Ramon Dekkers

Sradowazy • 2013-02-28, 09:35
12
Często oglądamy tutaj walki, warto wspomnieć o Ramonie Dekkersie który na ring wprowadzał niezły ogień. Niestety jak podają różne portale Ramon zmarł wczoraj w wieku 43 lat. Przyczyna śmierci nie jest znana.



Złota spirala, spirala i szereg Fibonacciego

Numernabis • 2013-02-27, 19:47
34
W sensie matematycznym złota spirala jest krzywą. Istnieje jednak wiele rodzajów spiral. Ich ich cechą wspólną jest to, że rozwijają się wokół stałego punktu (zwanego biegunem spirali) zwiększając odległość od niego.
Złota spirala, utworzona według zasady złotego podziału nazywana jest przez matematyków spiralą logarytmiczną lub spiralą równokątną.

"Nazwa 'równokątna' wzięła się stąd, że każda półprosta wychodząca ze środka spirali przecina każdy jej zwój pod tym samym kątem. (...) Spirala równokątna jest figurą samopodobną, tzn. że dowolny jej fragment odpowiednio powiększony (lub pomniejszony) pokrywa się z pewnym innym jej fragmentem (taką własność mają też fraktale).

To właśnie samopodobieństwo tłumaczy, dlaczego taka a nie inna spirala pojawia się na muszlach. Wraz ze wzrostem ciała mięczaka powiększa się również muszla, która go chroni. Organizm staje się coraz większy, ale wciąż zachowuje swój pierwotny kształt. Muszla zachowuje się podobnie.



Złota spirala szczególny przypadek spirali logarytmicznej, w której współczynnik b jest stałą zależną od φ (gdzie φ jest „złotą liczbą”). Cechą charakterystyczną złotej spirali jest to, że co 90° jej szerokość zwiększa się (lub zmniejsza) dokładnie φ razy.

W filmiku przedstawiona jest spirala Fibonacciego.

Złota spirala jest bardzo podobna do spirali Fibonacciego różni je jednak zasadniczy szczegół. O ile złota spirala zmierza do swego bieguna (punktu centralnego), ale NIGDY go nie osiąga (biegun ten leży w obszarze nieskończoności), o tyle spirala Fibonacciego zmierza do swego bieguna i go osiąga w punkcie zero. Niektórzy rozpoczynają ciąg Fibonacciego od zera, a inni od liczby jeden - jak ponoć robił to sam Fibonacci. Dla wygodny obliczeń posłużymy się tutaj zerem, pamiętając, że święta geometria zaczyna swe liczenie od jedynki - symbolu Jedni (jedności wszystkiego co istnieje). Tak czy inaczej jeżeli chodzi o złotą spiralę, to jej biegun leży o obszarze nieskończoności i w tym sensie złota spirala nie ma swego początku. Natomiast spirala Fibonacciego ma swój początek leżący w punkcie zero. Nie będziemy tu rozstrzygać czy początek powinniśmy oznaczać matematycznie jako 1 (jeden) czy 0 (zero).

Zestawienie obu spiral





Złota spirala tworzy kielich Graala obracając się wokół swego bieguna.



Już nie tak ładny i romantyczny jak powyższe obrazki,
przykładowy ruch dwóch spiral ukazany w trzech wymiarach.



Nassim i jego kolega Andre, eksperymentując ze złotą spiralą i okręgiem odkrywają, że biegun logarytmiczny złotej spirali wychodzącej z okręgu ma coś wspólnego z numerologiczną geometrią Marko Rodina... Jest to swoisty "obrazek", gdzie widzimy pracę Nassima pokazaną "od kuchni".

Pierwsza masakra w amerykańskiej szkole

Qboos • 2013-02-26, 22:45
13
Jak się okazuje, amerykańskie masakry w szkołach, mają bogatą tradycję. Poniżej krótki opis i parę zdjęć z pierwszej tego typu tragedii. Z nieznanych mi przyczyn nie miałem serca, żeby opisywać to zdarzenie w cyniczny sposób.

