Znalezionych wyników: 32

Posty z miesiąca:
Autor Wiadomość
  Temat: Historia o adidasach i Cejrowskim
fafer

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń:

PostForum: Było.pl   Wysłany: 2014-11-07, 23:09   Temat: Historia o adidasach i Cejrowskim
@up

Zima idzie a ja w starych adidasach już miałem dziurę taką, że można było 2 palce wsadzić więc po miesiącu wyrzeczeń dzięki którym zaoszczędziłem pieniądze, poszedłem wczoraj do galerii handlowej kupić sobie porządne buty na zimę. W sklepie CCC znalazłem Gino Lanetti. Solidne wykonanie, przystępna cena, modny wygląd - nie zastanawiałem się długo. Wróciłem z butami do domu, pochodziłem w nich po pokoju, poprzeglądałem się w lustrze i czułem dobrze. Jeszcze je solidnie zaimpregnowałem, żeby nie przepuszczały wody i się nie niszczyły.

Dzisiaj poszedłem w swoich nowych butach na uniwersytet. Czułem się dzięki nim bardziej pewny siebie, jak siedziałem na korytarzu to nogi wyciągałem daleko, żeby ludzie lepiej widzieli jakie mam eleganckie buty.
Po zajęciach czekam na przystanku na Krakowskim Przedmieściu na autobus, a tu z kawiarni wychodzi znany podróżnik katolicki Wojciech Cejrowski. Elegancko ubrany a nie w jakąś tam koszulę hawajską, z egzotycznych motywów to miał tylko w ręce taki kubeczek na yerba mate.
Popatrzył się na mnie, na moje buty i podchodzi i zagaduje, czy te buty to są te z CCC za 139,00zł.
Ja mu zadowolony mówię, że tak panie Wojtku, te same dokładnie, i że miło, że pan zauważył.
Cejrowski na to powiedział tylko:
-Śmieć.
Mi szczęka opadła i nie wiem o co chodzi. Cejrowski pyta, którego wyrazu nie rozumiem: "śmieć" czy "śmieć". No to ja mówię, że obydwa rozumiem tylko nie wiem dlaczego tak mówi. Cejrowski mówi, że dlatego, że tylko śmieć może nosić takie chujowe, biedackie buty. Że on do dzikich krajów jeździł i tam ONZ i Czerwony Krzyż takie buty przysyłał dla biednych ludzi za darmo i nawet oni nie chcieli w nich chodzić tylko wyrzucali. I że nawet było specjalne posiedzenie komisji UNICEF, że nie wolno głodnym dzieciom takich gównianych butów dawać, więc tam przestali wysyłać tylko do sklepów do Polski.
Ludzie na przystanku śmiechają pod nosami i się patrzą na moje buty, ja już gula w gardle i staram się jakoś jeden za drugim schować ale to nic nie daje. Ale jednak pomyślałem, że nie dam sobą pomiatać nawet znanemu człowiekowi i krzyczę na Wojciecha, że on sam przecież boso przez świat chodzi więc nie ma prawa się do moich butów przypierdalać.
Cejrowski w śmiech i mówi, że boso to on chodzi w eleganckich krajach zagranicznych, a nie w Polsce gdzie co 5 metrów można w psie gówno wejść albo jakąś strzykawkę z HIV, i że po Polsce to on chodzi w porządnych butach i pokazuje mi swoje buty z jakimiś frendzlami, paskami, dolce&gabana i że nawet taki guzik mają, że jak go lawina przysypie w tych butach to on ten guzik naciska i go wtedy można znaleźć pod śniegiem.
Ja nie daję za wygraną i krzyczę, że przecież on jest człowiekiem wierzącym gorliwie i że Pan Jezus chodził boso albo w jakichś rozpadających się sandałach więc dlaczego on mnie obraża. Cejrowski na to, że z tymi sandałami Jezusa to lewacka propaganda II Soboru Watykańskiego i Jezus obuwie dobierał bardzo starannie, i jakby teraz zszedł na ziemię znowu i mnie w takich butach zobaczył to by mi w mordę przypierdolił.
Ja cały czerwony, nie wiem co powiedzieć, ludzie ryczą ze śmiechu a Wojtek Cejrowski mówi, żebym się zachował jak biały człowiek honoru i te buty zdejmował i wypierdolił. No to ściągam te buty, cały już zaryczany bo tak mi było ich szkoda i odkładam do kosza na śmieci na przystanku delikatnie, bo je chciałem wyjąć jak Cejrowski pójdzie.

Stoję na śniegu w samych skarpetkach, nogi aż pieką od zimna, autobus powoli nadjeżdża, chciałem szybko buty złapać i wskoczyć do środka, ale jak się rzuciłem do śmietnika to Wojciech mi zagrodził drogę i powiedział, żebym miał trochę godności. Wsiadłem bosy do autobusu, przejechałem jeden przystanek, wysiadłem i biegiem lecę z powrotem buty zabrać. Grzebię w śmietniku, wszystko wyrzucam z niego ale butów nie ma. Pytam ludzi co stali na przystanku, czy butów ktoś ze śmietnika nie zabrał a oni mówią, że tak, że znany podróżnik Wojciech Cejrowski tutaj był i wziął buty i powiedział, że jedzie na ryzykowną wyprawę do Nepalu i w sam raz będzie miał buty eleganckie i niezawodne.
A ja będę całą zimę zapierdalał w starych adidasach.

Anonki kilka dni temu opowiadałem wam jak podróżnik Wojciech Cejrowski podstępem pozbawił mnie moich butów, które wpadły mu w oko. Codziennie rano przy wyjściu z domu zimny wiatr, śnieg oraz inne zjawiska pogodowe wpadające mi do adidasa przez dziurę przypominały o tej przykrej sytuacji. Mój gniew rósł wraz z postępującym spadkiem temperatury odczuwalnej a dzisiaj już miarka się przebrała bo przez dziurę wpadł mi do buta kawałek zamarzniętego gówna psiego, który zaczął roztapiać się i śmierdzieć jak siedziałem na wykładzie. Poczułem fetor i dyskretnie popatrzyłem na podeszwy, ale były czyste, więc byłem przekonany, że ktoś inny wdepnął. Ludzie się ode mnie odsuwali przez cały dzień i dopiero po powrocie do domu zobaczyłem, że mam calutką skarpetę zanieczyszczoną. Szlag mnie trafił tak, że myślałem, że mnie normalnie odwiozą prosto do Kobierzyna, ale że jest on od Warszawy dosyć daleko to mnie nie odwieźli tylko postanowiłem pójść na policję i zgłosić przestępstwo Cejrowskiego.
Wziąłem paragon od butów i nawet pudełko całe po nich oraz katalog CCC, żeby policjanci nie mieli problemu ze zrobieniem portretu pamięciowego mojego obuwia i poszedłem na mój dzielnicowy komisariat. W kolejce do dyżurki stało sporo osób i każdy miał bardzo długą sprawę do omówienia. Jedna staruszka zgłaszała zaginięcie psa no i policjantka jej mówi, że to trzeba gdzie indziej zrobić bo oni sprawy kryminalne prowadzą no to babcia mówi żeby chociaż plakaty porozwieszali i w telewizji po wiadomościach pokazali zdjęcie psa bo może ktoś go widział no i policjantka mówi, że zaginięciami zwierząt się nie zajmują tylko ewentualnie jakby tego psa ktoś ukradł to oni by mogli zacząć dochodzenie, na co staruszka mówi, że ona sobie jednak przypomina, że ten pies to jej nie uciekł na spacerze tylko trzech mężczyzn go wciągnęło do samochodu i odjechało z piskiem opon i wtedy policjantka ją odesłała do jakiegoś pokoju na drugim piętrze.
Potem jeszcze była kobieta, która prosiła żeby wypuścili jej syna, co go aresztowali rano, bo on by nigdy nikogo nie pobił dotkliwie bo to bardzo dobry chłopak i nawet był u pierwszej komunii kiedyś i pokazuje to zdjęcie syna z komunii i pyta, czy ta policjantka sądzi, że taki ładny chłopiec mógłby kogoś pobić tak bardzo i jeszcze ukraść telefon komórkowy. Policjantka mówi, że od sądzenia to jest sąd i oni tylko łapią ludzi a syn był poszukiwany trzy miesiące listem gończym to go złapali. Ta matka mówi, że on nie wiedział, że jest poszukiwany bo on gazet nie czyta telewizji nie ogląda tylko cały dzień siedzi z nosem w książkach taki jest pilny uczeń i jakby wiedział, to by się sam zgłosił na komisariat i kulturalnie wyjaśnił sprawę tak jak jego ojciec, który teraz jest w więzieniu, jak był poszukiwany za napady rozbojowe. Dyżurna ją odesłała z kwitkiem i w końcu była moja kolej.
No to mówię, że zostały mi skradzione buty eleganckie włoskie Gino Lanetti z CCC i znam sprawcę więc całą sprawę rozwiązałem za nich tylko trzeba pojechać do złodzieja i mu buty zabrać a ja nie wiem gdzie mieszka i sam się boję. Pokazuję policjantce gazetkę CCC i paragon i pudełko a ona mi mówi, że po pierwsze to dziwi się, że mi tak na tych butach zależy bo godzinę temu mieli delikwenta, któremu z opieki społecznej przynieśli takie właśnie buty, bo ONZ przysłał do Polski 10 kontenerów, i w ten sposób organy państwowe chciały mu pomóc przetrwać zimę, ale jemu to się te buty tak nie spodobały, że nimi rzucił w pracownika społecznego i aż mu skroń rozcięło. Po drugie to buty kosztowały 139,00zł więc to będzie tylko wykroczenie a nie przestępstwo bo przestępstwo jest jak się ukradnie za więcej niż 250zł, więc nikomu się nie będzie chciało szukać i sprawa pewnie zostanie umorzona. Ja na to mówię, że kategorycznie żądam sprawiedliwości a ona pyta, kto mi te buty ukradł no to mówię, że Cejrowski Wojciech urodzony w Elblągu syn Bogdana. Ludzie w kolejce w śmiech i policjantka też się śmieje i już chce mnie odprawić a tu nagle taki stary policjant co przechodził akurat obok mówi, że on tego skurwysyna Cejrowskiego już od dawna chciał udupić bo on wiele lat służył Polsce Ludowej i nawet jak kręcili serial o poruczniku Borewiczu to na nim się wzorowali a Cejrowski wszystkich byłych milicjantów wyzywa od zdrajców i nie chce się odpieprzyć od generała. Powiedział, żebym przyszedł jutro bo on teraz pracę kończy, ja mu mówię, że tu nie ma chwili do stracenia bo Cejrowski może w każdym momencie wyjechać na jakąś wyprawę i uciec do jakiegoś kraju egzotycznego, który nie ma podpisanej umowy o ekstradycję z Polską i sobie będzie tam siedział do końca życia w moich butach i się z nas śmiał. Stary policjant mówi, że jak tak to tak i on tylko sprawdzi gdzie Cejrowski mieszka i jedziemy zaraz. Wziął jeszcze pistolet, pałkę, kajdanki, gaz pieprzowy, paralizator i inne sprzęty żeby Wojciechowi zadać cierpienie przy zatrzymaniu i pojechaliśmy do Konstancina pod Warszawą, gdzie według dokumentów Cejrowski jest zameldowany.
Dojeżdżamy pod adres podany a tam willa olbrzymia, wielka była prawie jak szkoła podstawowa do której chodziłem. Pierwowzór Borewicza dzwoni do furtki a Cejrowski przez głośniczek mówi, że on dziękuje ale zarówno nowoczesny odkurzacz jak i pościel ekologiczną już ma, na co policjant jak na filmach krzyczy, że otwierać policja. Cejrowski wychodzi z domu w majtkach samych, koszuli hawajskiej i moich butach i otwiera furtkę. Ja krzyczę, że to moje buty są i żeby oddawał a policjant krzyczy, że on mu zaraz pokaże co się robi z kontrrewolucjonistami na co Cejrowski Wojtek tylko się uśmiecha i mówi, że panowie spokojnie, zapraszam do środka, wszystko sobie wyjaśnimy. No to wchodzimy do środka a ja mu się cały czas patrzę na nogi, żeby z tymi butami niczego nie zrobił i żeby się zaraz nie okazało, że on jest boso i o żadnych butach nic nie wie. W środku przepych ogromny, wszystko wyłożone marmurem, na ścianach wiszą głowy zwierząt dzikich jak hipopotamy i nosorożce. Poszliśmy do jakiegoś pokoju i Cejrowski nas posadził przy takim stoliku zrobionego z odciętej nogi słonia i mówi do policjanta, że on mu trochę przypomina porucznika Borewicza, no to policjant się trochę jakby udobruchał i mówi, że dobrze mu przypomina bo porucznik Borewicz był na nim wzorowany, i że on był dobrym milicjantem całe życie, bronił porządku i nie rozumie dlaczego Cejrowski go obraża wciąż. Cejrowski zaczął się śmiać do rozpuku i mówi, że przecież z tym obrażaniem to jest taka gra, żeby skanalizować nastroje antykomunistyczne i pieniądze wyciągać, a on sam od małego władzę ludową szanował i był z nią za pan brat, że już w szkole średniej donosił do UB, i że jak on sobie inaczej wyobraża, żeby on w tamtych czasach dostawał zgody na podróże zagraniczne. Cejrowski poleciał do innego pokoju i zaraz wraca z rękami pełnymi różnych papierów i pokazuje: moja pierwsza lojalka, mój pierwszy donos, podziękowania pisemne od generała Kiszczaka itd.
Policjant mu mówi, że bardzo ładnie i docenia wszystko, ale dlaczego po 1989 tak się sprzedał środowiskom klerykalno - kombatanckim na co Wojciech mówi, że to wszystko tak zaplanowane, żeby z tych programów podróżniczych i publicystycznych ciągnąć pieniądze i on prawie wszystkie te pieniądze przekazuje na Stowarzyszenie Ordynacka, tylko sobie tyle zostawił, żeby mieć ten dom bo nie będzie przecież mieszkał jak zwierzę w jakiejś klitce zagrzybionej jak solidaruchy. A to wszystko było w ogóle pomysłem Jurka Urbana, który tutaj mieszka przez płot i zaraz wpadnie wypić po maluchu za stare czasy, no i faktycznie jak Cejrowski to mówił to przez okno zobaczyłem, że Jerzy Urban wychodzi do ogródka dom obok, włazi na drzewo przy płocie, po gałęzi nad tym płotem przechodzi i skacze. Mógł ulicą iść ale widocznie taką miał fantazję. Wystraszyłem się, że się połamie bo wysoko było ale on głowę pochylił w dół i uszy zatrzepotały i go tak spowolniło, że wylądował jak kapitan Wrona Tadeusz. Policjant zobaczył Urbana i cały uradowany mówi, że od zawsze go chciał poznać, na co Cejrowski od razu wyciąga z szafki butelkę i szkło. Mi też polali, ja zszokowany wypiłem, a Urban pyta, czy pamiętają jak pacyfikowali zakłady meblowe w Sieradzu w 1981. Oni wszyscy w śmiech i się zaczynają przekrzykiwać co który pamięta, jak jakiegoś robotnika bili pałką w jaja i on tak piszczał śmiesznie, i rechoczą. Oni opowiadają jakieś anegdoty sobie, a ja siedzę cicho i patrzę na moje buty na nogach Cejrowskiego i w końcu mówię do policjanta, że tutaj śmichy chichy gadu gadu a przecież przyjechaliśmy moje buty odzyskać na co policjant oburzony, że mam przestać towarzysza Wojciecha szkalować i wypierdalać w podskokach. Ja mówię, że bez butów moich nigdzie nie idę na to on mi psikną w twarz gazem pieprzowym, że oddech straciłem i oczy mi załzawiło, złapał za kołnierz, wyprowadził na ganek i zajebał kopa w dupę aż zleciałem na dół. Cejrowski zaraz otworzył pilotem drzwi od garażu i 3 hieny tropikalne stamtąd wyskoczyły i od razu do mnie. Uciekłem za płot, furtkę zatrzasnąłem a one ujadają. Cejrowski, policjant i Urban tylko patrzyli przez okno i się śmieli ze mnie a ja musiałem do domu wracać autobusem podmiejskim w dziurawych adidasach. Teraz to już miarka się przebrała i na pewno tak tego nie zostawię i jakimś sposobem swoje buty odzyskam.

