Trzy okrążenia Liberatora

Xyrcis • 2012-10-23, 22:29
72
Trzy okrążenia Liberatora


Zbigniew Szostak urodził się w 1916 roku w Warszawie. Od dziecka pasjonował się lotnictwem sklejając modele samolotów i czytając na ten temat wszystko co wpadło mu w ręce. Po ukończeniu gimnazjum im. Rejtana chciał iść do szkoły lotniczej, ale uległ perswazjom rodziny, która namawiała go, by został lekarzem. Złożył więc podanie do Szkoły Podchorążych Sanitarnych, do której szczęśliwie się nie dostał. Natychmiast po tej zbawiennej klęsce zapisał się na wydział lotniczy Technicznej Szkoły Lotniczo-Samochodowej. Po dwóch latach zgłosił się na ochotnika do zasadniczej służby wojskowej, gdzie dano mu możliwość wyboru rodzaju broni. Oczywiście wybrał lotnictwo. Ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Lotnictwa, a potem wrócił do przerwanej Szkoły Lotniczo-Samochodowej, by uzyskać dyplom, bez którego nie miał co marzyć o wielkiej karierze. W tamtym czasie każdą wolną chwilę spędzał na Okęciu oblatując samoloty Aeroklubu Warszawskiego i służąc jako instruktor w eskadrze treningowej I Pułku Lotniczego. Miał zwyczaj wykonywać samolotem trzy okrążenia nad swoim domem na Żoliborzu – był to znak dla jego matki, że kończy loty i niedługo wróci do domu na obiad.

W 1938 roku dostał posadę pilota w liniach lotniczych „Lot”. W tym samym roku ożenił się. Nie polatał długo na liniach pasażerskich, gdyż w sierpniu 1939 roku zmobilizowano go z powrotem do wojska. W czasie kampanii wrześniowej latał na myśliwcach P-7 i P-11, które myśliwcami były tylko z nazwy – faktycznie były to latające tarcze dla niemieckich Messerschmidtów. Pod koniec września wraz z żoną ewakuował się do Rumunii, a stamtąd przez Francję trafił do Wielkiej Brytanii.
Na Wyspach dołączył do składu 301. Dywizjonu Bombowego Ziemi Pomorskiej, który został utworzony w lipcu 1940 roku w Bramcote w Warwickshire. Pilotując samoloty typu Vickers Wellington brał udział w bombardowaniach niemieckiej floty inwazyjnej we Francji i nalotach na cele w Niemczech – najczęściej nad Bremę, Hamburg i Essen.

Trzy lata później wskutek odniesionych strat dywizjon został oficjalnie rozwiązany, a z jego personelu utworzono Polską Eskadrę do Zadań Specjalnych przy brytyjskim 138. Dywizjonie. Ten fakt oznaczał początek nowego rozdziału w życiu kapitana Szostaka. Zamiast z bombami nad Niemcy latał teraz na Halifaxach do okupowanej Europy (także do Polski) w o wiele bardziej niebezpiecznych, samotnych misjach – zrzucając broń i amunicję dla lokalnych ruchów oporu oraz transportując przeszkolonych w Anglii dywersantów – w tym oczywiście także polskich Cichociemnych. W listopadzie 1943 roku Eskadrę przeniesiono z Wielkiej Brytanii do Tunisu i przemianowano na 1586. Eskadrę Specjalnego Przeznaczenia. W Tunezji Eskadra nie zagrzała długo miejsca.
Po kilku miesiącach przeniesiono ją na nowe lotnisko Campo Casale koło włoskiego Brindisi. Jednocześnie rozpoczęto jej przezbrajanie w amerykańskie bombowce dalekiego zasięgu B-24 Liberator. W tamtym okresie po wykonaniu 50 misji bojowych lotnik miał prawo odmówić dalszych lotów.
Pod koniec lipca 1944 roku Zbigniew Szostak miał na koncie ponad 100 lotów, jednak ani myślał na tym poprzestać.




Liberator Zbigniewa Szostaka na lotnisku w Brindisi.


1 sierpnia 1944 roku w jego rodzinnym mieście wybuchło Powstanie. Natychmiast zgłosił się na ochotnika do lotów z pomocą dla powstańców. Od 1 do 14 sierpnia pilotowany przez niego Liberator siedem razy startował do kilkunastogodzinnego lotu nad Warszawę.



Emblemat na kadłubie Liberatora - skrzydlata śmierć z zasobnika. Obok flagi krajów, nad którymi wykonywał misje.


By usprawnić podejmowanie alianckich zrzutów dowództwo AK wyznaczyło specjalnych obserwatorów. W poniedziałek 14 sierpnia 1944 roku taką służbę na dachu własnego domu na Żoliborzu pełniła matka Zbigniewa – Ludwika Szostak ps.”Mucha” ze zgrupowania AK „Żyrafa”. Właśnie odprowadzała wzrokiem kilka bombowców, które po zrzuceniu zasobników kierowały się na południe, kiedy nagle jeden z Liberatorów odłączył się od szyku i zatoczył rundę nad jej głową. Jedną… drugą… trzecią….

„O Boże, przecież to Zbyszek!!!”
W ten sposób kapitan Zbigniew Szostak dał znać rodzinie, że żyje.

To był niestety jego ostatni lot nad powstańczą Warszawę. Kilka godzin później, kiedy Liberator znajdował się nad Bochnią i nabierał wysokości, by przelecieć nad Tatrami został zaatakowany przez niemiecki myśliwiec. Kapitan Zbigniew Szostak rozkazał załodze założyć spadochrony i skakać. Sam również próbował w ten sposób ocalić życie, jednak bombowiec znajdował się na zbyt małej wysokości i spadochrony nie zdążyły się otworzyć. Cała załoga zginęła.
Wraz z kapitanem Szostakiem polegli nawigator Stanisław Daniel, II pilot Józef Bielicki, strzelec pokładowy Stanisław Malczyk, bombardier Tadeusz Dybowski, radiotelegrafista Józef Witek i mechanik Wincenty Rutkowski.




Makieta Liberatora pilotowanego przez Zbigniewa Szostaka w Muzeum Powstania Warszawskiego.



Oryginalne części bombowca wydobyte z ziemi 62 lata po katastrofie.



Zawartość zasobnika - broń (w tym przypadku granatnik przeciwpancerny PIAT), lekarstwa, żywność, odzież, papierosy... Polscy lotnicy często zrzucali także dodatkową paczkę z osobistymi prezentami dla powstańców, z przyczepioną kartką "Od załogi".



Załoga Kpt. pil. Zbigniewa Szostaka.



Od lewej: Kpt. pil. Zbigniew Szostak, Gen. brygady pilot inżynier Wojska Polskiego Ludomił Rayski oraz niezidentyfikowany członek załogi.