W Michigan w miejscowości Bath postawiono nową szkołę. Tak wyglądała do 17 maja 1927r. Jak się okazało nie tylko uczniowie nie byli niezadowoleni z takiego obrotu spraw.



Środa, 8:30, piękny poranek w Bath zostaje zniszczony przez eksplozję w szkole. 18 maja 1927 wybuch zniszczył część budynku.


Członek zarządu szkoły, niezadowolony z rosnących podatków - Andrew Kehoe - postanowił się zemścić na mieszkańcach Bath. Za cel ataku wybrał dzieci. W piwnicach budynku ukrył dynamit. 45 osób, w większości dzieci, zginęło, a 58 zostało rannych.


Adrew Kehoe


Na miejscu zdarzenia pojawiają się mieszkańcy i ratownicy. Zaczynają przeszukiwać zgliszcza w poszukiwaniu rannych.


Pielęgniarki udzielają pierwszej pomocy na trawniku przed szkołą


Andrew Kahoe odebrał sobie życie - wysadził się w swoim samochodzie, zaparkowanym przed szkołą. W tej eksplozji zginęły kolejne 4 osoby.


Auto Andrew oraz samochód zaparkowany niedaleko niego


Ofiar mogło być znacznie więcej.


Materiały wybuchowe znalezione w piwnicy szkoły

Sir Nicholas Winton - "Brytyjski Schindler"

Numernabis • 2013-02-26, 01:44
26
103-letni sir Nicholas George Winton to prawdopodobnie najskromniejszy człowiek na świecie. Gdyby nie przypadek, świat nigdy nie dowiedziałby się o jego bohaterskim wyczynie sprzed lat...



W 1988 roku żona sir Wintona, Greta znalazła na strychu stare dokumenty i notatki z 1939 roku. Wynikało z nich, że jej mąż zorganizował transport i znalazł rodziny zastępcze dla 669 dzieci żydowskich, które wywiózł z terenów Czechosłowacji do Wielkiej Brytanii w operacji pod kryptonimem Czeski "Kindertransport". Wielu rodziców tych dzieci zginęło w Oświęcimiu w obozie koncentracyjnym...



W 1938 roku Nicholas Winton był zwykłym maklerem giełdowym. Tuż po nazistowskiej operacji znanej jako Kryształowa Noc, zamiast wyjechać na wczasy do Szwajcarii, postanowił odwiedzić swojego przyjaciela w Czechosłowacji. Tam narodził się pomysł wywiezienia dzieci poprzez Holandię na teren Wielkiej Brytanii.

Podczas okresu wakacyjnego wraz ze swoją matką dawał dziesiątki ogłoszeń w poszukiwaniu rodzin zastępczych dla ocalonych dzieci. Operacja ta była możliwa, ponieważ Wielka Brytania w 1938 roku wydała ustawę, która zezwalała uchodźcom poniżej 17. roku życia na pobyt na terenie kraju, jeżeli mieli zapewnione miejsce stałego pobytu i 50 funtów zdeponowanych na ewentualny koszt biletu powrotnego.



Bohaterska operacja sir Wintona została ujawniona w 1988 roku, podczas programu nadawanego przez stację BBC "That's Life!", gdzie Nicholas Winton został zaproszony jako gość honorowy. W pewnym momencie prowadząca audycję Esther Rantzen pokazała jego zapiski z listą uratowanych dzieci i zapytała publiczność zgromadzoną w studio, czy jest na sali ktoś, kto zawdzięcza sir Wintonowi swoje życie...



1 września 2009 roku "Pociąg Wintona" wyruszył z Pragi trasą "Kindertransportu". Na jego pokładzie znajdowały się 22 osoby, które zostały uratowane przez sir Wintona. Podróż ta została zorganizowana w 70. rocznicę ostatniego transportu dzieci, który miał wyjechać 3 września 1939 roku, ale nigdy nie wyruszył z powodu wybuchu II wojny światowej...

