Polski wkład w II WŚ - regularne wojska

Pater patriae • 2012-12-04, 13:40
276
Podejrzewam, że się spodoba i może każdy dowie się czegoś nowego.



Enjoy. ;-)
Twerkujacyswir • 2012-12-04, 14:25  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (26 piw)
uwazam ze gdyby wojna wybuchla 2 lata pozniej to bysmy mieli juz niezla armie z nowoczesnym sprzetem... ale prawda jest taka ze zawsze jestesmy za kazdym narodem wiec bylismy r*chani i bedziemy r*chani, dopóki nie zaczniemy walczyc z politykami ktorzy tylko napychaja sobie kieszenie, a narod biednym zostaiwaja... dzisiaj czytalem ze na rzad tuska poszlo w tym roku juz 40mln zl na nagrody i premie...

Bunt Żeligowskiego

ArmiaKrajowa • 2012-11-27, 11:22
141
Bunt Żeligowskiego – wydarzenia z października 1920 roku, podczas których generał Lucjan Żeligowski upozorowawszy bunt wobec Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego zajął Wilno i jego okolice proklamując powstanie tzw. Litwy Środkowej, która następnie została przyłączona do Polski. W istocie akcja ta została przeprowadzona na polecenie Marszałka.

Lucjan Żeligowski



Pod koniec wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, gdy wojska polskie przechodziły do kontrofensywy znad Niemna, do Polski powracały ziemie utracone uprzednio na rzecz Armii Czerwonej. Stało się sprawą jasną, że możliwe jest to również w przypadku ziem zajętych w lipcu 1920 roku przez wojska litewskie, które złamały zasadę neutralności i we współdziałaniu z Rosjanami przekroczyły Linię Focha atakując wojska polskie zajmując Troki (Nowe Troki) i stację Landwarowo. Pomogło to odciąć północnej armii polskiej linię odwrotu ku Oranom i Grodnu. W związku z faktycznym sojuszem litewsko-bolszewickim w dniu 6 sierpnia 1920 roku rząd litewski i sowieckie władze wojskowe podpisały konwencję w sprawie przekazania Litwinom rejon Święcian i zamieszkanego w większości przez Polaków Wilna. Było to nagrodę za wsparcie przez Litwinów bolszewików w walce z północną grupą wojsk polskich. Na mocy wspomnianej konwencji wojska litewskie wkroczyły do Wilna w dniu 26 sierpnia, czyli już po zwycięstwie wojsk polskich nad Wisłą.




Rankiem 7 października Żeligowski zarządził odprawę oficerów, na której oficjalnie podał wiadomość o "zbuntowaniu się" wobec dowództwa wojsk polskich i o rozpoczęciu samowolnego marszu na Wilno. Słowa generała wywołały duże poruszenie wśród oficerów niższych szczebli, nie biorących udziału w naradzie dnia poprzedniego.
Marsz oddziałów gen. Lucjana Żeligowskiego na Wilno rozpoczęło się o 6 rano 8 października. Trasa do przebycia miała długość około 50 km, na drodze polskich sił już wkrótce potem stanęły wojska litewskie. Był to 4 pułk piechoty, a dwa kolejne (9 i 7) znajdowały się jeszcze w mieście.

Wojsko Polskie w Wilnie:


Tymczasem w Wilnie władze litewskie zaczęły już planować ewakuację miasta. Zdawano sobie sprawę, że przewaga Żeligowskiego była przygniatająca. Dwa bataliony piechoty z 9 pułku nie były w stanie stawić czoła nadciągającym siłom polskim.

Po rozpoczęciu ponownego marszu o 5 rano 9 października przez Żeligowskiego i zakończonych niepowodzeniem próbach obrony, podjęto w mieście zdecydowane kroki ewakuacyjne. Postanowiono także, zgodnie z zaleceniami rządu w Kownie, przekazać władzę w Wilnie przedstawicielom Ententy.

Działania gen. Żeligowskiego spotkały się z gwałtownymi protestami Litwy, popartymi przez władze brytyjskie. Po niepowodzeniu ofensywy dyplomatycznej, Litwini podjęli decyzję o próbie odzyskania miasta siłą. Rozkaz operacyjny nr 4 litewskiej 3. Armii informował, że praktycznie całość wojsk litewskich była koncentrowana na zachód od Wilna. Władze polskie, pomimo pozornej neutralności, postawiły w stan gotowości 2 i 3 Armię WP.

W drugiej połowie października wojska Litwy Środkowej podjęły ofensywę do Szyrwint i Giedrojć. Gen. Żeligowski zaproponował Litwie rozmowy pokojowe, te zostały jednak odrzucone. Kolejna ofensywa polska zaczęła się w połowie listopada i miała ambitny cel zdobycia Kowna. 21 listopada dotarto nad Niewiażę w rejonie Kiejdan. Z powodu niedostatku sił oraz pozostawania w tyle za kawalerią piechoty, zawarto tego dnia rozejm, na który naciskała także Polska, będąca pod presją międzynarodową.



20 lutego 1922 roku Sejm wileński przegłosował przyłączenie miasta do Polski i rola generała Lucjana Żeligowskiego w tym rejonie działań zakończyła się.

Po słynnym "buncie" Żeligowski nie zszedł ze sceny politycznej, a wręcz przeciwnie, awansował na generała broni, w 1925 roku został ministrem do spraw wojskowych. Umożliwił też przeprowadzenie Piłsudskiemu przewrotu majowego.

Dzisiaj kojarzony jest przede wszystkim z wydarzeniami z początku października 1920 roku.

Podczas operacji pozorowanego "buntu" i zajęcia Wilna, Żeligowski nie ustrzegł się kilku błędów, jednak ostateczny cel został osiągnięty i Wilno znalazło się w rękach polskich.
Galin • 2012-11-27, 11:58  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (36 piw)
Dlaczego hard? Nie ma ani jednego zdjęcia zwłok/seksu. Żeby gimbusy nie mogły poczytać o historii państwa Polskiego?

Dorównać "dzieciom Lwowa" – Płock 1920r.

Anonymous • 2012-11-24, 13:45
92
Płock jest drugim po Lwowie miastem, które za swą bohaterską postawę w wojnie obronnej 1920 r. Otrzymało od marszałka Piłsudskiego odznaczenie wojskowe – Krzyż Walecznych

Dziś chciał bym przedstawić rzadko wspominany heroizm mieszkańców. Temat jest obszerny. Zainteresowanych sadoli odsyłam do biblioteki, internetu lub na pw. Zaczynamy.


Preludnium


W 1920 roku Armia Czerwona parła naprzód w zastraszającym tempie. Wojsko polskie wciąż ustępowało nacierającym ze wschodu sołdatom.

Armia bolszewicka, chcąc przedostać się na tyły wojsk polskich, postanowiła zaatakować Płock. Natrzeć nań miał III Korpus Kawalerii Gaja Bżyszkiana wraz z 3. dywizją strzelców z bolszewickiej 4. Armii. Osławieni swym okrucieństwem „Czerwoni Kozacy” Gaj-Chana mieli za zadanie błyskawicznie uderzyć na miasto i zająć je z marszu, a następnie wyjść na tyły polskich wojsk znajdujących się pod Warszawą. Sytuacja rozegrała się jednak inaczej, bowiem Płock został zaatakowany już po zakończeniu bitwy warszawskiej.



Dnia 15 lipca 1920r. stan wyjątkowy ogłosił Starosta Płocki Franciszek Morawski, a 10 sierpnia
ogłoszono stan oblężenia. Na Płock miały natrzeć III korpus konny i 3-cia dywizja strzelców. W Płocku w nocy z 10
na 11 sierpnia zapanowała panika. Władze opuściły miasto, władze w mieście objęła straż
obywatelska na czele z Ksawerym Cygańskim (warto wspomnieć, e bp. Antoni Julian Nowowiejski
Płocka nie opuścił). Dowódca przyczółku mostowego major Janusz Mościcki przystąpił do sypania
szańców, które jak i barykady były głównym dziełem kobiet płockich. Kobietom pracującym ofiarnie
przodowała m.in. prof. Halina Rutska (na zdjęciu).


Atak




Siły bolszewickie nacierające na Płock po dowództwem Gaja- Chana liczyły 3500-3800
żołnierzy, dysponujących 40 ckm i 12 armatami. Polacy liczyć mogli na
1500-2000 żołnierzy i o połowę mniej ciężkiego sprzętu.

