Wieś Redkovka - Zona w Czarnobylu

Kakutniaczek • 2012-09-24, 12:20
198
Każdy, który choć trochę interesuje się katastrofą w Czarnobylu, wie co to jest Zona.
Wieś Redkovka znajduje się właśnie w jej obszarze - pomimo ewakuacji wielu wiosek podczas katastrofy, niektórzy mieszkańcy zostali.








Lidia, 74 i Mikhail, 73, żyją w Redkovka gdzie wciąż poziom promieniowania jest znacznie przekroczony.


Reszta w komentarzach.
BongMan • 2012-09-24, 12:31  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (189 piw)
Wiosna w Czarnobylu. Trawka się czerwieni, a ptaszki wesoło szczekają.

FG 42

Anonymous • 2012-09-10, 13:30
72
Karabin samopowtarzalny niemieckich strzelców spadochronowych (Fallschirmjäger) używany był w latach 1942-1945. Karabin ten zasilany był amunicją 7.92 mauser z magazynka pudełkowego o pojemności 20 naboi.

LC-6
Pierwszy model prototypowy. Komora zamkowa w formie wytłoczki z blach stalowych z wstawkami ze stali stopowej. Charakterystyczna zegarowa sprężyna powrotna. Karabin całkowicie metalowy (nawet kolba, łoże i chwyt z blaszanych wytłoczek). Dwójnóg zamontowany na zakończeniu lufy. Zbudowano modele kalibru 7,92 x 57 mm Mauser i 7,92 x 33 Kurz.

LC-6/II
Drugi prototyp. Zmieniony celownik. Dwójnóg przeniesiono na blok gazowy. Nowy kształt metalowej kolby i nowe, wykonane z tworzywa sztucznego łoże.

LC-6/III
Trzeci prototyp. Komora zamkowa frezowana ze stali chromoniklowej. Celownik jak w LC-6. Bardzo silnie pochylono do tyłu chwyt pistoletowy (według niektórych źródeł miało to umożliwić strzelanie w dół w czasie opadania na spadochronie, byłaby to koncepcja nonsensowna, ale w III Rzeszy decyzję często podejmowali dyletanci). Nowy, skonstruowany specjalnie dla tego karabinu garłacz do miotania granatów nasadkowych.

FG42 (model 1)
Pierwsza wersja seryjna (50 sztuk). W zasadzie odpowiada prototypowi LC-6/III

FG42 (model 2)
Druga wersja seryjna (około 2000 sztuk). Zewnętrznie odróżnia się nową kolbą metalową posiadającą przetłoczenia zwiększające sztywność. Komora spustowa została wzmocniona. Kabłąk spustu jest ukształtowany z paska blachy przymocowanego do komory spustowej. Zastosowano nową sprężynę bijnika. Zmniejszono opór spustu.



magnez • 2012-09-10, 19:36  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (30 piw)
najlepsza giwera z wolfensztajna

Samobójcza misja żołnierza AK

BongMan • 2012-09-05, 17:25
105
Cytat:

Wczesna wiosna 1943 r. Dokładna data nieznana. Okupowana Warszawa. Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro” – dowódca „Kedywu” Okręgu Warszawskiego musiał być tego dnia bardzo zajęty. Jego myśli zaprzątały kolejne egzekucje Polaków, które na ulicach Warszawy wykonywali Niemcy. Szykował plany akcji odwetowych za te barbarzyńskie, niczym nieuzasadnione akcje. Pięścią podziemia miały być oddziały dyspozycyjne Kedywu, którymi dowodził. Tego dnia otrzymał raport od nieznanego nam bliżej oficera AK, który przekazywał nietypową – nawet na warunki konspiracyjne – ofertę swojego bezpośredniego podwładnego. Po dłuższym wahaniu dowódca warszawskiego „Kedywu” przyjął ją.

Ofertę składał młody – 21 letni żołnierz AK Jan Kryst ps. „Alan”, przed wojną uczeń gimnazjum mechanicznego i harcerz, obrońca Warszawy we wrześniu 1939 r. Oferta złożona przez młodego konspiratora była dużym zaskoczeniem dla kapitana. Nawet w konspiracji były one rzadkością. Kryst kilka dni wcześniej otrzymał diagnozę lekarską, że jest chory na gruźlicę i zostały mu ostatnie chwile życia. Postanowił zginąć z bronią w ręku i wziąć odwet na Niemcach za ich okrucieństwa w Polsce. Kapitan długo się nie namyślał – po zbadaniu motywacji żołnierza postanowił dać mu do wykonania akcję wymierzoną w aparat bezpieczeństwa okupanta – gestapo. Uświadomił mu, że misja, którą ma wykonać jest samobójcza.

Wkrótce Kryst otrzymał dyspozycje od dowództwa „Kedywu”. Celem, w który miał uderzyć młody zamachowiec byli oficerowie gestapo. Miejscem ich likwidacji miała być popularna kawiarnia „Adria” przy ul. Moniuszki 10 – teraz lokal „nur für Deutsche”, a przed wojną jedno z ulubionych miejsc rozrywki warszawiaków, gdzie brylował m. in. gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Teraz spotykali się tam wysocy niemieccy funkcjonariusze z trupimi czaszkami na kołnierzykach i czapkach. Zadanie Krysta było pozornie proste – zabić jak najwięcej funkcjonariuszy gestapo i wycofać się z lokalu. Dywersanta miało ubezpieczać dwóch konspiratorów, którzy czekali na zewnątrz lokalu. Do środka, gdzie było pełno uzbrojonych Niemców miał wejść tylko Kryst.

Dlaczego nie użyto bomby? W tym wypadku Kryst miałby na pewno większe szanse na przeżycie. Tłumaczy nam to informacja Kierownictwa Walki Konspiracyjnej opublikowana w „Biuletynie Informacyjnym” po akcji Krysta: szedł wykonać zadanie z pełną świadomością tego, że zginie. Kierownictwo Walki Konspiracyjnej nie użyło bomby – tu bowiem nie chodziło o wytracenie Niemców bez wyboru. Chodziło o wyszukanie z pośród tłumu gości jedynie gestapowców i o ich uśmiercenie. Człowiek, który podejmował to zadanie wiedział, że z lokalu przepełnionego wojskowymi Niemcami żywym nie wyjdzie. W kieszeni ubrania miał pismo, zawiadamiające o powodach akcji, grożące wzmożonym odwetem jeśli bestialstwa gestapowskie nie ustaną.

Godz. ok. 21:30. 21 maja 1943 r. Restauracja „Adria”. Niemcy bawili się na całego. Nastrój był wyjątkowy. Opisuje go włoski dziennikarz Alceo Valcini, który w tę noc gościł w „Adrii”. Gdy wszedł do lokalu wielka sala była wypełniona po brzegi. Oficerowie, żołnierze siedzieli przy wspólnym stole pijąc wino. Koło nich siedziało kilka brzydkich i niezgrabnych Niemek i kilka Blitzmädel [zmilitaryzowane kobiece oddziały niemieckiej pomocniczej służby łączności] we fioletowych pończochach. Żołnierze, jak się wydawało, bawili się świetnie i klaskali w ręce w odpowiedzi na głupie dowc**y konferansjera przybyłego z Monachium. Pożądliwie spoglądali na niefidiaszowskie , ale za to bardzo odsłonięte kształty tancerki produkującej się w Bolero Ravela. Kelnerzy uwijali się roznosząc naczynia, flaszki wina, wermutu, szklanki mięty i kufle piwa.

Kryst do wypełnionej po brzegi „Adrii” wszedł ok. 21:40. Musiał nie zdradzać oznak zdenerwowania, ponieważ został bez problemów wpuszczony do środka. Nie zajął stolika, lecz stanął pod słupem w pobliżu loży znajdującej się na środku sali. Co czuł w tej chwili – niestety nigdy się nie dowiemy…

Valcini nie zwrócił uwagi na stojącego pod słupem Krysta – najwidoczniej nie zwracał uwagi swoim wyglądem i zachowaniem. Wkrótce Włoch zajął stolik w pobliżu drzwi wejściowych. W czasie, gdy piruety tancerki przyciągały uwagę publiczności – wspominał Valcini - w środku Sali, gdzie dawano program, usłyszałem strzał – najpierw jeden, potem drugi, trzeci, czwarty, piąty… O parę kroków ode mnie, po prawej stronie zrobił się zgiełk. Przewracano stoły, naczynia, stołki, butelki. Wycie i krzyki. Po kilku minutach grupa żołnierzy poruszonych do ostatnich granic utorowała sobie przejście wśród tłumu krzycząc: „Zamach” i trzymając rewolwery w ręku. Wysoki młodzieniec z twarzą zbroczoną krwią padł na ziemię, gdy rzucono w niego kilkoma krzesłami. To polski zamachowiec, patriota; zabił on w ciągu paru sekund dwóch oficerów i dwóch żołnierzy, strzelając zza marmurowej kolumny w kierunku centralnie ustawionego stołu, przy którym zazwyczaj zajmowały miejsca osobistości niemieckie […] Niemcy rzucili się na niego i zmasakrowali, bijąc flaszkami i stołkami. Przy mnie wyzionął ducha, w swym brązowym ubraniu, za obszernym jak na gruźlika. Zmarł, gdy agent gestapo usiłował wydobyć od niego jakąś tajemnicę.