Rosja się zbroi.

lajtus • 2013-02-25, 23:45
22
ROSJA SIĘ ZBROI - wystąpienie prof. Romualda Szeremietiewa.

System Pustina

siba • 2013-02-25, 23:15
15
Dokument z 2007 roku tłumaczący fenomen prezydenta Federacji Rosyjskiej
22
X-Seed 4000 – najwyższy budynek, jaki kiedykolwiek zaprojektowano w historii świata.

Obiekt miałby mieć 4 kilometry wysokości, 6 kilometrów szerokości przy podstawie, a 800 pięter mogłoby pomieścić od 500 tys. do miliona mieszkańców. Został zaprojektowany dla Tokio przez firmę Taisei Construction Corporation jako futurystyczne środowisko łączące ultranowoczesny styl życia z kontaktem z przyrodą. X-Seed 4000 musiałby w stopniu większym, niż jakikolwiek konwencjonalny wieżowiec, chronić znajdujących się w środku ludzi przed zmianami ciśnienia i warunkami atmosferycznymi. Projekt zakłada użycie energii słonecznej do utrzymania stałych warunków środowiskowych wewnątrz budowli.

Położenie na morzu oraz kształt przypominający górę Fudżi (wulkan i najwyższy szczyt Japonii), to cechy wyróżniające obiekt spośród innych podobnych wizji. Góra Fuji ma 3776 metrów wysokości, byłaby zatem niższa od wieżowca o ponad 200 m.

Szacuje się, że koszt budowy mógłby wynieść od 300 do 900 miliardów dolarów USA (wartość w roku 2006).

źródło: wikipedia

Kilka zdjęć wizualizacji:







18
Już jesienią 1939 roku generalny gubernator Hans Frank zwrócił się do kolaborującego z Niemcami Wacława Krzeptowskiego, aby ten zorganizował góralską „honorową” służbę wartowniczą, która pełniłaby straż u jego boku. Jak pisze w swej książce „Goralenvolk. Historia zdrady” Wojciech Szatkowski:

Wacław Krzeptowski i Witalis Wieder [niemiecki agent działający przed wojną na Podhalu, który potem współtworzył Goralenvolk – przypis autora art.], którzy agitowali wśród górali w wyżej wymienionej kwestii mówili nawet, że będzie to służba wartownicza na Wawelu, między innymi u grobu Marszałka Polski, Józefa Piłsudskiego.

Powyższe zapewnienia oraz wizja dobrze płatnej, bezpiecznej posady skusiły do wyjazdu do Krakowa tylko… sześciu ochotników. Początkowo pracowali oni przez trzy tygodnie jako portierzy i woźni, w prowadzonym przez Niemców, Hotelu „Pod Baranami”. Następnie zostali – bez pytania – umundurowani i wcieleni do pułku SS „Totenkopf-Standarte” 8. Najwidoczniej służba w czarnej gwardii Hitlera nie leżała w góralskiej naturze, ponieważ po kilku miesiącach tylko dwóch z nich pozostało w szeregach tej formacji. Inni bądź uciekli, bądź też postarali się o zaświadczenia lekarskie zwalniające ich ze służby.Jak widać pierwsza próba wcielenia górali do jednostki SS zupełnie się nie powidła. To jednak nie zniechęciło Niemców, ani tym bardziej kolaborantów działających na Podhalu.

Niemcy dostają w skórę i chcę stworzyć Góralski Legion Waffen SS.
Kolejne podejście do stworzenia góralskiej formacji SS miało miejsce po tym jak Niemcy zaczęli ponosić ciężkie straty na froncie wschodnim. Już latem 1942 r. zaczęto w Zakopanem i Nowym Targu agitować za wstępowaniem do Legionu Góralskiego, jednak i tym razem odzew był minimalny. W związku z powyższym wrócono do tego tematu dopiero pod koniec roku, kiedy to odbyła się akcja rozdawania góralskich kenkart, potwierdzających przynależność do „narodu góralskiego” (Goralenvolk). Co ciekawe, górale początkowo mieli zgłaszać się do formowanej w tym czasie ukraińskiej dywizji grenadierów Waffen SS „Galizien”! Kiedy i to nie wypaliło, kolaboracyjny Komitet Góralski przystąpił do formowania samodzielnego Legionu Góralskiego Waffen SS, w którym – zgodnie z rachubami Niemców – miałoby służyć aż 10 tysięcy górali!