18 sierpnia 1920 r. o godzinie 14 rozpoczęła się dramatyczna walka o Płock. Bolszewicy natarli niemal jednocześnie z dwóch stron. Kawkor uderzył przez rogatki Dobrzyńskie i Bielskie opanowując niemal całą północno – zachodnią część miasta. Zajęte zostały gmachy seminarium, magistratu, „Jagiellonki” i „Stanisławówki”, a także mnóstwo budynków prywatnych. Uderzając dalej impetem przebili się zagarniając także szpital PCK.

W mieście zapanował chaos. Polscy żołnierze wpadli w panikę. Jak relacjonuje por. Achmatowicz:

„[...]w mieście panuje straszliwy popłoch, wszystko dąży do mostu. Ostrzeliwując się wpadam na plac obok parku i kościoła, a dalej mała przestrzeń dzieli nas od mostu, stwarza to wielki popłoch. Kozacy [...] są już na placu i z koni strzelają do nas. Skuteczny ogień karabinów maszynowych Kozaków czyni straszne spustoszenie wśród koni i ludzi. Panika doprowadziła do tego, że poszczególne grupy żołnierzy strzelają omyłkowo do swoich [...] nie ma żadnego oddziału który by stawił opór bolszewikom. Rozgrywają się straszne sceny [...]”.


„rozrywają się szrapnele, pędzi radziecka konnica na małych koniach, mołojcy w baranich czapach z szablami w dłoniach [...] Na zbawienny most rusza ludność cywilna i wojsko – ale wszystkich on nie pomieści”.


Na miasto nieustannie spadał grad kul z nieprzyjacielskich dział, wybuchały pożary, waliły się budynki. Słynni z okrucieństwa „czerwoni Kozacy” przechodzili samych siebie. Bogaty Płock padł łupem żądnych mordu i grabieży sołdatów. W mieście działy się straszne sceny, łupiono domy i sklepy, mordowano cywilów. To właśnie podczas tego ataku doszło do pamiętnej w dziejach zbrodni na pacjentach i załodze szpitala.

„Kto stał na drodze brał w łeb szablą albo w brzuch bagnetem. Jeńców w mieście nie brano w ogóle [...] Brano za to gwałtem kobiety. [...] Gdy w ręce rosyjskie wpadł szpital wojskowy, ponad stu rannych padło ofiarą mordu, pielęgniarki zaś, które nie ukryły się gwałcono i kaleczono”.


"Odważny lud to najlepsza obrona miasta"




Podczas gdy w mieście panował chaos, a całe niemal dowództwo znajdowało się na lewym brzegu Wisły, inicjatywę przejęła ludność cywilna wraz z luźnymi, rozbitymi grupami żołnierzy, policjantów i żandarmów. Fakt, iż czerwona konnica zajęta była rabunkiem skwapliwie wykorzystali obrońcy z mjr. Mościckim, który wraz z grupą żandarmów zorganizował obronę na przedmieściu. Walkę podjęło wojsko wespół z cywilami. Ludność ruszyła na barykady...
Na ulicach Płocka postawiono 34 barykady, z czego 12 otoczonych zasiekami. Wszystkie one stanowiły samodzielne zapory i walczyły w odosobnieniu. Łączność pomiędzy nimi oraz transport meldunków zapewniali harcerze – dzieci, zaś kobiety zajmowały się opatrywaniem rannych. Na barykadach walczyło łącznie około 400 ludzi, czyli na jedną przypadało niewiele ponad 10 cywilów wyposażonych w erkaemy. Szczęściem, sowiecka artyleria nie mogła w pełni rozwinąć swojego ognia na barykady, aby nie razić swoich żołnierzy.



„[...]Wielką pomoc i wsparcie obrońcom okazała ludność cywilna, tym kobiety i dzieci [...] Niektórzy walczyli na pierwszej linii z bronią w ręku, jak np. członkowie Straży Obywatelskiej lub nieznany z nazwiska starszy mężczyzna w al. Kilińskiego, który zbierał młodszych i na czele takiego improwizowanego oddziału robił wypady na bolszewików [...]”


Także małe dzieci, harcerze wspomagali obrońców.

„[...] Tadzio Jeziorowski, uczeń klasy drugiej, mąż który sobie liczy już lat 11 [...] działa w mieście; przez 5 godzin, oblewając się potem z przemęczenia, pod kulami, bez najmniejszej trwogi, owszem z zacietrzewieniem i zapałem pędzi od barykad do arsenału, od arsenału do barykad i roznosi amunicję. Ponieważ magazyn w Płocku posiadał karabiny wszelkiego typu: rosyjskiego, austriackiego i francuskiego, jakie kto chce, więc było sztuką rozeznać się w kalibrze naboi. Smyk Jeziorowski [...] rozpoznaje mig wszelkie zawiłości w tej mierze i ani razu się nie myli [...]”.


Również kobiety stojące w pierwszym szeregu, nieraz chwytające za broń i razem z małymi dziewczynkami, harcerkami, pomagające rannym, wykazywały się ogromną odwagą.
Przykłady można mnożyć. Wśród nich znajdujemy też takie jak historia czternastoletniego Józefa Kaczmarskiego, łącznika w I sekcji 2. plutonu 1. kompanii 6. ppl. Był on trzykrotnie ranny. Gdy  zdjęty litością bolszewicki sanitariusz zaczął go opatrywać, na uwagę sołdata, iż należałoby raczej dobić „szkodnika” odparł: „być może, że on i szkodnik, ale bohater”. Niewiele starszy był młody obrońca opisywany przez publicystę „Czasu”:
„Piętnastoletni chłopczyk Zawadzki zaatakowany przez galopujących Kozaków schował się do jednej z bram i stąd strzelał aż do ostatniego naboju, dopóki nie zakłuto go bagnetami”.


Około 3 w nocy nadciągneła odsiecz;
przybył batalion 102 pułku strzelców podhalańskich oraz 2 kompanii Sułeckiego Pułku Strzelców i 2 kompanii Kowieńskiego Pułku Piechoty. O świcie 19 sierpnia od strony Radziwia, przez most, Polacy rozpoczęli kontrnatarcie. W tym jednak momencie bolszewicy na nowo rozpoczęli ostrzał polskich pozycji wytaczając swe działa. Polacy, mimo długotrwałych bojów, nie dawali za wygraną. Polski silny ostrzał artyleryjski i podjęty o godzinie 9 potężny atak stopniowo spychały bolszewików coraz dalej, aż około godziny 11, po ponad 21 godzinach nieustannej walki, Płock był wolny od wroga.

Straty własne były znaczne. Wyniosły one 200-300 zabitych, w tym ok. 100 cywilów, 300-400 rannych i 300-350 zabranych do niewoli, z czego większość została później rozstrzelana. Najmłodszym poległym był 14-letni harcerz Antolek Gradowski Straty wroga były prawdopodobnie mniejsze. Wynosiły około 240 zabitych, 100 jeńców i około 10 zagarniętych kaemów. W Płocku ponad 800 domów było zniszczonych, mury rozbite, słupy powywracane, a całe niemal miasto rozszabrowane.


Uhonorowanie "Płockich Orląt"



10 kwietnia 1921 roku, w uznaniu zasług, miasto Płock zostało odznaczone przez Naczelnika Państwa, marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych. Wypowiedział on wówczas znamienne słowa: „Za zachowanie męstwa i siły woli w ciężkich i nadzwyczajnych okolicznościach, w jakich znalazło się miasto, za męstwo i waleczność – mianuję miasto Płock – Kawalerem Krzyża Walecznych”.

Wobec gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Władysława Sikorskiego i płk. Bolesława Wieniawy – Długoszowskiego Marszałek udekorował także 15 osób Krzyżem Virtuti Militari, a 64 osoby Krzyżem Walecznych. Znalazł się wśród nich także 11-letni uczeń i harcerz Tadeusz Zygmunt Jeziorowski. Ponadto 50 osób wyróżniono również ustanowioną rozkazem gen. Rozwadowskiego odznaką „Za obronę Płocka”.

Józef Piłsudski dekoruje Krzyżem Walecznych Tadeusza Jeziorowskiego

WPR • 2012-11-24, 21:07  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (35 piw)
eligurf napisał/a:

Ale czytają komentarze, wiec dodam, że w wyniku wojny w 1920 roku do niewoli wzięto kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy radzieckich, z których 20 tysięcy odwaliło kitę z głodu i chorób w POLSKICH obozach jenieckich. Rewanż (w sumie to byli rówieśnicy-koledzy Stalina) w Katyniu był paradoksalnie bardziej humanitarny. Jakbym miał do wyboru to lepsze kula w łeb niż gnicie w objęciach wszy.