Ananiasze znacie już bulwersującą historię pozbawienia mnie butów przez Wojciecha Cejrowskiego oraz nieudanej próby odzyskania ich drogą policyjno - sądową, z powodu postkomunistycznych konszachtów. Po piątkowym upokorzeniu w domu Cejrowskiego w Konstancinie myślałem tylko o zemście i odzyskaniu obuwia. Zastanawiałem się nawet nad włamaniem do rezydencji Wojciecha jednak po pierwsze nie potrafię się włamywać, a po drugie hieny. Los jednak stworzył mi świetną okazję do odwetu znacznie szybciej niż myślałem.
Dwa dni w tygodniu pracuję na tej słynnej umowie śmieciowej w tym słynnym call center. Wciskam jakimś biednym ludziom z polski B telewizję satelitarną. Słabo mi to idzie więc zarabiam bardzo mało, ale na moje skromne potrzeby starcza. Trzy tygodnie temu wszyscy pracownicy zostali zaproszeni na firmową wigilię w jakimś klubie w Pałacu Kultury, która miała się odbyć w tą sobotę czyli wczoraj. Na początku stwierdziłem, że mam w dupie ale potem pomyślałem, że może warto spróbować wyjścia do ludzi, szczególnie, że miało być darmowe jedzenie, picie i ogólnie all inclusive. W dodatku to dobra okazja do podglądania loszek z pracy. Planowałem stanąć sobie z darmowym jedzeniem w okolicach toalety damskiej i patrzeć co się dzieje w środku jak ktoś otworzy drzwi żeby wyjść albo wejść. Można w ten sposób dojrzeć jak jakaś kobieta np. poprawia makijaż albo ubranie, a jak się ma szczęście to nawet widać na dole kabiny nogi sikającej kobiety i od razu kościej mocno. No to ubrałem się wczoraj wieczorem tak ładnie jak mogłem, pochlapałem ubranie wodą po goleniu taty żeby ładnie pachnieć i poszedłem. Przy wejściu do klubu okazało się, że zapomniałem zaproszenia i ochroniarze nie chcieli mnie wpuścić a nikt z firmy mnie nie kojarzył bo zawsze siedzę cicho i nie jestem rozpoznawalny. Dyrektorce z mojej pracy, która organizowała imprezę i stała przy wejściu mówię, że moim przełożonym jest taki Adam i on może potwierdzić, że ja to ja. Dyrektorka poprosiła żeby ktoś Adama zawołał i on po chwili przychodzi lekko podpity, w różowej koszuli i z żelem na włosach i mówi:
-Tak, on u mnie pracuje, to Szczurek hehe.
Dumny pseudonim Szczurek został mi przydzielony na samym początku pracy przez Adama właśnie. Ludzie w kolejce, która zrobiła się dosyć duża przez zamieszanie z moim zaproszeniem, się śmieją a ja szybko wskoczyłem do środka żeby pozostawić upokorzenie za sobą. Impreza się rozkręca i monterzy już się mierzą spojrzeniami ze sprzedawcami - u nas w firmie jest taka tradycja, że monterzy i sprzedawcy nienawidzą się jak kibice dwóch różnych drużyn piłkarskich i na każdej imprezie firmowej dochodzi do potyczek na tym tle. Konflikt jest tak stary jak firma i każdy dłużej pracujący monter czy sprzedawca ma jakieś porachunki z poprzednich zabaw firmowych. Wiosną mieliśmy imprezę z okazji 10 - lecia powstania spółki i jeden sprzedawca potłukł w ferworze walki jakiemuś monterowi szklankę na głowie tak, że tamten ma teraz bliznę przez pół łba więc było pewne, że teraz monterzy będą chcieli pomścić kamrata. W pewnym momencie na scenę wszedł prezes zarządu i wygłosił mowę, w której dziękował nam wszystkim za dobrą pracę itd., a potem zapowiedział występ gwiazdy - niespodzianki i na scenę wyskoczył Wojtek Cejrowski we własnej złodziejskiej osobie i w dodatku w moich butach. Mi się wyrwało z ust:
-O JEBANY.
Jakaś baba z działu HR co stała obok powiedziała, że firma Cejrowskiemu zapłaciła 15 tysięcy za występ więc lepiej żeby mi się podobało bo inaczej ona porozmawia z moim przełożonym, albo będziemy mieli na każdej imprezie Marylę Rodowicz, jak było do tej pory. Wojciech opowiadał jakieś dowcipy podróżnicze a ja myślałem tylko jak mu te buty zabrać. W jednym momencie na przykład wziął jakiegoś Mirka z publiczności na scenę i zadaje mu podchwytliwe pytanie, czy był na otwarciu. Mirek pyta czego, a Cejrowski na cały głos:
-PARASOLA W MURZYŃSKIEJ CHACIE NA PUSTYNI.
Cała sala ryczy ze śmiechu. Po godzinie Wojtek skończył występ na scenie i przechadza się z kieliszkiem wina między ludźmi i zagadywał (pewnie mu za to zapłacili) a ja musiałem bardzo uważać żeby mnie nie zauważył bo by od razu się stał bardzo czujny i pilnował butów. W międzyczasie ja wpadłem na świetny pomysł, żeby Cejrowskiego odurzyć za pomocą Zolpidemu, który kiedyś przypisał mi lekarz na niedobór wygrywu i fobię społeczną, i który cały czas noszę przy sobie dla pewności, mimo że nie korzystam. Pokruszyłem 4 tabletki, proszek zawinąłem w chusteczkę i czekam na odpowiedni moment. Po kilku minutach jakiś monter albo sprzedawca wylądował w fontannie po ciosie od innego pracownika i wszyscy łącznie z Cejrowskim patrzyli się w tamtą stronę, więc ja korzystając z okazji podszedłem szybko do Wojtka i wsypałem mu Zolpidem do wina. Na moje szczęście wina było już mało więc Cejrowski wypił je jednym łykiem, skrzywił się i zamówił łyski. Cały czas go obserwowałem i po jakichś 20 minutach już był oszołomiony jakby się wina z Zolpidemem napił, i zaczął zataczać się w kierunku kibla więc poszedłem za nim. Wszedłem do łazienki i zobaczyłem, że Cejrowski zamknął się w jednej z kabin i leży na ziemi a jakieś Mirki się śmieją:
-Hehe no pan Wojtek to se pobalował dzisiaj.
Nie mogłem przy nich odkraść butów więc podchodzę do Mirków i mówię, że jestem synem Wojciecha Cejrowskiego i przyjechałem zabrać go do domu i nie mogę go znaleźć no to oni mówią, że w kabinie leży i czy mogą mój autograf osobisty jako syna sławnego człowieka. Nabazgrałem im jakiś podpis na papierze toaletowym i poprosiłem o pomoc i jeden Mirek wskoczył do kabiny górą i otworzył drzwi a pozostali podnieśli Cejrowskiego tak, że mogłem sobie zarzucić jego rękę na ramie. Wychodzę z Wojciechem na ramieniu z klubu, wszyscy mi schodzą z drogi i patrzą z szacunkiem, że jestem tak blisko ze znaną osobistością. Jak już opuściłem klub to rzuciłem nieprzytomnego Cejrowskiego w krzaki iglaste pod Pałacem Kultury, ściągnąłem mu moje buty i poszedłem, stwierdzając, żeby chuj zamarzł za moją krzywdę. Jednak gdy jechałem już do domu to sumienie mnie ruszyło i zadzwoniłem na 112 i powiedziałem, że przy Emilii Plater w krzakach leży jakiś mężczyzna i że to chyba Wojciech Cejrowski bo był boso.