Jak pisze W. Szatkowski nabór przyszłych esesmanów z Podhala spoczywał na dziesięciu werbunkowych, którzy jeździli po całym terenie agitując wśród tamtejszej młodzieży. Rzecz jasna potencjalnym ochotnikom obiecywano przysłowiowe „złote góry” – dobrze opłacana służba w kraju, zwolnienie od robót w Rzeszy, wypuszczenie krewnych z niemieckich więzień i obozów.
Z górali SS-mannów nie będzie

Jakie były efekty tej akcji? Znów niezbyt oszałamiające. Według różnych źródeł 8 stycznia 1943 r. w sali Hotelu „Morskie Oko” na komisji rekrutacyjnej zjawiło się od 300 do 400 „ochotników”. Po badaniu lekarskim grupa ta znacznie stopniała, gdyż część chętnych do służby w SS po prostu się do niej nie nadawała ze względu na zły stan zdrowia. Niemcy zawzięli się jednak i nie chcieli odpuścić sprawy góralskich esesmanów. Tych którzy pozostali – źródła mówią o 216 ochotnikach – wysłano na szkolenie do obozu SS w Trawnikach w przedwojennym województwie lubelskim.W tym miejscu trzeba podkreślić, że rekrutacja „ochotników” a następnie odprawa zwerbowanych miała dosyć specyficzny przebieg. Otóż, górali kompletnie spito, a następnie siłą wrzucono do pociągu odjeżdżającego z zakopiańskiego dworca. W efekcie, gdy górale nieco oprzytomnieli, niemal wszyscy – około 200 – stwierdzili, że jednak nie dla nich służba w Legionie Góralskim i w okolicach Makowa Podhalańskiego wyskoczyli z jadącego pociągu. Później musieli się przez pewien czas ukrywać, zaś tych których złapano najczęściej wysyłano na przymusowe roboty do Rzeszy. Kilku trafiło nawet do obozów koncentracyjnych.

Do Trawnik dotarło ostatecznie jedynie dwunastu górali! Jakby tego było jeszcze mało, te niedobitki przy pierwszej okazji pobiły się ze szkolonymi tam Ukraińcami. W końcu na miejscu pozostało zaledwie kilku mieszkańców Podhala. Pięciu z nich znamy z nazwiska, byli to: Marzec, Suleja, Karkosz, Mytkowicz i Duda. Reszta uciekła.
Niemiecka wersja

Nieco inny przebieg wydarzeń przedstawił Wyższy Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Fridrich W. Krüger. W wysłanym 5 kwietnia 1943 r. piśmie do szefa Głównego Urzędu SS Gottloba Bergera pisał między innymi, że:

Według ostatnich zapewnień 410 górali było gotowych zaciągnąć się do Waffen SS celem wzięcia następnie udziału w walkach na froncie. Przed komisją poborową stawiło się już tylko 300 […], jako nadających się do służby zakwalifikowano jedynie 154. Nadających się do służby skierowano do obozu w Trawnikach […].

Mieli być użyci w charakterze strażników, zwłaszcza w obozach pracy. Do Trawnik dotarło jedynie 140 „ochotników”, a z nich SS zmuszone było natychmiast zwolnić 21 […]. W trakcie i tak maksymalnie skróconego szkolenia zwolniono kolejnych 88 górali. […] 19 górali zbiegło, w końcu […] w obozie przybywało jedynie 12 górali.

Interesujące jest podsumowanie całej sprawy przez Kügera, który jasno stwierdzał, że:Górale w żaden sposób nie różnią się od Polaków, a nawet przeciwnie, na postawie naszych trwających już trzy i pół roku obserwacji, należy ich oceniać gorzej niż Polaków. […] Skoro nie da się uczynić z górali nawet wartowników na terenie Generalnego Gubernatorstwa, należy zaniechać prób wcielenia ich do Waffen SS.