Ostatnie zdanie potwierdza jak wielkim idiotą jest ten użytkownik. Reszty nie będę komentował. To o czym pisze ten prowokator zwie się popularnie Anty-Katyniem serwowanym przez bolszewików w celu wybielenia i relatywizacji ludobójstwa w Katyniu. Co ciekawe nawet sami historycy Rosyjscy tak twierdzą. Normalnie nie odpowiadam takim dżentelmenom ale tu zrobię wyjątek bo czytają to inni użytkownicy. Na wypisanie takich bzdur i szerzenie propagandy nie sposób pozostawić tego bez sprostowania. Swoją drogą dobrze że takie człowieczki tego pokroju już powoli "odwalają kite" to dobrze dla przyszłości ojczyzny...

ТМС-65

AHAHAHA_NO • 2012-11-24, 00:12
149
Jedna z fajniejszych zabawek znajdujących się na wyposażeniu rosyjskiej armii

może powiedzieć że robi niezłą zadymę :mrgreen:
[tylko bez hejta bo to wcale takie suche nie jest]





Kod:
Przybliżone dane techniczne rosyjskiego generatora mgły ТМС-65 :

rozmiary zasłony dymnej:

długość ponad – 1500 m

szerokość – 150 m

pojemność zbiorników czynnika dymotwórczego – 2400 dm3.

masa całkowita z napełnionymi zbiornikami – 10 800 kg.

obsługa – 2 osoby.



jest jeszcze filmik, ale niestety link nie jest jeszcze obsługiwany przez uploader

Kod:
/watch?feature=player_embedded&v=LQF8hsitxvY#!
Converter • 2012-11-24, 00:14  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (73 piw)
wyczuwam kolejny krok w przód w sprawie smoleńskiej, oby tylko jarek przez kilka dni nie wchodził na sadola, albo przynajmniej obczajał tylko harda
69
Podejście Hitlera do Polaków w kwestii rasowej.

Warte przypomnienia dla wszystkich polskich wielbicieli "wujka Adolfa"

Obowiązki robotników i robotnic cywilnych narodowości polskiej podczas ich pobytu w Rzeszy.
(pisownia oryginalna - 1940)
(...)
Pkt. 6
Każde obcowanie z ludnością niemiecką, szczególnie odwiedzanie teatrów, kin, zabaw tanecznych, restauracji i kościołów
razem z ludnością niemiecką jest zakazane.
Tańczenie i zażywanie alkoholu jest polskim robotnikom tylko pozwolono w oberżach spechalnie dla nich przeznaczonych.

Pkt. 7
Spółkowanie z kobietą niemiecką lub z mężczyzną niemiecką, względnie zbliżenie niemoralne do nich będzie karane śmiercią.



Eisenach, 15. November 1940
Hedwig H. und der polnische Zwangsarbeiter Eduard P. müssen auf dem Marktplatz Schilder mit der Aufschrift „Ich habe mich mit einem Polen eingelassen“ und „Ich bin ein Rasseschänder

Hedwig H. i polski robotnik przymusowy Eward P. zmuszeni do trzymania plakatów informujących: "Byłam w związku z Polakiem" oraz "Jestem profanatorem rasy"


Polak winny "hańby rasowej" bardzo często był przewożony w pobliże miejsca w którym wcześniej pracował. Tu też czekała prowizoryczna szubienica. Na miejsce egzekucji spędzano wszystkich polskich robotników przymusowych z okolicy. Mieli przekonać się na własne oczy, co czeka każdego, kto ośmieli się nawiązać romans z Niemką

Także los kobiet, które przyłapano na romansie z Polakiem, miał być przestrogą dla miejscowej ludności. Winne "hańby rasowej" były napiętnowane jako "polskie dz**ki". Zdarzało się, że obcinano im włosy (...) Zwykle trafiały do zakładu poprawczego, więzienia lub obozu koncentracyjnego.

Źródło: Focus Historia, ausstellung-zwangsarbeit.org

Wiem, z Hitlerem miało być pięknie i wspaniale, ale wyszło jak wyszło. Mało istotne jest co miało wyjść, co kto obiecywał i jak słodko pierdział zapewniając o przyjaźni.

Polska Broń pancerna 1939

Anonymous • 2012-11-05, 02:59
126
Jako, że zbliża się 11 listopada postanowiłem wstawić tutaj coś o czołgach RP. Mimo, że nie ma się czym chwalić, to jak na 1939 rok mieliśmy jednak parę modeli które mogły coś zrobić.

Temat zaczniemy. Od najgorszego czołgu jaki mieliśmy na składzie.
Dzisiejszy odcinek czołgi lekkie.

miejsce 3 - Renault FT-17
Francuski lekki czołg wsparcia piechoty Renault FT-17 (Renault FT M1917) był prawdopodobnie najbardziej rewolucyjnym projektem czołgu w historii rozwoju tej broni. Był on pierwszym czołgiem z uzbrojeniem umieszczonym w wieży obrotowej, a jego układ konstrukcyjny stał się klasycznym. FT-17 był szeroko używany w bitwach końca I Wojny Światowej, począwszy od 31 maja 1918. Po wojnie były one szeroko eksportowane - używane były w większości państw posiadających wojska pancerne, zwykle jako ich pierwsze czołgi. Większość z wyprodukowanych czołgów znajdowała się wciąż w służbie jeszcze w chwili wybuchu II Wojny Światowej, chociaż wówczas były one już całkowicie przestarzałe.
czołgów FT-17 nie powiodła się, więc zostały one porzucone.
Brak informacji o jakichkolwiek zniszczeniach dokonanych przez FT-17 niemieckim czołgom.

Uzbrojenie i opancerzenie:
działko 37mm Puteaux wz.18 (SA-18) L/21 lub karabin maszynowy 8mm Hotchkiss wz.14 (Mle.14)

Kadłub - nitowany z walcowanych płyt pancernych. Grubość - przód: 16mm (pionowe) - 8mm (poziome), boki i tył - 16mm, góra - 8mm, dno - 6mm.

Silnik - Renault: 39 KM przy 1500 obr/min; 4480 cm3; rzędowy, 4-cylindrowy, 4-suwowy, chłodzony cieczą.

Załoga - 2 (kierowca i dowódca / strzelec). Czołg nie był wyposażony w radio. Komunikacja za pomocą kolorowych flag.

miejsce 2 - Czołg lekki Vickers Mk. E (6-Ton)

Jednym z bardziej znaczących czołgów w historii rozwoju broni pancernej był brytyjski czołg lekki Vickers 6-Ton (Six-Ton), znany też jako: Vickers Mark E (Mk. E). Niedoceniony przez Armię Brytyjską Vickers 6-Ton zrobił jednak prawdziwą międzynarodową karierę. Pomimo, że był wyprodukowany w stosunkowo niewielkiej liczbie, lecz przed drugą wojną światową był chyba najszerzej rozpowszechnionym typem czołgu na świecie, po czołgu Renault FT-17. Jego licencja z kolei dała początek wielkiej serii radzieckich czołgów rodziny T-26 (ponad 12.000 sztuk) oraz polskiemu czołgowi 7TP.

Czołgi Vickers Mark E mogły różnić się uzbrojeniem w zależności od wymagań odbiorcy. Typowym uzbrojeniem wersji dwuwieżowej (Typ A) były dwa karabiny maszynowe chłodzone wodą Vickers 7,7mm, umieszczone w osobnych wieżyczkach. Chłodnice karabinów były chronione pancernymi osłonami. W wersjach eksportowych stosowano różne karabiny maszynowe. Zapas amunicji - ok.6000 nabojów.
- zobacz zmiany uzbrojenia polskich czołgów Vickers E Typ A

Zasadniczym uzbrojeniem wersji jednowieżowej Typ B było krótkolufowe działko czołgowe 47mm Vickers QF (Quick Firing) sprzężone z chłodzonym wodą karabinem maszynowym Vickers 7,7mm. Po lewej stronie działka znajdował się celownik teleskopowy. Zapas amunicji do działka - 49 - 50 nabojów ppanc i burzących oraz ok.4000-6000 nabojów do km.
- fińskie czołgi były dostarczone bez uzbrojenia
- polskie czołgi miały sprzężony karabin maszynowy 7,92mm wz.30.
Pancerz czołgu zbudowany był z walcowanych płyt pancernych, łączonych nitami. Grubość:
- kadłub: przód i boki - 13mm, tył - 8mm
- wieże (zarówno wariant dwuwieżowy i jednowieżowy) - 13mm dookoła
- góra i dno: 5mm
Pomimo pojawiania się nowszych konstrukcji czołgów, czołg Vickers Mk. E pozostał pełnowartościowym czołgiem lekkim aż do początku II wojny światowej, a jego działko, pomimo słabych parametrów, wciąż było zdatne do walki z większością czołgów tego okresu na bliskich, lub nawet na średnich dystansach. Jedynie opancerzenie czołgu Vickers okazało się zupełnie niewystarczające w miarę rozwoju środków przeciwpancernych.