Po odzyskaniu butów myślałem, że moje przygody już się skończyły. Tak jednak nie miało się stać. Moja mamełe jest hardo wierząca i praktykująca oraz zaangażowana społecznie i politycznie jako sekretarz lokalnego Klubu Gazety Polskiej. Udziela się też we wszystkich możliwych inicjatywach kościelnych typu strojenie ołtarzy na procesję z okazji Bożego Ciała, tydzień modlitwy za Polaków na wschodzie itd. Ja chcąc nie chcąc też zostaję czasami w te inicjatywy wciągnięty bo mam prawo jazdy a matka nie ma, a ja za jej hajs lurkuję więc robię co mi powie i na przykład wożę jakieś kwiaty z hurtowni do kościoła.
W sobotę mama oświadczyła, że w niedzielę będzie u nas pod kościołem wydawanie ciepłych posiłków dla bezdomnych co marzną głodni. W dodatku miał przyjechać jakiś prominentny polityk z PiS, który już kilka razy odwiedzał ten smoleński klub o mojej matki i chciała się koniecznie pochwalić jakiego ma dorodnego kawalera za syna (stulej 21 lvl, nigdy nie trzymałem za rękę, zainteresowania: fap i gierki, osiągnięcia: 3 miejsce w konkursie ortograficznym w 2 klasie gimbazy. Super kawaler kurwo.)
Na początku smutłem bo miałem na niedzielę ambitne plany oglądania tańczącego papieża na elitarnym forum karabin.org jednak potem stwierdziłem, że może za zrobienie takiego dobrego uczynku przed świętami Bóg mi odpuści trochę szkalowania Jana Pawła Błogosławionego i ominą mnie męki piekielne.
W niedzielę po sumie zostałem ustawiony razem z dwiema Grażynami za ladą pod którą stał wielki garnek z gulaszem oraz termosy z herbatą, a na niej plastikowe naczynia i sztućce oraz czarno - białe zdjęcie spadniętego z roweru prezydenta z żoną, przyozdobione czarną wstążką, które ustawiła tam moja matka żeby "krzewić patriotyzm i prawdę wśród najuboższych". Bezdomnych zebrała się już spora kolejka ale matka i przewodniczący tego klubu Gazety Polskiej powiedzieli nam, że czekamy z wydawaniem jedzenia aż przyjedzie ten poseł z PiS bo on musi mieć zdjęcia jak pomaga biednym żeby sobie ocieplić wizerunek, bo polskojęzyczne media ciągle obrzucają go błotem. Po kilkunastu minutach przyjechał elegancki samochód i wysiadł z niego pogromca Wojskowych Służb Informacyjnych i przewodniczący Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU -154 M z 10 kwietnia 2010, Antonii Macierewicz.
Wszyscy członkowie klubu mojej starej rzucili się żeby uściskać mu ręce i pokazywali palcami takie znaki V jak robił Wałęsa, a potem Macierewicz został ustawiony za ladą i ruszyliśmy z wydawaniem jedzenia.
Pierwsza Grażyna podawała naczynia i sztućce, potem ja nalewałem herbaty, potem Antonii nakładał gulaszu, bo gulasz był najbardziej fotogeniczny, a potem druga Grażyna wkładała do kieszeni bezdomnym, którzy mieli już zajęte ręce, obrazek ze świętym Krzysztofem patronem kierowców (tylko takie mieli akurat na plebanii) i broszurkę artystyczną "Zostali zdradzeni o świcie" z wybranymi dziełami Jarosława Marka Rymkiewicza. Podejrzewam, że te obrazki i gazetki były po to żeby bezdomni wiedzieli za czyje pieniądze żrą i żyją.
Widziałem, że Macierewicz wąchał ukradkiem gulasz przy nakładaniu i ślinka mu do niego cieknie. Gdy już prawie połowa kolejki została obsłużona a fotografowie najebali kilkaset zdjęć Antoniego i zaczęli zwijać sprzęt Macierewicz powiedział, że niestety gulasz już się skończył więc pozostali mogą dostać po dwa kubki herbaty i po dwa zestawy religijno - poetyckie. Bezdomni nie wyglądali na zadowolonych ale nie byli w zbyt dobrej pozycji do negocjacji. Ja byłem oprócz Macierewicza jedyną osoba, która zaglądała pod ladę bo wyciągałem stamtąd kolejne termosy z herbatą. Widziałem, że w gar był jeszcze w 3/4 pełen gulaszu. Gdy kolejka trochę się przerzedziła Macierewicz zaczął mnie zagadywać, że moja mama to dzielna kobieta, gdzie się uczę itd. Powiedziałem, że studiuję dziennikarstwo a Macierewicz powiedział, że to bardzo dobrze, i że w przyszłości jak już wygrają wybory to będę mógł pisać prawdę w gazetach.
Po chwili wszyscy bezdomni już sobie poszli, bo rozeszła się wśród nich wiadomość, że gulaszu już nie dają i Grażynki zaczęły wycierać ladę. Macierewicz powiedział, że on weźmie garnek do siebie do domu i umyje żeby prostym ludziom nie robić kłopotu i żebym pomógł mu go zanieść do samochodu bo ciężki. Udawałem, że nie wiem o gulaszu w środku i pomogłem wsadzić gar do bagażnika. Mama się na mnie patrzyła z daleka i widziałem, że jest bardzo dumna, że z samym panem Antonim taki gar niosę. Po uporaniu się z naczyniem Macierewicz zaproponował, że może mnie kawałek podrzucić do domu.
Poleciałem do mamy i pytam, czy wraca już do domu bo pan Antonii nas może podwieźć ale matka powiedziała, że ona jeszcze musi z księdzem Klopsem ustalić jak przystroją kościół na pasterkę i żebym jechał a ona sobie wróci sama. Z oczu po raz pierwszy pociekły jej łzy radości, spowodowane widocznie tym, że pojadę samochodem z takim wielkim Polakiem, i jak odchodziłem pobłogosławiła mnie na drogę znakiem krzyża (ostatni raz zrobiła coś takiego jak ojciec wyjeżdżał do Niemiec zbierać szparagi w 2002 r.)
Wsiadłem do eleganckiego Volvo Macierewicza i ruszyliśmy. Po kilku minutach jechaliśmy już ulicą Sobieskiego i byliśmy niedaleko mojego mieszkania przy Dolnej jednak Macierewicz nagle zjechał z ulicy i powiedział, że on ma tu coś do załatwienia i dalej już niestety muszę wracać pieszo albo autobusem. Na do widzenia podziękował mi za pomoc z garnkiem, powiedział, że jestem dobrym Polakiem i dał długopis z napisem "Antonii Macierewicz - twój kandydat na posła. Prawda zwycięży!" po czym wysiadłem z samochodu. Z budki za bramą pod którą się zatrzymaliśmy wyjrzał ochroniarz i otworzył Macierewiczowi, żeby mógł wjechać swoim Volvo. Tabliczka z adresem mówiła - Sobieskiego 100.
Bardzo mnie zdziwiło, że Antoni Macierewicz wszedł do tego budynku. Niektóre warszawskie anony pewnie o nim słyszały ale dla tych, którzy nie słyszeli trochę informacji zdobytych przeze mnie w czasach kiedy interesowałem takimi rzeczami, czytałem książki o ukrytym złocie Hitlera i hardo sklejałem papierowe modele łodzi podwodnych:
3 przystanki dalej jest ambasada radziecka w sensie rosyjska. Za komuny w budynku przy Sobieskiego 100 mieszkali sami pracownicy tej ambasady (wtedy jeszcze rosyjskiej w sensie radzieckiej) a sama działka była w świetle prawa terenem Związku Radzieckiego, a nie Polski. Po upadku komuny przy tym osiedlu miały miejsce jakieś poważne przekręty i koniec końców stoi on od 20 lat pusty, a status prawny działki nie został wyjaśniony i teoretycznie jest to teren Rosji. Przez jakiś czas na podwórku za bramą funkcjonowało coś na kształt ogródka piwnego, w którym przesiadywali rosyjscy gangsterzy i agenci wywiadu. Do budynku zapuszczali się czasami tzw. urban explorerzy ale było to mocno ryzykowne bo był on ciągle pilnie strzeżony (zbyt pilnie jak na pustą ruinę) i można było za to dostać jakieś turbo - bagiety na podstawie prawa rosyjskiego, z wywózką do łagru na Syberii pod celę z Abramowiczem włącznie.
Po tym jak weszło do niego dwóch przebierających się w maski przeciwgazowe i bawiących w Czarnobyl już nigdy nie wyszło, przestali do niego wchodzić nawet ci urban explorerzy. Policja oczywiście nie mogła nic zrobić bo to na papierze to nie jest Polska. Ciekawostka - przez jakiś czas mieszkał tam ten słynny Kaszpirowski. PS to prawda. Właśnie dlatego zaintrygowało mnie co będzie tam robił Macierewicz. Na co dzień jestem tym słynnym kozakiem w necie i pizdą w świecie ale tym razem ciekawość była tak silna, że postanowiłem śledzić Antoniego no to podchodzę do bramy a tam momentalnie wyskakuje ochroniarz i pyta czy szukam szczęścia czy może nieszczęścia. Przestraszony odpowiedziałem, że tylko patrzę a on kazał mi wypierdalać. Nie dałem za wygraną i podszedłem do budynku od tyłu, gdzie było jeziorko i dużo krzaków. W jednym miejscu rosnące przy płocie drzewo pozwalało na dosyć sprawne przejście na drugą stronę. Pomyślałem, że raz się żyje i przeskoczyłem przez płot. Pomyślałem, że ze względu na miejsce, w którym się znajduję, jest to alegoria skoku Władysława Kozakiewicza przez poprzeczkę na olimpiadzie w Moskwie w 1980.
Z krzaków okalających budynek wspiąłem się przez balkon do mieszkania na parterze, którego okno było otwarte. W salonie nie było żadnych mebli z wyjątkiem meblościanki marki Swarzędz (mam taką samą), w kuchni tylko szafki i jakaś radziecka lodówka wielkości nowoczesnego samochodu elektrycznego albo PRLowskiego samochodu spalinowego. Drzwiami wyszedłem na korytarz. Słońce powoli już zachodziło a w budynku robiło się coraz ciemniej. Pod butami chrzęścił mi gruz, potłuczone szkło i jakieś śmieci. Nie wiedziałem w którą stronę iść, jednak po chwili dotarło do mnie echo śmiechu. Ruszyłem mniej więcej w stronę, z której dochodziło. Po kilku minutach wędrówki korytarzami dotarłem do klatki schodowej, która zasadniczo różniła się od reszty wnętrza - świeciło się na niej światło a marmury lśniły jak wtedy, gdy Sowieci wchodzili do Afganistanu. Czułem, że jestem na dobrej drodze i ruszyłem schodami w górę. Po przejściu kilku pięter zobaczyłem na marmurze rozchlapany gulasz. Wiedziałem już, że to Macierewicz tędy targał garnek wyszabrowany ze świątecznej akcji dożywiania więc podążyłem jego tłustym tropem. Na szczycie klatki były lekko uchylone drzwi stalowe, zza których dobiegały odgłosy rozmowy, więc podszedłem do nich cichutko na palcach po czym delikatnie zajrzałem do środka. W kwadratowym pomieszczeniu bez okien znajdowała się masa mebli i jakichś starych urządzeń elektronicznych. Pod sufitem oraz na ścianach podwieszona była metalowa siatka. Zmysł orientacji podpowiadał mi, że znajduję się pewnie w tym kwadratowym klocku spinającym dwie części budynku wysoko nad ziemią, ale akurat ten zmysł nie należy do moich najsilniejszych bo nadal potrafię się zgubić w supermarkecie i muszę wtedy pytać ochroniarzy którędy do wyjścia, więc głowy sobie za to nie dam uciąć. Na środku pomieszczenia stały jakieś fotele i kanapy, podobne do tych co miała moja babełe zanim je zapaskudził mój spadnięty z roweru dziadek co miał Alzheimera. Dyskretnie wślizgnąłem się do pomieszczenia i schowałem za jakąś maszyną wielkości szafy, która wyglądała na komputer z lat '70 czy '80. Delikatnie wyglądając zza urządzenia obserwowałem postacie. Tyłem do mnie siedział Antonii Macierewicz, którego poznałem po głosie a następnie zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Andrzej Rozenek będący rzecznikiem Klubu Poselskiego Ruch Palikota, prominentny polityk SLD Ryszard Kalisz, który w badaniach zaufania społecznego od wielu lat zajmuje miejsca w pierwszej trójce, Paweł Graś będący rzecznikiem rządu oraz reprezentujący ludowców Eugeniusz Kłopotek uhonorowany niegdyś Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi dla ojczyzny.