Tak oto po kilkuletnich staraniach Niemców oraz kolaborujących z nimi Wacława Krzeptowskiego et consortes z Legionu Góralskiego Waffen SS nic nie wyszło. Chyba jednak mało płynęło tej „germańskiej” krwi w góralskich żyłach…

Niemieccy kamikaze. Tajna broń Hitlera

krzysiu9802 • 2013-02-25, 18:32
9
Samobójcze ataki w trakcie II wojny światowej to bez wątpienia domena japońskich lotników, ale nie tylko kraj Kwitnącej Wiśni miał żołnierzy-samobójców. Także Luftwaffe wysyłała swoich ludzi na straceńcze misje. Jednak ich celem nie były wrogie samoloty, czy okręty, tylko… mosty na Odrze.

W połowie kwietnia 1945 r. losy wojny w Europie były definitywnie przesądzone. Ponad dwa i pół miliona radzieckich żołnierzy szykowało się właśnie do zadania ostatecznego ciosu III Rzeszy. Również na froncie zachodnim alianci notowali kolejne sukcesy. Mimo wszystko Hitler wymagał od swoich podwładnych walki do samego końca. W takiej atmosferze powstał desperacki plan zniszczenia przez Luftwaffe radzieckich przepraw na Odrze.Nie chodziło bynajmniej o zmasowane bombardowania, bo do przeprowadzenia tych Niemcy nie mieli wystarczającej liczby samolotów, o wyszkolonych lotnikach już nie wspominając. Zdecydowano zatem, że piloci z tak zwanej eskadry „Leonidas” (KG-200 „V”), stacjonującej w Jüterborgu, powinni wziąć przykład z japońskich kolegów po fachu. Jak stwierdza w swojej najnowszej książce „Druga wojna światowa” Antony Beevor: Ten rodzaj samobójczych ataków określano mianem Selbstopfereinsatz – „misji bojowej związanej z samopoświęceniem”. Należy dodać, że przed jej rozpoczęciem żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Heinera Langego mieli według niektórych relacji podpisywać specjalną deklarację zakończoną słowami: „Zdaję sobie sprawę, że zadanie to zakończy się moją śmiercią”.Jak już wspomniano wyżej, celem całej straceńczej operacji były przeprawy na Odrze. Konkretnie 32 „mosty nawodne”, już zbudowane lub w trakcie budowy. Pierwszy atak wyznaczono na poranek 17 kwietnia. Do jego wykonania przeznaczono samoloty, które znalazły się akurat pod ręką. Były to między innymi Fucke-Wolfy Fw 190, Messerschmitty Bf 109 oraz Junkersy Ju 88.

Zanim jednakże piloci zostali wysłani na pewną śmierć, dowódca całego zgrupowania – generał major Robert Fuchs – zadbał o to, aby ostatnią noc spędzili na zabawie. W tym celu 16 kwietnia zorganizowano dla nich pożegnalną potańcówkę, na którą zaproszono dziewczęta z pobliskiej jednostki łączności. Nie obyło się także bez śpiewów, mających dodać otuchy niemieckim „kamikaze”.
Nikłe efekty i duże straty

Akcja ruszyła zgodnie z planem i początkowo wydawało się, że nie jest źle. Przykładowo Fucke-Wolf z 500-kilogramową bombą, pilotowany przez Ernsta Reichla zniszczył most pontonowy w Zellin. Wszelako, jak zauważa Antony Beevor w książce „Berlin 1945. Upadek”: niemieckie meldunki o zniszczeniu w ciągu kolejnych trzech dni 17 przepraw wydają się mocno przesadzone. Zatem jakie były efekty ataków? Trudno powiedzieć, ale zdaniem brytyjskiego historyka Niemcom na pewno udało się zniszczyć przynajmniej jeszcze jedną przeprawę – most kolejowy pod Kostrzynem.Cena za te lokalne sukcesy była zdecydowanie za wysoka. Niemcy stracili bowiem aż 35 doświadczonych pilotów. Rzecz jasna, tyle samo maszyn uległo rozbiciu. Było to poważne osłabienie dla – goniącej ostatkiem sił – Luftwaffe. Tymczasem niezrażony tym faktem generał Fuchs przesłał nazwiska poległych Führerowi na jego zbliżające się pięćdziesiąte szóste urodziny. Zapewne sądził, że taki prezent ucieszy – ukrytego w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy – wodza „Tysiącletniej Rzeszy”.