miejsce 1 - 7TP
7TP (skrót od siedmiotonowy, polski) – polski czołg lekki skonstruowany przed II wojną światową. Obok tankietek TK-3 i TKS był podstawową bronią polskich sił pancernych podczas kampanKonstrukcja czołgu 7TP była polskim rozwinięciem brytyjskiego czołgu Vickers E, którego licencję zakupiła Polska. Czołg został zatwierdzony do produkcji wiosną 1935 roku. W chwili wybuchu wojny polski czołg 7TP stanowił jedną z najbardziej udanych konstrukcji w zakresie broni pancernej. Posiadał on szereg rozwiązań niespotykanych w innych wozach tej klasy w tamtym okresie, jak peryskop odwracalny konstrukcji Rudolfa Gundlacha umożliwiający załodze obserwację pola bitwy w zakresie 360 stopni czy wysokoprężny silnika Diesla.
7TP ustępował wyraźnie pod względem opancerzenia oraz kalibru działa jedynie niemieckiemu czołgowi PzKpfw IV. Czołgi 7TP były lepsze od niemieckich czołgów lekkich (PzKpfw I i II). Mogły również skutecznie zwalczać ówczesne niemieckie czołgi średnie (PzKpfw III i IV). W ZSRR produkowano brata bliźniaka 7TP jakim był T-26.
Pancerz z płyt pancernych, nitowany, utwardzany powierzchniowo o grubości: 5 mm (góra tył)
9,5 mm (dół)
10 (góra przód, góra część środkowa)
13 mm (boki, tył)
17 mm (pionowe przednie płyty pancerne)

wieża 15 mm (boki, tył)
10 mm (góra)


szału nie ma, nie wyciągneliśmy wniosków z II wojny światowej i aktualnie na składzie mamy znowu przestarzałe czołgi, nie licząc leopardów w średnim wieku.

Stanisław Sosabowski

kufel01 • 2012-11-04, 23:45
92
45 lat temu zmarł w Londynie Stanisław Sosabowski, generał WP, organizator i dowódca słynnej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, na czele której walczył w 1944 r. pod Arnhem.



Stanisław Sosabowski urodził się 8 maja 1892 r. w Stanisławowie w rodzinie kolejarskiej. W 1910 r. rozpoczął studia ekonomiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, lecz śmierć ojca i konieczność utrzymania rodziny zmusiły go do powrotu do rodzinnego miasta. Tam wstąpił do Drużyn Strzeleckich.

W 1913 r. został powołany do armii austro-węgierskiej; uczestniczył w walkach 58. pułku piechoty. W listopadzie 1918 r. zgłosił się do Wojska Polskiego. Ze względu na stan zdrowia objął funkcję oficera do specjalnych poruczeń w Ministerstwie Spraw Wojskowych i nie brał udziału w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.
W 1922 r. rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Po ich ukończeniu skierowano go do Sztabu Generalnego. W latach 1928-1939 pełnił funkcje dowódcze w 75. pułku piechoty, pułku Strzelców Podhalańskich, 9. Pułku Piechoty Legionów i 21. Pułku Piechoty Dzieci Warszawy.

Kampania wrześniowa

Podczas kampanii polskiej 1939 r. 21. Pułk został przydzielony do 8. Dywizji Piechoty, będącej odwodem Armii Modlin. Brał udział w walkach w rejonie Mławy.

15 września 1939 r. pułk wraz z Grupą Operacyjną wycofał się do Warszawy, gdzie obsadził odcinek obronny na Grochowie. Sosabowskiemu udało się utrzymać pozycje przy niewielkich stratach własnych. Dwa dni po podpisano aktu kapitulacji stolicy, 29 września, przed wymarszem do niewoli, 21. Pułk i jego dowódca zostali odznaczeni przez gen. Juliusza Rómmla orderami Virtuti Militari III klasy.

Walki na Zachodzie

Po zakończeniu walk Sosabowski przeszedł do konspiracji i wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski. Tam otrzymał zadanie przedarcia się przez Węgry do Francji, by przekazać meldunki o sytuacji w kraju rządowi na wychodźstwie. Pod fałszywym nazwiskiem Emil Helm, Sosabowski dotarł do Paryża, gdzie otrzymał przydział na dowódcę piechoty dywizyjnej w odtwarzanej 4. Dywizji Piechoty, która stacjonowała w obozie w Parthenay. 19 czerwca 1940 r. Sosabowski dotarł do portu w La Pallice, skąd wraz z 6 tys. żołnierzy został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się do polskiego sztabu, gdzie otrzymał przydział na dowódcę formującej się 4. Kadrowej Brygady Strzelców.

Spadochroniarz

Sosabowski postanowił ze swej brygady stworzyć pierwszą w historii Wojska Polskiego jednostkę spadochronową. Szkolenia odbywały się w ośrodku w Largo House, zaś skoki spadochronowe na lotnisku Ringway.

Brygada wzięła udział w największej w II wojnie światowej operacji powietrzno-desantowej sprzymierzonych, której celem było opanowanie mostów na Renie w pobliżu holenderskiego Arnhem. Straty Brygady sięgnęły blisko 40 proc. walczących oddziałów, a cała operacja zakończyła się porażką. Za jednego z winnych uznano Sosabowskiego, któremu zarzucono niedopuszczalną krytykę brytyjskiego dowództwa.

Na żądanie Brytyjczyków rozkazem z 27 grudnia 1944 r. Pierwsza Brygada Spadochronowa została odebrana jej twórcy i dowódcy, a Sosabowskiego mianowano inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych.

Robotnik

Po II wojnie światowej Sosabowski pracował w Wielkiej Brytanii jako robotnik magazynowy w fabryce silników elektrycznych, a następnie telewizorów.

Gen. Stanisław Sosabowski zmarł na zawał 25 września 1967 r. w Londynie. W 1969 r. spadochroniarze przywieźli jego prochy do Polski, gdzie spoczęły - zgodnie z wolą Sosabowskiego - na warszawskim cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Pater patriae • 2013-01-05, 13:04  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (278 piw)


Witam, chciałbym dzisiaj przedstawić postać wielkiego Polaka, o którym mało kto dzisiaj pamięta, mianowicie gen. Stanisława Sosabowskiego.

Stanisław Sosabowski to jeden z najbardziej znanych generałów Wojska Polskiego podczas II wojny światowej. To on stworzył, a następnie dowodził pierwszą polską jednostką powietrzno-desantową - 1. Samodzielną Brygadą Spadochronową, słynną z walk pod Arnhem w ramach operacji Market-Garden. Po wojnie, odarty z honoru i zaszczuty przez brytyjczyków, pracował w Anglii jako zwykły robotnik.





Stanisław Sosabowski urodził się 8 maja 1892 roku w Stanisławowie w rodzinie kolejarza. Lata szkolne spędził w rodzinnym mieście. Następnie po zdaniu matury rozpoczął naukę w Akademii Handlowej w Krakowie, która prowadziła kursy o profilu ekonomicznym dla absolwentów szkół średnich ogólnokształcących. W 1912 roku rezygnuje z nauki i poświęca się militariom. Jego wysiłki zostają docenione, gdy otrzymuje samodzielne dowództwo 24. polskiej Drużyny Strzeleckiej na terenie Stanisławowa i stopień podchorążego, w międzyczasie też organizuje oraz kieruje stanisławowskim skautingiem.

Sosabowski swoją karierę wojskową rozpoczął w 1913 r., gdy został powołany do odbycia obowiązkowej służby w Armii Austrowęgierskiej. Po wybuchu w I wojny światowej Sosabowski wyruszył na front jako żołnierz 58. pułku piechoty i przeszedł swój chrzest bojowy w październiku 1914 r. pod Przemyślem. Następnie bił się na przełęczy Dukielskiej. Karierę liniową st. sierż. Sosabowskiego zakończyła ciężka rana, jaką odniósł 15 września 1915 roku nad rzeką Leśną. Podczas pobytu w szpitalu w Ołomuńcu dostał awans na podporucznika ze starszeństwem z 1 stycznia 1916 roku i zawarł związek małżeński. Rekonwalescencja nie trwała długo bo w marcu 1917 r. został przeniesiony do sztabu Grupy Frontu Południowo-Tyrolskiego, a w styczniu 1918 r. do Generalnego Gubernatorstwa w Lublinie, gdzie zastała go wolna Polska.