Czy tak było naprawdę?

Czy jest możliwe, by pilot czterosilnikowego bombowca zdecydował się na zataczanie kręgów nad wielkim polem bitwy, jakim była wówczas Warszawa? Przecież byłoby to równoznaczne z samobójstwem… W dodatku nie miał przecież żadnej gwarancji, że jego znak zostanie zauważony i rozpoznany.

Z drugiej strony jednak – kapitan Zbigniew Szostak słynął z brawury. Poza tym jako Warszawiak znał na pamięć topografię stolicy.
Nad Warszawę latały także załogi amerykańskie, brytyjskie, kanadyjskie i południowoafrykańskie, które z oczywistych względów nie znały miasta. By dokonać udanego zrzutu niejednokrotnie musiały krążyć nad płonącą Warszawą. Nadlatywały one od południa, lecąc bardzo nisko nad Wisłą, niemal dotykając skrzydłami powierzchni wody, by uniknąć ognia artylerii przeciwlotniczej. Następnie „przeskakiwały” kolejne mosty – orientując się po ich liczbie, gdzie powinny się wznieść i odbić w lewo, nad miasto by odnaleźć stanowiska powstańcze i zrzucić nad nimi zasobniki. Dowódca jednego z brytyjskich Halifaxów wspominał po wojnie, że zanim dokonał zrzutu krążył nad Warszawą niemal godzinę.
Lot z 14 sierpnia był już siódmą z kolei wyprawą polskiej załogi nad walczące miasto. Można więc powiedzieć, że miała ona pewne doświadczenie w tych karkołomnych misjach.


Źródło: www.blogbiszopa.pl oraz www.polishsquadronsremembered.com

Molestowanie dzieci- typologia sprawców

Ęmi • 2012-10-17, 23:38
18
Pedofilia to temat, z którego fajnie jest się czasem pośmiać. Uznałam, że skoro już tak dobrze znamy te rejony pod względem zabawy, to może czas się nieco doedukować w tej kwestii.





O ile takie zaburzenia seksualne jak fetyszyzm, nimofomania, czy nawet sadyzm nie spotykają się z jakąś mocną dezaprobatą społeczną (zwłaszcza w społeczeństwie sadistica), to mało znam osób, dobrze życzącym pedofilom.



Jaka jest „przeciętna” ofiara pedofila? Jakie są dzieci wykorzystywane seksualnie?
Definicja mówi nam, że to „każda jednostka, w wieku ochrony prawnej, którą osoba dojrzała seksualnie naraża na jakąkolwiek aktywność seksualną, której intencją jest zaspokojenie osoby dorosłej”



Trochę faktów:
Dziewczęta wykorzystywane są 3 razy częściej, niż chłopcy
W przypadku molestowania chłopców, o wiele częściej pojawia się przemoc
Kobiety są sprawcami 4% wykorzystań dziewczynek i 20% wykorzystań chłopców
49% ofiar zna sprawców molestowania
Wśród molestowanych dzieci:
63% było molestowanych tylko raz
23% więcej niż jednen raz
14% było wykorzystywanych wielokrotnie



Lista zachowań pedofilnych:
• odbywanie spółkowania z dzieckiem (pochwowe, odbytnicze),
• wprowadzanie palca do pochwy lub odbytu,
• wprowadzenie dziecku członka do ust,
• nakłanianie dziecka do dotykania lub całowania narządów płciowych osoby dorosłej,
• zaangażowanie dziecka w aktywność seksualną dorosłych,
• oglądanie, dotykanie, całowanie narządów płciowych dziecka,
• głaskanie ciała dziecka,
• robienie dziecku szczególnych zdjęć fotograficznych, filmowanie,
• pokazywanie dziecku materiałów o treści erotycznej



TYPY PEDOFILÓW – nie każdy pedofil lubuje się w dzieciach z tego samego powodu. Wyróżniamy takie oto rodzaje panów kochających dzieci:

1. typ zahamowany –
do tej grupy należą osobnicy z niską samooceną, zahamowani w kontaktach z ludźmi (w tym w kontaktach seksualnych),dziecko stanowi substytut dorosłego partnera, bardziej dostępny i mniej zagrażający. Czyli w myśl zasady „lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”

2. typ regresyjno – frustracyjny –
kontakt seksualny z dzieckiem traktowany jest jako zachowanie regresyjne pojawiające się w wyniku frustracji potrzeby seksualnej, często „wyzwalaczem” jest spożyty alkohol; przyczyną niezaspokojenia potrzeb seksualnych sprawców tej kategorii są najczęściej: wady wrodzone narządów płciowych, przewlekłe choroby, lęki, uzależnienia prowadzące do zaburzeń potencji, długotrwały konflikt małżeński. Czyli ktoś już tak nie ogarnia seksualności dorosłych ludzi, że wybiera seks z dzieckiem- bo prościej.

3. typ nieprzystosowany –
grupa ta obejmuje osoby, u których rozpoznano: psychozę, zaburzenia osobowości, upośledzenie umysłowe, otępienie starcze, zmiany organiczne w ośrodkowym układzie nerwowym; wybór dziecka jako partnera seksualnego jest podyktowany w tej grupie spostrzeganą niemożnością nawiązania kontaktów seksualnych z dorosłym; często w trakcie takiego kontaktu dochodzi do wybuchów kumulowanej złości i agresji, co może skutkować okrucieństwem i torturami wobec dzieci. A tu tłumaczyć nie trzeba, po prostu się komuś poj***ło w głowie i pedofilia jest tego efektem.

4. typ moralnie nieodróżniający –
osoba taka stosuje zazwyczaj przemoc fizyczną, wykorzystywanie dziecka jest wpisane w jego ogólny wzór postępowania – wykorzystuje wszystkich, którzy go otaczają. Takimi schematami posługują się psychopaci. Każdy dookoła może zostać jego ofiarą, nie ma w sobie norm. Może zgwałcić zarówno babcię jak i 4-latkę.

5. typ seksualnie nieodróżniający –
grupa ta obejmuje osoby dobrze kontrolujące wszystkie dziedziny swojego życia z wyłączeniem sfery seksualnej; mają one bardzo duże zapotrzebowanie na stymulację seksualną i poszukują wciąż nowych bodźców, eksperymentują i to skłania ich do inicjowania kontaktów seksualnych z dziećmi. Tutaj pole do popisu mają seksoholicy i nimfomanki. W myśl zasady „r*cha wszystko, co się rusza i nie ucieka na drzewo”





Skoro znamy już typy sprawców wykorzystywania dzieci, czas poznać sposoby pozyskiwania przez nich ofiar.