Po zabiciu zamachowca natychmiast przystąpiono do śledztwa. Aresztowano cały personel lokalu. Na miejsce przybył sam gubernator Warszawy gen. Ludwig Fischer. Śledztwo trwało do piątej rano. Niemcy uznali, że zamachowiec był Żydem zbiegłym z getta (trwały wtedy walki w getcie). Nie mogli uwierzyć, że ktoś z polskiego podziemia mógł zdecydować się na tak straceńczy krok jak Kryst. Zabitych Niemców oraz Krysta złożono do trumien. Ciało żołnierza AK przewieziono do kostnicy przy ul. Oczki skąd zostały wykradzione przez żołnierzy podziemia. Ciało bohatera pochowano bezimiennie na cmentarzu Wolskim.

Kryst przed śmiercią zabił jednego kapitana oraz dwóch poruczników gestapo. W raporcie „Kedywu” czytamy, że po pierwszych strzałach został uderzony od tyłu w głowę przez siedzącego nieopodal przy stoliku Niemca, a następnie zastrzelony z rewolweru.

Niemcy nie zastosowali żadnych represji wobec ludności polskiej za ten zamach.

Akcja Krysta rozeszła się szerokim echem po całej stolicy. Bohatera postanowiono upamiętnić. W ramach akcji małego sabotażu „Wawer” w 4 rocznicę wybuchu wojny (1.IX.1943 r.) dokonano zawieszenia tabliczek z nowymi nazwami ulic w Warszawie. Ulicę Rogowską nazwano Jana Krysta. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego odsłonięto 8 sierpnia 1944 r. w „Adrii” tablicę pamiątkową ku jego czci. Po wojnie jego imieniem nazwano ulicę w Warszawie. Jan Kryst został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Tego co czuł Kryst, dlaczego podjął się tego kroku (rodzina zaprzecza jakoby był chory na gruźlicę), jak przebiegała dokładnie rozmowa z kapitanem „Chuchro”, nie dowiemy się niestety nigdy – żaden z nich nie zostawił swoich wspomnień. Dowódca, który wysłał „Alana” do Adrii, niestety długo nie pocieszył się życiem – jeszcze w tym samym roku został aresztowany przez Niemców i w listopadzie rozstrzelany w egzekucji ulicznej. Nie dane mu było zginąć z bronią w ręku…


http://blog.surgepolonia.pl/2012/09/samobojcza-akcja-zolnierza-ak/
lukassw10 • 2012-12-19, 23:11  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (100 piw)
Wczesna wiosna 1943 r. Dokładna data nieznana. Okupowana Warszawa. Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro” – dowódca „Kedywu” Okręgu Warszawskiego musiał być tego dnia bardzo zajęty. Jego myśli zaprzątały kolejne egzekucje Polaków, które na ulicach Warszawy wykonywali Niemcy. Szykował plany akcji odwetowych za te barbarzyńskie, niczym nieuzasadnione akcje. Pięścią podziemia miały być oddziały dyspozycyjne Kedywu, którymi dowodził. Tego dnia otrzymał raport od nieznanego nam bliżej oficera AK, który przekazywał nietypową – nawet na warunki konspiracyjne – ofertę swojego bezpośredniego podwładnego. Po dłuższym wahaniu dowódca warszawskiego „Kedywu” przyjął ją.

kpt Jerzy Lewiński, ps. „Chuchro”



Ofertę składał młody – 21 letni żołnierz AK Jan Kryst ps. „Alan”, przed wojną uczeń gimnazjum mechanicznego i harcerz, obrońca Warszawy we wrześniu 1939 r. Oferta złożona przez młodego konspiratora była dużym zaskoczeniem dla kapitana. Nawet w konspiracji były one rzadkością. Kryst kilka dni wcześniej otrzymał diagnozę lekarską, że jest chory na gruźlicę i zostały mu ostatnie chwile życia. Postanowił zginąć z bronią w ręku i wziąć odwet na Niemcach za ich okrucieństwa w Polsce. Kapitan długo się nie namyślał – po zbadaniu motywacji żołnierza postanowił dać mu do wykonania akcję wymierzoną w aparat bezpieczeństwa okupanta – gestapo. Uświadomił mu, że misja, którą ma wykonać jest samobójcza.


Jan Kryst ps. „Alan”.

Wkrótce Kryst otrzymał dyspozycje od dowództwa „Kedywu”. Celem, w który miał uderzyć młody zamachowiec byli oficerowie gestapo. Miejscem ich likwidacji miała być popularna kawiarnia „Adria” przy ul. Moniuszki 10 – teraz lokal „nur für Deutsche”, a przed wojną jedno z ulubionych miejsc rozrywki warszawiaków, gdzie brylował m. in. gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Teraz spotykali się tam wysocy niemieccy funkcjonariusze z trupimi czaszkami na kołnierzykach i czapkach. Zadanie Krysta było pozornie proste – zabić jak najwięcej funkcjonariuszy gestapo i wycofać się z lokalu. Dywersanta miało ubezpieczać dwóch konspiratorów, którzy czekali na zewnątrz lokalu. Do środka, gdzie było pełno uzbrojonych Niemców miał wejść tylko Kryst.

Dlaczego nie użyto bomby? W tym wypadku Kryst miałby na pewno większe szanse na przeżycie. Tłumaczy nam to informacja Kierownictwa Walki Konspiracyjnej opublikowana w „Biuletynie Informacyjnym” po akcji Krysta: szedł wykonać zadanie z pełną świadomością tego, że zginie. Kierownictwo Walki Konspiracyjnej nie użyło bomby – tu bowiem nie chodziło o wytracenie Niemców bez wyboru. Chodziło o wyszukanie z pośród tłumu gości jedynie gestapowców i o ich uśmiercenie. Człowiek, który podejmował to zadanie wiedział, że z lokalu przepełnionego wojskowymi Niemcami żywym nie wyjdzie. W kieszeni ubrania miał pismo, zawiadamiające o powodach akcji, grożące wzmożonym odwetem jeśli bestialstwa gestapowskie nie ustaną.


Akcja

Godz. ok. 21:30. 22 maja 1943 r. Restauracja „Adria”. Niemcy bawili się na całego. Nastrój był wyjątkowy. Opisuje go włoski dziennikarz Alceo Valcini, który w tę noc gościł w „Adrii”. Gdy wszedł do lokalu wielka sala była wypełniona po brzegi. Oficerowie, żołnierze siedzieli przy wspólnym stole pijąc wino. Koło nich siedziało kilka brzydkich i niezgrabnych Niemek i kilka Blitzmädel [zmilitaryzowane kobiece oddziały niemieckiej pomocniczej służby łączności] we fioletowych pończochach. Żołnierze, jak się wydawało, bawili się świetnie i klaskali w ręce w odpowiedzi na głupie dowc**y konferansjera przybyłego z Monachium. Pożądliwie spoglądali na niefidiaszowskie , ale za to bardzo odsłonięte kształty tancerki produkującej się w Bolero Ravela. Kelnerzy uwijali się roznosząc naczynia, flaszki wina, wermutu, szklanki mięty i kufle piwa.

Kryst do wypełnionej po brzegi „Adrii” wszedł ok. 21:40. Musiał nie zdradzać oznak zdenerwowania, ponieważ został bez problemów wpuszczony do środka. Nie zajął stolika, lecz stanął pod słupem w pobliżu loży znajdującej się na środku sali. Co czuł w tej chwili – niestety nigdy się nie dowiemy…

Valcini nie zwrócił uwagi na stojącego pod słupem Krysta – najwidoczniej nie zwracał uwagi swoim wyglądem i zachowaniem. Wkrótce Włoch zajął stolik w pobliżu drzwi wejściowych. W czasie, gdy piruety tancerki przyciągały uwagę publiczności – wspominał Valcini - w środku Sali, gdzie dawano program, usłyszałem strzał – najpierw jeden, potem drugi, trzeci, czwarty, piąty… O parę kroków ode mnie, po prawej stronie zrobił się zgiełk. Przewracano stoły, naczynia, stołki, butelki. Wycie i krzyki. Po kilku minutach grupa żołnierzy poruszonych do ostatnich granic utorowała sobie przejście wśród tłumu krzycząc: „Zamach” i trzymając rewolwery w ręku. Wysoki młodzieniec z twarzą zbroczoną krwią padł na ziemię, gdy rzucono w niego kilkoma krzesłami. To polski zamachowiec, patriota; zabił on w ciągu paru sekund dwóch oficerów i dwóch żołnierzy, strzelając zza marmurowej kolumny w kierunku centralnie ustawionego stołu, przy którym zazwyczaj zajmowały miejsca osobistości niemieckie […] Niemcy rzucili się na niego i zmasakrowali, bijąc flaszkami i stołkami. Przy mnie wyzionął ducha, w swym brązowym ubraniu, za obszernym jak na gruźlika. Zmarł, gdy agent gestapo usiłował wydobyć od niego jakąś tajemnicę.
Restauracja „Adria” – widok na salę i scenę. Sylwester 1936 r.