1 listopada 1918 roku wstąpił do organizującego się Wojska Polskiego. Jednak z powodów zdrowotnych nie otrzymał przydziału bojowego. Najpierw powierzono mu szefostwo Komisji Likwidacyjnej byłego Generalnego Gubernatorstwa w Lublinie - w tym samym czasie otrzymał awans na kapitana. W sierpniu 1919 roku został przeniesiony do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie. Z powodu kontuzji kolana nie brał bezpośredniego udziału w wojnie polsko-bolszewickiej i wojnie polsko-ukraińskiej. Od 1 marca 1920 r. do 15 marca 1921 r. pełnił służbę w Oddziale IV Zaopatrzenia i Komunikacji Sztabu Ministerstwa Spraw Wojskowych, kierowanym przez płk Jana Niesiołowskiego.

8 października 1922 r. jako major WP rozpoczął edukację w Wyższej Szkole Wojennej. Po jej zakończeniu Sosabowski z powrotem znalazł się w Sztabie Generalnym na stanowisku szefa wydziału zaopatrzenia. W 1928 r. został mianowany podpułkownikiem i rozpoczął pracę na stanowisku dowódcy batalionu 75. pułku piechoty. Rok później został zastępcą dowódcy 3. pułku strzelców podhalańskich, a od 1930 r. pracował w Wyższej Szkole Wojennej w charakterze wykładowcy. W 1936 r. objął dowodzenie nad 9. pułkiem piechoty legionów w Zamościu - w międzyczasie w 1937 r. uzyskał stopień pułkownika. Z powodu kłopotów osobistych Sosabowskiego przeniesiono go w 1939 roku do Warszawy, gdzie został dowódcą 21. pułku piechoty "Dzieci Warszawy".


Gen. Stanisław Sosabowski - fotografia portretowa (1944 r.) / Źródło: NAC, sygn. 37-560-2


Gen. dyw. Stanisław Wróblewski w otoczeniu wyższych oficerów / Źródło: NAC, sygn. 1-W-683


Zmobilizowany w sierpniu 1939 roku 21. pp (w składzie 8. Dywizji Piechoty) został przydzielony do Armii „Modlin”. 3 września 8. Dywizja otrzymała rozkaz kontruderzenia na zgrupowanie niemieckie, które przerwało polski front pod Mławą. Starcie pod Gruduskiem zakończyło się klęską. Jedynie 21. pułk piechoty wykonał swe zadania zaczepne i zachowując zwartość wycofał się. Płk Sosabowski poprowadził swych żołnierzy do Modlina i Warszawy, zbierając po drodze niedobitki innych oddziałów. 14 września powierzono mu dowództwo odcinka obrony stolicy „Grochów”. Za wybitne dowodzenie oraz bohaterstwo na polu walki gen. Juliusz Rómmel, dowódca Armii „Warszawa”, odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari V klasy.

Po kapitulacji Warszawy i ucieczce z niewoli w październiku 1939 r. płk Stanisław Sosabowski wstąpił do konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski. 21 listopada komendant SZP gen. Tokarzewski-Karaszewicz wysłał go do Lwowa, w celu odbudowy organizacji, a następnie do Francji z meldunkami dla władz emigracyjnych. Występując jako Emil Heim Sosabowski dotarł do Paryża i 21 grudnia zameldował się w u naczelnego wodza gen. Władysława Sikorskiego. We Francji został odkomenderowany do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, a następnie do służby liniowej jako dowódca piechoty dywizyjnej w 1 Dywizji Grenadierów, a później w 4 Dywizji Piechoty.

W obliczu nadchodzącej klęski Francji, 21 czerwca 1940 roku, po pospiesznej ewakuacji Sosabowski wraz ze swoimi żołnierzami znalazł się w Wielkiej Brytanii, gdzie z własnej inicjatywy utworzył 4. Kadrową Brygadę Strzelców. Jego żołnierze zostali zakwaterowani w hrabstiwe Dumfries, gdzie od października 1940 r. bronili brytyjskiego wybrzeża na Półwsypie Fife.

Pobyt gen. Władysława Sikorskiego w 4 Kadrowej Brygadzie Strzelców / Źródło: NAC, sygn. 37-565-1
Pobyt gen. Władysława Sikorskiego w 4 Kadrowej Brygadzie Strzelców / Źródło: NAC, sygn. 37-565-1


Szczęśliwym trafem okazało się, że na terenie gdzie stacjonowała 4. Kadrowa Brygada Strzelców znajdowały się brytyjskie obozy treningowe dla spadochroniarzy. Związku z tym, płk Sosabowski, aby urozmaicić monotonną służbę żołnierzy, zaczął ich wysyłać na szkolenie spadochronowe. Efekty był znakomite i zimą 1940 r.zrodził się pomysł stworzenia elitarnej jednostki powietrzno-desantowej. Dowódca sam dał przykład żołnierzom i w wieku 49 lat wykonał pierwszy w życiu skok ze spadochronem. 23 września 1941 roku w rejonie Leven odbyło się „Święto Spadochronowe” 4. KBS – pierwsze pokazowe ćwiczenia polskich spadochroniarzy. Obecny na pokazie gen. Sikorski wręczył grupie żołnierzy brygady odznaki spadochronowe. Próba generalna wypadła wzorowo i naczelny wódz 9 października nadał brygadzie nową nazwę: 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa. Oficjalny stan brygady zatwierdzony we wrześniu 1942 r. przez brytyjskie War Office wynosił 179 oficerów i 2644 podoficerów oraz szeregowych.

Prezydent RP Władysław Raczkiewicz wręcza sztandar 1. SBS gen. Sosabowskiemu / Źródło: NAC, sygn. 18-329-22
Wizyta brytyjskiego gen. Bernarda Montgomery`ego w 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej / Źródło: NAC, sygn. 37-570-1-329-22


Zarówno generałowie Sikorski oraz Sosnkowski, jak i płk Sosabowski zakładali, że brygada zostanie użyta do wsparcia powstania powszechnego w kraju. Oficerowie i żołnierze wierzyli, że pierwsi powrócą do Polski na spadochronach - dlatego hasło jednostki brzmiało: "Najkrótszą drogą". Jednak wiosną 1943 r. dowództwo brytyjskie, wiedząc, że nie zdoła zorganizować do czasu inwazji kontynentu odpowiedniej liczby własnych jednostek, rozpoczęło starania o przejęcie 1 SBS pod swoje rozkazy. Po raz pierwszy z taką sugestią wobec płk Sosabowskiego wystąpił w maju dowódca brytyjskich wojsk powietrzno-desantowych gen. Browning. W celu pozyskania Polaka zaproponował mu objęcie dowództwa polsko-brytyjskiej dywizji spadochroniarzy. Oferta była kusząca, ale płk Sosabowski odmówił. Brytyjczycy wiosną 1944 r. ponownie zażądali przekazania brygady do ich dyspozycji grożąc wstrzymaniem dostaw sprzętu. 6 czerwca 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa przeszła pod rozkazy gen. Browninga. Natomiast 15 czerwca 1944 płk Sosabowski awansował do stopnia generała brygady.

Ćwiczenia 1 SBS z udziałem dowódcy płk. Stanisława Sosabowskiego /

Źródło: NAC, sygn. 37-580-1



Według brytyjskiego planu polska 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa miała zostać użyta w największej operacji powietrzno-desantowej II wojny światowej. Celem operacji miało być szybkie dojście do Renu przez Holandię i rozwinięcie ofensywy na Trzecią Rzeszę. W tym celu należało opanować mosty na dolnym Renie (najważniejszy był most w Arnhem) i jego dopływach oraz utrzymać je do czasu nadejścia wojsk lądowych. To zadanie powierzono brytyjskim i amerykańskim jednostkom powietrzno-desantowym oraz polskiej 1 SBS. Plan nakreślony przez marszałka Montgomery’ego był bardzo śmiały i wielu dowódców alianckich powątpiewało w jego realność. Niestety, poza gen. Sosabowskim, który głośno wyrażał swe wątpliwości, nikt nie ośmielił się przeciwstawić sławnemu pogromcy Rommla spod El Alamein. Nie doceniono też przeciwnika, który ściągnął w rejon operacji jednostki pancerne. Operacje zaplanowano na 8 września jednak ze względu na wątpliwości gen. Sosabowskiego przekładano ja dwukrotnie. Operacja rozpoczęła się 17 września lądowaniem wojsk amerykańskich i brytyjskich, natomiast Polacy weszli do boju 21 września.