- sprawcy uwodzący –
najchętniej nawiązują kontakty z dziećmi zaniedbanymi fizycznie i emocjonalnie; posługują się metodą uwodzenia i adorowania dziecka, wykorzystują umiejętność słuchania i rozmawiania z dzieckiem. Ten typ pozyskiwania ofiary często wykorzystują księża, lekarze, harcerze i inni dorośli mający kontakt z dziećmi i będący dla nich autorytetem.

[center]


- sprawcy sadystyczni –
to najczęściej gwałciciele, potencjalni mordercy, wabiący dzieci podstępem, stosujący często brutalną przemoc, uzyskują zaspokojenie seksualne poprzez zadawanie dziecku cierpienia. Typowi zwyrole.


- sprawcy introwertywni –
wybierają dzieci obce, małe, a kontakty z nimi są krótkie i przelotne. Sprawcy ci obawiają się „zaangażowania emocjonalnego” w jakąkolwiek relację, komunikacja werbalna z ofiarą jest więc w ich przypadku ograniczona. Można ich określić jako nieporadne c**y, nie potrafiące sobie znaleźć baby i uprawiające seks z tym, co łatwiejsze.
[/center]

Bibliografia:
Ciosek M. (2003). “Psychologia sądowa i penitencjarna”. Warszawa: Wydawnictwo Prawnicze Lexis

Czernikiewicz W., Pawlak-Jordan B. (1998) „Wykorzystywanie seksualne dzieci”, Warszawa: Fundacja Dzieci Niczyje

Hołyst B. (1999). „Kryminologia”. Warszawa: PWN

Hołyst B. (2003) „Psychologia kryminalistyczna”. Warszawa: Wydawnictwo Prawnicze Lexis

Imieliński K. (1990). „Sexiatria” t. 2. Warszawa: PWN


Lernell L. (1984). „Przestępczość seksualna. Zagadnienia prawne i kryminologiczne”


CDN, jeśli temat się spodoba, mam jeszcze sporo materiałów.
58
Link do dowodow na dole, dzis w Faktach bylo !!!




Prawdopodobnie najjaśniejszą od kilkudziesięciu lat kometę będziemy mieli okazję podziwiać na polskim niebie. Nowo odkryty obiekt może być dla nas widoczny nawet przez kilka miesięcy już za rok - oceniają naukowcy.

Niewykluczone, że już za rok będzie nam dane podziwiać na polskim niebie C/2012 S1 (ISON) - kometę, która ma szansę stać się najjaśniejszym tego typu obiektem od dziesięcioleci. Taką prognozę podają wykorzystywane przez astronomów generatory efemeryd, czyli danych dotyczących przebiegu przyszłego zjawiska astronomicznego.

Możemy zobaczyć ją i my

To nowo odkryte ciało niebieskie zostało znalezione przez Rosjan zaledwie kilka dni temu w pobliżu Saturna, około 900 mln km od Słońca. Obiekt sunie w kierunku naszej dziennej gwiazdy.

Póki co komety nie widać zbyt dobrze - nawet za pomocą zaawansowanych teleskopów, które skierowane są w stronę gwiazdozbioru Raka, gdzie przebywa. Jest jednak szansa, jak podkreślają astronomowie, że od listopada 2013 roku do stycznia 2014 roku będzie można ją podziwiać gołym okiem. Nawet w Polsce.

Październik 2013

Nie wiadomo, skąd pochodzi C/2012 S1 (ISON), wiadomo natomiast, że możemy zacząć wypatrywać jej już na początku października 2013 roku. To właśnie wtedy stanie się ona obiektem dostrzegalnym przez lornetki.

Będzie wtedy widoczna na porannym niebie, w konstelacji Lwa, niedaleko jasnego Marsa. Wychodząc na obserwacje godzinę przed wschodem Słońca, kometę dojrzymy około 35 stopni nad wschodnim horyzontem.

Przez cały październik ścieżka komety przebiegać będzie na tle gwiazd konstelacji Lwa. Stopniowo obiekt będzie zbliżał się do Słońca, szybko jaśniejąc. Na początku października jego jasność ma wynosić 9.8 magnitudo, a pod koniec miesiąca - niespełna 7 magnitudo. Oznacza to, że w ciągu tego miesiąca kometa pojaśnieje ponad 15 razy.

"Gołym okiem" w listopadzie

Na przełomie października i listopada kometa przejdzie z Lwa do konstelacji Panny. W pierwszych dniach listopada C/2012 S1 (ISON) powinna stać się obiektem dostępnym obserwacjom "gołym okiem".
Kometa wciąż będzie się znajdować w takiej odległości kątowej od Słońca (45-50 stopni), która da dobre warunki geometryczne do podglądania. Na godzinę przed wschodem Słońca, kiedy warto będzie się wybrać na obserwacje, obiekt znajdzie się 25 stopni nad południowo-wschodnim horyzontem.

Widoczna nawet w miastach

W drugiej dekadzie listopada, kiedy kometa będzie szybko wędrować ku Słońcu, nadal nie powinniśmy mieć problemów z jej obserwacjami. Powinna mieć wtedy jasność około 2-3 wielkości gwiazdowych. Dzięki temu będzie dostępna obserwacjom "gołym okiem" nawet dla obserwatorów w mieście.

Co więcej - znajdzie się wtedy tuż obok Spiki - najjaśniejszej gwiazdy z gwiazdozbioru Panny. Godzinę przed wschodem Słońca, oba obiekty dojrzymy około 15 stopni nad południowo-wschodnim horyzontem.

Jak najjaśniejsze obiekty na niebie

Dobrym czasem do obserwowania komety będzie również okres od 20 do 25 listopada, w którym blask komety wzrośnie z 2 do 0 magnitudo. To jasność porównywalna do jasności najjaśniejszych obiektów na niebie. Kometa zbliży się na sferze niebieskiej do Merkurego oraz Saturna i razem z nimi, niespełna godzinę przed wschodem Słońca, będzie świecić tylko kilka stopni nad południowo-wschodnim horyzontem.

Swój maksymalny blask (efemerydy mówią o jasności nawet -11 wielkości gwiazdowych, a więc o blasku porównywalnym z jasnością Księżyca w kwadrze!) kometa osiągnie 29 listopada. Niestety wtedy będzie na niebie tylko 1,3 stopnia od Słońca - będzie więc ginąć w jego blasku



Przeżyje przejście obok Słońca?

Jeśli C/2012 S1 (ISON) przeżyje tak bliskie przejście obok naszej dziennej gwiazdy, powinna stać się dostępna obserwacjom na wieczornym niebie już w okolicach 5 grudnia i wciąż świecić, jak najjaśniejsze gwiazdy na niebie. Niespełna godzinę po zachodzie Słońca zobaczymy ją w konstelacji Węża, kilka stopni nad zachodnim horyzontem.