Po zabiciu zamachowca natychmiast przystąpiono do śledztwa. Aresztowano cały personel lokalu. Na miejsce przybył sam gubernator Warszawy gen. Ludwig Fischer. Śledztwo trwało do piątej rano. Niemcy uznali, że zamachowiec był Żydem zbiegłym z getta (trwały wtedy walki w getcie). Nie mogli uwierzyć, że ktoś z polskiego podziemia mógł zdecydować się na tak straceńczy krok jak Kryst. Zabitych Niemców oraz Krysta złożono do trumien. Ciało żołnierza AK przewieziono do kostnicy przy ul. Oczki skąd zostały wykradzione przez żołnierzy podziemia. Ciało bohatera pochowano bezimiennie na cmentarzu Wolskim.

Kryst przed śmiercią zabił jednego kapitana oraz dwóch poruczników gestapo. W raporcie „Kedywu” czytamy, że po pierwszych strzałach został uderzony od tyłu w głowę przez siedzącego nieopodal przy stoliku Niemca, a następnie zastrzelony z rewolweru.

Niemcy nie zastosowali żadnych represji wobec ludności polskiej za ten zamach.

Akcja Krysta rozeszła się szerokim echem po całej stolicy. Bohatera postanowiono upamiętnić. W ramach akcji małego sabotażu „Wawer” w 4 rocznicę wybuchu wojny (1.IX.1943 r.) dokonano zawieszenia tabliczek z nowymi nazwami ulic w Warszawie. Ulicę Rogowską nazwano Jana Krysta. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego odsłonięto 8 sierpnia 1944 r. w „Adrii” tablicę pamiątkową ku jego czci. Po wojnie jego imieniem nazwano ulicę w Warszawie. Jan Kryst został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Epilog

Tego co czuł Kryst, dlaczego podjął się tego kroku (rodzina zaprzecza jakoby był chory na gruźlicę), jak przebiegała dokładnie rozmowa z kapitanem „Chuchro”, nie dowiemy się niestety nigdy – żaden z nich nie zostawił swoich wspomnień. Dowódca, który wysłał „Alana” do Adrii, niestety długo nie pocieszył się życiem – jeszcze w tym samym roku został aresztowany przez Niemców i w listopadzie rozstrzelany w egzekucji ulicznej. Nie dane mu było zginąć z bronią w ręku…

Chwała Bohaterom!
3 zdjęć więcej, kliknij tutaj aby je zobaczyć...

Warszawa w przededniu wojny. 1939

Hauer88 • 2012-09-01, 23:33
16
W przededniu wojny Warszawa była tętniącą życiem Stolicą II Rzeczypospolitej. Miasto, zwane "Paryżem Północy", z wielkim spokojem szykowało się do konfliktu zbrojnego. Aż trudno uwierzyć, że utrwalone na taśmach filmowych, skupione twarze warszawiaków, widzimy chwilę przed zagładą ich świata. Dwa tygodnie, parę dni później, niszczone są domy, od pocisków i bomb ginie ludność cywilna.
Po kilku miesiącach kamera okupanta rejestruje zniewoloną Warszawę, która nie przypomina tamtego - przedwojennego miasta. Nie ma znaczenia, czy domy są całe, czy Nowy Świat ozdobiono kwiatami - nie ma ludzi, którzy tworzyli tamte miasto ...twarze warszawiaków oglądamy w niemieckich kronikach z obozów koncentracyjnych.
Póki co, na filmie trwają przygotowania do wojny...

Prypeć-kronika filmowa

Sparkus666 • 2012-08-23, 21:23
57
Kronika filmowa,lata 80. Unikatowe sceny z przed i po wybuchu Elektrowni Atomowej w Czarnobylu.
Ps.:Nie będzie napisów,delektuj się samymi widokami no chyba ,że znasz rosyjski 8-)


A tu macie bonus,scena z filmu "Raspad". :mikolaj:

Prypeć - Wycieczka na dach

Sparkus666 • 2012-08-23, 20:51
382
Coś dla koneserów tematu. :ok:

Kapral Poproszek • 2012-08-23, 21:17  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (39 piw)
Jedź czym prędzej. Fajny ma ten termometr nie wiem na ile sprawny ten miernik, ale promieniowanie 0,39 uSv/h to prawie podwójna dawka, którą standardowo jesteśmy bombardowani. Tych 23 uSv/h to już bym się obawiał, osobiście zabrałbym ze sobą dozymetr aby wiedzieć ile się na daną chwilę pochłonęło a nie popie**alał z miernikiem i to, że nic nie czuje to jest ok. Dopiero promieniowanie około 1Sv/h przysmaża :P z tego co pamiętam. Dodatkowo przydało by się pamiętać, że promieniowanie nie jest jednorodne w murzynobylu, znajdują się tam bańki, w których promieniowanie znacznie przekracza jakiekolwiek ludzkie dawki. No ale jak kto woli jak potem zacznie ci ku*as na czole rosnąć to się nie zdziw :P
Dodatkowo poczytajcie o czasie połowicznego rozkładu pierwiastka promieniotwórczego, tam ulotnił się pluto to jakieś 2k lat zanim promieniowanie spadnie o połowę, potem już to nie leci aż tak szybko bo to eksponenta.

Hitler ostrzega żydów

Hauer88 • 2012-08-23, 09:30
134
Przemówienie Adolfa do żydów:

Hauer88 • 2012-08-23, 11:53  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (44 piw)
rockface123 napisał/a:

i dobrze zrobił z żydkami jak następna wojna przez to ścierwo wybuchnie to się nie zdziwie




Do wojny cały czas nawołują i działają w tym kierunku. Cały czas w mediach pojawiają się jakieś domniemania i propaganda na temat Syrii i Iranu. A znając nasze służalcze władze to nasi żołnierze będą na pierwszym froncie.

Cmentarzysko maszyn - Czarnobyl

Kakutniaczek • 2012-08-20, 19:00
132
W pobliżu Czarnobyla znajduje się miejsce, gdzie składowane są maszyny, które zostały wykorzystane podczas awarii reaktora 26 kwietnia 1986. Cały ten złom został napromieniowany, miejsce to można zobaczyć na mapie.

Co widzę coś na temat Czarnobyla ciary aż mam - tak wiem jestem :samoboj:



Wiadomo gdzie reszta :-)

:roll:
Kakutniaczek • 2012-08-20, 19:06  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (33 piw)

Miłego :-)
14 zdjęć więcej, kliknij tutaj aby je zobaczyć...

Phil Schneider

okrzej • 2012-08-20, 00:42
23
Opis pewnego gościa z Ameryki, który został zamordowany za mówienie prawdy.
Tekst długi, więc jeżeli nie chcesz to nie czytaj.
Jeżeli jesteś przeciwnikiem teori o UFO i NWO także nie polecam czytania poniższego tekstu.

Może niepotrzebnie ogłosił, że poda koordynaty wszystkich 130-kilku podziemnych baz znajdujących się na terenie Stanów Zjednoczonych? Ale i tak już wcześniej próbowano go uciszyć 13 razy, więc trudno powiedzieć, czy to by wiele zmieniło, gdyby zrezygnował z tego "ostrożnego planu"...

Zżymał się, że politykę w Organizacji Narodów Zjednoczonych w rzeczywistości, w jej tajnej drugiej siedzibie (gdzieś pod wodą) dyktują "wysocy Szarzy" - ang. "tall Greys", chodzi o istoty dosłownie wysokie w sensie fizycznym (niektórzy "mali Szarzy" są rzekomo przyjaźni Ziemianom, a jeszcze inni "mali" to bioroboty "wysokich" - według relacji uprowadzanych można je popychać niczym manekiny, a one nie reagują). "Wysocy Szarzy" doradzają globalistycznym decydentom zmniejszenie populacji o trzy czwarte, a głęboko pod powierzchnią ziemi eksperymentują na ludziach, również na dzieciach - to tam znika milion Amerykanów rocznie, według niejawnych statystyk FBI i CIA (w USA nie ma krajowej bazy danych zaginionych ludzi, są tylko dla zaginionych spinaczy albo np. parasoli). Phil Schneider przez 17 lat pracował w tajnych projektach (ang. "black budget projects"), był inżynierem - geologiem, współwynalazcą obecnie półjawnej (stosowanej w przemyśle) superszybkiej metody drążenia tuneli przy użyciu kombinacji maser-laser; a przede wszystkim był specjalistą od materiałów wybuchowych - zajmował się wysadzaniem skał, całych segmentów na podziemne piętra, co przeprowadza się w sekwencji: detonacje -> cztery dziury -> detonacje -> cały pierścień w poziomie gotowy. Pracował przy budowie 13 podziemnych baz, które oficjalnie po dziś dzień nie istnieją - choć filmy o nich emitowane są już czasem w osiedlowych kablówkach. W 1979 r. w okolicach miejscowości Dulce w stanie Nowy Meksyk stracił trzy palce u dłoni postrzelony pod ziemią przez Szarego, po czym przez ponad 400 dni przebywał w izolatce dla napromieniowanych - promień otworzył go "jak puszkę od konserwy", m.in. spalił płuco i odspawał paznokcie u rąk i nóg; wcześniej na dwóch innych Szarych zdążył wówczas zużyć magazynek pistoletu Walter PPK, który na wszelki wypadek zawsze zabierał ze sobą, gdy spuszczano go w koszu na sam dół nowo powstającego tunelu, aby obejrzał skały po eksplozjach.