-No częstujcie się chłopacy, mówię wam, wyjebany te gulasz ale sam nie przejem hehe
Zachęcał kompanów biesiady (oprócz gulaszu na stole stało też kilka butelek alkoholu) Macierewicz:
-To nie postępowanie lustracyjne żeby wszyscy starali się być ostatni.
Dodał, co wywołało donośny śmiech wszystkich.
-No ja to se mogę pół talerzyka pierdolnąć ale na serio tylko pół bo mi cholesterol skacze, szczególnie jak jeszcze wypiję.
Powiedział Rozenek, którego metalowy, pomarańczowy listek marihuany wpięty w klapę marynarki dobrze komponował się kolorystycznie z potrawą.
-Łap szybko Gienek bo jak Rysio się dorwie to chuja zjesz a nie gulaszu.
Powiedział rechocząc Paweł Graś po czym napełnił talerz swój oraz koalicjanta.
-No ja to się nie pierdolę.
Roześmiał się Kalisz i dodał:
-Nie jesteśmy na jakimś jebanym bankiecie żebym się jebał ze sztućcami.
Po czym postawił cały garnek na kolanach i zaczął czerpać z niego pełnymi garściami, wpychając ogromne ilości jedzenia do ust. Ruchami rąk przypominał pływaka płynącego kraulem z tym, że Kalisz nie robił przerw na zaczerpnięcie powietrza a na wygrzebanie kawałków mięsa spomiędzy licznych podbródków.
Gdy już politycy zaspokoili pierwszy głód zaczęli zastanawiać się, jaki alkohol otworzyć. Kalisz i Rozenek optowali za ginem natomiast Macierwicz i Kłopotek za polską wódką. Panowie zaczęli podnosić głosy i nazywać się nawzajem "ciemnogrodem" i "sprzedawczykami" w zależności czy chcieli pić trunek zagraniczny czy swojską czystą. Awanturę przerwał Graś proponując kompromisowo".
-Panowie, policzmy głosy.
Wódka wygrała trzy do dwóch i już po chwili Macierewicz odbijał flaszkę combosem łokieć - dłoń - czoło.
-Kiedy będzie G?
Zapytał Rozenek.
-Powinien być tu od godziny, pewnie znów ma dziadyga problem z korzonkami.
Odparł Graś.
-Paweł kurwa ciszej! Tutaj ściany mają uszy!
Skarcił go Macierewicz.
-Ty zawsze miałeś najebane z tymi podsłuchami i agentami matole. Tak jak w '91...
Zaczął wywód rzecznik rządu jednak Rozenek nie dał mu dokończyć:
-Chuj mnie boli '91, jak starego nie będzie za 15 minut to my przyjdziemy do niego
W tym samym momencie zadzwoniła komórka Macierewicza:
-Halo? Tak, tak już jesteśmy. Dobrze. Tak. Rozumiem. Tak. Zaraz będziemy.
Po czym się rozłączył.
-G mówi, że mamy przyjść do niego bo go korzonki napierdalają i bez setki z łóżka nie wstanie
Wszyscy obecni wstali i zaczęli się ubierać po czym poszli do kąta sali. Nagle ściana w kącie otworzyła się jak na tym filmie z Harrym Poterem i moim oczom ukazała się winda Wsiedli do środka, a Kalisz próbował wziąć ze sobą garnek z gulaszem jednak został zganiony przez pozostałych, że winda nie była konserwowana od 30 lat a on i tak już przekracza normy obciążenia więc jak weźmie jeszcze ten gar to już na pewno spadną wpizdu. Kalisz zaczął narzekać, że szkoda żeby się taki dobry gulasz zmarnował na co Macierewicz powiedział, żeby on sobie po ten gulasz wróci i może nawet zamrozi żeby na święta był.
Drzwi windy zamknęły się a ja wyszedłem z ukrycia i zacząłem się zastanawiać co tu się właściwie odjebało. Odczekałem kilka minut po czym podszedłem do ściany, jakimś cudem zlokalizowałem przycisk i nacisnąłem go.
Winda nie pasowała do pełnego przepychu stylu klatki schodowej. Wyglądała raczej na techniczną, która w założeniu nigdy nie miała przewozić oficjalnych gości. Jako, że do takich nie należałem nie poczułem się urażony i wszedłem do środka. Były tam jedynie dwa przyciski, jeden przedstawiający strzałkę w górę a drugi strzałkę w dół. Testy IQ zawsze szły mi nie najgorzej więc wybrałem ten drugi. Błędnik mówił mi, że winda porusza się z duża prędkością jednak mimo tego nie zatrzymała się szybko. Z pewnością znajdowałem się już pod ziemią, o czym świadczyła również wisząca w powietrzu wilgoć. W końcu winda zatrzymała się. Po otwarciu drzwi moim oczom ukazały się 3 korytarze - na skos w lewo, idący prosto i idący w prawo pod kątem 90 stopni. Kiedyś jak były jakieś wybory czy coś takiego to na ulicy dostałem ulotkę, że każdy człowiek ma serce po lewej stronie i teraz mi się to jakoś głupio przypomniało, a że nie miałem pomysłu lepszego niż zdać się przy podejmowaniu decyzji na archiwalne materiały wyborcze, wybrałem pierwszy korytarz.
Idąc korytarzem przez około 10 - 15 minut i przyświecając sobie telefonem komórkowym natknąłem się na pustą butelkę po wódce leżącą na podłodze. Znak, że przechodziły tędy obiekty mojej obserwacji.
Po tych kilkunastu minutach marszu dotarłem w końcu do drzwi. Nie były to drzwi "militarne" jak w budynku przy Sobieskiego 100 tylko zwykłe, drewniane, dosyć stare drzwi. Przekroczyłem próg i znalazłem się w najzwyklejszej na świecie piwnicy, w której znajdowały się półki pełne słoików zawierających kiszone ogórki, grzyby oraz inne przysmaki emerytów, sterty rupieci i makulatury i rower Jubilat. Schodami prowadzącymi na górę dotarłem do mieszkalnej części domu.
Nie była ona ekstrawagancka ani nie biła bogactwem w oczy, ot zadbane mieszkanie. Wszystkie meble i przedmioty były poukładane starannie jakby dom zamieszkiwała rodzina z OCD, albo po prostu zwykli polscy emeryci, którzy z braku innych zajęć połowę dnia poświęcają na porządki. Zza przeszklonych drzwi dobiegały odgłosy rozmowy. Wiedziałem, że otwarcie ich będzie ryzykowne jak otwarcie parasola w murzyńskiej chacie na pustyni więc tylko przykleiłem się do nich uchem. Po głosach rozpoznałem, że w pokoju znajdują się wytropieni przeze mnie politycy. Był z nimi jednak ktoś jeszcze, domyślałem się, że gospodarz tego domu.
-A nie możesz sobie pojechać do jakiegoś spa czy sanatorium z tymi korzonkami? Ja byłem w Krynicy na turnusie odchudzającym i bardzo sobie chwalę. Dobrze karmili.
Reklamował usługi polskich ośrodków rehabilitacyjno - rekreacyjnych Ryszard Kalisz.
-Myślisz, że nie próbowałem? Za każdym razem jak gdzieś pojadę to spotykam starych znajomych i kończy się tygodniowym chlaniem i grą w karty. Na ostatnim wyjeździe przejebałem z Cześkiem trzy tysiące w makao.
Głos wydał mi się znajomy.
-No racja, pochlać i pograć w karty to możesz z nami. A propos, może po maluchu?
Zaproponował Rysiek, co spotkało się z głośną aprobatą wszystkich zgromadzonych.
Po konsumpcji domniemany gospodarz powiedział:
-Dobra, koniec pierdolenia. Mówiliście, że jest jakaś ważna sprawa.
-No tak, słuchaj, ten kretyn Wojtek znowu pierdolnął wpadkę. Ledwo wyszedł z tego cało i nieco zdekonspirował nasza organizację. O nas na szczęście nikt nie wie ale jakiś gość widział go z Uszatkiem. W dodatku nie wiemy jak on wygląda bo Wojtek jak zwykle gdy nie trzeba napierdala zdjęcia jak pojebany a teraz nie zrobił żadnego i mamy tylko portret pamięciowy na podstawie tego co powiedzieli on i Uszaty
Zaczął tłumaczyć Macierewicz:
-Jeden głupi a drugi ślepy.
-No kurwa rzeczywiście.
Skomentował Eugeniusz Kłopotek
-Hehehe widzieliście ten filmik jak ten chłopak na rowerze skacze i też tak mówi i ten drugi wtedy...
Zaczął śmiać się Rozenek.
-Weź mordę zamknij z tym swoim Internatem. Monika mnie niby tam coś uczyła ale gówno z tego rozumiem. Tu coś kliknąć trzeba, tu wpisać, tu jakieś krzyże latały, zjebane to jakieś. -Antonii mów lepiej co ten Wojtek konkretnie odjebał i co mu zrobili.
Powiedział gospodarz
-No więc on twierdzi, że jakiś dzieciak mu pożyczył buty a kilka dni potem przyjechał do niego domu z policją drąc mordę, że Wojtek niby nie pożyczył tylko zajebał. Ten policjant na szczęście się okazał w porządku ale Wojtek z tym śmieszkiem Uszatym zamiast gnoja na miejscu pierdolnąć jak ich już zobaczył razem to sobie z niego robili jaja i dali mu spierdolić. Tydzień później Wojtek był na jakiejś imprezie w tych butach, film mu się nagle urwał i obudził się na izbie wytrzeźwień boso. Na początku myślał, że po wódzie mu się coś pojebało i chciał program kręcić więc buty wypierdolił albo mu na izbie ukradli bo podobno bardzo eleganckie były, ale potem pogadał z ochroniarzami z klubu i powiedzieli mu, że jakiś dzieciak go stamtąd wyniósł najebanego i to pewnie był ten sam, co był u niego w domu, i któremu on te buty podpierdolił. Kamery niestety tego dnia mieli w klubie rozjebane bo im się eurozłącze spierdoliło czy coś takiego.
Wyjaśnił Macierewicz. Podczas słuchania tej opowieści cała krew odpłynęła mi z twarzy bo wiedziałem już, że chodzi o mnie. Sądziłem, że ta przykra przygoda zakończyła się w momencie gdy zostawiłem nieprzytomnego Cejrowskiego w krzakach pod Pałacem Kultury. Jak widać miał to być dopiero jej początek.
-Debil i kleptoman z tego jebanego Wojtka. Same z nim kurwa kłopoty a pożytku żadnego. Mało ma kurwa pieniędzy, żeby sobie butów nakupować? No nic, trzeba będzie szczyla namierzyć i dojechać, bo może nam narobić gnoju. Skoro już podniósł rękę na władzę demokratyczną i Wojtka tak zrobił to trzeba będzie mu tą rękę ujebać przy samym łokciu.
Szalejąc z przerażenia zacząłem wycofywać się w kierunku drzwi wejściowych. Po chwili mocowania się z zamkiem trzęsącymi rękami, udało mi się wydostać na zewnątrz. Wybiegłem na ośnieżoną ulicę Ikara, z której oglądając się cały czas za siebie przedostałem się do Parku Królikarnia a następnie małymi uliczkami pomiędzy ogródkami działkowymi do Dolnej, do swojego bloku. Zamknąłem drzwi na wszystkie możliwe zamki i zacząłem myśleć w jaki sposób mogę uniknąć nadchodzącej wolnymi ale pewnymi krokami śmierci.

