Czy śmierć zdejmuje buty?

lemo1029 • 2013-02-05, 22:15
41
Wypadek. Zmiażdżone samochody. Obok przy drodze leżą martwi ludzie. Jedna rzecz budzi zdumienie – nie mają butów... Przypadek, czy tajemniczy fenomen?


Dokładnie pamiętam ten dzień. Wracałem samochodem do Warszawy, kiedy nagle stanąłem w potwornym korku, a droga byłazupełnie zablokowana. Okazało się, że pół godziny wcześniej doszło do tragicznego wypadku samochodowego. Zaparkowałem auto na poboczu i poszedłem obejrzeć miejsce zdarzenia. Dwie osoby leżały na jezdni przykryte ciemną folią. Jedna rzecz zwróciła moją uwagę - obie śmiertelne ofiary nie miały na nogach... butów. Niby drobiazg, ale trochę mnie to zdziwiło.

W pierwszej chwili pomyślałem, że być może ekipa ratowników wydostająca ludzi ze zmiażdżonych samochodów chciała sobie z jakiś powodów ułatwić zadanie i zdjęła im obuwie, ale potem wydało mi się to absurdalne. Uznałem raczej, że widocznie w wyniku zderzenia doszło do tak dużych przeciążeń, że buty samoczynnie zsunęły się im z nóg. Obok stał sanitariusz, który palił papierosa w oczekiwaniu na zakończenie pracy policji, by zabrać zwłoki. Zapytałem go o buty. Powiedział, że to „śmierć ludziom buty zdejmuje”. Bardzo zainteresowała mnie ta sprawa i postanowiłem o tym zrealizować reportaż dla radia, w którym wtedy pracowałem. Oto fragment rozmowy z sanitariuszem, którą nagrałem wiele lat temu w warszawskim szpitalu przy ulicy Hożej.

Sanitariusz: - Zobaczyłem, że to dziecko nie ma butów. Niedobrze jest! To znaczy śmierć – tak pomyślałem.

Robert Bernatowicz: - Śmierć? Co pan ma na myśli?!

- A co, nie słyszał pan o tym? Buty spadają, to człowiek nie żyje. Ale to zawsze tak jest, jak nie ma butów, znaczy trup.
- Buty? O czym pan mówi?
- Niech pan popyta, kogo chce. Tu w szpitalu albo z załogami niech pan porozmawia, ale... to wystarczy tylko choćby z tymi, co holują te pojazdy, bo oni bardzo często widzą najgorsze wypadki. I powiedzą panu to samo co ja, że człowiekowi śmierć zdejmuje buty...
- Co pan opowiada? Nigdy o tym nie słyszałem. Ale... może te buty same spadają, bo uderzenie duże jest? Znaczy siła uderzenia w samochód, to nie dziwne, że spadają.

- Nie rozumie mnie pan, to trzeba zobaczyć. Czasami jest wypadek i w samochodzie ginie człowiek, bo lekko uderzył głową w kierownicę. Niby nic takie uderzenie i nawet w pasach był, a to śmiertelny cios w głowę. I samochód nawet wcale nie tak zniszczony, wydaje się, że taka stłuczka zwykła... patrzę do środka i widzę, że gość nie ma butów, bo mu spadły. A uderzenie nie było duże.



- Ale mogły spaść od uderzenia?
- Mogły, ale mówię panu, że nie było duże uderzenie. Ale on nie ma butów i mówię do kolegi: zobaczysz, że nie żyje. I reanimacja nie pomogła, bo nie żył. I te buty... niech pan popyta.
- To ciekawe... A jak pan sądzi, dlaczego ludzie tracą buty?
- Bo ja wiem... śmierć buty ściąga, tak jest. Może dusza przez stopy ucieka, czy jak? Ja się na tym nie znam, ale myślę, że może jacyś naukowcy się tym powinni zainteresować. Ale mówię panu, że wszyscy panu to powiedzą, wszyscy. Jak buty stracił, to znak, że nie żyje. Tak jest po prostu.


Leżące buty na miejscu wypadku to zły znak!


Sprawę „śmierci zdejmującej buty” uczyniłem tematem audycji radiowej, w czasie której zadzwoniło kilkudziesięciu słuchaczy poruszonych tym tematem. Okazało się, że wielu z nich widziało tragiczne wypadki i także zwróciło uwagę na zdumiewający fakt, że w przypadku ofiar śmiertelnych buty – choćby nawet najlepiej zasznurowane – leżały obok. Mam w archiwum korespondencję w tej sprawie, którą otrzymałem po programie. Oto trzy wybrane fragmenty maili, które otrzymałem.