Z czasem warunki geometryczne szybko będą się poprawiać. Kometa zacznie przechodzić do gwiazdozbioru Herkulesa, szybko oddalając się na niebie od Słońca i jednocześnie zbliżając się do Ziemi. Przez cały grudzień C/2012 S1 (ISON) powinna być bez problemów widoczna "gołym okiem" na wieczornym niebie.

Kapryśny obiekt

Trzeba jednak pamiętać, że komety to obiekty bardzo kapryśne. Wiele razy zdarzały się sytuacje, że rzeczywisty blask komety był znacznie różny od tego, co wskazywały efemerydy. Bardzo trudno jest więc przywidywać blask komety z ponad rocznym wyprzedzeniem. Jeszcze trudniejsze jest określenie jej zachowania się po przejściu najbliżej Słońca. Nie wiadomo jak takie ciało niebieskie zareaguje na intensywne ogrzewanie przez naszą dzienną gwiazdę.

http://www.tvnmeteo.pl/informacje/ciekawoski,49/kometa-jasna-jak-ksiezyc-rozblysnie-nad-nami,60397,1,0.html

Tekst skopiowany ze strony TVN24, napisane jak dla prostych ludi nie wierzacych w nic.
Odsylam do linkow tych ktory chca troche informacji o tym co sie zmienia :)

youtube /watch?v=IaDOkMEK4uk

Pastuch z Pakistanu • 2012-10-04, 17:10  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (26 piw)
"Trzeba jednak pamiętać, że komety to obiekty bardzo kapryśne."



114
Chciałbym prosić Was, drodzy Użytkownicy, żebyście poświęcili chwilę i przeczytali zamieszczony poniżej krótki tekst autorstwa Krzysztofa Wyszkowskiego.

Bez względu na stosunek do samego zrywu zróbcie to choćby z szacunku do tych wszystkich Polaków, którzy w nim zginęli.

Cytat:

"Powstanie upadło - duch wolności przetrwał"


Po dwóch miesiącach walki Powstańcy skapitulowali. Ci, którzy przeżyli, poszli do niewoli, wielu na śmierć. Zgasło ognisko wolności wskazujące drogę całemu światu. Ludność wygnano. Rozpoczęła się eksterminacja miasta. Los stolicy Polski miał się stać dowodem, że prawo do życia ma tylko totalizm.

Niemcy uznawali likwidację Warszawy za karę za trwanie w Powstańcach nienawistnej cechy polskości - woli wolności. Tej woli wolności, która stała się świadectwem istnienia człowieczeństwa poczuwającego się do bycia świętym dziełem Bożym. Chcieli ją zetrzeć z powierzchni ziemi, jako dowód, że nowoczesność nie toleruje wolności (38 lat później ich inny kanclerz z takich samych powodów poparł wprowadzenie stanu wojennego).

Aby zapewnić Niemcom czas na dokonanie metodycznego i ostatecznego unicestwienia polskości, Sowieci zapewnili im półroczny rozejm (komuniści i wszyscy inni kierujący się antypolonizmem do dzisiaj nie chcą uznać, że sowieckie wsparcie dla stłumienia Powstania oznaczało też zgodę na swobodne kontynuowanie mordów w Auschwitz-Birkenau). Tamta walka, oprócz woli przeciwstawienia się siłą barbarzyństwu niemieckiemu, było także aktem obronnym przed zbliżającym się do stolicy barbarzyństwem sowietyzmu. Patrioci ginęli walcząc twarzą w twarz z Niemcami, żeby utrudnić Sowietom mordowanie strzałem w tył głowy. Przeciw Powstaniu Niemcy i Związek Sowiecki odnowili swój sojusz. Znowu byli koalicją antypolską, antywolnościową, antydemokratyczną i antycywilizacyjną. I Polska znowu uratowała cywilizację europejską zatrzymując na pół roku nawałę komunistyczną w jej drodze na Zachód.

W tej niesłychanej nienawiści, jaką naziści, komuniści i wszyscy totaliści całego świata, żywią wobec Powstania, zawiera się jego wielkość. Ta tajemnica jego uwielbienia, która każdego 1 sierpnia zapala w Polakach płomyk nadziei i radości. Każdego 1 sierpnia przed godziną „W” - wstępuje w nas święta gotowość do walki o wolność i wiara w zwycięstwo. Każdego 1 sierpnia wieczorem - płaczemy nad grobami bohaterów, rozpaczamy nad ofiarą dwustu tysięcy, rozpamiętujemy ofiarę z dzieł narodowego geniuszu i materialnego dorobku pracy pokoleń.

Powstanie upadło, ale wszystko, co w Polakach najcenniejsze, stale odradza się właśnie z niego. Bez Powstania nie byłoby Czerwca`56, Marca`68 i Grudnia`70. To duch Powstania ożywiał serca milionów w Sierpniu`80 i to on - tym razem bezkrwawo, bo dzięki tamtej krwi - zwyciężył.

Nie gloryfikuję rozkazu do rozpoczęcia walki. Nie jestem wyznawcą przeświadczenia o polskim przeznaczeniu ku straceńczości. Domagam się prawa do uprawiania polityki nawet w sytuacjach krańcowych i upominam o obowiązek stosowania kalkulacji politycznej w działaniach zbiorowych. Ale wielbię radosny i zdyscyplinowany entuzjazm powstańczy, jako najpiękniejszy wybuch godności ludzkiej podczas najgłębszego upadku człowieczeństwa. Klękam przed cudem przetrwania wiary, gdy wielu zatrwożyło się mniemając, iż Bóg zamilkł. Podziwiam wolę wolności potwierdzoną najwyższą ofiarnością złożoną dobrowolnie przez kogokolwiek w czasie najstraszniejszej wojny w dziejach ludzkości.

Józef Piłsudski, wielki realista i pragmatyk, pisał o swoim podziwie dla szacunku, jakim darzono Rząd Narodowy w Powstaniu Styczniowym. Nie wiedział, że jego duchowe dzieci dokonają jeszcze większego cudu – wystąpią samotnie przeciw największym potęgom świata i wykażą w tym boju bezprzykładne samozaparcie.

Powstanie jest naszym wielkim darem dla całej ludzkości. Jeśli wolność ma w dzisiejszym świecie przetrwać, to Powstanie Warszawskie musi zostać uznane za jej najwspanialszy symbol. Musi zostać świętem ponadnarodowym – wspólnym świętem całej Europy, które stanie się natchnieniem dla całego świata.

Krzysztof Wyszkowski




Wieczna Cześć i Chwała Polskim Bohaterom!