Z powodu fatalnej pogody 21 września 1944 r. pod Driel skakała tylko część brygady z gen. Sosabowskim na czele (warto wspomnieć że miał już wtedy 51 lat), bo reszta nadleciała dopiero za trzy dni i lądowała w dość odległym Grave. Polscy spadochroniarze zdani byli tylko na broń osobistą, okrążeni pod Driel, odpierali niemieckie ataki i jedynie talentom dowódczym generała i wielkiej bitności żołnierzy zawdzięczać można, iż polskie kompanie jeszcze dwukrotnie forsowały Ren na zaimprowizowanych łódkach. W ostatniej fazie bitwy czyli nocą z 25 na 26 września Polacy osłaniali odwrót niedobitków brytyjskich spadochroniarzy z 1. Dywizji Powietrzno-Desantowej. Straty 1. SBS sięgnęły blisko 40% stanów osobowych tych oddziałów, które walczyły pod Arnhem i Driel.

1. SBS podczas walk w Driel /

Źródło: NAC, sygn. 37-585-19


Gen. Stanisław Sosabowski w samochodzie Jeep podczas operacji "Market-Garden" /

Źródło: NAC, sygn. 37-586-2



Po powrocie do Anglii, 2 grudnia, gen. Sosabowski spotkał się z szefem Sztabu Generalnego gen. Kopańskim, który przekazał mu, iż zostanie zdymisjonowany na prośbę Brytyjczyków. Rozkazem z 27 grudnia 1944 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa została odebrana jej twórcy i dowódcy, a gen. Sosabowskiego mianowano inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych. Natomiast za bitwę pod Arnhem został odznaczony jedynie Krzyżem Walecznyc,h chociaż należał mu się order Virtuti Militari.

Przez kolejne trzy lata był inspektorem w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia. Po rozwiązaniu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pozostał w Londynie, gdzie podjął się pracy w warsztacie stolarskim i tapicerskim, który założył wspólnie z kolegą. Następnie był magazynierem w fabryce urządzeń elektrycznych. Nigdy nie powrócił do Polski. Co więcej, został przez władze ludowe uznany za zdrajcę i pozbawiony polskiego obywatelstwa. Zmarł 25 września 1967 roku w Wielkiej Brytanii. Jego ciało sprowadzono do Polski i pochowano na cmentarzu na warszawskich Powązkach.

Generał Sosabowski, mimo upokorzeń i pomówień za klęskę pod Arnhem, nie dał się złamać. Aktywnie działał w organizacjach polonijnych, interesował się tym, co działo się w kraju pod rządami komunistów i pisał wspomnienia. Spisał m.in. swoje wspomnienia z bojowej działalności zatytułowane "Droga wiodła ugorem", a był autorem prac "Wychowanie żołnierza-obywatela", "Najkrótszą drogą" i "Freely I served".

Dopiero po latach nastąpiła rehabilitacja dzielnego generała. Brytyjczycy przyznali się do błędów i zwrócili honor Sosabowskiemu. Chociaż nastapiło to w pełni dopiero w 2006 r.. Warto równeż podkreślić, że oczyszczenie generała nastąpiło wyłącznie dzięki konsekwencji i działaniu kilku Holendrów w tym rodziny królewskiej, bo Ani Brytyjczycy, ani Amerykanie, ani tym bardziej polskie władze państwowe, nie interesowały się tym ważnym dla polskiej historii zagadnieniem. Dlatego teraz musimy pamiętać o zasłużonym choć niepokornym generale.

Cześć i chwała bohaterom!

źródło

Jak się spodoba, to postaram się coś jeszcze wrzucić.
9 zdjęć więcej, kliknij tutaj aby je zobaczyć...

Roman Dmowski - Trochę historii

Patryk_JB • 2012-11-04, 14:07
149
W szkole dużo mówi się o Józefie Piłsudskim, mało kto słyszał o Romanie Dmowskim o którym powinno się mówić dużo więcej na lekcjach historii.



Roman Dmowski urodził się 9 sierpnia 1864 roku na Kamionku w Warszawie, z ojca Walentego i matki Józefy z Lenarskich. Ukończył III gimnazjum warszawskie w 1886 r. i wstąpił na wydział fizyczno-matematyczny Uniwersytetu Warszawskiego, na sekcję nauk przyrodniczych. W maju 1891 r., po złożeniu rozprawy Przyczynek do morfologii wymoczków włoskowatych otrzymał stopień kandydata nauk przyrodniczych (dziś odpowiednik doktoratu). W listopadzie 1881 r. założył tajną organizację uczniowską „Strażnica”. W 1888 roku został członkiem, a potem „starszym” warszawskiego koła organizacji młodzieży patriotycznej „ZET”. W grudniu 1889 roku został przyjęty do Ligi Polskiej, skupiającej działaczy zarówno na ziemiach polskich, jak i na emigracji.. Od listopada 1891 do sierpnia 1892 studiował w Paryżu. l kwietnia 1893 dokonał przewrotu w Lidze Polskiej i stworzył Ligę Narodową, stając na jej czele. W lutym 1895 wyjechał do Lwowa i objął redakcję dwutygodnika Przegląd Wszechpolski. W roku 1903 wydał książkę Myśli nowoczesnego Polaka, będącą - jak sam po latach stwierdził – „wyznaniem wiary narodowej”. W 1904 odbył podróż do Japonii, aby przekonać tamtejszy rząd, że polskie powstanie antyrosyjskie (propagowane przez Piłsudskiego) w Kongresówce byłoby dla Polaków szkodliwe, a Japończykom nic by nie dało. l grudnia 1906 r. objął redakcję Gazety Polskiej. W lutym następnego roku został wybrany posłem do II Dumy (rosyjski sejm) i napisał książkę Niemcy, Rosja i kwestia polska, w której przedstawił położenie polityczne Polski i jej zaborców. Wybrany następnie do III Dumy. W lutym 1909 r. złożył mandat. Gdy wybuchła wojna w 1914 r. przebywał za granicą, następnie przez Szwajcarię i Finlandię wrócił do Warszawy. W listopadzie 1915 r. wyjechał na Zachód - najpierw do Londynu (do 5 sierpnia 1917 r.), a potem do Paryża, jako prezes Komitetu Narodowego Polskiego. 11 sierpnia 1916 roku otrzymał doktorat honoris causa na Uniwersytecie w Cambridge. 23 lutego 1918 r. utworzył Armię Polską we Francji. W tym samym roku odbył też podróż do USA. 28 czerwca 1919 r. podpisał w imieniu Polski Traktat Wersalski, uznający prawo Polaków do niepodległego państwa. Po wojnie mieszkał w Poznaniu, potem w Warszawie, a wreszcie na stałe w Chludowie (od r. 1922) pod Poznaniem. W roku 1934 sprzedał Chludowo i zamieszkał ponownie w Warszawie na ul. Smolnej 14. 11 czerwca 1923 r. otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Poznańskiego. Od 28 października do 15 listopada 1923 był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Chjeno-Piasta. W 1925 wydał książkę Polityka polska i odbudowanie państwa, w której opisał swoje życiowe zmagania o odbudowanie państwa polskiego. 4 grudnia 1926 powołał w Poznaniu Obóz Wielkiej Polski, organizację endecką, która w czasie jej rozwiązania przez sanację na początku 1933 r. liczyła ok. 250 tys. członków. W 1927 napisał broszurę Kościół, naród i państwo. Od czerwca do października 1928 tworzył Stronnictwo Narodowe. W 1931 wydał Świat powojenny i Polska. W 1933 wydał Przewrót. Roman Dmowski zmarł 2 stycznia 1939 r. w Drozdowie pod Łomżą. Pogrzeb odbył się w sobotę po święcie Trzech Króli. Pochowany został w grobie rodzinnym na Bródnie.

W dniu 8 stycznia 1999 r., w sześćdziesiątą rocznicę śmierci Roman Dmowskiego, Sejm RP docenił jego zasługi następującą uchwałą:

„W związku z 60 rocznicą śmierci Romana Dmowskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża uznanie dla walki i pracy wielkiego męża stanu na rzecz odbudowania niepodległości państwa polskiego i stwierdza, że dobrze przysłużył się Ojczyźnie. W swojej działalności Roman Dmowski kładł nacisk na związek pomiędzy rozwojem Narodu i posiadaniem własnego państwa formułując pojęcie narodowego interesu. Oznaczało to zjednoczenie wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej zamieszkałych przez polską większość, a także podniesienie świadomości narodowej wszystkich warstw i grup społecznych. Stworzył szkołę politycznego realizmu i odpowiedzialności. Jako reprezentant zmartwychwstałej Rzeczypospolitej na Konferencji w Wersalu przyczynił się w stopniu decydującym do ukształtowania naszych granic, a zwłaszcza granicy zachodniej. Szczególna jest rola Romana Dmowskiego w podkreślaniu ścisłego związku katolicyzmu z polskością dla przetrwania Narodu i odbudowania państwa.