Po ostatnich wydarzeniach w tajemniczym domu przy ulicy Ikara, gdzie podsłuchałem, że został na mnie wydany wyrok śmiertelny, nie mogłem dojść normalnie do siebie tylko nie spałem po nocach. Mamie powiedziałem, że źle się czuję chory chyba jestem i w tym tygodniu pozostanę w łóżku a ona powiedziała, że to pewnie z emocji, że Antoniego Macierewicza poznałem i ona rozumie bo jak sama go poznała to też ją aż w brzuchu wierciło i kazała mi w tym łóżku leżeć i pić krople żołądkowe oraz zioła relaksacyjne imienia błogosławionego Maksymiliana Sopoćko, co jej kiedyś przywiózł ojciec Wołodia z Białorusi za te modlitwy wstawiennicze za Polaków co organizowała. 3 dni w łóżku leżałem i wychodziłem tylko do ubikacji albo przez okno wyjrzeć jak słyszałem jakieś podejrzane dźwięki zwiastujące moją śmierć, czyli w sumie co chwilę. Dzisiaj musiałem w końcu pójść na uczelnię bo miałem tego słynnego kolosa i gdybym nie poszedł to bym był w poważnych tarapatach na semestr a tego by mi matka nie wybaczyła i gdybym miał warunek to by pewnie wyręczyła tych wszystkich seryjnych zabójców co mnie prawdopodobnie ścigają i sama mi łeb ujebała.
Założyłem rano buty, które wplątały mnie w te wszystkie tarapaty, twarz owinąłem szalikiem żeby mnie nie rozpoznano i pojechałem na kolosa. Dodatkowy bonus do pewności siebie jeszcze nieco funkcjonował więc nawet jednej dziewczynie stanąłem na nogę, że niby niechcący, i że to przez to, że takie duże buty mam nowe z CCC.
Jak zajęcia już się skończyły to poszedłem na przystanek gdzie się zaczęła cała historia i czekam na autobus. Stałem daleko od kosza bo nieprzyjemne wspomnienia wracały i rozglądałem się czy mnie nikt nie obserwuje ale wszystko wydawało się być w porządku tzn. tylko młode dziewczyny się uśmiechały do mnie że mam ładne buty, co jest miłą odmianą bo przed tym zakupem zazwyczaj się ze mnie śmiały. Autobus podjechał więc wsiadam a za mną para w średnim wieku i siada naprzeciwko mnie na „czwórce”. Przez chwilę się zaniepokoiłem dlaczego akurat tutaj usiedli bo autobus był prawe pusty i czy to nie są jacyś szpiedzy ale zaraz zaczęli się kłócić, bo ta kobieta mówiła, że on się komuś na dupę patrzył a facet mówił, że się nie patrzył, więc w normie. Wszystko niby było okej ale jak byliśmy kawałek za placem Trzech Krzyży to nagle się mnie pytają, gdzie takie fajne buty dostałem, czy nie w CCC przypadkiem. Ja się wystraszyłem nie na żarty, że albo to ci zabójcy albo następni co mnie chcą wykiwać, więc mówię, że ja w ogóle tych butów nie znam i po prostu stały w domu to je założyłem, i zacząłem uciekać do kierowcy. Autobus stanął na światłach a ja chciałem jak najszybciej z niego wysiąść a do przystanku jeszcze daleko było więc mówię kierowcy żeby mi szybko drzwi otwierał bo na ulicy chorego gołębia widziałem i trzeba mu pomóc (na poczekaniu nic lepszego mi się nie udało wymyśleć). Trafiłem w dziesiątkę bo kierowca mi mówi, że on bardzo gołębie kocha bo się na wsi wychowywał i jego dziadek gołębie hodował i miał i białogłówki i maściuchy i nawet siodłate łapciate, i że on się bardzo cieszy, że są jeszcze porządni ludzie na tym świecie i mi drzwi przednie otworzył. Ja hops na ulicę i idę jakby nigdy nic, oglądam się na tę parę z autobusu dyskretnie ale oni tylko na mnie patrzyli jak na idiotę i autobus pojechał dalej.
Idę w stronę Placu na Rozdrożu, żeby na najbliższym przystanku wsiąść w następny autobus i myślę sobie, że może już mam nerwy tak zszargane, że przesadzam z tą podejrzliwością bo w gruncie rzeczy to tamci ludzie tylko się pytali i w sumie trudno im się dziwić bo gdybym ja takich butów nie miał a bym u kogoś zobaczył to też bym się zapytał bo przyciągają uwagę i mają prawo się podobać. Jestem już w połowie drogi do przystanku, przy pomniku jakiegoś żołnierza a tu nagle z naprzeciwka prawie biegiem na mnie leci ten facet z kobietą i widać po nich, że naprawdę ode mnie coś chcą więc wysiedli na Placu na Rozdrożu żeby mnie dogonić.
Wszystkie racjonalne myśli, które przed chwilą miałem się momentalnie ulotniły i zrobiłem w tył zwrot i szybciutkim krokiem jak wielokrotny medalista olimpijski Korzeniowski Robert uciekam przed nimi ale tak, żeby nie było widać, że uciekam tylko może sobie zwyczajnie idę bardzo szybko. Niestety dystans między nami wciąż się zmniejszał i po kilkuset metrach zachowującego pozory pościgu byli już kilkanaście metrów za mną i krzyczą halo proszę pana proszę poczekać, a ja udaje że nie słyszę i mam już śmierć przed oczami. Nagle po lewej widzę ambasadę Szwajcarii i w ułamku sekundy wymyśliłem, żeby wejść do tej ambasady i się starać o azyl obuwniczy jak ten blondyn od anonimusz w Wielkiej Brytanii, co kogoś zgwałcił i potem ujawniał tajemnice państwowe w internetach. Nie miałem czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać więc kilka chwil później pod silnym wpływem adrenaliny przeskoczyłem przez płot niczym niesłusznie posądzany o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa Lech Wałęsa.
Nie zdążyłem dobrze dotknąć ziemi a już na parterze się otworzyły 4 okna i z trzech z nich do mnie krzyczą ludzie w trzech urzędowych językach Szwajcarii. W czwartym oknie nikogo nie było bo nie wiedziałem, że oprócz włoskiego, francuskiego i niemieckiego od 1996 roku obowiązuje również język retoromański. Z tych wszystkich języków to znałem tylko kilka słów po niemiecku więc krzyczę, że nicht fersztejen sprehen keine dojcz tylko polnisch und ich wolle schuhe - azyl, to jeden poliglota co znał polski krzyczy, że mam wypierdalać bo to nie jest jakaś Stocznia Gdańska (widocznie zrozumiał nawiązanie do Wałęsy) tylko porządna ambasada i pod tym śniegiem na którym stoję drogie kwiaty wegetują a ja je depczę, i że jak za 3 sekundy nie opuszczę terenu to mam kosę pod żebra od nich. Wszyscy dyplomaci podkreślili tę groźbę wyciągając scyzoryki szwajcarskie, i otwierając z nich różne ostrza, piły, nożyczki, korkociągi i wygrażając nimi w moją stronę. Nie mając innej możliwości wyszedłem za furtkę.
Momentalnie pod lewą rękę złapała mnie kobieta a pod prawą facet i powiedzieli, że mam być grzeczny to nic mi się nie stanie. Mnie strach sparaliżował aż mi nogi fizycznie zdrętwiały i para musiała mnie tak trochę ciągnąć, ale po kilkunastu metrach zaczęli nalegać żebym szedł jak człowiek bo im za ciąganie ludzi nikt nie płaci więc żebym okazał trochę wyrozumiałości i nie utrudniał, a że jestem z natury ugodowy i pomocny to już nie utrudniałem. Szliśmy tak w stronę placu Na Rozdrożu wzdłuż Ujazdowskich pod ręce i musieliśmy wyglądać jak rodzice z upośledzonym synem bo ludzie nam posyłali pełne współczucia spojrzenia. Tuż przed Ministerstwem Sprawiedliwości skręciliśmy nagle w prawo i weszliśmy na teren jakiegoś pałacyku gdzie była restauracja, która wyglądała na bardzo drogą. Ja od razu domyśliłem się o co chodzi i odetchnąłem z ulgą i tłumaczę, że co do tego gulaszu to ja bym z przyjemnością dał przepis gdybym znał ale to nie ja r obiłem tylko jedna pani Grażyna z Klubu Gazety Polskiej więc proszę się zgłaszać do niej a ja już sobie pójdę. Facet co mnie ciągnął tylko popatrzył zrezygnowany i znowu poprosił, żeby nie utrudniać bo jemu za to nikt dodatkowo nie płaci, a ja go nawet zrozumiałem bo u mnie na call center też premie są tylko za sprzedane pakiety a za słuchanie narzekania ludzi i przepisów kulinarnych już nie. Zamiast wejść do restauracji to obeszliśmy budynek dookoła i wyszliśmy małą furtką na ulicę z drugiej strony i pote m od razu do pierwszego budynku po prawej. Myślałem, że mnie wezmą do jakiejś piwnicy i od razu kula w łeb i znowu mi nogi sparaliżowało ale zamiast tego wciągnęli mnie sporym wysiłkiem na drugie piętro do jakiegoś biura, wrzucili do eleganckiego pokoju i wyszli.
Pozbierałem się z podłogi a tu za biurkiem siedzi nikt inny jak autor wstąpienia Polski do NATO i UE, Aleksander Kwaśniewski. Od razu mi kulturalnie proponuje żeby sobie spoczął w fotelu a ja płaczę i mówię, że buty oddam tylko niech mi darują życie. Prezydent się zaśmiał i mówi, że nikt mi ani życia ani butów nie będzie odbierał tylko wiele osób bardzo zaciekawiła moja osoba i chcieli mnie poznać bliżej. Trochę się uspokoiłem ale jeszcze nie do końca i pytam o co się rozchodzi a on, że wszystko zaraz wyjaśnimy ale on jest trochę głodny i czy ja też bym może nie chciał czegoś zjeść bo pora już mocno obiadowa, a jemu kolega pyszny gulasz przyniósł i może bym skosztował. Ja grzecznie podziękowałem bo z nerwów miałem żołądek ściśnięty a Kwaśniewski otworzył okno, wychylił się i krzyczy ADAAAM ADAAAAAAAM, a Adam krzyczy COOOOOOO, a Kwaśniewski, że OOOBIAAAAAAD i po chwili wpada do biura redaktor naczelny największej w Polsce codziennej gazety opiniotwórczej Adam Michnik.
W sposób sympatyczny się przywitał ze mną, poklepał po ramieniu, Aleksander mu nałożył gulaszu i jedząc zaczęli mnie pytać co to za afera z tymi butami bo do nich jakieś niepokojące wieści z różnych miejsc dochodzą i już nawet było w tej sprawie posiedzenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. No to ja wszystko od początku zacząłem opowiadać a oni się tylko co chwilę śmiali i komentowali, że na przykład ten Antek Macierewicz to wszystkim te ulotki poetycko - patriotyczne wciska i muszą co chwilę dodrukowywać i Agora S.A. to już przez to macierewiczowe drukowanie za darmo na ich maszynach, straty notuje. Jak skończyłem historię z popijawą w tym domu przy Ikara to obydwaj mnie zaczęli pocieszać, że nikt stamtąd by mi na pewno krzywdy nie zrobił i Wojtek Cejrowski to może jest raptus i z tymi hienami przesadził ale jak wiem wypity trochę był a tak to ma złote serce i żelazne stopy. Że owszem, oni by woleli żebym raczej nie rozpowiadał o tym wszystkim co widziałem ale wyglądam na rozsądnego chłopaka i nie ma co tutaj jakichś dramatycznych rozstrzeliwań urządzać tylko na pewno się jakoś po ludzku dogadamy. Oni mi robią grubą kreskę i zapominają, że im Wojtka odurzyłem w klubie a ja zapominam, a przynajmniej nie rozpowszechniam, informacji o tym co mnie spotkało. No to ja już z ulgą pytam, czy buty mogę zachować bo się do nich przywiązałem a oni, że jasne. Byłem zupełnie zadowolony z takiego układu i już chciałem sobie pójść a oni nagle się mnie pytają czy się znam na Internecie, no to ja mówię, że jasne, że chodzę po różnych stronkach i znam wszystkie memy najlepsze jak fuuuuuuu, ufoludek z komiksów, egeszege, lis rugbysta, kotek co ja pacze i boczeklekkorozjebany.gif. Kwaśniewski wyglądał na bardzo ucieszonego ale Michnik jeszcze pyta czy ortografię znam dobrze to ja z dumą mówię, że w II klasie gimnazjum miałem trzecie miejsce w konkursie ortograficznym, ale dlaczego właściwie o to pytają. Oni na to, że im jest potrzebny ktoś żeby na fejsbuku fanpejdże prowadzić bo fundacja Kwaśniewskiego to w ogóle nie ma nic takiego a Wyborcza to ma i nawet dużo lajków tylko ci redaktorzy co to prowadzą cały czas jakieś błędy tam walą i by im się przydał taki zaufany młody człowiek co się zna na tych rzeczach, i że bym dostawał co miesiąc łącznie 5000zł od nich za pół etatu, miałbym własne biuro w nowej siedzibie tej fundacji Kwaśniewskiego gdzieś pod Warszawą i jeszcze bym miał służbowy skuter żeby tam dojeżdżać, bo kawałek jest, no i jeszcze w bonusie bym dostał kartę Multisport żeby sobie chodzić na fitness czy coś. Ja o takich pieniądzach to w życiu na moim call center nie marzyłem więc od razu mówię, że jasne, że się zgadzam i mogę zaczynać nawet od jutra jak sobie życzą. Michnik mówi, że świetnie i w takim razie jutro bym pojechał jeszcze nie do pracy tylko tak sobie zobaczyć jak biuro wygląda i ludzi poznać bo jutro będzie otwarcie, a ja się pytam czego bo myślałem, że to ten dowcip co Cejrowski opowiadał, a Michnik mówi, że przecież tej fundacji pod Warszawą i będą tam wszyscy ich znajomi, których poznałem - Macierewicz, Rysio Kalisz, Kłopotek, Wojtek Cejrowski i inni znani ludzie i lokal poświęci biskup kielecki Ryczan i cadyk Ozjasz Goldberg. Jeszcze powiedział, że oni kogoś przyślą żeby po mnie rano przyjechał samochodem i tam zawiózł bo trudno jest trafić no i skutera dla mnie jeszcze nie kupili.
Kwaśniewski podsumował, że w takim razie wszystko dogadane i pyta czy mnie gdzieś nie podrzucić, bo on właśnie jedzie do radia Tok FM na zaproszenie Paradowskiej Janiny, a ja mówię, że w takim razie byłbym wdzięczy bo ja akurat przy Dolnej mieszkam więc to po drodze tylko ja sobie z Belwederskiej odbiję w prawo a on w lewo. Na to Michnik do Kwaśniewskiego, żeby pamiętał o ich umowie a Kwaśniewski się palnął w czoło i mówi, że faktycznie zapomniał i mi tłumaczy, że został ambasadorem akcji CAŁA POLSKA BIEGA co ją organizuje Gazeta Wyborcza bo przegrał jakiś zakład z Michnikiem i teraz musi jako ten ambasador wszędzie biegać, i w takim razie to on tylko buty zmieni i zamiast jechać samochodem to mnie weźmie na barana i chwila moment będziemy. Wyszliśmy na ulicę, wskoczyłem byłemu prezydentowi na plecy i lecimy. On mnie za kostki trzymał żebym mu nie spadł, a ludzie co chwilę do nas machali po drodze bo Aleksander Kwaśniewski jest według badań opinii społecznej najlepiej ocenianym prezydentem w historii III RP, więc mnie poprosił, żebym ja odmachiwał w jego imieniu tym ludziom, jako że mam wolne ręce. No to machałem obywatelom a jak biegliśmy koło Belwederu to nawet żołnierze nam salutowali i czułem dobrze żaba. Od jutra zaczynam zajebistą pracę i w ten oto sposób wygrałem w życie dzięki początkowo nieprzyjemnej historii. W czasie Świąt Bożego Narodzenia, Nowym Roku oraz Czwartej Gęstości życzę wam tego samego anonki!
  Temat: kurewki
sadolfan