Według jego relacji organizmy Szarych wykazują morfologię podobną do roślinnych, w związku z czym osobnika tej rasy trudno zabić jednym strzałem - potrafią biegać z dziurami w korpusie. Gdy na roboczym spotkaniu w drugiej siedzibie ONZ Phil Schneider doznał naocznego olśnienia, że zamiast pomagać światu, tak naprawdę cały czas pracuje dla Szarych - w rozbitych spodkach których nierzadko znajdowano ludzkie kończyny - postanowił odejść z pracy, mimo że już tylko parę lat zostawało mu do emerytury w wysokości miliona dolarów rocznie (w podziemnych bazach płace są czterokrotnie wyższe niż "na powierzchni", z tym że jeśli się rezygnuje, trafia się do więzienia). Początkowo nie pozwolono mu się zwolnić i wyjechać, ale wkrótce potem nie wrócił do bazy z pogrzebu swojego ojca, Oscara Schneidera, który był niemieckim inżynierem, geniuszem (w wieku 14 lat uzyskał tytuł określany przez syna w j.ang. jako "master machinist" i opisywany słowami "z kawałka metalu potrafił wykonać broń albo np. zegarek" - prawdopodobnie chodzi o "mistrza budowy maszyn" lub "magistra maszynoznawstwa", ew. coś w tym stylu), konstruktorem łodzi podwodnych i kapitanem U-boota z ponad setką zatopień, a po dostaniu się do francuskiej niewoli w 1941 r. jeszcze w czasie wojny przeszedł na stronę aliantów i w Niemczech wyznaczono nagrodę miliona dolarów dla tego, kto go zabije; po wojnie Oscar Schneider jeszcze przez wiele lat pracował dla Amerykanów, nie tylko w Pentagonie, zajmując się m.in. marynarzami ocalałymi z "eksperymentu Filadelfia"; to właśnie on też zachęcił później syna do poszukania pracy w "tych tajnych projektach, są bardzo ciekawe".

Phil Schneider potwierdzał zawarcie przez administrację Eisenhowera w 1954 r. paktu z Szarymi znanego jako "Greada Treaty"; według niego rząd USA wie o obcych od roku 1909, kiedy w jaskiniach stanu Nowy Meksyk natknęła się na nich kawaleria ścigająca bandytów - żołnierze uciekli stamtąd galopem, a istoty opisywali później jako "szare demony"; władze Wielkiej Brytanii i Francji rozpoczęły badania nad zjawiskiem ufo w latach dwudziestych XX wieku. Obecnie w ramach sił zbrojnych USA funkcjonują lotne oddziały, które natychmiast zabezpieczają wraki zestrzelonych latających talerzy lub ewentualnie zakopują je na miejscu, gdy mają np. 80 metrów średnicy - bo i takie się zdarzają; Rosjanie wyrzucają uziemione spodki na zagubioną wśród gór pustynię w pobliżu granicy z Mongolią, gdzie na powierzchni kilku boisk futbolowych leżą jeden na drugim. Obecnie aby móc bezpiecznie zbliżyć się do Ziemi na odległość mniejszą niż 250 mil, spodek musi mieć pozwolenie - inaczej zostanie ostrzelany "promieniami cząsteczek" (ang."particle beam weapon") - utrzymywaną w tajemnicy bronią oparta na osiągnięciach Nikoli Tesli.

Według informacji Phila Schneidera, choć zastrzegał że nie zna szczegółów zawartych w notatkach z kontaktów, znajomość Billy'ego Meiera z Plejaranami to sprawa autentyczna, podobnie jak ich konflikt z Szarymi oraz fakt, że nas opuścili. Plejaranie/Plejadianie mają po sześć palców, dwa serca i jedno przerośnięte płuco, poza tym są nieco wyżsi i bardziej muskularni od nas, ale generalnie niewiele się różnią, mają trochę dłuższe uszy, położone nieco niżej i bardziej z przodu, a w sumie najbardziej różnią się tym, że silnie emanuje z nich pozytywna energia, jakaś dobra wibracja, którą się wyraźnie czuje. Wedle wiedzy Phila Schneidera obecnie lata nam nad głowami 11 ras gości z innych planet, przy czym cztery z nich są nam przyjazne, a pozostałe 7 to gorzej niż dranie. Jako inżynier geolog z wykształcenia utrzymywał ponadto, że żadna funkcjonująca współcześnie teoria nie tłumaczy w zadowalająco przekonujący sposób procesów wulkanicznych ani w ogóle istnienia wulkanów.

Choć posiadał paszport, Departament Stanu USA nie pozwalał mu wyjechać do Japonii - gdzie jednak udało mu się dotrzeć okrężną drogą przez Kanadę, a tam na spotkaniu z szefami japońskich korporacji, m.in. Mitsubishi, szczegółowo omówił brak tzw. fali pulsowej (ang.'pulse wave') podczas trzęsienia ziemi w Kobe w 1995 r. - w którego epicentrum znajdował się doszczętnie zniszczony budynek, gdzie prowadzono badania, dzięki którym Japończycy wyprzedzali wówczas Amerykanów w dziedzinie prac nad sztuczną inteligencją (70% japońskich naukowców z tej gałęzi wiedzy mieszkało wtedy w Kobe; naturalne trzęsienia ziemi zawsze poprzedza fala pulsowa i właśnie to zjawisko jest wykorzystywane w systemach wczesnego ostrzegania przed trzęsieniami; na filmie o tamtej katastrofie pokazywanym w naszych kablówkach przez jeden z popularnych kanałów "dokumentalnych" amerykański "ekspert" wypowiadał się z przykrą do oglądania i opisywania miną ostatniego drania: "po trzęsieniu ziemi w Kobe Japończycy zrozumieli, że ich kosztowny system wczesnego ostrzegania się nie sprawdził").

Według wiedzy Phila Schneidera AIDS zostało wynalezione w roku 1972 w laboratorium w Chicago. Dzięki niezwykłym kolegom taty z pracy już jako nastolatek przypadkiem został posiadaczem fragmentu materiału pochodzącego z katastrofy pod Roswell - pod koniec życia woził już to wszystko ze sobą w walizce, żeby nie zginęło z domu, ale po jego śmierci i tak wyparowało z mieszkania, podobnie jak kolekcja zdjęć; nic więcej nie zginęło. Według jego szacunków budżet tajnych wojskowych projektów w USA wynosił wtedy ok. 1.3 - 1.5 biliona dolarów na każde dwa lata, a dużą jego część finansowały wpływy z handlu narkotykami (takich operacji nie można finansować z jawnego budżetu aprobowanego przez Kongres, bo wtedy nie dałoby się utrzymywać tych przedsięwzięć w tajemnicy). Pokazywał fragment jakiejś maszyny, wykopany na Ziemi i datowany na 220 milionów lat - komentując to słowami: "może jednak Daniken miał rację...". Eksplozje bomb jądrowych i termojądrowych na atolu Bikini odbyły się według jego wiedzy w związku z odkryciem tam największej na świecie podwodnej bazy Szarych - na zdjęciach zarejestrowano nawet uciekający spodek; oficjalnie twierdzi się, że ten atol wybrano ze względu na odosobnienie, ale inne wyspy w tamtej okolicy były jeszcze bardziej oddalone i niezamieszkane, podczas gdy akurat stamtąd trzeba było wysiedlić tubylczą społeczność.

Jego przyjacielem był Al Bielek, naukowiec z tzw. "eksperymentu Filadelfia" i "Project Montauk" (właściwie Alfred Białek, wł. Edward Cameron - to on zapowiada go w ostatniej zarejestrowanej prelekcji) - który jeździł pod terytorium USA podziemnymi pociągami łączącymi wszystkie podziemne bazy, osiągającymi prędkość niemal 2 Machów. Inny znajomy mówił mu, że dostali w firmie zamówienie od rządu Stanów Zjednoczonych na 100 000 wagonów do podziemnych pociągów, po 30 par kajdanek w każdym, napis na wagonach: "Transport więźniów ONZ". Phil Schneider zwracał uwagę na przygotowywanie przez amerykańskie władze pod ziemią sporej liczby miejsc dla internowanych, a także na charakterystykę zniszczeń budynku Rządu Federalnego w Oklahoma City po zamachu w 1995 r. - według niego tylko armia USA posiada takie materiały wybuchowe, które powodują wyparowanie kolumn wspornych i ścian nośnych, co więcej znajdują się one tylko w jednej bazie wojskowej - a na tym właśnie się znał, był jednym z czołowych ekspertów na świecie w dziedzinie materiałów wybuchowych, za co otrzymywał bajeczne wynagrodzenie i do samego końca propozycje powrotu do pracy. To samo miał do powiedzenia o zamachu na WTC w 1993 r. i zniszczeniach kolumn na podziemnym parkingu.