Roman Dmowski - Współtwórca Niepodległości cz.1
[video]
Roman Dmowski - Współtwórca Niepodległości cz.2
[/video]
Hauer88 • 2013-01-02, 17:29  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (143 piw)
Dziś przypada 74 rocznica śmierci

Józef Kuraś „Ogień"

kufel01 • 2012-11-02, 23:43
110
Józef Kuraś "Ogień" 1915-1947




65 lat temu zmarł Józef Kuraś „Ogień". W latach 1945-1947 dowodził oddziałem walczącym z komunistycznymi władzami. Sam określał swój oddział jako podziemne wojsko walczące o niepodległość, jako oddział AK.

Urodził się w 1915 roku w Waksmundzie koło Nowego Targu. Od najmłodszych lat wychowywany był w duchu patriotyzmu. W 1934 roku zapisał się do Stronnictwa Ludowego. Służył w 2 pułku strzelców podhalańskich, a potem w wileńskiej brygadzie Korpusu Ochrony Pogranicza. We wrześniu 1939 roku walczył w 1 pułku strzelców podhalańskich. Od listopada był w konspiracji. W 1940 roku został członkiem Związku Walki Zbrojnej. Jeszcze w tym samym roku został aresztowany przez Niemców, ale uciekł z aresztu i wstąpił do Konfederacji Tatrzańskiej. W marcu 1942 roku po likwidacji przez Niemców Konfederacji Tatrzańskiej, Kuraś wstąpił do oddziału AK „Wilk”. W czerwcu 1943 roku Niemcy w odwecie za egzekucję na dwóch policjantach - agentach Gestapo dokonaną przez oddział Kurasia, zamordowali jego żonę, małego synka i ojca. Zamordowanych i dom Kurasia spalono. Wówczas Józef Kuraś przyjął nowy pseudonim: „Ogień”.

Na początku 1944 roku doszło do konfliktu Kurasia z dowódcą oddziału AK „Wilk”. Według niektórych źródeł, „Ogień” został oskarżony o samowolne opuszczenie posterunku w wyniku czego zginęło dwóch partyzantów. Za ten czyn Kuraś został skazany na śmierć. Uniknął jej jednak opuszczając szeregi AK i tworząc własny oddział Ludowej Straży Bezpieczeństwa, zwany oddziałem „Ognia”. Był to oddział egzekucyjny Powiatowej Delegatury Rządu RP w Nowym Targu. Ludzie Kurasia wykonywali m.in. wyroki na konfidentach zatwierdzone przez konspiracyjne cywilne sądy wojskowe. Jesienią 1944 roku Kuraś nawiązał współpracę z Armią Ludową i partyzantką sowiecką. W ramach tej współpracy, „Ogień” prowadził działania propagandowe skierowane m.in. przeciwko AK oskarżając ją o współpracę z okupantem hitlerowskim na szkodę partyzantki komunistycznej. Kuraś uznał KRN i PKWN podporządkowując swój oddział komunistom.

W styczniu 1945 roku oddział „Ognia” razem z Armią Czerwoną brał udział w wyzwalaniu Nowego Targu. Kuraś po zdobyciu miasta został pracownikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Przez trzy miesiące był komendantem Milicji Obywatelskiej w Nowym Targu i w Urzędzie Bezpieczeństwa w Zakopanem. Otrzymał nawet nominację na szefa PUBP w Nowym Targu, ale nominacja ta została cofnięta i nakazano aresztowanie Kurasia (stał za tym WUBP w Krakowie). „Ogień” został jednak o wszystkim poinformowany. Okazało się, że współdziałanie z komunistami jest niemożliwe. W kwietniu 1945 roku, Kuraś powrócił do partyzantki. Utworzył ugrupowanie partyzanckie „Błyskawica” i w latach 1945-1947 walczył przeciwko władzy komunistycznej na terenie Podhala i w województwie krakowskim. W tym czasie jego oddział nie był podporządkowany żadnej politycznej, czy militarnej władzy konspiracyjnej działającej w Polsce. W walce z oddziałem „Ognia” do 1947 roku zginęło ponad 125 funkcjonariuszy UB, MO i NKWD. Zginęło też z ręki „Ognia” kilkudziesięciu Żydów i mieszkańców Podhala.

21 lutego 1947 roku oddział Kurasia „Ognia” został otoczony przez wojska UB i KBW we wsi Ostrowsko pod Nowym Targiem. Kuraś próbował popełnić samobójstwo. Śmiertelnie ranny zmarł następnego dnia w szpitalu w Nowym Targu. Nigdy nie odnaleziono miejsca jego pochówku.
stalowyszczur • 2012-11-03, 02:02  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (20 piw)
Zabijal zydow, komuchow, konfidentow i kolaborantow. I jeszcze chcial sie zastrzelic jak go zlapali. Moj nowy bohater.

Mieczysław Słowikowski (superszpieg z Polski)

kufel01 • 2012-11-01, 21:29
117
Chciałem wam przedstawić historię Mieczysława Słowikowskiego , superszpiega zwanego (człowiekiem z Algieru). Historia godna uwagi lecz ze smutnym końcem!

Mieczysław Słowikowski
(człowiek z Algieru)
– superszpieg z Polski

Algier, 21 lipca 1941
Śpiew muezina wzywającego wiernych na modlitwę zagłuszył na chwilę sapanie starego frachtowca, który wpływał do portu. Łysiejący mężczyzna w średnim wieku stał na pokładzie oparty o barierkę i przyglądał się jak krypa powoli dobija do nabrzeża. Mrugnął do stojącej obok kobiety i poszedł do skromnej kabiny. Wszystko było już spakowane od kilku godzin. Jeszcze raz przejrzał dokumenty i otworzył walizkę, w której podwójnym dnie ukrył listę zadań, księgę szyfrów i pokaźną sumę pieniędzy. Sprawdził, czy wszystko jest na swoim miejscu, po czym zamknął walizkę i wyszedł z kabiny. Powoli zszedł po trapie na ląd.

Mieczysław Zygfryd Słowik vel Słowikowski ps. Rygor urodził się 25 lutego 1896 w Jazgarzewie k. Piaseczna. Całe swoje dorosłe życie związał z wojskiem. Podczas studiów handlowych w Warszawie wstąpił do tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej założonej przez Józefa Piłsudskiego.

Zaraz po odzyskaniu niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego i zaczął powoli piąć się po szczeblach kariery. Jako porucznik piechoty walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Po ukończeniu Wyższej Szkoły Wojennej został przydzielony do Oddziału IV Sztabu Generalnego.

W 1934 już w stopniu kapitana został przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza, gdzie objął stanowisko szefa sztabu Brygady KOP „Wilno”. 1 stycznia 1937 został awansowany do stopnia majora.

W 1937 rozpoczął pracę dla Oddziału II Sztabu Generalnego – słynnej „Dwójki” zajmującej się wywiadem zagranicznym. Pod przykrywką dyplomaty został wysłany na swoją pierwszą placówkę do Kijowa. Tam zastał go wybuch wojny.

Udało mu się ewakuować do Francji, gdzie wstąpił do odradzającej się po wrześniowej klęsce polskiej armii. Po upokarzającej kapitulacji Francji i utworzeniu kolaboracyjnego rządu Vichy zajął się przerzutem polskich żołnierzy do Wielkiej Brytanii.

Francuzi utrudniali to jak mogli – wydali przepis na mocy którego wizy otrzymywali wyłącznie mężczyźni powyżej 45 roku życia. Słowikowski fałszował więc dokumenty wpisując fikcyjne daty urodzenia. Jeśli to nie pomogło – przekupywał urzędników.

Francuzi wkrótce w ogóle zaprzestali wydawania Polakom wiz wyjazdowych. Major wywiadu znalazł więc przemytników, którzy przeprowadzali polskich żołnierzy przez Pireneje do neutralnej Hiszpanii oraz opłacił właścicieli kutrów, którzy pod pokładami swoich łajb transportowali uciekinierów z portów południowej Francji.

Dzięki Słowikowskiemu kilka tysięcy polskich żołnierzy przedostało się do Wielkiej Brytanii i mogło kontynuować walkę.