Kilka dni temu wysłuchałem pana audycji o wypadkach i ich ofiarach, które z niewiadomych przyczyn gubią buty. Ja sam mogę potwierdzić, że takie opowieści są powszechne. Nawet pracownicy pogotowia ratunkowego opowiadają, że takie przypadki faktycznie się zdarzają, i nawet lekarze, widząc leżące gdzieś na miejscu jakiegoś wypadku buty mówią, że prawdopodobnie ofiara nie żyje. I najczęściej zdarza się, że po dojściu do ofiary, faktycznie właściciel butów poniósł śmierć. (...) mówi się o przypadkach, w których buty są ciasno zawiązane, często wiązane wysoko, i problemem byłoby je zdjąć w tej postaci z nóg za pomocą rąk i dużej siły, tymczasem one bezwładnie po prostu spadają. Niedawno słyszałem, trafne chyba nawet określenie, że 'tam się idzie na boso. Coś w tym chyba jest...


...opowiedziałam o tym zjawisku mężowi, który jest w niemieckim Czerwonym Krzyżu i niejednokrotnie brał udział w ratowaniu ludzkiego życia. Sprawa zaintrygowała również jego, więc postanowił zadzwonić do swojego przyjaciela, który jest sanitariuszem w karetce pogotowia aby sprawdzić, czy on nie zauważył tego zjawiska w swojej praktyce. Zupełnie dziwnie zrobiło się nam, gdy ten zadzwonił do nas kilka dni temu mówiąc, iż 90 procentach przypadków , w których brał udział jako sanitariusz - ofiary nie miały na nogach butów! Stwierdzenie to oparł na zdjęciach z wypadków (do których notabene niechętnie powraca), a które posiada w archiwum. Sam był lekko zszokowany tym stwierdzeniem, bo jak mówi podczas akcji ratowniczej nigdy nie zwrócił na to uwagi …


...Naprawdę w to nie wierzyłam, ale ostatnio w wypadku samochodowym zginął mój przyjaciel i choć miał sznurowane adidasy to tylko jego but spadł z nogi i został w samochodzie (pozostali przeżyli). Zaczęłam się zastanawiać ile prawdy jest w tych ludowych obserwacjach i zaczęłam się przyglądać relacjom w TV - na krótkich felietonach filmowych rzeczywiście kiedy są pokazywane ofiary, to gdzieś z boku leżą zgubione buty, przeglądałam internet, czy aby nie ma jakichś dawnych wierzeń o tym, ze np. dusza w ten sposób opuszcza ciało, albo coś w tym stylu... niestety nic nie znalazłam.





Zwykłe zjawisko fizyczne czy... tajemniczy fenomen?

Sprawa „śmierci ściągającej buty” do dzisiaj jest dla mnie zagadką. Od wielu lat śledzę wszystkie serwisy telewizyjne i zwracam uwagę na to, że śmiertelne ofiary wypadków bardzo często nie mają na nogach butów.
To zjawisko musiało być zauważone już wcześniej, skoro funkcjonuje nawet takie ludowe powiedzenie „umarł w butach!”.
W słowniku frazeologicznym znalazłem wyjaśnienie, że tego typu zawołanie ma podkreślać „beznadziejność sytuacji, brak dobrego wyjścia itp.”. W tej sprawie przyjąłem trzy hipotezy.

Pierwsza
– jest to zupełnie normalne zjawisko, a zsuwanie się obuwia z nóg ofiar wypadków jest spowodowane jedynie siłą uderzenia.

Druga– buty spadające ludziom z nóg w chwili śmierci to efekt rozluźnienia mięśni w momencie największego, przedśmiertelnego stresu.

Trzecia- zakłada wymiar metafizyczny tego zjawiska. O całej sprawie już prawie zapomniałem, ale kilka dni temu przez przypadek w telewizji obejrzałem materiał, który był reportażem z tragicznego zdarzenia na budowie. I znowu ze zdziwieniem zauważyłem, że śmiertelna ofiara wypadku nie miała na nogach... butów!

Robert Bernatowicz
1
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski stwierdził, że w polskim Kościele istnieje homoseksualne lobby. Katolicki miesięcznik „Fronda” poszedł jeszcze dalej i napisał, że to nawet nie lobby a „mafia”. Jak dowiedział się Wprost.pl były ksiądz, dziś ojciec rodziny Piotr Napiwodzki, właśnie skończył pisanie książki o życiu seksualnym duchownych. Autor tłumaczy, że chce "wnieść normalność w podejściu do homoseksualnych duchownych". Postanowiliśmy sprawdzić jak to naprawdę jest z homoseksualizmem w Kościele.

To jest jedynie wstęp, dalsza część artykułu jest pod tym linkiem


Od razu zanaczam - nie chcę obrazić żadnej grupy społecznej oraz obrazić żadnych uczuć chrześcijańskich.

Ostatni wykonany wyrok smierci w Polsce

Asiulka_ai • 2013-02-04, 13:51
15
Edmund Kolanowski,- Polski seryjny morderca

W skrocie, jak sie komus roywijac nie chce :>

E. Kolanowski byl nekrofilem, ktory dokonywal profanacji zwlok poprzez wycinanie narzadow plociowych, oraz piersi, po czym przyszywal je do manekina w wiadomym celu. Pozniej palil czesci ciala w piecach.
Swoje ofiary wyszukiwal na poznanskich/wielkopolskich cmentarzach.

