nieregularnego tempa bicia serca. Zaburzona jest gospodarka wodna, w związku z tym może pojawić się także biegunka.

Do innych symptomów zalicza się także powiększenie ślinianek, ginekomastię oraz hipogonadyzm. Głodzenie prowadzi także do stłuszczenia wątroby, co z kolei może wywołać marskość tego narządu. Twarze chorych są bez wyrazu. Na całym ciele, zwłaszcza u kobiet, pojawia się obfity meszek oraz długie rzęsy na powiekach.
Nieleczony kwashiorkor zawsze prowadzi do śmierci, gdyż wycieńczony organizm nie przyjmie już żadnego pokarmu.

Z czasem, gdy nie wystarcza rozkładanie własnej tkanki tłuszczowej organizmu, człowiek słabnie i popada stopniowo w śpiączkę.

Śmierć z głodu następuje powoli, prawie niedostrzegalnie, przypomina śmierć fizjologiczną ze starości. Dodatkowo nie przyjmowanie wody przyspiesza śmierć i zwiększa cierpienia wskutek zatrucia organizmu.

Ludzie w różnym wieku są mniej lub bardziej odporni na głodzenie. Świat zna wielu religijnie i politycznie zmotywowanych rekordzistów. Ghandi w wieku siedemdziesięciu lat wytrzymał bez jedzenia aż 21 dni. Ludzie zagubieni, np. w jaskiniach są także w stanie wytrzymać 2-3 tygodnie. Według lekarzy zdrowy, silny człowiek jest w stanie przeżyć bez przyjmowania pokarmu aż 8 tygodni, pod warunkiem, że ma dostęp do wody pitnej, gdyż bez dostępu do niej można przeżyć ok. 7 dni.

W badaniach nad głodem podczas II wojny światowej uwzględniono także materiał sekcyjny – przepadano 3282 zmarłych.



wywózka zwłok w getcie



ciała z getta


Lekarze stwierdzili, że barwa skóry ludzi, zmarłych w wyniku śmierci głodowej, była najczęściej blada lub trupioblada, a w 17 procentach przypadków – ciemna bądź brunatna. Najczęściej występował obrzęk na kończynach dolnych, rzadziej – tułowia i kończyn górnych. Z wyciągniętych wniosków końcowych wynikało, że ludzie o skórze bladej byli bardziej podatni na obrzęki. Przeprowadzone sekcje zwłok wykazały, że w wyniku powolnej śmierci głodowej następował zanik poszczególnych organów wewnętrznych, najczęściej serca, wątroby, śledziony i nerek. Wątroba zmarłych ważyła zaledwie 56 gramów (u człowieka zdrowego waga wątroby wynosi około 2 kilogramów). Kości stawały się gąbczaste i miękkie. Najniższa, zanotowana, waga serca wynosiła 110 gramów. Nie stwierdzono natomiast przypadków zmniejszania się wagi mózgu, który u wszystkich badanych ważył około 1300 gramów.


Koniec
X