~Bambi~ • 2012-10-02, 21:53  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (46 piw)
A ja uważam, że należy im się szacunek. Teraz każdy mądry, że powstanie niepotrzebne, że dowództwo wysłało ludzi na pewną śmierć itd. A nikt z nas nie jest sobie nawet w stanie wyobrazić co Ci ludzie przeżywali, przed jakimi wyborami musieli stanąć, gdy śmierć i zagłada wisiały nad nimi. Wielokrotnie próbowałem postawić się na ich miejscu i nie wiem czy znalazłbym na tyle odwagi, by iść i walczyć o swój dom i swoich bliskich jednocześnie wiedząc, że walka ta jest skazana na porażkę.

Pomijając kwestie polityczne i ideologiczne, które każde tragiczne wydarzenie potrafią zmieszać z błotem. Po prostu pamiętajmy, gdy trzeba przystańmy, posłuchajmy syren przez minutę. I oby takie coś nie przydarzyło się nigdy więcej.

Radziecki/Rosyjski przemysł atomowy.

markedone • 2012-09-30, 20:50
92
Witam, chcę wam przedstawić radzieckie/rosyjskie zakłady związane z produkcją broni jądrowej. W miarę możliwości będę chciał opisać każdy z zakładów(jakieś zdjęcia, krótka historia). Opisy będę robił po prostu w komentarzach tego tematu, żeby nie spamować każdym zakładem pojedynczo. Na chwilę obecną opisany jest:
-Arzamas-16 /arzamas-16-radzieckie-los-alamos-vt141677.htm
-Nowa Ziemia /nowa-ziemia-najwiekszy-smietnik-nuklearny-swiata-vt141605.htm
(użytkownik Przemyslav83)
a w komentarzu dodam Czelabińsk :-)


Tutaj zamieszczę ogólną charakterystykę.

Badania, testy i zakłady produkcyjne:
Zakład:.......................................Miejscowość:.............Funkcja:
Angarsk......................................Angarsk..................Wzbogacanie Uranu
Arzamas-16 ................................Sarów.....................Projektowanie
Chelyabinsk-65............................Czelabińsk..............Reaktory plutonowe
Chelyabinsk-70............................Kasli.......................Projektowanie
Krasnoyarsk-26............................Dodonowo..............Reaktory plutonowe
Krasnoyarsk-45............................Kańsk....................Wzbogacanie Uranu
Nowa Ziemia.............................................................Miejsce testów
Penza-19....................................Kuźnieck..................Produkcja głowic
Semipalatinsk-16.........................Kazachstan..............Miejsce testów
Sverdlovsk-44.............................Verkh-Neyvinsk........Wzbogacanie uranu
Sverdlovsk-45.............................Niżniaja Tura............Produkcja głowic
Tomsk-7.....................................Tomsk.......................Produkcja uranu i plutonu
Zlatoust-36.................................Złatoust...................Produkcja głowic
Eleron........................................Moskwa...................Ochrona


Przetwarzanie uranu:

Almaz..........................................Lermontow.....................Przetwarzanie uranu
Chita-46......................................Krasnokamiensk..............Przetwarzanie uranu
Chkalovsk...................................Khodzhent.......................Przetwarzanie uranu
Dniepe........................................Dnieprodzierżyńsk...........Przetwarzanie uranu
Kirgiz MC.....................................Bishkek..........................Przetwarzanie uranu
Navoi..........................................Navoi..............................Przetwarzanie uranu
Prikaspisky..................................Aktau..............................Przetwarzanie uranu
Sibruda.......................................Abaza.............................Przetwarzanie uranu
Tselinnyi......................................Stepnogorsk....................Przetwarzanie uranu
Vostochny....................................Zheltiye Vody...................Przetwarzanie uranu

Składy broni jądrowej:

Borisoglebsk.............................................................Miejsce składowania
Bulyzhino..................................................................Miejsce składowania
Chebsara..................................................................Miejsce składowania
Dodonovo.................................................................Miejsce składowania
Golovchino................................................................Miejsce składowania
Karabash..................................................................Miejsce składowania
Khabarovsk...............................................................Miejsce składowania
Komsomolsk-na-Amure..............................................Miejsce składowania
Krasnoarmeyskoye....................................................Miejsce składowania
Malaya Sazanka........................................................Miejsce składowania
Mozhaysk..................................................................Miejsce składowania
Nizhnyaya Tura.........................................................Miejsce składowania
Olenegorsk...............................................................Miejsce składowania
Sergiev Posad...........................................................Dowództwo ochrony
Yuryuzan...................................................................Miejsce składowania
Zalari........................................................................Miejsce składowania
Zhukovka.................................................................Miejsce składowania


Czelabińsk-65 w komentarzu :-)

google imejdż, wiki, globalsecurity, rosatom.ru

Czarnobyl - Unikatowe zdjęcia z katastrofy

Kakutniaczek • 2012-09-25, 11:26
271
Witam,

Fotografie z kilku dni po katastrofie :mrgreen:











Reszta w komentarzach...
Miłego przeglądania !
wlodi2 • 2012-09-25, 14:28  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (28 piw)
Za Czarnobyl zawsze piwko się należy :)

Wieś Redkovka - Zona w Czarnobylu

Kakutniaczek • 2012-09-24, 12:20
198
Każdy, który choć trochę interesuje się katastrofą w Czarnobylu, wie co to jest Zona.
Wieś Redkovka znajduje się właśnie w jej obszarze - pomimo ewakuacji wielu wiosek podczas katastrofy, niektórzy mieszkańcy zostali.








Lidia, 74 i Mikhail, 73, żyją w Redkovka gdzie wciąż poziom promieniowania jest znacznie przekroczony.


Reszta w komentarzach.
BongMan • 2012-09-24, 12:31  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (189 piw)
Wiosna w Czarnobylu. Trawka się czerwieni, a ptaszki wesoło szczekają.

FG 42

Anonymous • 2012-09-10, 13:30
72
Karabin samopowtarzalny niemieckich strzelców spadochronowych (Fallschirmjäger) używany był w latach 1942-1945. Karabin ten zasilany był amunicją 7.92 mauser z magazynka pudełkowego o pojemności 20 naboi.

LC-6
Pierwszy model prototypowy. Komora zamkowa w formie wytłoczki z blach stalowych z wstawkami ze stali stopowej. Charakterystyczna zegarowa sprężyna powrotna. Karabin całkowicie metalowy (nawet kolba, łoże i chwyt z blaszanych wytłoczek). Dwójnóg zamontowany na zakończeniu lufy. Zbudowano modele kalibru 7,92 x 57 mm Mauser i 7,92 x 33 Kurz.

LC-6/II
Drugi prototyp. Zmieniony celownik. Dwójnóg przeniesiono na blok gazowy. Nowy kształt metalowej kolby i nowe, wykonane z tworzywa sztucznego łoże.