A tutaj wiecej szczegolow i kilka zdjec.
Rodzina

Miał starszego brata Andrzeja, który zmarł w wieku 2 lat. Z tego powodu matka często zabierała go na cmentarz Miłostowo. Był żonaty z Zofią (od 1970), z którą miał dwie córki (urodzone w 1970 i 1972). W 1975 na wniosek żony orzeczono nieważność małżeństwa. Od 1980 żył w konkubinacie Gabrielą, z którą miał jedną córkę.

Wykształcenie

W szkole podstawowej powtarzał klasy pierwszą, trzecią i piątą. Z uwagi na jego zachowanie lekarz skierował go do zakładu dla osób chorych nerwowo i psychicznie. Później kontynuował naukę w szkole zawodowej, której nie ukończył. Ostatecznie przyuczył się do zawodu elektryka.

Od 11 roku życia podglądał w szpitalu sekcje zwłok. W wieku 15 lat zaczął zaczepiać kobiety w centrum Poznania. Sąd dla nieletnich skazał go na pobyt w zakładzie poprawczym, ale wykonanie wyroku zawieszono na okres 2 lat. Podjął próbę samobójczą (wbicie noża w brzuch), został odratowany. Za pobicie w 1966 został skazany na półtora roku więzienia (wyszedł w listopadzie 1967). Od 1972 zaczął terroryzować (kopanie, bicie, szarpanie za włosy, grożenie i ranienie nożem) kobiety nad jeziorem Rusałka. Milicja dokonała jego zatrzymania, a sąd udowodnił trzy napaści i wymierzył wyrok 9 lat więzienia. Wyszedł z więzienia w 1979 roku po odbyciu 2/3 kary.
Kolanowski przyznawał się do popełnienia przestępstw:
profanacji zwłok zmarłej sąsiadki,
w 1972 (w wieku 25 lat) – wykopania zwłok i profanacji,
w lipcu 1980 – okaleczenia zwłok znajdujących się w kaplicy cmentarnej w Nowej Soli,
27 października 1980 – morderstwa i okaleczenia zwłok kobiety (21 lat, zwłok nie znaleziono), poznanej na dworcu PKP w Poznaniu, w Baborówku,
16 marca 1981 – morderstwa kobiety (20 lat) w Warszawie (Wawer),
26 lutego 1982 – porwania i okaleczenia zwłok kobiety z kaplicy cmentarnej na Naramowicach,
4 listopada 1982 – morderstwa i okaleczenia zwłok dziewczynki (11 lat) na Naramowicach,
29 listopada 1982 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie,
28 stycznia 1983 – wykopania i profanacji zwłok na Miłostowie.
Okaleczanie zwłok kobiet polegało na wycinaniu piersi i narządów płciowych. Wycięte narządy przyszywał do manekina używanego w celach seksualnych. Po kilku dniach części zwłok palił w piecu.
Aresztowanie, proces i wykonanie wyroku

7 maja 1983 uciekł z zasadzki zastawionej przez milicję na cmentarzu Miłostowo. Na miejscu planowanego przestępstwa zgubił kawałek papieru z napisem Pollena Łaskarzew. Milicjanci w toku czynności śledczych dotarli do zakładów Pollena w Poznaniu i 16 maja 1983 aresztowali Kolanowskiego (pracował tam jako palacz).
Podczas przesłuchań przyznawał się tylko do profanacji zwłok. Porównanie grupy krwi zamordowanej dziewczynki (B Rh-) ze śladami krwi na kurtce podejrzanego oraz zeznania dróżniczki przejazdu kolejowego na Naramowicach były obciążające. Podejrzany przyznał się po czterech miesiącach do zabicia dziewczynki.
Trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Mimo jego zapewnień, że zrozumiał swój błąd ("Teraz myślę, że chyba źle zrobiłem"), w szpitalu nazwał się Zimnym chirurgiem.
Na podstawie śledztwa prowadzonego przez trzy lata oskarżono go o dokonanie trzech morderstw, pięciu profanacji zwłok oraz o kradzież złotego pierścionka. Podczas procesu sądowego odwołał zeznania mówiąc, że były wymuszone. Biegli lekarze orzekli, że nie był chory psychicznie w momencie popełniania przestępstw.
Sąd uznał jego winę i 4 czerwca 1985 orzekł karę śmierci. Obrońca Kolanowskiego złożył apelację i wniosek o rewizję wyroku. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok sądu niższej instancji. Karę śmierci przez powieszenie wykonano 28 lipca 1986 w areszcie przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Była to ostatnia wykonana kara śmierci w Poznaniu. Został pochowany 1 sierpnia 1986 na cmentarzu Miłostowo.

Wizja lokalna na Naramowicach. Kolanowski pokazuje, jak zabił i ukrył ciało 11-letniej Aliny



Piec kaflowy w ktorym palil czesci ciala




Kolanowski pokazuje miejsce, z którego wykopywał trumny

Obóz Bromberg-Ost

TYMB4R`k • 2013-02-03, 17:40
12
Sieć niemieckich obozów spowiła Europę podczas II Wojny Światowej. Oprócz niesławnego obozu pracy przymusowej DAG Fabrik Bromberg istniał w Bydgoszczy jeszcze jeden.