Niejawna technologia wojskowa według jego informacji wyprzedza publiczny stan wiedzy o 1200 lat i co roku oddala się o kolejne czterdzieści kilka - co umożliwił transfer technologii od obcych, trwający od połowy XX wieku; choć już w latach 30-tych ukrywano pewne wynalazki, m.in. Tesli (który zresztą miał w zwyczaju oświadczać na zwoływanych specjalnie w tym celu konferencjach prasowych, że pomysły czerpie z ...telepatycznego kontaktu z kosmitami).


Według źródeł Phila Schneidera Szarzy dodają sobie do jedzenia substancje z określonych enzymów pozyskiwanych z ludzkiej krwi - w ostateczności może być krew zwierzęca; kombinują też coś z jakimiś "żniwami dusz" (ang. 'harvesting souls' - nad tym jednak się nie rozwodził). Otwarcie mówił na swoich prelekcjach, że umiera na raka - może dlatego nie wzdragał się przed ujawnianiem różnorakich faktów - choć wszystkiego też chyba nie mówił, nietrudno odnieść takie wrażenie. Dwa miesiące po ostatnim sfilmowanym wykładzie poruszał się już tylko na wózku inwalidzkim - ale nawet kelnerce z baru w pobliżu miejsca zamieszkania mówił, żeby nigdy nie wierzyła, jeśli kiedyś usłyszy, że popełnił samobójstwo. Rzekomo odebrał sobie życie ok. 11 stycznia 1996 r., wiążąc sobie linkę wokół szyi i ciągnąc od tyłu - problem w tym, że gdyby rzeczywiście tak było, to na długo przed wyzionięciem ducha najpierw by zemdlał, a wówczas przestał ciągnąć i oddech powróciłby samoczynnie; poza tym według jego przyjaciół trochę jednak brakowało mu palców u dłoni na takie kombinacje, żeby sobie coś wiązać z tyłu karku. Na swoich odczytach zawsze wspominał, że kilkunastu jego przyjaciół zamordowano, w ośmiu przypadkach pozorując samobójstwa - z czego tylko w jednym wypadku udało się skłonić władze do zmiany wersji. Podobno w ostatnich dniach przed śmiercią widywano przy nim jakąś wysoką blondynkę.


Nie ukrywał, że łamie zobowiązanie do zachowania poufnych informacji w tajemnicy, w związku z czym ryzykuje swoim życiem. Gdy w samoobronie zastrzelił agenta FBI, który go wcześniej postrzelił (pokazywał opatrunek na ranie na jednym z wykładów, który odbył się 16 dni po tym incydencie), udał się w tej sprawie do biura FBI, gdzie usłyszał: "cóż, panie Schneider, takie rzeczy się zdarzają". Po powrocie z Japonii wysłannicy dawnych pracodawców zgłosili się do niego z propozycją, że choć wyrządził szkody nie do oszacowania, jeżeli tylko wróci do pracy - o wszystkim jakoś się zapomni; ale on był zdecydowany już nigdy więcej dla nich nie pracować i wolał kontynuować życie kaczki na strzelnicy, w którym np. zdarzało mu się naliczyć ponad 40 dziur po kulach w swoim samochodzie, po tym jak inny wóz usiłował go zepchnąć z drogi, gdy jechał do innego miasta wygłosić prelekcję.

Niewątpliwie był trochę takim amerykańskim izolacjonistą-prawicowcem, zżymał się np. okrutnie, jeszcze bardziej niż na tych Szarych, że Clinton podpisał przekazanie ONZ 162 samolotów "niewidzialnych dla radaru" wyprodukowanych za pieniądze amerykańskich podatników. Ledwo rok jeździł z tymi wykładami, jak go pochowali - na prelekcjach żartował, że skoro np. baza "Groom Lake" oficjalnie nie istnieje, to chyba niczym nie ryzykuje, mówiąc o niej... Dla wielu ludzi w Stanach i nie tylko jest bohaterem, nagrania jego wykładów są dziś znane na całym świecie.

Często można spotkać się z opinią, że na przykładzie historii Phila Schneidera - która tak naprawdę nabrała rozpędu dopiero po jego śmierci, gdy wszystko jakby zamknęło się w logiczną całość - kręgi, którym zależy na utrzymywaniu tego typu spraw w tajemnicy, przekonały się dotkliwie, że uśmiercając kogoś, robi mu się tylko fenomenalną reklamę, która powiększa jego famę rok za rokiem, tak że można już tylko stać i patrzeć z boku, jak kolejne miliony ludzi zaczynają kojarzyć, kto to był. Obecnie publicznie znane osoby zajmujące się tego kalibru tajemnicami przechodzą na tamten świat w tempie zaledwie jednej na kilka lat - może to też jakby symptom rzekomo zbliżającego się ujawnienia społeczeństwom, że Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą i władze wiedzą o tym już na 100% - kto wie, być może z myślą o przyszłości teraz już mało kto pali się do podpisywania wyroków śmierci "w imię bezpieczeństwa państwa"; zresztą to i tak nie było efektywne i ponoć już kilka dekad temu w kręgach rządowych stwierdzono, że w praktyce najlepiej funkcjonuje zasłona śmieszności.


Poniżej film z ostatniego wykładu Phila Schneidera


Źródło http://www.ukrytesprawy.org/Phil%20Schneider.html

Ciekawy jestem jakie sa wasze opinie na ten temat.

Pamiętnik z Czarnobyla

Kakutniaczek • 2012-08-15, 13:26
122
Witam,


Troszkę czytania - więc nie wiem czy wszystkie gimbusy będą chciały badać temat. :?:



Czarnobyl - Wspomnienia

Temelin, tak jak Czarnobyl, to też konstrukcja posadowiona

na gruncie niestabilnym IV kategorii sejsmicznej,



czyżby ….powtórka z rozrywki…. - i K I E D Y ?????


punkt kontrolny „Dietiatki” – wejscie do Strefy Wysiedlonej – Zona Otczuzdienija





(W nocy z 25 na 26.04.1986 o godz. 21 min 20 czasu Greenwich zarejestrowano w rejonie Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej [CzEA] wstrząs sejsmiczny. Stwierdzono wystąpienie fal powierzchniowych o okresie 1,35 do 1,50. Przy ocenie epicentrum tego trzęsienia ziemi uzyskano dane dla fal o prędkościach podłużnych Vp = 6,2 km/s; fal poprzecznych Vs = 3,6 km/s; fal powierzchniowych Vr = 2,9 km/s, dla okresu T = 1s.

Epicentrum znajdowało się w odległości ok. 10 km na wschód od CzEA. Ocena magnitudy była zgodna ze wszystkich stacji pomiarowych, wynosiła ona M(lv) = 1,3; M(lh) = 1,4;

MPVA = 2,5.

W skali intensywności trzęsień Marcelii-Sieberga , trzęsienia o magnitudach M (1,5 - 3,5) należą do słabych. Jednakże na terytoriach położonych na platformach, w miejscach uskoków tektonicznych (a tak jest na płycie Czarnobylskiej), skutki trzęsień 2, 3 razy przewyższają skutki zwykłych trzęsień.



Wynik, uszkodzone systemy instalacji chłodzenia pod III i IV Reaktorem i wystarczyło na tyle że o godz. 01, min 23 czasu Greenwich, cztery godziny po trzęsieniu nastąpił znany i ogólnie sławny w y b u c h p a r o w y .



A kiedy nastąpi w Temelinie ….................... ???? (!)


Maj 1995, remont jakiegoś mostu w Berlinie. Mam przygotować dane o alternatywnych technologiach nowych tworzyw.

Co to są siarkobetony ? Spotykam się z dr-em Żakiewiczem (Warszawa-Anin). Dostaję wyczerpujące mnie informacje. 1.06.95, zwracam dr-owi Żakiewiczowi udostępnione materiały. Rozmowa, ogólne ble, ble…,

pytanie „Co Pan wie o energetyce jądrowej ?”.

Niewiele, coś tam kiedyś robiłem z materiałami osłonowymi (patent na cementy barowe).

Ma Pan zaproszenie na jutro (sobota 2.06.95) do Łodzi. Koszty będzie miał Pan zwrócone.

Łódź, firma Korserwis. Prezes Szymczak.

Wie Pan, 4.06 (poniedziałek) jest w Kijowie spotkanie u ministra Chołoszy (MinCzarnobyl). Złożyliśmy w grupie międzynarodowych specjalistów ofertę aplikacji siarkobetonów, jako materiału do remontu sarkofagu.