LC-6/III
Trzeci prototyp. Komora zamkowa frezowana ze stali chromoniklowej. Celownik jak w LC-6. Bardzo silnie pochylono do tyłu chwyt pistoletowy (według niektórych źródeł miało to umożliwić strzelanie w dół w czasie opadania na spadochronie, byłaby to koncepcja nonsensowna, ale w III Rzeszy decyzję często podejmowali dyletanci). Nowy, skonstruowany specjalnie dla tego karabinu garłacz do miotania granatów nasadkowych.

FG42 (model 1)
Pierwsza wersja seryjna (50 sztuk). W zasadzie odpowiada prototypowi LC-6/III

FG42 (model 2)
Druga wersja seryjna (około 2000 sztuk). Zewnętrznie odróżnia się nową kolbą metalową posiadającą przetłoczenia zwiększające sztywność. Komora spustowa została wzmocniona. Kabłąk spustu jest ukształtowany z paska blachy przymocowanego do komory spustowej. Zastosowano nową sprężynę bijnika. Zmniejszono opór spustu.



magnez • 2012-09-10, 19:36  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (30 piw)
najlepsza giwera z wolfensztajna

Samobójcza misja żołnierza AK

BongMan • 2012-09-05, 17:25
105
Cytat:

Wczesna wiosna 1943 r. Dokładna data nieznana. Okupowana Warszawa. Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro” – dowódca „Kedywu” Okręgu Warszawskiego musiał być tego dnia bardzo zajęty. Jego myśli zaprzątały kolejne egzekucje Polaków, które na ulicach Warszawy wykonywali Niemcy. Szykował plany akcji odwetowych za te barbarzyńskie, niczym nieuzasadnione akcje. Pięścią podziemia miały być oddziały dyspozycyjne Kedywu, którymi dowodził. Tego dnia otrzymał raport od nieznanego nam bliżej oficera AK, który przekazywał nietypową – nawet na warunki konspiracyjne – ofertę swojego bezpośredniego podwładnego. Po dłuższym wahaniu dowódca warszawskiego „Kedywu” przyjął ją.

Ofertę składał młody – 21 letni żołnierz AK Jan Kryst ps. „Alan”, przed wojną uczeń gimnazjum mechanicznego i harcerz, obrońca Warszawy we wrześniu 1939 r. Oferta złożona przez młodego konspiratora była dużym zaskoczeniem dla kapitana. Nawet w konspiracji były one rzadkością. Kryst kilka dni wcześniej otrzymał diagnozę lekarską, że jest chory na gruźlicę i zostały mu ostatnie chwile życia. Postanowił zginąć z bronią w ręku i wziąć odwet na Niemcach za ich okrucieństwa w Polsce. Kapitan długo się nie namyślał – po zbadaniu motywacji żołnierza postanowił dać mu do wykonania akcję wymierzoną w aparat bezpieczeństwa okupanta – gestapo. Uświadomił mu, że misja, którą ma wykonać jest samobójcza.

Wkrótce Kryst otrzymał dyspozycje od dowództwa „Kedywu”. Celem, w który miał uderzyć młody zamachowiec byli oficerowie gestapo. Miejscem ich likwidacji miała być popularna kawiarnia „Adria” przy ul. Moniuszki 10 – teraz lokal „nur für Deutsche”, a przed wojną jedno z ulubionych miejsc rozrywki warszawiaków, gdzie brylował m. in. gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Teraz spotykali się tam wysocy niemieccy funkcjonariusze z trupimi czaszkami na kołnierzykach i czapkach. Zadanie Krysta było pozornie proste – zabić jak najwięcej funkcjonariuszy gestapo i wycofać się z lokalu. Dywersanta miało ubezpieczać dwóch konspiratorów, którzy czekali na zewnątrz lokalu. Do środka, gdzie było pełno uzbrojonych Niemców miał wejść tylko Kryst.

Dlaczego nie użyto bomby? W tym wypadku Kryst miałby na pewno większe szanse na przeżycie. Tłumaczy nam to informacja Kierownictwa Walki Konspiracyjnej opublikowana w „Biuletynie Informacyjnym” po akcji Krysta: szedł wykonać zadanie z pełną świadomością tego, że zginie. Kierownictwo Walki Konspiracyjnej nie użyło bomby – tu bowiem nie chodziło o wytracenie Niemców bez wyboru. Chodziło o wyszukanie z pośród tłumu gości jedynie gestapowców i o ich uśmiercenie. Człowiek, który podejmował to zadanie wiedział, że z lokalu przepełnionego wojskowymi Niemcami żywym nie wyjdzie. W kieszeni ubrania miał pismo, zawiadamiające o powodach akcji, grożące wzmożonym odwetem jeśli bestialstwa gestapowskie nie ustaną.

Godz. ok. 21:30. 21 maja 1943 r. Restauracja „Adria”. Niemcy bawili się na całego. Nastrój był wyjątkowy. Opisuje go włoski dziennikarz Alceo Valcini, który w tę noc gościł w „Adrii”. Gdy wszedł do lokalu wielka sala była wypełniona po brzegi. Oficerowie, żołnierze siedzieli przy wspólnym stole pijąc wino. Koło nich siedziało kilka brzydkich i niezgrabnych Niemek i kilka Blitzmädel [zmilitaryzowane kobiece oddziały niemieckiej pomocniczej służby łączności] we fioletowych pończochach. Żołnierze, jak się wydawało, bawili się świetnie i klaskali w ręce w odpowiedzi na głupie dowc**y konferansjera przybyłego z Monachium. Pożądliwie spoglądali na niefidiaszowskie , ale za to bardzo odsłonięte kształty tancerki produkującej się w Bolero Ravela. Kelnerzy uwijali się roznosząc naczynia, flaszki wina, wermutu, szklanki mięty i kufle piwa.