W 1944 roku zaczynało brakować miejsc w KL Stutthof co było bezpośrednią przyczyną tworzenia sieci podobozów. Dwunastego września 1944 roku komendant obozu w Sztutowie - SS-Sturmbannführer Paul Werner Hoppe - podpisał rozkaz utworzenia w Bydgoszczy obozu pracy przymusowej dla kobiet. Zlokalizowano go na rogu Fabrikstrasse oraz An den Gleisen Strasse (dzisiejszy róg Kamiennej i Fabrycznej). Już następnego dnia do obozu skierowano około trzystu kobiet - żydówek, pochodzących głównie z Rygi, Kowna oraz Węgier. Wśród uwięzionych znalazło się kilka Polek oraz Ukrainek. Zakwaterowano je w barakach niedaleko stacji kolejowej Bydgoszcz-Wschód.

Podobóz został oddany na potrzeby Deutsche Reichsbahn (Niemieckich Kolei Państwowych). Funkcje komendanta sprawował SS-Scharführer Anton Kniffke. Dodatkowo do obozu oddelegowano siedem nadzorczyń ze Sztutowa, w tym Ewę Paradies i Gerdę Steinhoff, które po wojnie zostały schwytane i powieszone, oraz Hertę Bothe. Dowodziła nimi Oberaufseherin Johanna Wisotzki.



Więźniarki były wykorzystywane do robót przy kolei. Do ich obowiązków należała budowa torów, załadunek towarów do wagonów i ich rozładunek oraz kopanie rowów ochronnych. Musiały też na bieżąco czyścić tłuczeń między torami. Fakt ten wykorzystywali pobliscy młodzieńcy, którzy wczesnym rankiem zakradali się na tory i wkładali między kamienie opakowane kawałki chleba, starając się w ten sposób pomóc uwięzionym kobietom. Chłopcy mieli po szesnaście - osiemnaście lat i ryzykowali w ten sposób życiem.

Ciężkie prace jakie wykonywały oraz niesprzyjające warunki atmosferyczne były przyczyną wielu zachorowań. Kobiety pracowały bez żadnej odzieży ochronnej do ósmego grudnia 1944 roku, kiedy to na wniosek komendanta obozu przysłano ze Sztutowa kilkaset płaszczy zimowych. Opiekę medyczną sprawowali lekarze kolejowi oraz jedna z więźniarek.

Obóz został zlikwidowany 20 stycznia 1945 roku po kilku miesiącach istnienia. Pozostałe przy życiu 295 więźniarek pospiesznie ewakuowano do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen-Oranienburg. Połączono je w jedną kolumnę wraz z tysiącem Żydówek z podobozu Bromberg-Brahnau (DAG Fabrik Bromberg) i skierowano przez Koronowo do Sępólna Krajeńskiego. Podczas marszu nie otrzymywały żadnego pożywienia, mimo że był sam środek zimy. Wiele z nich umarło z wycieńczenia bądź zamordowane przez strażników. Ze Złotowa do Czaplinka więźniarki przewieziono odkrytymi wagonami towarowymi. Następnie trafiły do Złocieńca. Po kilkunastu dniach Marszu Śmierci pozostałe przy życiu kobiety zostały uwolnione przez żołnierzy Armii Czerwonej.



Powojenne losy osób związanych z obozem:

Komendant Anton Kniffke został po wojnie schwytany i w czwartym procesie załogi Stutthofu w Gdańsku skazany na trzy lata więzienia, gdzie po krótkim czasie zmarł.

Nadzorczyni Ewa Paradies wróciła w styczniu 1945 do KL Stutthof. Mimo ucieczki pod koniec wojny została schwytana i 31 maja 1946 została skazana na śmierć przez sąd w Gdańsku. Wyrok wykonano 4 lipca o godzinie 17 na gdańskiej Biskupiej Górce przez powieszenie.



Również Gerda Steinhoff w styczniu 1945 wróciła do Sztutowa. Tydzień po tym - 25 stycznia - została odznaczona Krzyżem Żelaznym za "zasługi jako nadzorczyni". Zatrzymano ją dokładnie cztery miesiące później. Skazana na śmierć w tym samym procesie co Paradies, zginęła tego samego dnia co ona. Również przez powieszenie.



Herta Bothe po wojnie została skazana na więzienie, z którego wyszła już w 1951 roku. Wyszła za mąż i zmieniła nazwisko na Lange. Zmarła w marcu 2011 roku. W wywiadzie udzielonym przed śmiercią utrzymywała, że musiała zostać strażniczką obozu koncentracyjnego, bo inaczej naziści sami by ją tam osadzili. ("What do you mean, made a mistake? No... I'm not quite sure I should answer that. Did I make a mistake? No. The mistake was that it was a concentration camp, but I had to go to it, otherwise I would have been put into it myself. That was my mistake." - Friederike Dreykluft, Holokaust (2004))



Paul Werner Hoppe - ostatni komendant KL Stutthof i osoba, która wydała rozkaz utworzenia podobozu Bromberg-Ost - został skazany w 1955 roku przez niemiecki sąd na 5 lat i trzy miesiące więzienia. W 1957 roku zamieniono wyrok na 9 lat, jednak opuścił więzienia już w 1960. Umarł czternaście lat później.