Prawdopodobnie samobójcze ataki nie zakończyłyby się 20 kwietnia i zginęliby kolejni niemieccy piloci-samobójcy, ale obłędne akcje wkrótce ustały. Niemieckie plany pokrzyżowała radziecka ofensywa. Konkretnie 4. Armia Pancerna Gwardii generała pułkownika Dmitrija Leluszenki, która nieoczekiwanie zaczęła zbliżać się do Berlina z południowego-wschodu, zagrażając lotnisku w Jüterborgu. Tak oto krasnoarmiejcy uratowali niemieckich lotników przed samobójczą śmiercią.

9 najbardziej obiecujących egzoplanet

Stew • 2013-02-25, 13:53
45
Chyba wszyscy lubimy informacje o wszechświecie na Sadisticu. Znalazłem w Internecie ciekawy artykuł, może kogoś zainteresuje.

Ale zanim zaczniemy, może krótka informacja z wikipedii czym są egzoplanety.

Egzoplaneta (planeta pozasłoneczna) - planeta znajdująca się w układzie planetarnym, krążąca wokół gwiazdy (lub gwiazd) innej niż Słońce.

Najczęściej pozasłoneczne układy planetarne znacznie różnią się od Układu Słonecznego, co po części może być pozorem wynikającym z niedoskonałości metod ich wykrywania. Analizy sugerują, że niektóre spośród układów zawierających planetę na bardzo ekscentrycznej orbicie, w rzeczywistości mogą być złożone z kilku planet na orbitach prawie kołowych.

Liczba ESI to klasyfikacja planet względem ich podobieństwa do Ziemi. “0″ to znikome podobieństwo, a “1″ to praktycznie druga Ziemia. Planety które nas szczególnie interesują, to ciała niebieskie z przedziału 0,8-1,0. Mają skalistą powierzchnię, atmosferę i umiarkowaną temperaturę. Pamiętajcie jednak, że ESI nie oznacza stopnia “zamieszkiwalności”.

W samym artykule autor przedstawia 9 planet, które mogą być dobrym materiałem na "dom" dla ludzi w przyszłości.


Gliese 581 d (0,50 ESI)



Choć powyższa wizualizacja nie wygląda przyjaźnie, to planeta “d” tego układu ma prawdopodobnie wodę w stanie ciekłym, “chmurzastą” atmosferę i ciepłe deszcze zlewające skalistą powierzchnię. Niski ranking ESI wynika przede wszystkim z prawie dwukrotnie większej grawitacji. Spacer po takim środowisku byłby męczący i niebezpieczny.


Mars (0,64 ESI)



Marzenia o podboju i zasiedleniu Marsa nie umrą do czasu wynalezienia odpowiednio wydajnego napędu do podróży między systemami gwiezdnymi – jak się pewnie domyślacie, nie zdarzy się to zbyt szybko.

Świeżo skomponowana lista straciła wielu pewniaków po dokładniejszych badaniach. Za to jednym z wygranych w tym wyścigu stał się nasz wspaniały, czerwony Mars. Jego ranking wzrósł do pokaźnych 0,64 ESI i uplasował go na granicy ekosfery Słońca. Co to właściwie dla nas oznacza? Kim Stanley Robinson odpowiedział na to pytanie w swojej marsjańskiej trylogii, opowiadającej szczegółowo o terraformowaniu martwej skały w tętniący życiem raj na… Marsie. Polecam gorąco tę lekturę.