Kryst do wypełnionej po brzegi „Adrii” wszedł ok. 21:40. Musiał nie zdradzać oznak zdenerwowania, ponieważ został bez problemów wpuszczony do środka. Nie zajął stolika, lecz stanął pod słupem w pobliżu loży znajdującej się na środku sali. Co czuł w tej chwili – niestety nigdy się nie dowiemy…

Valcini nie zwrócił uwagi na stojącego pod słupem Krysta – najwidoczniej nie zwracał uwagi swoim wyglądem i zachowaniem. Wkrótce Włoch zajął stolik w pobliżu drzwi wejściowych. W czasie, gdy piruety tancerki przyciągały uwagę publiczności – wspominał Valcini - w środku Sali, gdzie dawano program, usłyszałem strzał – najpierw jeden, potem drugi, trzeci, czwarty, piąty… O parę kroków ode mnie, po prawej stronie zrobił się zgiełk. Przewracano stoły, naczynia, stołki, butelki. Wycie i krzyki. Po kilku minutach grupa żołnierzy poruszonych do ostatnich granic utorowała sobie przejście wśród tłumu krzycząc: „Zamach” i trzymając rewolwery w ręku. Wysoki młodzieniec z twarzą zbroczoną krwią padł na ziemię, gdy rzucono w niego kilkoma krzesłami. To polski zamachowiec, patriota; zabił on w ciągu paru sekund dwóch oficerów i dwóch żołnierzy, strzelając zza marmurowej kolumny w kierunku centralnie ustawionego stołu, przy którym zazwyczaj zajmowały miejsca osobistości niemieckie […] Niemcy rzucili się na niego i zmasakrowali, bijąc flaszkami i stołkami. Przy mnie wyzionął ducha, w swym brązowym ubraniu, za obszernym jak na gruźlika. Zmarł, gdy agent gestapo usiłował wydobyć od niego jakąś tajemnicę.

Po zabiciu zamachowca natychmiast przystąpiono do śledztwa. Aresztowano cały personel lokalu. Na miejsce przybył sam gubernator Warszawy gen. Ludwig Fischer. Śledztwo trwało do piątej rano. Niemcy uznali, że zamachowiec był Żydem zbiegłym z getta (trwały wtedy walki w getcie). Nie mogli uwierzyć, że ktoś z polskiego podziemia mógł zdecydować się na tak straceńczy krok jak Kryst. Zabitych Niemców oraz Krysta złożono do trumien. Ciało żołnierza AK przewieziono do kostnicy przy ul. Oczki skąd zostały wykradzione przez żołnierzy podziemia. Ciało bohatera pochowano bezimiennie na cmentarzu Wolskim.

Kryst przed śmiercią zabił jednego kapitana oraz dwóch poruczników gestapo. W raporcie „Kedywu” czytamy, że po pierwszych strzałach został uderzony od tyłu w głowę przez siedzącego nieopodal przy stoliku Niemca, a następnie zastrzelony z rewolweru.

Niemcy nie zastosowali żadnych represji wobec ludności polskiej za ten zamach.

Akcja Krysta rozeszła się szerokim echem po całej stolicy. Bohatera postanowiono upamiętnić. W ramach akcji małego sabotażu „Wawer” w 4 rocznicę wybuchu wojny (1.IX.1943 r.) dokonano zawieszenia tabliczek z nowymi nazwami ulic w Warszawie. Ulicę Rogowską nazwano Jana Krysta. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego odsłonięto 8 sierpnia 1944 r. w „Adrii” tablicę pamiątkową ku jego czci. Po wojnie jego imieniem nazwano ulicę w Warszawie. Jan Kryst został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Tego co czuł Kryst, dlaczego podjął się tego kroku (rodzina zaprzecza jakoby był chory na gruźlicę), jak przebiegała dokładnie rozmowa z kapitanem „Chuchro”, nie dowiemy się niestety nigdy – żaden z nich nie zostawił swoich wspomnień. Dowódca, który wysłał „Alana” do Adrii, niestety długo nie pocieszył się życiem – jeszcze w tym samym roku został aresztowany przez Niemców i w listopadzie rozstrzelany w egzekucji ulicznej. Nie dane mu było zginąć z bronią w ręku…


http://blog.surgepolonia.pl/2012/09/samobojcza-akcja-zolnierza-ak/
lukassw10 • 2012-12-19, 23:11  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (100 piw)
Wczesna wiosna 1943 r. Dokładna data nieznana. Okupowana Warszawa. Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro” – dowódca „Kedywu” Okręgu Warszawskiego musiał być tego dnia bardzo zajęty. Jego myśli zaprzątały kolejne egzekucje Polaków, które na ulicach Warszawy wykonywali Niemcy. Szykował plany akcji odwetowych za te barbarzyńskie, niczym nieuzasadnione akcje. Pięścią podziemia miały być oddziały dyspozycyjne Kedywu, którymi dowodził. Tego dnia otrzymał raport od nieznanego nam bliżej oficera AK, który przekazywał nietypową – nawet na warunki konspiracyjne – ofertę swojego bezpośredniego podwładnego. Po dłuższym wahaniu dowódca warszawskiego „Kedywu” przyjął ją.

kpt Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro”



Ofertę składał młody – 21 letni żołnierz AK Jan Kryst ps. „Alan”, przed wojną uczeń gimnazjum mechanicznego i harcerz, obrońca Warszawy we wrześniu 1939 r. Oferta złożona przez młodego konspiratora była dużym zaskoczeniem dla kapitana. Nawet w konspiracji były one rzadkością. Kryst kilka dni wcześniej otrzymał diagnozę lekarską, że jest chory na gruźlicę i zostały mu ostatnie chwile życia. Postanowił zginąć z bronią w ręku i wziąć odwet na Niemcach za ich okrucieństwa w Polsce. Kapitan długo się nie namyślał – po zbadaniu motywacji żołnierza postanowił dać mu do wykonania akcję wymierzoną w aparat bezpieczeństwa okupanta – gestapo. Uświadomił mu, że misja, którą ma wykonać jest samobójcza.


Jan Kryst ps. „Alan”.

Wkrótce Kryst otrzymał dyspozycje od dowództwa „Kedywu”. Celem, w który miał uderzyć młody zamachowiec byli oficerowie gestapo. Miejscem ich likwidacji miała być popularna kawiarnia „Adria” przy ul. Moniuszki 10 – teraz lokal „nur für Deutsche”, a przed wojną jedno z ulubionych miejsc rozrywki warszawiaków, gdzie brylował m. in. gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Teraz spotykali się tam wysocy niemieccy funkcjonariusze z trupimi czaszkami na kołnierzykach i czapkach. Zadanie Krysta było pozornie proste – zabić jak najwięcej funkcjonariuszy gestapo i wycofać się z lokalu. Dywersanta miało ubezpieczać dwóch konspiratorów, którzy czekali na zewnątrz lokalu. Do środka, gdzie było pełno uzbrojonych Niemców miał wejść tylko Kryst.

Dlaczego nie użyto bomby? W tym wypadku Kryst miałby na pewno większe szanse na przeżycie. Tłumaczy nam to informacja Kierownictwa Walki Konspiracyjnej opublikowana w „Biuletynie Informacyjnym” po akcji Krysta: szedł wykonać zadanie z pełną świadomością tego, że zginie. Kierownictwo Walki Konspiracyjnej nie użyło bomby – tu bowiem nie chodziło o wytracenie Niemców bez wyboru. Chodziło o wyszukanie z pośród tłumu gości jedynie gestapowców i o ich uśmiercenie. Człowiek, który podejmował to zadanie wiedział, że z lokalu przepełnionego wojskowymi Niemcami żywym nie wyjdzie. W kieszeni ubrania miał pismo, zawiadamiające o powodach akcji, grożące wzmożonym odwetem jeśli bestialstwa gestapowskie nie ustaną.