Historia radiografi

piotrwiacek1 • 2013-02-03, 13:03
4
Przypadkowo znalazłem film na temat aparatów rtg jak i ich historii i sposobu działania.Filmik w języku angielskim, jednak nawet dla mniej zaawansowanych powinien być zrozumiały.
Swoją drogą stare aparaty były dość niebezpieczne w użytkowaniu a gość z filmiku dał sobie niezłą dawkę promieni x. Dzisiejsze aparaty rtg są o niebo lepsze i bezpieczniejsze niż było to około 15 lat temu.

Józef Kowalski

Apostazja • 2013-02-03, 12:24
62


Wczoraj Pan Józef Kowalski obchodził 113 urodziny.
Dzisiaj chcemy przybliżyć postać Pana Józefa. Jest jedynym żyjącym weteranem Bitwy Warszawskiej 1920 r. i najstarszym żyjącym mężczyzną w Polsce oraz prawdopodobnie w Europie.
Brał udział w sławnej bitwie pod Komarowej, w której wyniku została pokonana Konarmia Budionnego. Przypomnieć należy, że była to największa bitwa kawaleryjska tamtych czasów, starło się w niej około 20 tysięcy kawalerzystów.
Pan Józef urodził się 2 lutego 1900 roku we wsi Wicyń na Podolu. Podczas I wojny światowej zaciągnął się do ułanów, a po wojnie został skierowany na kurs kawaleryjski do Grudziądza, gdzie ukończył szkołę oficerską. Wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, służąc w 22 Pułku Ułanów.
Po wojnie zrezygnował z kariery wojskowej i wrócił na rodzinną gospodarkę. Jednak wojska się o niego upomniało i w 1939 roku został ponownie zmobilizowany.
Walczył w kampanii wrześniowej gdzie służył w artylerii, ale jego pułk został rozbity przez Niemców i dostał się do niewoli. Resztę wojny spędził w oflagu.
Po wojnie osiedlił się na ziemiach odzyskanych we wsi Przemysław pod Krzeszycami, gdzie przejął opuszczone gospodarstwo rolne.
W dniu swoich 110. urodzin został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a 23 lutego 2012 r. awansowany do stopnia kapitana wojska polskiego.
Dzisiaj Pan Józef z uśmiechem przyznaje, że za kołnierz nie wylewał i jak to ułan, nie stronił od szabelki, ale i butelki. Jeszcze niedawno zerkał z uśmiechem na pielęgniarki opiekujące się nim w domu pomocy. Jak i również herbatkę lubił doprawić paroma kropelkami czegoś mocniejszego.
Pan_Generał • 2013-02-03, 15:16  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (56 piw)
Józef Kowalski, najstarszy Polak - oficer 22 pułku ułanów, weteran wojny polsko-bolszewickiej kończy dzisiaj 113 lat!
Urodził się 2 lutego 1900 we wsi Wicyń (obecnie Smerekivka, Ukraina) jako syn Wawrzyńca i Heleny Kowalskich. W 1920 roku, w trakcie wojny polsko-bolszewickiej, walczył w 22 Pułku Ułanów Podkarpackich. Brał udział w Bitwie pod Komarowem niedaleko Zamościa, gdzie 31 sierpnia 1920 polska kawaleria rozbiła trzon sił Konarmii Budionnego. Konfrontacja ta była największym starciem konnicy w wojnie polsko-bolszewickiej i ostatnią wielką bitwą kawaleryjską w historii Europy[4].

W latach 20. XX wieku ukończył szkołę oficerską. W okresie 20-lecia międzywojennego prowadził gospodarstwo rolne. II wojnę światową spędził w niemieckim obozie pracy, skąd udało mu się uciec ze współwięźniem. Po jej zakończeniu osiedlił się w Przemysławiu pod Krzeszycami. Tam pochował swoich najbliższych. Do 1993 roku prowadził gospodarstwo rolne. Gdy stan jego zdrowia się pogorszył, przekazał ziemię Skarbowi Państwa i 9 grudnia 1994 roku zamieszkał w Domu Pomocy Społecznej w Tursku. W dniu swoich 110. urodzin został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski[5].

23 lutego 2012 Józef Kowalski został awansowany do stopnia kapitana wojska polskiego przez ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka[2].

16 sierpnia 2012, dzień po 92. rocznicy „Cudu nad Wisłą” nadano mu tytuł honorowego obywatela Wołomina[6]. Józef Kowalski jest także honorowym obywatelem Warszawy i Radzymina.



Atomic Alert

dirtysanchez • 2013-02-03, 11:47
7
Jak zachować się podczas ataku atomowego? Film z 1951roku.