Spotkanie będzie w obecności przedstawicieli polskiej ambasady, będą specjaliści ukraińscy.

Z naszej strony są specjaliści od finansowania, nie ma żadnego technika. Nie musi się Pan odzywać, ale gdyby były jakieś pytania…, nie chcemy się skompromitować.

Pojedzie Pan, wylot jutro z Okęcia. Być może trzeba będzie z tydzień zostać, przejrzeć materiały i dokumentacje Czarnobyla - o ile Ukraińcy zgodzą się ją udostępnić.

Jadę, …. odebrałem bilet na samolot, jakąś kasę na koszty.

Przed wyjazdem dzwonię do Gdańska, do Andrzeja (Andrzej był szefem ochrony radiologicznej na Żarnowcu). Andrzej, wszystko co wiesz o Czarnobylu. Mam spotkanie w Kijowie, nie chcę wyjść na idiotę. Rozmowa z Andrzejem – III Raport MAEA z Wiednia, informacje, co kto, gdzie i jak … !

Coś już wiem.





Niedziela 3.06.95. Przylot na Boryspol w Kijowie. Piękna pogoda.

Szef biura w Kijowie zaprasza na szaszłyki. Ble.., ble…, plus „procenty” za dużo tego. Poniedziałek 4.06. – wszyscy „umoczeni”, spotkanie w Ambasadzie, godz. 12.00, każdy rozgląda się za wodą mineralną. Godz. 15.00, gabinet Ministra Chołoszy. Jest prof. Tokarewski, dyrektor MNTC UKRYTIE (Mieżduresortowyj Nauczno-Technicznyj Centr UKRYTIE – Czarnobyl), dwóch ukraińskich specjalistów.

Z naszej strony Krzysztof (prowadzi sprawy finansowania grantów w firmie), Jurek (jest dyrektorem handlowym, podlega mu współpraca obrót z WNP), dwóch pracowników ambasady i ja. Prowadzi Krzysztof. Opowiada o siarkobetonach.

Czas audiencji – godzina.

Mija 45 minuta monologu Krzysia. Wszyscy już przysypiamy (wczorajszy szaszłyk). Ble.., ble.., miałem się nie odzywać. Ale nie wytrzymałem.



Panie Ministrze. Mija 9 lat, było tu już ze 300 firm. Mogą być i w latach następnych, jak w kalejdoskopie. Nie to jest ważne. Teren Zony to IV kategoria sejsmiczna. W roku 1986 (26.04.) miało miejsce trzęsienie Ziemi. Wynik katastrofa. Kolejne trzęsienie Ziemi będzie Pan miał gdzieś za rok (czerwiec – lipiec 96). To wszystko jest policzalne Jak pieprznie, będzie powtórka z rozrywki. To może już wcześniej pomyśleć o wyprzedzających zabezpieczeniach.



Minister, Panie, co mi Pan tu za głupoty opowiada.

Ja – Pan zna treści III Raportu Komisji ONZ z r. 1993, są tam pewne ostrożne spekulacje. Pan mi udostępni dane geologiczne gruntu, podłoża, dokumentacje Zony (Strefa Czarnobyl). Ja Panu w ciągu miesiąca zrobię model matematyczny konsolidacji gruntu, symulacje zjawisk osuwiskowych, data przyszłego trzęsienia i jego magnituda, epicentrum też jest do policzenia. To jak ? Potrzebuję miesiąc …...



Prof. Tokarewski (Ukraińska Akademia Nauk, Dyrektor MNTC UKRYTIE) - Panie Ministrze, to co mówi Pan Farański to prawda. My od 3 miesięcy piszemy do Pana specjalne raporty – bez odpowiedzi. Mamy założone wokół konstrukcji IV Reaktora i Sarkofagu repery. Mierzymy osuwanie się tej konstrukcji w głąb gruntu …,



Odbyła się ostra dyskusja między Ukraińcami. Strona polska przysłuchiwała się tej „wymianie poglądów” z zaskoczeniem. Audiencja zamiast godziny potrwała 2,5 godziny. Wynik – zostaję na najbliższy tydzień w Kijowie, mam dostęp do wszystkich dokumentów i co tam jeszcze chcę. Kolejne spotkanie u Ministra za miesiąc. Po wyjściu, Pan Cieślik (sekretarz Ambasady RP) – Panie Farański, skąd Pan to wszystko wie …, jestem zaskoczony. Mówił Pan o rzeczach jak z filmu s-f. To wszystko jest niesamowite.



Czerwiec – lipiec 95. Polska, Politechnika Łódzka, współpracuję z dr Gawinem i dr Lefikiem. Program Abakus, metoda elementów skończonych (korzystam z dostępu – modemu Uniwersytetu Technicznego w Padwie). Liczę horyzont odkształceń konstrukcji III, IV Energobloku i Sarkofagu w Czarnobylu po 9 latach.

Robię model matematyczny, projekcje zjawisk osuwiskowych, itd., itp. W sumie ok. 20 stron maszynopisu, rysunki, wykresy, obliczenia.

Tzw. Raport nr 2. Całość jeszcze po polsku, ale goni mnie czas, 30.06 95 jestem w Kijowie. W Ambasadzie tłumacz przełożył to wszystko na ukraiński. Piątek, spotkanie na luzie u Tańki (dyrektor gabinetu Prorektora ds. Nauki Uniwersytetu Tarasa Szewczenki w Kijowie). U Ministra mam być w poniedziałek. Jestem na luzie. Ble.., ble.., jakieś drinki.

Tańka ( z wykształcenia, mgr fizyk jądrowy) pokaż co tam masz w tym Twoim Raporcie nr 2. Roman to są teksty techniczne, tłumacz Ci głupoty popisał. Z tym do Chołoszy nie idź. To trzeba uczciwie przetłumaczyć. Tańka podzwoniła. Jak ja ten „pierewod” przeżyłem. Przyszedł Garik (prof. dr hab. Garik Czajka, fizyk jądrowy, akademik UAN) i Baryszkin (prof. dr hab. inż. akademik UAN, szef katedry Żelazobetonu Politechniki Kijowskiej) był jeszcze Walery mąż Tańki (dr inż. Walery Klewko, hydrogeolog Biuro Projektów Energetyki Kijów). Skończyliśmy „pierewod” w niedzielne popołudnie. Pękło 10,5 ltr-a „procentów” (gorsze od „radiacji”), ale na poniedziałek miałem Raport nr 2 przetłumaczony wraz z recenzjami Panów Profesorów (tłumaczy), który via Ambasadę oddałem do Ministra Chołoszy (Ministerstwo Czerieszwyczajnych Sytuacji MinCzarnobyl Ukraina).



25 lipca 95, spotkanie z dr-em Rudko i inż. Filemonowem w Kijowie (MNTC UKRYTIE, AZO „administracja zony otczużdieniaja Czarnobyl”), omawiamy mój Raport nr 2. Dyskusja (3 godziny), uwagi:



….Pan przyjął złe znaki dla wektorów przemieszczeń podłużnych i poprzecznych w podłożu gruntowym. To tak czarno nie wygląda. Wynik symulacji winien być inny …..,

…. Panowie, można dyskutować tak lub inaczej. Z tego materiału wychodzi że na przełomie czerwca/lipca 96 powinno być w Zonie trzęsienie ziemii o „różnych skutkach”. To tylko rok. Jeżeli „grunt pod Elektrownią tą dyskusje zrozumie” to powinien się przyzwoicie zachować. Co szkodzi – „na wsiakij słuczaj” dokonać pewnych zabezpieczeń .., i spokój …,



Uwaga – przypis własny. Grunt pod Zoną za nic nie chciał tej lipcowej (95 r.) dyskusji zrozumieć i zatrząsł się dokładnie 11.05.1996 (sejsmogramy do wglądu). Mimo wszystko na obiekcie UKRYTIE dokonano na przełomie 95/96 pewnych kosmetycznych zabezpieczeń. Po trzęsieniu 11.05.96 posypało się parę blach z sarkofagu, dodatkowe pęknięcia konstrukcji III i IV Reaktora. Trochę wycieków radioaktywnej wody z systemów chłodzenia i specjalnie żadnych większych „atrakcji”.

Dla mnie osobiście po maju 96 „zero satysfakcji”, że to ja miałem rację ….....,



Póki co, dla świętego spokoju, jak już wlazłem w ten Czarnobyl – dostałem inne „drzewka do siusiania” (ot, takie moje powiedzonka, przepraszam..)


prace remontowe przy IV Reaktorze





Sierpień 95. Łażę po Zonie. Zaglądam w każdą dziurę. Zaprzyjaźniam się z szeregiem osób tak z AZO, z MNTC i firm tam pracujących. 11.08.95 podpisuję „protokół namierenij” z MNTC wstępnie regulujący zasady współpracy. Tworzy się program udziału mojej grupy w pracach Czarnobyla. Główne kierunki: remont Sarkofagu, konteneryzacja i zmogilnikowanie porzuconych na terenie Zony radioaktywnych odpadów, biosanitacja radioaktywnie skażonych gleb, konstrukcja pieca do utylizacji radioaktywnie skażonego drewna pochodzącego z wycinek sanitarnych lasów porastających Zonę.