HD 40307 g (0,67 ESI)



Ta niepozorna planeta to stosunkowo nowe odkrycie. Prawdopodobnie ma bardzo przyjaźnie wyregulowany cykl dobowy i wodę w stanie ciekłym. Niestety, nowy system kwalifikacji raczej wyklucza istnienie życia na tej planecie. Nie przejmowałbym się jednak tym faktem. Dopóki nie zajrzymy na jej powierzchnię, nie będziemy wiedzieli o niej nic poza matematycznymi symulacjami i przypuszczeniami.

Ważne jest za to jedno – “g” leży dokładnie centralnie w ekosferze gwiazdy, a to bardzo dobry znak. Jest też największym globem ze wszystkich zaobserwowanych, i to akurat nie zawsze jest dobrą wiadomością. Kilku astronomów sugeruje, że może to być niewielka planeta gazowa, która “oszukuje” odczyty, przebierając się gęstą atmosferą za wielki, skalisty byt, siedmiokrotnie większy od Ziemi.


Gliese 163 c (0,68 ESI)



Kolejny olbrzym skalisty. Jest z nim jednak pewien kłopot. Oceany mają na niej średnio komfortową temperaturę 60 st. C. Bez terraformowania świat ten nie nada się na zasiedlenie. Ale życie bardzo lubi takie temperatury. Wszelkiego rodzaju mikroby mogą czuć się tam jak śliwki w kompocie. Niestety, byłby to dodatkowy czynnik ryzyka podczas ewentualnej wizyty.


Tau Ceti e (0,74 ESI)



Tau Ceti e krąży wokół gwiazdy bardzo podobnej do naszego Słońca, z tą różnicą, że emituje jedynie połowę energii w porównaniu z naszą gwiazdą. Dzięki temu “e” nie jest przegrzana mimo bardzo dużej bliskości względem Tau Ceti. Układ ma około 9 miliardów lat, więc ewentualni mieszkańcy planety mieli dużo czasu, by dostosować się do panujących warunków.


Kepler-22b (0,75 ESI)



Czy nie wygląda pięknie? Jest od nas bardzo daleko, bo aż 600 lat świetlnych. Planeta prawie 2,4 razy większa od Ziemi wydaje się idealną kandydatką na nowy dom. Niestety, nie wiemy, czy jest skalista ani czy ma atmosferę. Jeżeli ją ma, to temperatura na niej wynosi około -11 st. C. Znośnie. Miejmy nadzieję, że efekt cieplarniany nie zniszczy naszych nadziei, bo wtedy temperatura wyniesie 460 st. C. Rok liczy sobie 290 dni. Gwiazdka zawsze nadchodziłaby wcześniej…


Gliese 667C c (0,79 ESI)



Wysoki współczynnik ESI zapowiada życie na “c”. Co ciekawe, planeta prawdopodobnie nie rotuje. Tam gdzie dochodzi światło, mogą być idealne warunki do życia. Temperatura wynosi przyjemne 29 st. C, a trzy gwiazdy gwarantują spektakularne widoki na niebie. Światło dociera do powierzchni głównie w zakresie podczerwieni.


Gliese 581 g (0,82 ESI)



Historia odkrycia tej planety była dość skomplikowana. Raz pojawiała się w analizach, innym razem znikała. Wreszcie znalazła sobie topowe miejsce w zestawieniu z niebagatelnym współczynnikiem ESI.

“g” jest oddalona od nas o 20 lat świetlnych – to dobra nowina dla przyszłych pokoleń. Ma swoją wiecznie ciemną stronę, co uczyni życie na niej znacznie ciekawszym (wyobrażacie sobie wyprawy odkrywcze na mroczny “dziki zachód”?). Grawitacja jest niemalże taka sama jak na Ziemi.

Źródło: http://nauka.gadzetomania.pl / Mariusz Kamiński

Wiem, że artykuł do najdłuższych nie należy, ale może chociaż ktoś zainteresuje się tą tematyką :-) .
X