Bardzo fajnie sklejone z przyjemną muzyczką w klimacie ; >

Wampir z Bytowa,- Leszek Pekalski

Asiulka_ai • 2013-02-03, 10:34
7
Leszek Pękalski (ur. 12 lutego 1966 we wsi Osieki koło Bytowa) znany pod pseudonimem "Wampir z Bytowa" – uznawany za seryjnego mordercę, skazany za jedno zabójstwo. Przed procesem przyznawał się aż do 70, a według niektórych źródeł nawet do 90, jednak w jego trakcie odwołał wyjaśnienia.
Jest nieślubnym dzieckiem robotnicy rolnej. Od śmierci matki zajmował się nim wuj, gdyż Pękalski od urodzenia był upośledzony.
Według policji Pękalski na wizjach lokalnych opowiadał jak gwałcił i mordował swoje ofiary opowiadając takie szczegóły, które znać może tylko morderca. Prokuratura próbowała udowodnić mu 17 morderstw, popełnionych między 1984 i 1992, jednak z braku dowodów udowodniła tylko jedno, za co został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności.

Janek Wiśniewski

Crowell • 2013-02-02, 20:48
8
UWAGA: artykuł długi, nie umiesz/lubisz czytać, przewiń.

Jako, że sadola zalewa ostatnio potok kału postaram się wrzucić coś bardziej konstruktywnego. Lubię na kacu gdy już nie mogę ruszyć ni ręką ni nogą poczytać coś sensownego i stworzyć kilka nowych połączeń neuronowych po zapitej nocy; trafił mi się temat którego tutaj nie znalazłem.

Większość osób pewnie kojarzy film Czarny czwartek Antoniego Krauze, osobiście go nie widziałem jeszcze, lecz według opinii jest poruszający i treściwy. (tu odwołanie do tych nie lubiących czytać, a przez przypadek błądzących nadal po moich wypocinach)

Janek Wiśniewski, a raczej Zbyszek Godlewski zmarł 17 grudnia 1970 (w chwili śmierci 18 latek) jest uważany za symbol ofiar Grudnia '70

Teraz trochę cytatów

Cytat:

Bunt robotników w Polsce w dniach 14-22 grudnia 1970 roku (...) Bezpośrednią przyczyną strajków i demonstracji była wprowadzona 12 grudnia podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych oraz innych artykułów spożywczych. (...) Społeczeństwo zareagowało protestem. Zbierano się na wiecach domagając się od władz cofnięcia podwyżki, uregulowania systemu płac (w szczególności zasad naliczania premii) i wreszcie odsunięcia od władzy odpowiedzialnych za podwyżkę (m.in. Władysława Gomułki, Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kociołka)

O tych 'panach' na własną rękę proponuje poczytać.
Cała sprawa nie wygląda groźnie, gdyby podwyżka na artykuły spożywcze nie była ta drastyczna, dwa tygodnie przez świętami i nie miała zamaskować niekompetencji w polityce Gomułki.


Cytat:

Jako pierwsza zastrajkowała rankiem 14 grudnia Stocznia im. Lenina w Gdańsku, której pracownicy zażądali cofnięcia wprowadzonej podwyżki. Ponieważ kierownictwo zakładu nie było w stanie spełnić tego postulatu, po kilku godzinach robotnicy pochodem wyszli poza teren stoczni i skierowali się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR.Rozgoryczeni demonstranci, których praktycznie nikt nie chciał wysłuchać, nic nie uzyskawszy pod gmachem KW, przez kolejne kilka godzin pochodem przemieszczali się ulicami Gdańska, nie niszcząc i nie demolując jednak niczego.

Wszelako ponieważ chcieli swojemu protestowi nadać jak największy rozgłos, wznosili coraz bardziej radykalne hasła. Gdy spokojnie wracali pod siedzibę lokalnych władz partyjnych – krótko przed godziną 16.00 w pobliżu mostu Błędnik – pochód został nagle zaatakowany petardami i granatami łzawiącymi przez funkcjonariuszy MO. Należy w tym miejscu podkreślić, że było to ponad dziewięć (sic!) godzin po tym, jak zaczął się strajk w Stoczni im. Lenina i blisko pięć godzin po tym jak protestujący pochodem opuścili teren stoczni.



Przez kolejne dni wrogie nastroje narastały, rozpoczął się strajk powszechny, teraz już nie chodziło o podwyżki jedzenia lecz o uwolnienie wcześniej aresztowanych działaczy, o całokształt działań politycznych.
Cytat:

W sumie od 14 do 19 grudnia w kilku miastach nie tylko zresztą Wybrzeża (m.in. Białystok, Kraków, Wałbrzych) w ulicznych starciach wzięło udział – mniej lub bardziej aktywny – łącznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Walki nierzadko przybierały bardzo gwałtowny charakter, a wartość strat materialnych spowodowanych zniszczeniami przekroczyła 400 milionów ówczesnych złotych. Podpalono i całkowicie lub częściowo zniszczono 19 obiektów użyteczności publicznej, w tym między innymi budynki KW PZPR w Gdańsku i Szczecinie.