Odpowiedzi: 58
Wyświetleń:

PostForum: Absurdy dnia codziennego   Wysłany: 2014-10-14, 20:53   Temat: kurewki
raz z ciekaowsci zamiescilem ogloszenie ze jestem czarnoskory i szukam dziewczyny . Jedna niezla dupka miala kisiel w majtkach i odrazu zapytala czy mam duzego i jest w stanie zaplacic 1000zl za sex.
  Temat: System motywacyjny dla roboli na wolnym rynku
Extraordinary_Gentelmen

Odpowiedzi: 101
Wyświetleń:

PostForum: Absurdy dnia codziennego   Wysłany: 2014-09-17, 16:35   Temat: System motywacyjny dla roboli na wolnym rynku
Gewun napisał/a:
@up Nie musi, ale jeśli będzie chciał utrzymać przy sobie najlepszych pracowników to będzie im płacił lepiej.
A na tego dodatkowego tira przypadnie jedno, max 2 miejsca pracy tzn. kierowca, przy którymś tirze z kolei drugi logistyk/osoba ładująca/rozładowująca towar.


Jakich to jest najlepszych? Albo jest odpowiedni i zostaje albo jest nieodpowiedni i wylatuje. Przecież podczas poszukiwania i zatrudniania określam: obowiązki i prawa pracownika. Ma prawo do swojej wypłaty/pieniędzy jeżeli obowiązki zostały wykonane, jeżeli nie wykonał swoich obowiązków prawidłowo i sumiennie to wtedy spotyka się z karami w postaci np. niecałej wypłaty. Jeżeli to się zdarza nagminnie to szukam innego pracownika który spełnia wszystkie wymagane umową obowiązki.

Stałe dodanie pieniędzy za prace może nastąpić w wypadku gdy pracownik zaczyna wykonywać na stałe więcej obowiązków niż wykonywał dotychczas. Lub jeżeli wykonuje obowiązki za które przysługuje wyższe wynagrodzenie.