Akcja

Godz. ok. 21:30. 22 maja 1943 r. Restauracja „Adria”. Niemcy bawili się na całego. Nastrój był wyjątkowy. Opisuje go włoski dziennikarz Alceo Valcini, który w tę noc gościł w „Adrii”. Gdy wszedł do lokalu wielka sala była wypełniona po brzegi. Oficerowie, żołnierze siedzieli przy wspólnym stole pijąc wino. Koło nich siedziało kilka brzydkich i niezgrabnych Niemek i kilka Blitzmädel [zmilitaryzowane kobiece oddziały niemieckiej pomocniczej służby łączności] we fioletowych pończochach. Żołnierze, jak się wydawało, bawili się świetnie i klaskali w ręce w odpowiedzi na głupie dowc**y konferansjera przybyłego z Monachium. Pożądliwie spoglądali na niefidiaszowskie , ale za to bardzo odsłonięte kształty tancerki produkującej się w Bolero Ravela. Kelnerzy uwijali się roznosząc naczynia, flaszki wina, wermutu, szklanki mięty i kufle piwa.

Kryst do wypełnionej po brzegi „Adrii” wszedł ok. 21:40. Musiał nie zdradzać oznak zdenerwowania, ponieważ został bez problemów wpuszczony do środka. Nie zajął stolika, lecz stanął pod słupem w pobliżu loży znajdującej się na środku sali. Co czuł w tej chwili – niestety nigdy się nie dowiemy…

Valcini nie zwrócił uwagi na stojącego pod słupem Krysta – najwidoczniej nie zwracał uwagi swoim wyglądem i zachowaniem. Wkrótce Włoch zajął stolik w pobliżu drzwi wejściowych. W czasie, gdy piruety tancerki przyciągały uwagę publiczności – wspominał Valcini - w środku Sali, gdzie dawano program, usłyszałem strzał – najpierw jeden, potem drugi, trzeci, czwarty, piąty… O parę kroków ode mnie, po prawej stronie zrobił się zgiełk. Przewracano stoły, naczynia, stołki, butelki. Wycie i krzyki. Po kilku minutach grupa żołnierzy poruszonych do ostatnich granic utorowała sobie przejście wśród tłumu krzycząc: „Zamach” i trzymając rewolwery w ręku. Wysoki młodzieniec z twarzą zbroczoną krwią padł na ziemię, gdy rzucono w niego kilkoma krzesłami. To polski zamachowiec, patriota; zabił on w ciągu paru sekund dwóch oficerów i dwóch żołnierzy, strzelając zza marmurowej kolumny w kierunku centralnie ustawionego stołu, przy którym zazwyczaj zajmowały miejsca osobistości niemieckie […] Niemcy rzucili się na niego i zmasakrowali, bijąc flaszkami i stołkami. Przy mnie wyzionął ducha, w swym brązowym ubraniu, za obszernym jak na gruźlika. Zmarł, gdy agent gestapo usiłował wydobyć od niego jakąś tajemnicę.
Restauracja „Adria” – widok na salę i scenę. Sylwester 1936 r.

Po zabiciu zamachowca natychmiast przystąpiono do śledztwa. Aresztowano cały personel lokalu. Na miejsce przybył sam gubernator Warszawy gen. Ludwig Fischer. Śledztwo trwało do piątej rano. Niemcy uznali, że zamachowiec był Żydem zbiegłym z getta (trwały wtedy walki w getcie). Nie mogli uwierzyć, że ktoś z polskiego podziemia mógł zdecydować się na tak straceńczy krok jak Kryst. Zabitych Niemców oraz Krysta złożono do trumien. Ciało żołnierza AK przewieziono do kostnicy przy ul. Oczki skąd zostały wykradzione przez żołnierzy podziemia. Ciało bohatera pochowano bezimiennie na cmentarzu Wolskim.

Kryst przed śmiercią zabił jednego kapitana oraz dwóch poruczników gestapo. W raporcie „Kedywu” czytamy, że po pierwszych strzałach został uderzony od tyłu w głowę przez siedzącego nieopodal przy stoliku Niemca, a następnie zastrzelony z rewolweru.

Niemcy nie zastosowali żadnych represji wobec ludności polskiej za ten zamach.

Akcja Krysta rozeszła się szerokim echem po całej stolicy. Bohatera postanowiono upamiętnić. W ramach akcji małego sabotażu „Wawer” w 4 rocznicę wybuchu wojny (1.IX.1943 r.) dokonano zawieszenia tabliczek z nowymi nazwami ulic w Warszawie. Ulicę Rogowską nazwano Jana Krysta. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego odsłonięto 8 sierpnia 1944 r. w „Adrii” tablicę pamiątkową ku jego czci. Po wojnie jego imieniem nazwano ulicę w Warszawie. Jan Kryst został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Epilog

Tego co czuł Kryst, dlaczego podjął się tego kroku (rodzina zaprzecza jakoby był chory na gruźlicę), jak przebiegała dokładnie rozmowa z kapitanem „Chuchro”, nie dowiemy się niestety nigdy – żaden z nich nie zostawił swoich wspomnień. Dowódca, który wysłał „Alana” do Adrii, niestety długo nie pocieszył się życiem – jeszcze w tym samym roku został aresztowany przez Niemców i w listopadzie rozstrzelany w egzekucji ulicznej. Nie dane mu było zginąć z bronią w ręku…

Chwała Bohaterom!
3 zdjęć więcej, kliknij tutaj aby je zobaczyć...

Warszawa w przededniu wojny. 1939

Hauer88 • 2012-09-01, 23:33
16
W przededniu wojny Warszawa była tętniącą życiem Stolicą II Rzeczypospolitej. Miasto, zwane "Paryżem Północy", z wielkim spokojem szykowało się do konfliktu zbrojnego. Aż trudno uwierzyć, że utrwalone na taśmach filmowych, skupione twarze warszawiaków, widzimy chwilę przed zagładą ich świata. Dwa tygodnie, parę dni później, niszczone są domy, od pocisków i bomb ginie ludność cywilna.
Po kilku miesiącach kamera okupanta rejestruje zniewoloną Warszawę, która nie przypomina tamtego - przedwojennego miasta. Nie ma znaczenia, czy domy są całe, czy Nowy Świat ozdobiono kwiatami - nie ma ludzi, którzy tworzyli tamte miasto ...twarze warszawiaków oglądamy w niemieckich kronikach z obozów koncentracyjnych.
Póki co, na filmie trwają przygotowania do wojny...

X