Cytat:

Do spacyfikowania protestów na Wybrzeżu władze użyły łącznie ok. 27 tysięcy żołnierzy oraz 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych i 2100 samochodów. Zaangażowano również 108 samolotów i śmigłowców, a także 40 jednostek pływających Marynarki Wojennej. (...) Jeżeli nie liczyć stanu wojennego, nigdy w czasach pokoju Wojsko Polskie na taką skalę nie zostało postawione w stan gotowości bojowej.



Cytat:

Tragicznym symbolem gdyńskiego Grudnia stał się utrwalony na filmie i fotografii pochód niosący na drzwiach ciało zabitego młodego człowieka i pokrwawioną flagę biało-czerwoną. Do grudniowej legendy przeszedł on jako tytułowy bohater Ballady o Janku Wiśniewskim, choć w rzeczywistości człowiek taki nie istniał. Autor ballady celowo wybrał bardzo popularne imię: Jan i jedno z najczęściej spotykanych polskich nazwisk: Wiśniewski, aby w ten sposób stworzyć – być może na wzór nieznanego żołnierza – pewną postać symboliczną. Janka Wiśniewskiego, którego imię nosi dziś jedna z ulic w Gdyni, nie było naprawdę, ale zarazem takich Janków Wiśniewskich było, czy mogło być, bardzo wielu. I naprawdę nie ma większego znaczenia, kto był jego historycznym pierwowzorem. Można jeszcze tylko dodać, że na znanej fotografii utrwalono zastrzelonego rankiem w pobliżu stacji kolejowej Gdynia-Stocznia osiemnastoletniego Zbigniewa Godlewskiego.








Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni
Dzisiaj milicja użyła broni
Dzielnieśmy stali, celnie rzucali
Janek Wiśniewski padł
...
Nie płaczcie matki, to nie na darmo
Nad stocznią sztandar z czarną kokardą
Za chleb i wolność, i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł


Każdy patrzy na ten portal inaczej, osobiście flaki mnie nie bawią, ale nawet ciemne zakamarki harda są znośniejsze od tych słodkich biedronek, mixów z yt i innego chłamu, który tu ostatnio trafia. To ja już wolę historycznego i naukowego sadola.

Tatarzy w Polsce.

Anonymous • 2013-02-02, 18:27
32
Witam. Jako że ostatnio zauważyłem najazd na narody kolorowe, lubujące się we wzajemnym eksterminowaniu i krzyczeniu "Allah akbar"- postanowiłem troszkę podrążyć temat Muzułmanów na ziemiach Polskich- i oto, co udało mi się zlepić.
Chciał bym przedstawić bliżej historię Tatarów osiadłych w granicach Rzeczypospolitej Polskiej.

No, to lecimy- pozwolę zacytować sobie duży fragment tekstu z zaznaczeniem źródła.

Cytat:

Tatarzy - Muzułmanie Polscy

W Rzeczypospolitej Polskiej zamieszkuje obecnie około 5000 osób z rodowodem tatarskim, wyznających Islam. Ludność tę określamy dziś mianem Tatarów polskich. Jej przodkowie pochodzili z niegdyś potężnego państwa tatarskiego Złotej Ordy oraz z powstałych po jej upadku samodzielnych chanatów.

Pierwsi przybysze przywędrowali na teren Wielkiego Księstwa Litewskiego na początku XIV wieku. Pełny rozwój kolonizacji tatarskiej nastąpił za rządów Wielkiego Księcia Witolda, przypadających na lata 1392 – 1430. Tatarzy osiedlali się tam dobrowolnie porzucając, targane wojnami domowymi rodzinne stepy. Osiedlający się Tatarzy byli stale zobowiązani do służby wojskowej, za co otrzymywali nadziały ziemi. Mogli w swoich koloniach budować meczety, jak też wchodzić w związki małżeńskie z tamtejszymi kobietami, oraz wychowywać potomstwo w wierze muzułmańskiej.

Z biegiem czasu, kiedy liczne unie połączyły Polskę i Litwę, tworząc z nich jedno niepodzielne państwo, Tatarzy stali się poddanymi Króla Polskiego. Służyli, zatem w wojskach litewskich i polskich, przeważnie w oddziałach lekkiej jazdy, na uzbrojenie, których składały się szable i łuki. Kiedy zachodziła potrzeba, broniąc Rzeczypospolitej, ścierali się w boju z wojskami Zakonu Krzyżackiego, walczyli z Rosjanami i Szwedami, a także ze swymi pobratymcami, których nie uważali za braci , lecz za najeźdźców. Oprócz służby wojskowej na niektórych Tatarach, posiadających znajomość języków wschodnich, spoczywał obowiązek tłumaczy. Wysyłano ich zatem w poselstwach polskich do Turcji i Chanatu Krymskiego.