Dodać mu mogę pieniędzy w postaci premii/dodatku/nadgodzin jeżeli jego praca przekraczała jego obowiązki i również jest to tylko i wyłącznie moja decyzja uznaniowa, równie dobrze mogę powiedzieć że pracownik obowiązany jest dbać o rozwój firmy który jest obowiązkowy w tym zakładzie i niekoniecznie należą się za to dodatki. Z całą pewnością nie będzie się działo co miesiąc, więc nie wiem dlaczego jego pensja miała by sama z siebie rosnąc skoro dalej wykonuje te same obowiązki? Jeżeli weźmie na siebie więcej - spoko. Tylko każda jednostka ma jakąś granicę od fizycznej przez psychiczną czy normy bezpieczeństwa, tirowiec np. taho - dlatego jeździ się często po dwóch. Dodając logistyków, magazynowych, itd.

Gewun napisał/a:
Co do kwestii zarządzania firmą: w socjalizmie firmą urzędnik rządzi bezpośrednio, a w tej dziwnej hybrydzie rządzi przez przepisy do których pracodawca musi się dostosować. Przykładowo przedsiębiorca chce wybudować na terenie jego firmy halę produkcyjną. Chyba w jego interesie jest zbudowanie takiej hali, żeby się nie zawaliła, ale w Polsce musi najpierw dostać zezwolenie, musi płacić o wiele większe pieniądze architektowi zatwierdzonemu przez państwo niż gdyby tego przymusu nie było. Ogólnie rzecz biorąc jedna wielka papierologia i zapierdzielanie po urzędach.


Brzmi to tak jakby dla jednej konkretnej firmy urzędnik układał przepisy i przez to była źle zarządzana. Czy tak jest? Nie.
Przykład też trochę chybiony. Nie wiem w jakim Ty kraju mieszkasz, ale my tu w Polsce mamy tak że wszystko się robi właśnie jak najmniejszym kosztem (to też jest logiczne w przypadku działalności g. = ciąć koszty -> maksymalizować zyski).
Trochę zmienię Twój przykład:
"Przykładowo przedsiębiorca chce wybudować na terenie jego firmy halę usługową. Chyba w jego interesie jest zbudowanie takiej hali, żeby się nie zawaliła, ale w Polsce musi najpierw dostać zezwolenie, musi płacić o wiele większe pieniądze architektowi zatwierdzonemu przez państwo niż gdyby tego przymusu nie było."
Zakładam że o tym też nie słyszałeś? Tu też było omijanie zezwoleń, architektów.
http://pl.wikipedia.org/w...argi_Katowickie
http://pl.wikipedia.org/w...5sku_%282006%29

A przepraszam że zapytam odnośnie papirologi przy zakładaniu i prowadzeniu firmy. Zakładałeś, że wiesz "jedna wielka papierologia i zapierdzielanie po urzędach"? Czy tylko sobie dywagujemy w sferze - siostra ze strony matki koleżanki dziewczyny mojego brata ma znajomą i ta zakładała firmę", bo to brzmi jak "nie kupuj motoru bo wujka Staszka siostrzeńca syn kupił kiedyś motor i się zabił"
Papirologi to jest trochę przy zakładaniu firmy - zgodzę się, reszta tj. wysyłanie dokumentów i kasy do ZUS lub US raz na miesiąc lub raz na kwartał nie jest jakimś strasznie skomplikowanym systemem, jeżeli ktoś był w stanie założyć własną firmę to i z tym sobie powinien poradzić. No chyba że dla kogoś wypełnienie PIT'a czy wystawienie FV to problem, no ale wtedy nie powinien brać się za działalność gospodarczą.
  Temat: wytrzeszczowe opowiadania
wytrzeszcz5

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń:

PostForum: Klop [Hyde Park]   Wysłany: 2014-09-06, 21:37   Temat: wytrzeszczowe opowiadania
Dziękuje :D to opoiwadanie (pamiętnik ) jest kijowe ale pochwale się wszystkim potem są lepsze
Rozdział XI
spoiler


Rozdział XII
spoiler


Rozdział XIII
spoiler

Rozdział XIV
spoiler


I tu kończy się pierwsze i zarazem najdłuższe opowiadanie potem są same mniejsze :
Przepełniony bufor
spoiler


Chevrolet
spoiler


Cmentarz
spoiler


Grobowiec
spoiler


Katedra
spoiler


Knajpa
spoiler


MAC
spoiler

Harley
spoiler
  Temat: Podsumowanie lata po wiejsku
Murzyn9111

Odpowiedzi: 45
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2014-09-03, 00:38   Temat: Podsumowanie lata po wiejsku
Ehh wakacje u kuzynostwa na wsi. Zniwa, zabawy, tance, wodeczka, jedzenie, jeziora tudziez zwirownie dziewczyny (jedrne, pomocne, nauczone roboty, zero cellulitu itp.) Teraz zapierdalam na jakiegos wiatraka w wielkim miescie i wiecie co ? jak juz uzbieram hajs to sie buduje na wsi tam szukam kobiety i pierdole wszystko....sorry ale mam bol dupy ;)
  Temat: Szukam dziewczyny na karteczce
piotrek9000

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń:

PostForum: Suchary   Wysłany: 2014-04-06, 15:17   Temat: Szukam dziewczyny na karteczce
Znalezione na przystanku materiał własny
  Temat: Hamerykańskie zagrożenia!
Camel_06

Odpowiedzi: 31
Wyświetleń:

PostForum: Absurdy dnia codziennego   Wysłany: 2014-03-14, 19:48   Temat: Hamerykańskie zagrożenia!
Jedni potrafili z tygrysa wychować kanapową przytulane, drudzy zwykłego wyrośniętego dachowca nie umieli ogarnąć. Ludzie to niewydarzone stworzenia, powinien ich ten kocur wpierdolić. Szlag by trafił i pojebanych właścicieli, i pojebanego sierściucha, bo pewnie by się otruł.

P.S. Szukam dziewczyny na kolację ze śniadaniem, może być bez oka.
  Temat: Czytajcie
Sawatari

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2014-01-15, 18:34   Temat: Czytajcie
Radzimierz napisał/a:
Agnes
Twoim imieniem się pieszczę,
Gdyby tak tobą jeszcze?

Reszta:
spoiler


chuju. oddajesz mi za myszkę. rozwinąłem to i przez Ciebie spaliłem scrolla
  Temat: Czytajcie
Radzimierz

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2014-01-14, 19:41   Temat: Czytajcie
Agnes
Twoim imieniem się pieszczę,
Gdyby tak tobą jeszcze?

Reszta:
spoiler
  Temat: Szukasz dziewczyny/chłopaka?
mateksolo

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń:

PostForum: Suchary   Wysłany: 2014-01-13, 22:11   Temat: Szukasz dziewczyny/chłopaka?
Szukam dziewczyny/chłopaka na lolu nie dam linka bo nie moge
  Temat: Jak spędziłem sylwestra...
M4rkOPL

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń:

PostForum: Suchary   Wysłany: 2014-01-07, 16:01   Temat: Jak spędziłem sylwestra...
Mało sadystyczna, jednak zapraszam do czytania.

Jak to bywa w sylwestra, mordę trzeba zachlać, a że nie było gdzie, dostałem zaproszenie od kumpla do jego przyjaciela do mieszkania. Impreza normalna ok. 15 osób bez spin, muzyczka gra, wóda się leje, dziewczyny już rozruszały towarzystwo, kręciłem się przy jednej, ale okazało się że ma męża w pace. Odpuściłem, pewnie gdyby się dowiedział odnaleziono by mnie w kawałkach w pobliskim lesie.

Po drugiej lub trzeciej flaszce nagle wzięło mnie na wyjście, przejść się i przewietrzyć. Wypadłem z mieszkania i tak idę, idę. Po pokonaniu paru pięter trafiłem na drzwi wyjściowe na przeciwko od schodów. Pcham te drzwi, nie odpuszczają, kto zamknął w sylwestra drzwi do bloku? Tak patrze na te drzwi, były strasznie zdezelowane stare, z desek, kurwa zaniosło mnie do piwnicy. Idę do góry tam gdzie są mieszkania. W mojej głowie pełno myśli, ale jedna była najbardziej dosadna: "Gdzie ja kurwa jestem?". Więc kręcę się po tych schodach i doszedłem do wniosku aby wrócić na imprezę. Kurwa znów pytanie "Które to mieszkanie?". Aż nagle przyszedł ten moment. "Kurwa mać" Zgasło światło. Ciemno jak w piździe, trzymam się ściany, od okien nie padało żadne światło, więc idę jak ten kret przez te korytarze, najebany, kurczowo trzymając się ścian. Czułem się jak by wciągnęło mnie do jakiegoś horroru. Wtedy przypomniał mi się film "Cube" z '97, zadałem sobie wtedy pytanie, czy czasem nie spotkało mnie to samo. Alkohol dał znać, na ta myśl serce zaczęło mi rozrywać klatkę, dobra chuj muszę iść się jakoś stąd wydostać. Ciągle miałem dziwne wrażenie jak by coś szło za mną. Pomyślałem "Będę trzymał się ściany a na piętrze na pewno jest jakiś włącznik". Więc ruszyłem w drogę, dość ciężko mi to szło, miałem chwilę zwątpienia i ciągłą świadomość, że ktoś jest zemną. Aż naglę jest włącznik, ale kurwa jak to jakiś dzwonek do drzwi? No nic ryzykuje, włączam, jest! Światło nie cieszyłem się na nic tak jak wtedy.

Dobra teraz trzeba opanować sytuacje, idę na górę ( Mieszkanie było mniej więcej 6-7 piętrze ). Kolejny wspaniały pomysł. Będę łapał za klamki w końcu trafię. Obskoczyłem tak mniej więcej 5-6 mieszkań, wszystkie zamknięte. Za bardzo nie chciałem też ryzykować spotkania z uroczym Panem sąsiadem, który bije żonę a sylwestra spędza z TVP. Byłem już załamany. Co robić, co robić. Wiem! Telefon, szybko szukam po kieszeniach, z tyłu spodni, wszędzie, aż naglę przyszła ta myśl. Został w mieszkaniu...

Po tej sytuacji usiadłem na schodku, oparłem się głową o ścianę i modliłem się, aby ktoś po mnie wyszedł. Siedziałem tak sporo czasu, nie wiem, czas wtedy leciał tak powoli. Naglę słyszę drzwi na górze "Ktoś idzie muszę się ogarnąć" wstałem, otrzepałem się. Patrzę, a to moja impreza. Idą odpalać racę, mówię "co jest?" Więc dostałem szybką informację od gospodarza że zbliża się już Nowy Rok. Ogarnąłem się i wyszedłem z tego przebrzydłego bloku. Gdy wychodziłem poczułem wolność ( do czasu aż jedna z imprezowiczek nie narzygała mi na buty i spodnie...).