Czarnobyl. Wrażenia niesamowite. Wyobraźcie sobie strefę o areale 40x55 km odgrodzoną i izolowaną. Tamże pracowało (1995-96 rok) ok. 6000 ludzi. Wjazd i wyjazd przez „Dietiatki” kontrola radiologiczna, milicjonery kontrola dokumentów. Wewnątrz strefy wysepki „Zona II”. Tereny radioaktywne o skażeniu monitorowanym satelitarnie. Stacje kontroli dozymetrycznej. Ograniczone „czasy przebywania”. Silna radiacja gleby, drogi, powietrza. Dozymetry indywidualne. Specjalne przepustki. Obszary „III” to miejsca o bardzo silnej radiacji (wnętrze IV Reaktora, Ryżyj Lies, mogilnik Podlesnij, inne) obowiązują specjalne „stroje”. Całość Zony - to szereg bezludnych wiosek i miejscowości. Miasto Czarnobyl, oddalone o ok. 8 km od Elektrowni Czarnobyl.



V,VI Reaktor – niedokonczona inwestycja, poszedl w 1986 oblok - ...., i po „budowie”...



Miasto Pripiat, dawniej 45 tys. mieszkańców – obecnie puste. Skażone ulice, domy, puste, umeblowane mieszkania jak gdyby wszyscy gdzieś znikneli. Używany jest tylko jeden budynek przez służby NTC (Nauczno Techniczny Centr) Pripiat, monitorujące mogilnik Podlesnij. Między pokojami wanienki z wodą, dla zmycia z butów pyłu radioaktywnego, podłogi i ściany (do wys. 0,5 m) wyłożone folią.



Gorodok „Czarnobyl-2”, Obiekt wojskowy w lesie oddalony o ok. 6 km od Elektrowni. Dawniej 3.000 obsługi wojskowej. Jak poszedł obłok promieniotwórczy – wszystkich wymiotło. Ściana anten. Wyobraźcie sobie ścianę konstrukcji metalowej anten o długości jednego kilometra i wysokości 140 m. Do tego 5 wyrzutni studnie po rakietach z głowicami nuklearnymi. Podziemny (był kiedyś po katastrofie 86 w znacznej części wytopiony) kabel łączący „Czarnobyl 2” z elektrownią, zasilanie o mocy 4000 MW. Rozmowa z wojskowymi (płk. Prichodczenko) anteny były zdolne emitować promieniowanie mogące wywołać burze jonizacyjne w dowolnym miejscu globu ziemskiego. Podobno emitowane promieniowanie było zdolne wywoływać stany depresyjno-lękowe u populacji ludzkiej w dowolnym miejscu globu. Taka tam odpowiedź Gorbaczowa na gwiezdne wojny Regana. Gdzieś na terenie byłego ZSRR jest jeszcze jedno takie miejsce.


stacja wojskowa „Czarnobyl – 2”, - anteny, emitery


Mogilnik „Podlesnij”, pomnik przyrody XXI wieku. Dwa bloki. Jeden betonowy „sandwicz” długości ok. 100 m, wysokości 20m, szerokości 30 m. Na przemian beton i odpady moderatora (grafit po pożarze i radioaktywne paliwo), silna radiacja do 4000 mRemów. Całość nieco grzeje (ok. 40 - 60 oC). W pobliżu jak poszedł „obłok” na Czarnobyl-2, zakopane w ziemi przy Podlesnim ciężarówki ze „sprzętem wojskowym” i pozostałościami po głowicach nuklearnych. Całość gruntu nad zakopanymi ciężarówkami „grzeje”, radiacja do 5-6 tys mRem, temperatura gruntu do 80 oC.



Elektrownia. Rok 95, czynny I i III Reaktor. IV Reaktor, to ten co była w 86 katastrofa. II - była ok. 90 roku awaria, pożar turbiny - wyłączony. Reaktory V i VI niedokończona inwestycja, poszedł obłok, całość silnie skażona, odgrodzona.

Miasto Czarnobyl, siedziba Administracji Zony Otczużdienia (Strefy Wysiedlonej). Naczelnik AZO Gienadij Fiodorowicz Jarosławciew jest w randze wiceministra. Podlega mu wszystko w Zonie. Ludzie w Zonie, to pracownicy Elektrowni, służby kontroli medycznej i dozymetrycznej, milicjonery, firmy monitorujące Sarkofag (Artur Korowajew), centrum MNTC (Tokarewski, Mielnikov, Tiagunow), Nadzór Ukraińskiej Akademii Nauk (Barychtar, Sawierskij), SBU (Sużba Bezpecznosti Ukrainy), CzernobylLies (Sawicz) zajmujący ochroną szaty roślinnej, przecinki sanitarne, inne; wydzielone składowiska radioaktywnie skażonego sprzętu (samochody, maszyny budowlane, inne), port Czarnobyl z na wpół zatopionymi statkami żeglugi śródlądowej, stacja kolejowa Janów składująca radioaktywnie skażone zestawy pociągów, lokomotywy, sprzęt kolejowy, itd., itp.



Miasto Sławutycz centrum dla delegacji zagranicznych i zagranicznych specjalistów pracujących w Czarnobylu.



Hot-Spoty, ok. 2.300 porzuconych radioaktywnych kupek o obj. 1 - 2 m3, (wypalone paliwo plus grafit z moderatorów) silna radiacja, oznaczone i monitorowane;



Elektrownia, wspólna konstrukcja III i IV Energobloku i Sarkofagu posadowiona na gruncie piaszczystym, osadzająca się w gruncie. Deformacje przemieszczenia, różnice do 15 cm

Jezioro Azbuczin z pięknymi (radioaktywnymi sumami), lasy, lasy ze zwierzyną o zdegenerowanych organach wewnętrznych ....,

Itd., itp.,



Wrzesień 95 - Maj 96. Konstruowanie się zespołu Engineriig Corps Ltd. Grupy polsko-amerykańsko-holendersko-ukraińskiej, powołanie NTP SULCHER Ltd wykonującego prace sanitacyjne w Czernobylu.

stacja kontroli dozymetrycznej, po przebraniu gotowi do wejscia w „graznoje”

Kwiecień 96, konferencja we Wiedniu X lat Czarnobyla (ok. 500 specjalistów z 350 krajów, z Zony jest w sumie 15 osób), moje dłuższe rozmowy z Jarosławcem (Naczelnik AZO, z Kostienką Minister Ochrony Środowiska Rządu Ukrainy, z Chołoszą, MinCzarnobyl).

Na konferencji ONZ-towskiej jest Premier Marczuk. Ukraina wyłącza I Rektor. Na konferencji spotykam Polaków z PAA (Państwowa Agencja Atomistyki), są zdziwieni, że jako Polak z „wolnej stopy” jestem wespół z delegacją ukraińską.





W Enginering Corps zostaję pełnomocnikiem Zgromadzenia Wspólników nad organizacją prac sanitacyjnych. W maju 96 podpisywane są dokumenty ustanawiające kompetencje i zatwierdzające program. Aleksander ( gen mjr. Mielnikov) były dyrektor ds. naukowych MNTC UKRYTIE zostaje dyrektorem SULCZER-u.

Z Instytutu Svallof ze Szwecji ściągamy sadzonki wierzby wiciowej salix viminalis i nasadzamy ok. 2 ha na silnie radioaktywnych glebach w pobliżu IV Reaktora. Wierzba wiciowa ma właściwości zbierania z gruntów radionuklidów (izotopy Sr, Cs, Pu) i ich w ten sposób sanitacji. W Wojskowym Instytucie Chemii i Radiometrii na Rembertowie rozpoczynają się rozmowy (płk Dominas, płk Wertejuk, ppłk Ziętek) o polskiej konstrukcji pieca do suchej destylacji radioaktywnie skażonych drzew, wykonanie prototypu i użytkowanie go do utylizacji w Zonie Czarnobyl.



Rozmowy z dyr. Gligało (CENTRUM - Kijów, organ koordynacyjny powołany dekretem Prezydenta Kuczmy do nadzoru i koordynacji wszystkich służb pracujących w Czarnobylu), akcept naszych programów sanitacyjnych. Przygotowujemy wnioski o dofinansowanie prac z funduszy Komisji Wspólnot Europejskich poprzez program TAKIS.







biuro w Kijowie







Rok 1996, Ściągamy z Polski „piłoramę” (trak do przecierania drewna). Montujemy ją na Czarnobylu-2 (oddana do naszej dyspozycji była baza, stacja wojskowa).

Zdejmujemy i przecieramy radioaktywnie skażone drewno, pierwsze prace nad unieszkodliwianiem tego odpadu. Badania degeneracji tkanki roślinnej (cambium - miazga) w wyniku oddziaływania radionuklidów. Prof. Włoch z Uniwersytetu Śląskiego pobiera próbki drewna w Czarnobylu do oznaczeń stopnia degeneracji tkanek. Ściągamy na zonę specjalistyczny sprzęt, samochody terenowe (z Niemiec - Bundeswehra) do jazdy po radioaktywnie skażonych terenach. Podobno mamy dostać „granty” na realizację naszych programów.