Na przełomie XVI i XVII w. Tatarzy całkowicie zatracili swój język ojczysty, zastępując go jednym z języków słowiańskich, którymi posługiwała się ludność Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z racji swego zamieszkania Tatarów tych określał się nieraz litewskimi. Nie oznaczało to jednak, aby identyfikowali się oni z ludnością litewską. Większość mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowiła ludność słowiańska, skąd też ulegli oni kulturowej asymilacji otoczenia, pozostając tylko przy swoim wyznaniu. Z czasem zaczęli posługiwać się językiem polskim i białoruskim, przyjmując od tej ludności wszelkie lokalne obyczaje, dlatego też zaczęto nazywać ich Tatarami polskimi.

W drugiej połowie XVII w, w wyniku nadań króla Jana III Sobieskiego, nowe kolonie tatarskie powstały na Podlasiu i w powiecie grodzieńskim. W XVIII stuleciu Tatarzy tworzyli nadal swoje pułki, w których służyli także Polacy. U schyłku tego wieku walczyli w obronie Rzeczypospolitej, biorąc udział w wojnie polsko-rosyjskiej 1792 r i w powstaniu kościuszkowskim 1794 r.

W okresie niewoli narodowej Tatarzy niejednokrotnie dawali wyraz swemu przywiązaniu do tradycji polskich. Walczyli w wojnach napoleońskich, a później przystąpili do powstań polskich lat 1830-1831 i 1863-1864, za co spotkały ich represje ze strony władz rosyjskich.

W czasie pierwszej wojny światowej wielu Tatarów polskich znalazło się w głębi Rosji, gdzie głównie po roku 1917 przyłączyli się do ruchów wyzwoleńczych tamtejszych narodów muzułmańskich. Jednak większość z nich pozostała na swoich ziemiach, których przeważająca część przypadła Polsce po 1918 r. Musieli jeszcze walczyć o nie tworząc swój pułk w wojsku polskim, który brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

W latach 1918-1939 Tatarzy polscy w II Rzeczypospolitej posiadali 19 gmin wyznaniowych /dżemiatów/, gdzie znajdowały się meczety i cmentarze muzułmańskie (miary). Nad całością spraw wyznaniowych czuwał Muzułmański Związek Religijny w Rzeczypospolitej Polskiej, który powołano do życia w 1925 roku. Na czele związku stał Mufti dr nauk filozoficznych Jakub Szynkiewicz rezydujący w Wilnie. Obok tego działał Związek Kulturalno-Oświatowy Tatarów Rzeczypospolitej pod przewodnictwem Olgierda Kryczyńskiego. Prowadzono szeroką działalność społeczno-kulturalną wydawano dwa pisma „Rocznik Tatarski” oraz „Życie Tatarskie”. Ukazywał się też „Przegląd Islamski” wydawany w latach trzydziestych przez gminę warszawską.

Od 1936 roku wszyscy poborowi Tatarzy służyli w jednym pułku kawaleryjskim, którym był 13 Pułk Ułanów Wileńskich. Tam gromadzili się w pierwszym szwadronie nazwanym tatarskim.

We wrześniu 1939 r Tatarzy znowu stanęli w obronie Rzeczypospolitej, walcząc z Niemcami jak i nacierającymi ze wschodu wojskami sowieckimi. Odnajdujemy ich też na wszystkich frontach drugiej wojny światowej, wszędzie tam gdzie walczył żołnierz polski.

Po drugiej wojnie światowej większa część ziem zamieszkałych przez Tatarów znalazła się w granicach ZSRR. Wielu z nich nie mogło się z tym faktem pogodzić przeniosła się razem z Polakami z tamtych terenów, na nowe ziemie Polski – na Pomorze i nad Odrę i Nysę.

Muzułmański Związek Religijny w Rzeczypospolitej Polskiej zrzesza 95% polskich muzułmanów pochodzenia tatarskiego, co stanowi około 5000 osób.


Źródło: http://www.tatarzy.pl/historia/tatarzy_polscy.html

Jako, że jestem związany ze wschodem- pozwolę wkleić sobie mapę, gdzie znajdują się wsie i ważne miejsca w ich kulturze.



Do tego polecam zapoznać się z dwoma artykułami poświęconymi miejscom kultu- które można przy odrobinie szczęścia i chęci- odwiedzić:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Meczet_w_Kruszynianach
http://pl.wikipedia.org/wiki/Meczet_w_Bohonikach




Jako, że znam osobiście kilku- mogę stwierdzić, że poza tym- że wierzą w innego- nie różnią się od nas niczym. :-)
Nie postulują o meczet przy każdej ulicy, ani o osobistego muezina napieprzającego skoro świt, nie chcą zapieprzać w burkach, ani zakazywać nam zjadania schabowego.

Plus w ramach ciekawostki:
1) Pochodzenia tatarskiego był Henryk Sienkiewicz.

2) TVP Białystok nadaje raz w miesiącu program, o tematyce związanej z mniejszością tatarską zamieszkującą Podlasie pt. Podlaski Orient (dawniej w programie wszystkich mniejszości narodowych i etnicznych na Podlasiu pt. Sami o sobie). Edusat nadaje program poświęcony polskim Tatarom rozsianym po całej Polsce pt. Tatarskie ślady. - można poszukać na YT i pooglądać.
X