Major Mieczysław Słowikowski
(na marginesie)
W ciągu pierwszych kilku miesięcy wojny brytyjski wywiad poniósł ogromne straty i został całkowicie sparaliżowany. Zamknięto brytyjskie placówki dyplomatyczne w krajach okupowanych przez Niemców oraz na administrowanych przez rząd Vichy francuskich terytoriach zależnych w Afryce Północnej. Specjalista i wieloletni badacz tajnych służb Jean Medrala podkreślił, iż w 1940 w okupowanej Europie Brytyjczycy nie mieli politycznych i wojskowych struktur, które mogłyby wesprzeć pracę ich tajnych służb. W tym czasie wywiad brytyjski był dosłownie głuchy i ślepy.

Profesor Jan Ciechanowski, członek polsko-angielskiej komisji historycznej, stwierdził, że do końca 1940 Brytyjczycy nie mieli na terenie Belgii, Francji i Holandii ani jednego czynnego agenta. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierała współpraca z polskimi służbami wywiadowczymi, podległymi emigracyjnym władzom w Londynie. Polacy dysponowali rozwiniętą siecią agenturalną nie tylko na terenie okupowanej Polski, ale także we Francji, a nawet w III Rzeszy. Profesor Keith Jeffery, wspierając się dokumentami SIS (Secret Intelligence Service), stwierdził, że w czasie wojny polski wywiad dysponował ponad 30 siatkami szpiegowskimi rozsianymi po całej Europie i liczącymi około 300 osób.
Wróćmy do tematu, w tym samym czasie w północnej Afryce miały miejsce niezwykle ważne wydarzenia. W grudniu 1940 wojska brytyjskie pod dowództwem gen. Archibalda Wavella rozpoczęły operację „Kompas” mającą na celu wyparcie wojsk włoskich z Libii.

Był to prawdziwy Blitzkrieg w wykonaniu Brytyjczyków – w trzy miesiące oczyścili zachodni Egipt, zdobyli Cyrenajkę, unicestwili włoskie lotnictwo i wzięli do niewoli 130 tys. jeńców.

No cóż... Makaroniarze nigdy nie słynęli z waleczności...

Hitler postanowił wysłać na pomoc Włochom słynny Afrika Corps po dowództwem znakomitego stratega generała Erwina Rommla.

Przed wyjazdem do Afryki korpus ćwiczył na naszej Pustyni Błędowskiej. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Afrika Corps był jedyną dużą jednostką hitlerowskich sił zbrojnych, na której nie ciążą żadne oskarżenia o zbrodnie wojenne. Generał Rommel był zaś poważany i szanowany przez aliantów.

Świetnie wyszkolony Afrika Corps wyparł Brytyjczyków z Cyrenajki. Groźba kontrolowania przez Niemców Kanału Sueskiego stała się bardzo realna.

Major Mieczysław Słowikowski otrzymał polecenie udania się do Algierii podlegającej pod kolaboracyjny rząd Vichy (będącej ich kolonią) i zorganizowania siatki wywiadowczej.

Alianci nie posiadali w północno-zachodniej Afryce ani jednego czynnego agenta (wówczas Amerykanie wogóle nie mieli swojej agencji wywiadu, tworzyli ją od wybuchu wojny z Japonią, byli dopiero w trakcie budowania swoich struktur i wciąż nie mieli zawodowych oficerów wywiadu. W Afryce Północnej polegali na informacjach od Anglików, a ci mieli je od Polaków). Na tym terenie aktywnie działali za to szpiedzy niemieccy i włoscy.

Słowikowski nigdy nie był w Afryce, ale natychmiast odnalazł się w nowej rzeczywistości. Za przemycone z Francji pieniądze założył Floc-Av Company – fabrykę produkującą płatki owsiane. W kraju, gdzie żywność była reglamentowana to przedsięwzięcie okazało się olbrzymim sukcesem. Kolejne fabryki zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu od Tunisu po Casablankę w Maroco.

Słowikowski zyskuje znakomity pretekst do podróży służbowych po całej północno-zachodniej Afryce. Firma przynosi ogromne zyski, które służą finansowaniu działalności wywiadowczej. Polski oficer werbuje do współpracy dziesiątki ludzi – jednych przekupuje, innych zastrasza, jeszcze inni z własnej woli zaczynają zbierać dla niego bezcenne informacje.

Miał wszystkie cechy doskonałego agenta – doświadczenie, inteligencję, spryt, stanowczość i umiejętność manipulowania ludźmi.

Przez tajną radiostację płyną do Londynu dane o dyslokacji i liczebności wojsk, r*chach okrętów, bazach wojskowych, lotniskach, umocnieniach nabrzeżnych, składach amunicji, węzłach kolejowych i nastrojach ludności.

Do Algieru przyjeżdżają dwaj oficerowie polskiego wywiadu oddelegowani do pomocy Słowikowskiemu – podpułkownik Gwido Langer i major Maksymilian Ciężki.

Obydwaj byli kryptologami i wnieśli olbrzymi wkład w złamanie kodu Enigmy.

Polscy oficerowie zostają dyrektorami największych fabryk w koncernie Słowikowskiego i rozwijają własne siatki wywiadowcze.

Cała organizacja była zbudowana na zasadzie piramidy, na szczycie której stał Słowikowski, używający pseudonimu „Rygor”. Tylko on kontaktował się z podwładnymi kierującymi osobnymi siatkami agentów i nie znającymi się nawzajem.

Ważną rolę w działalności Słowikowskiego odgrywała także jego żona Maria, którą m.in. odbierała meldunki ze skrzynek kontaktowych, ukrywała kompromitujące materiały w wypadku kontroli i przekupywała urzędników. Była bardzo inteligentną i opanowaną kobietą.

W szczytowym okresie dla polskiego superszpiega pracowało kilka tysięcy ludzi o skrajnie odmiennych pozycjach – byli wśród nich zarówno szefowie dużych firm, jak i sklepikarze i pracownicy portowi. Większość nie miała najmniejszego pojęcia dla kogo pracują i czemu służą przekazywane przez nich informacje, które pozwoliły na kontrolę większości dziedzin życia kolonii Vichi - z Algieru płynęły bezcenne dane przekazywane przez majora do Londynu.

Stworzona przez niego siatka szpiegowska funkcjonowała w brytyjskim sztabie generalnym pod kryptonimem „Agencja Afryka”.

Polski agent był jak złowrogi pająk, który oplótł swoją siecią całą północno-zachodnią Afrykę od Dakaru po Tunis. Wiedział o każdym okręcie wojennym, samolocie, oddziale wojska, składzie paliwa, bunkrze i baterii nabrzeżnej na tym terenie. Znał nastroje ludności i morale francuskich żołnierzy wiernych rządowi Vichy. Wszystkie informacje przekazywał do Londynu, gdzie powstawały plany operacji desantowej „Torch” (Pochodnia).

8 listopada 1942 na plażach Maroka i Algierii wylądowali brytyjscy i amerykańscy żołnierze pod dowództwem generała Dwighta Eisenhowera. Operacja „Torch” okazała się olbrzymim sukcesem. Po krótkich walkach jankesi pokonali broniące się na nim oddziały francuskie. Dzięki informacjom polskiego superszpiega alianci zajęli cała francuską Afrykę Północną w ciągu 8 dni tracąc przy tym zaledwie około 500 żołnierzy. Zniszczenie niemieckiej Afrika Corps było już tylko kwestią czasu.

Generał Władysław Sikorski nie musiał udawać zdziwienia, kiedy w lutym 1943 prezydent Roosevelt podziękował mu za polski wkład w operację aliantów w Afryce Północnej. Po prostu nie miał bladego pojęcia o istnieniu głęboko zakonspirowanego Słowikowskiego.

Major Mieczysław Słowikowski pozostał na swoim posterunku w Algierze do września 1944, do chwili oddelegowano go na stanowisko szefa Oddziału II Inspektoratu Zarządu Wojskowego w Londynie. Następnie przez dwa lata pracował w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Szkocji.

Brytyjczycy nagrodzili go Orderem Imperium Brytyjskiego, a od Amerykanów otrzymał Legię Zasługi.



Mieczysław Słowikowski


Zarówno jedni, jak i drudzy nie mieli jednak później najmniejszych skrupułów, by zasługi polskiego agenta przypisać własnym wyimaginowanym siatkom wywiadowczym w Afryce. Komunistyczne władze PRL nie ujęły się za majorem Słowikowskim (co w owych czasach było normą). Został uznany za zdrajcę i pozbawiony obywatelstwa polskiego.

Umarł w zapomnieniu jako zwykły, szary emigrant w skromnym mieszkaniu w południowo-wschodnim Londynie 29 lipca 1989.

:jezdziec:
X