Koniec roku 96. Zmiany organizacyjne w MNTC UKRYTIE.

Rozdział kompetencyjny, tworzy się MNTC Technocentr (wszystko z wyjątkiem Sarkofagu dyrektor Tokarewski) i MNTC UKRYTIE (dyr. Kowalczuk).

Jakieś rozgrywki personalno-kompetencyjne. Sasza (gen. Mielnikov, dyr. SULCZER-u) zadarł z kimś, gdzie nie trzeba. SBU aresztowało Saszę. Najpierw tiurma w Iwankowie (obłast rejonu czarnobylskiego), po rodziny, przyjaciół (może i po trochę moich) staraniach przeniesiony po miesiącu do tiurmy do Kijowa. Tak, siak i owak po 2 m-cach na przepustkę do Polski a z Polski heja.., do USA. Dzisiaj Sasza jest grażdanin USA.

Koniec 1996, z kancelarii Prezydenta Polski dostajemy list podpisany przez Aleksandra Kwaśniewskiego z podziękowaniami „za wkład polskiej myśli technicznej w bezpieczeństwo ekologiczne świata .....”,

Miło nam ...., miło mi .................,





Rok 1997, 1998. Koniec finansowania programów. Nie dostaliśmy kasy z Brukseli. „Zwijamy interes…”.

Lipiec 98, dyskusje o niepokojach sejsmicznych jakie mogą mieć miejsce w r. 1999.

Dostaję prywatne zlecenie z Państwowej Agencji Atomistyki (Departament Ochrony Radiologicznej Kraju, dyr. Jurkowski, prof. Niewodniczański), konsultacja z doc. Józefowiczem Główny Inspektor Bezpieczeństwa Radiologicznego PAA na Konwaliowej w Warszawie. Sierpień 98 jadę do Moskwy (Instytut Fizyki Ziemi Rosyjskiej Akademii Nauk). Spotkanie z prof. Striachowem (sejsmolog, dyrektor Instytutu) i dr-em Czeczierowem adiunkt w Instytucie, specjalista sejsmolog nadzorujący Czarnobyl.

Siedzimy w materiałach, robimy pewne projekcje.

Wychodzi na to, że na płycie ukraińskiej będzie w 1999 spokój.

Jeżeli rąbnie to w basenie Morza Śródziemnego.

Można by to policzyć, gdzie rąbnie w którym miejscu, jaka magnituda …, kiedy ….

Ale wszędzie koszty. Pobyt w Moskwie jest kosztowny ( z PAA na koszty zlecenia w sumie dostałem 6 tys. zł) …, a trzeba by było zostać jeszcze ze dwa tygodnie.

Wracam do Warszawy.

Piszę Raport dla PAA (Ocena stanu bezpieczeństwa ..,). Rozliczam zlecenie.

I tylko gdy w 1999 roku oglądałem komunikaty o trzęsieniu Ziemi w Turcji, o prawie 20 tys. ofiar to gdzieś w sercu była gorycz. Dlaczego nie zostałem w Moskwie jeszcze te dwa tygodnie. Dlaczego w projekcjach ograniczyłem się tylko do płyty ukraińskiej. Dlaczego nie poszedłem dalej i nie odpowiedziałem na pytanie gdzie rąbnie i z jaką siłą .., dlaczego, dlaczego ?

Cóż, w Moskwie liczyłem każdy grosz - tak mało miałem środków.

Tylko to nie jest odpowiedź ...... !





Październik 98. Spotkanie w Urzędzie Rady Ministrów na Ujazdowskich u p. Litwinowicza (doradca premiera Balcerowicza).

Temat Balcerowicz publicznie zadeklarował pomoc Polski Ukrainie na Czarnobyl w wysokości 10 mln USD (po 1 mln USD rocznie).

Chcielibyśmy w ramach tych pieniędzy „sprzedać polską myśl techniczną”. Pan Litwinowicz - Panie Romanie, nie bądź Pan naiwny.

Żadnych pieniędzy ani centa nie ma.

Tak sobie to Balcerowicz powiedział.

Prasa to nagłośniła i niepotrzebnie. Dzisiaj w dobrym tonie jest „o tym nie wspominać”.

Październik 98, Konferencja międzynarodowa w Sławutyczy pod Czarnobylem. Problemy bezpieczeństwa Zony. Zjeżdża się ekipa ze świata, z Departamentu Energetyki USA, Ministrowie Energetyki Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, inne VIP-y. Dużo znajomych nazwisk.

Mam zaproszenie, program, mam zgłosić komunikat. Dostaję taryfę ulgową. Mój koszt pobytu tej tygodniowej konferencji to tylko 300 USD plus koszty podróży.

Nie mam prywatnej kasy. W PAA środki z budżetu 99 wyczerpane.

Nie jadę.

Koniec przygody czarnobylskiej.

Była jak film s-f nie z tego świata.

Zostały wspomnienia, wspomnienia i zawarte przyjaźnie w wielu miejscach globu ziemskiego.





Jak się pracowało w Czarnobylu. Był zredukowany czas pracy. Można było pracować w Zonie dwa tygodnie miesiąca, pozostałe dwa tygodnie były wolne poza strefą Zony. Można też było pracować trzy dni w tygodniu, pozostałe dni były wolne. Przy wejściu na strefy „graznoje” o silnej radioaktywności w specjalnych stacjach zrzucało się ubranie i obowiązywał „strój wieczorowy”, ubrania drelichowe, czapeczki na włosy, płócienne półmaski. Tam gdzie było to konieczne specjalne skafandry. Przy zejściu z „graznego” była kontrola dozymetryczna promieniowania „klienta”. Zrzucało się w całości „strój wieczorowy” (jednorazowego użytku), pełny prysznic, dezaktywacja, kontrola licznikiem GM, ubranka własne i wyjazd. Każdy miał swój indywidualny dozymetr i swoją kartotekę czasów pobytu w radioaktywnie skażonych strefach, dozymetr co tydzień oddawano do kontroli. Człowiek to taka natura, że od razu nie pochłania promieniowania. Jest pewien czas bezwładności (zależy w dużej mierze od cech indywidualnych) po którym następuje intensywna sorpcja radiacji przez organizm ludzki. MiliRemy to promieniowanie zewnętrzne w obszarze, gdzie się znajduję, MiliSilwerty to promieniowanie pochłonięte przez mój organizm, które może mi przynieść negatywne skutki. W miejscu X o radiacji Y mogę być np. 15 minut w ubraniu drelichowym, albo 2 godziny w skafandrze. Sam mam świadomość kontroli czasu mojego pobytu i tego muszę pilnować.









Jak się umierało w Czarnobylu. W zasadzie dotyczyło to „starych”, likwidatorów, którzy brali udział w usuwaniu skutków awarii i gaszeniu pożaru w 86 roku. Wtedy w 86-tym niewiele jeszcze wiedziano i ludzie szli „jak barany”. Ci, którzy bezpośrednio „pracowali” przy pożarze w 86 i łyknęli więcej jak 25 Remów dostawali „medal za ratowanie Czarnobyla”. Bardzo ładny medal ! Sasza Mielnikov (dyrektor Sulczeru) też taki miał. Pytam Sasza, ile „łyknąłeś”. Romanie, nie wiem, spaliłem 6 dozymetrów (każdy dozymetr miał zakres do 30 Remów). Byli tacy co dostali 5 Remów i zmarli w wyniku choroby popromiennej. Byli tacy co się do dziś trzymają. Ilu zostało, ze ścisłej kadry jest nas na dzisiaj w Zonie 6-cioro (rok 95). Objawowo gdzieś do dwu lat po katastrofie następował rozrost kości pod prawą gałką oczną (konieczność amputacji prawego oka) i utrata słuchu w lewym uchu. Dziwna prawidłowość. Potem długo, długo nic i po 3, 5, 7 latach w ciągu tygodnia ostry rzut białaczki, i adieu ......,

Sasza pokazywał mi swoje szklane oko ........, Za mojej kadencji (95-97) zmarło w ten sposób dwóch, Filemonow, z którym dyskutowałem w lipcu 95 mój Raport 2 i jeden z przyjaciół Saszy Mielnikowa, twarz pamiętam ale nazwisko mi uciekło ......,





Czy się bałem ?

Tak, bałem się jak jasna cholera. Niby wszystko w porządku.

Trawa zielona, niebo niebieskie. Pogoda ładna.

Tylko ta pustka. I na dozymetrze wskazówka w najwyższym położeniu. Informacja z monitora satelitarnego - tu możesz być nie dłużej jak 20 minut ......,



Pilnowałem tego dokładnie. Może póki co nie mam na dzisiaj żadnych sensacji. To dobrze.



Źródło : http://www.czarnobyl.republika.pl/
gutol • 2012-08-15, 18:48  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (124 piw)

weź wstawiaj część w komentarz
X