Okazało się że na schodach spędziłem ok. godzinę. Drzwi wyjściowe były za innymi drzwiami z boku, tak jak by wchodziło się do mieszkania, dlatego idąc do dołu trafiłem na piwnice.
  Temat: w poszukiwaniu za partnerem na rapie!
piki1337

Odpowiedzi: 43
Wyświetleń:

PostForum: Czarne fotki   Wysłany: 2014-01-06, 16:40   Temat: w poszukiwaniu za partnerem na rapie!
''Szukam chłopaka / dziewczyny na rapie''

Na taki 'fanpage'? natrafilem dzis na twarzoksiazce :D




PS. Podobno Bongman tez tam sie oglasza :idzwchuj:
  Temat: Wynajęty kumpel nie wypalił :(
wozemyl

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń:

PostForum: Suchary   Wysłany: 2013-12-29, 15:46   Temat: Wynajęty kumpel nie wypalił :(
Siema, tak jak pisałem w poprzednim temacie założyłem wczoraj rano ogłoszenie na portalu regionalnym że szukam kogoś kto będzie udawał mojego kumpla i pujdzie zemną na impreze, będzie zagadywał ludków i mnie im przedstawiał.
Po zapoznaniu mnie z jakimiś fajnymi dziewczynami miałby zniknąć (jakaś wymyślona historia, np że on tylko na okres świąt przyjechał z Angli).
Na ogłoszenie dostałem bardzo dużo odpowiedzi na email w ciagu paru godzin...
No i zrobiłem selekcje, wybrałem Damiana.
Był wiarygodny, bo po adresie emailowym możnabyło go wyszukać łatwo na facebooku, na nk i miał bardzo dużo znajomych, różne fajne fotki z imprez.
Zostawił mi swój telefon no i się zgadaliśmy że zrobimy tak jak chcę.
Mieliśmy pujść do klubu razem, miałem się kręcić przy nim i on miał zagadywać laski i mnie z nimi zapoznawać, gadać że jestem jego najlepszy kolega że jestem super itp.
Tylko że Damian zażyczył sobie 1000 zł za tą akcję :( W dodatku 500 zł na stacie, a reszta po imprezie...
Mało tego że zażyczył sobie 1000 zł to jeszcze miałem pokryć wszystkie opłaty w klubie (wjazd, szatnia, alkochol).
A ja jestem biedny, niepracuję, mieszkam z mamą, niemam żadnych dochoduw a mój majątek to niewiele ponad 7 złotych w drobnych...
Ale zgodziłem się, mam prawie 30 lat i nawet nigdy nie byłem na żadnej imprezie i mi zależy bardzo żeby wkońcu kogoś poznać i mieć gdzie iść na sylwka...
W sobotę w południe chodziłem po bankach żeby na dowód jakaś pożyczke wziąść... chodziłem chyba 2 godziny po wszystkich możliwych bankach i nic.
Aż wkońcu trafiłem do Getin Banku i mi dali 1500 na sam dowód.
Wieczorem przyjechałem do Damiana tak jak sie umuwiliśmy i dałem mu 500 zł.
Ale mi powiedział że tak mnie niewpuszczą nawet do najgorszej dyskoteki :(
Stare dżinsy, polar i ta szopa na głowie...
Damian mi kazał założyc jego koszule, więc ją ubrałem.
Kazał mi też włożyć głowe pod kran, nażelować włosy i się jakoś fajnie uczesać i się wypsikać jego perfumem.
Tylko te okulary były problemem :( Ale nic się z nimi niedało zrobić bo bez nich słabo widzę :(
Zrobiłem tak jak kazał, zrobiłem sobie modną fryzurę żelem, wyperfumowałem się i założyłem jego koszule.
Aż sam siebie przed lustrem niepoznałem... ale itak wyglądałem beznadziejnie i komicznie :(
Napiliśmy się też i chwilę pogadaliśmy, powiedział mi jak mam się zachowywać, że mam obserwować jak zagaduje, uważać w jaki sposub mówi itd
No i wyszliśmy. Damian zadzwonił po kumpla żeby nas podwiuzł pod klub samochodem.
Podjechaliśmy Audi jakimś takim eleganckim, bardzo głośno muzyka leciała w aucie, aż pod klubem dziewczyny się ogladały.
Siedząc w aucie poczuczułem się jak gwiazda... luksusowe auto, głośna muzyka, spojrzenia kobiet, ale jak wysiadłem... poczułem się jak pajac :(
Już przed wejściem do klubu czułem na sobie spojżenia i uśmieszki, po minach było widać że myślą sobie "taki frajer w takim aucie?"
Na poczatku ochroniarz niechciał mnie wpuścić, ale Damian go jakoś zagadał i jakoś wszedłem.
Za wejście musiałem zapłacić 20 zł i za Damiana 20 zł oraz za szatnię po 5 zł, czyli na starcie już 50 zł w plecy :(
Damian odrazu zaczoł zagadywać dziewczyny i mnie im przedstawiał, ale na początku nawet nie zwracały na mnie uwagi, tylko na Damiania.
W końcu którjeś tam z kolei zagadał, przedstawił mnie i odszedł, zostawił nas samych... ja niewiedziałem co powiedzieć i jak się zachować i tak tylko stałem a one rozmawiały ze sobą i w końcu... odeszły :(
Jak wrucił to mu powiedziałem że mnie olały i zagadał następne, jedna była super laską i poprosiła bym jej postawił drinka, postawiłem i usiadła zemną przy barze, ale też niewiedziałem co muwić, nie było tak źle aż do momentu kiedy jakiś inny gostek zwyczajnie się wtrącił w rozmowę, zagadał ją a ona z nim poszła tańczyć :(
W końcu Damian przyprowadził jakieś dwie gdy samotnie siedziałem, w końcu udało mi się chwilkę pogadać, po czasie zaproponowały taniec i poszły na parkiet, Damian też wstał i mnie wyciągał, ale ja kompletnie nieumiem tańczyć, powiedziałem ze zaczekam.
Długo niewracali, prawie godzinę, już miałem dość :( siedziałem sam w klubie pełnym lasek i udawałem że pisze jakieś smsy, żeby nie wyglądać na nudziarza :(
Zaczołem szukać Damiana, przeszedłem cały klub i nic, podszedłem do lasek które mi na początku przedstawił i się spytałem czy go widziały, a one tylko na mnie jak na kosmitę sie spojrzały i powiedziały "koleś idź stąd" :(
Wyszedłem przed klub i tam go niebyło też, w dodatku ochroniarz skasował mnie znuw za wjazd, bo powiedział że taki regulamin klubu że niewolno wychodzić na zewnątrz.
Poszedłem siku a tam w WC Damian z tymi dwiema laskami... :(
Wkońcu wyszli i Damian wzioł mnie na bok i mnie ochrzanił :( Powiedział mi że mnie poznał już z kilkunastoma laskami a ja nic :( Powiedział że chce te 500 zł bo on za niedługo chce spadać do domu i że dał mi wiele możliwości a ja je wszystkie zmarnowałem.
Ja go zaczołem prosić o chociaż jedną ostatnią szanse no i się zgodził i mu dałem te 500 zł.
Podszedł do jakiegoś stolika przy kturym siedziało chyba z 7 ludków ale głuwnie laski.
Powiedział wyluzowany "laski nas olały czy możemy się do was dosiąść?" i tamci się zgodzili a nawet zaprosili byśmy usiedli.
Damian odrazu zaczoł opowiadać coś a ja jak zawsze siedziałem cicho jak mysz pod miotłą.
No i on mnie zaczoł zagadywać przy nich, jakąś wymyśloną historię jak to kiedyś razem we dwujke jedną wzieliśmy.
Gadał że ja to tylko taki cichy niepozorny, ale że w moim przypadku pozory bardzo mylom, np opowiadał jak go raz obroniłem i spóściłem manto większemu dresiarzowi.
Że ja niewidać pomnie ale że ja na osiedlu to jestem legendą i że znam wszystkich dilerów itd, że dziś jesteśmy po litrze wisky a nadal się trzymamy na nogach i że lubię koks w dużych ilościach.
Odrazu laski zagadywały mnie i inaczej patrzyły namnie, ale musiałby być mocno pijane jak w te bajki uwierzyły, tymbardziej że ja cały siedziałem onieśmielony i czerwony jak burak oraz zesztywniały jak słup :(
Najbardziej zagadywała mnie taka blondyna, najfajniejsza, mała duży dekold i gdy tylko się ruszyła piersi jej się trzęsły lub podskakiwały, a ja dosłownie na sam widok wariowałem... strasznie się krępowałem...
Zagadywała mnie o seksie :( A ja jestem prawiczkiem.. ona tylko opowiadała co lubi i na co ma ochotę a ja siedziałem słuchałem i cały drżałem, nawet niemiałem odwagi jej w oczy spojrzeć..
Miałem tak sucho w gardle że co chwila sączyłem piwko. Nagle powiedziała mi że widzi jak ja kantem oka gapie się na jej cycki i że jak chcę to mi je pokaże w ubikacji, a ja jej pokarze ptaka... a potem ją wezme na ostro... i w tym momencie mi szklanka wypadła z ręki na stół i się rozbiła a piwo zalało prawie wszystkie telefony jakie były na stole oraz sukienkę tej laski :( (((
A do tego wszystkiego miałem wzwód :(
Natychmiast ludki przy stoliku wstały, wycierali telefony i ta blondynka zaczeła bluzgać że jej zalałem sukienke za kilka tysięcy i ifona. Dodatkowo dostała małym odłakiem szkła w policzek i jej krew zaczeła troche lecieć po twarzy.
Powiedziałem że moge z nią pujść do tej łązienki i pokarze jej co tylko chce... ale wylała na mnie piwo i powiedziała "spierdalaj łajzo zniszczyłeś mi sukienke i telefon".... a ja się rozpłakałem przy wszystkich :cry: i wybiegłem z klubu.
Damian wybiegł zamną i wzioł kurtki z szatni w tym czasie, a ja uciekałem i płakałem :(
W końcu mnie dogonił i powiedział że nikt mu nigdy w życiu takiej wiochy nie zrobił... i że przezemnie już nigdy nie pujdzie do tego klubu.
Ale chyba się nademną zlitował, bo zaczołem płakać na głos jak dziecko :( i oddał mi połowę z tej kaski 500 zł.
I powiedział żebym zamiast na imprezy wydawać żebym wydał na psychologa albo psychoterapeute i zamuwił mi taksówke i kazał wracać do domu :(
A dziś do mnie napisał SMSa żebym mu oddał koszule i bym odebrał swój polar który u niego zostawiłem, a mi wstyd odebrać telefon i odpisać :(

Teraz już nie myślę o sylwku ani o nowych znajomych, ani nawet o pożyczce którą jakoś bede musiał spłacić, ale o śmierci :(
Wywnioskowałem że nie jestem normalny. Bo czy normalny 30 letni człowiek trzęsie się jak galareta gdy mu zwykła laska powie "cześć" ? :cry:
  Temat: ciężka praca w media markt
xmefjux

Odpowiedzi: 48
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2013-11-25, 18:09   Temat: ciężka praca w media markt
Ostrzegam dużo czytania, ale można śmiechnąć. Wzięte z innego portalu.


Ciężka praca w Media Markcie :)
1.Czego klienci szukają w Media Markt?
- kije do golfa
- płetwy
- części do kombajnów
- tchórzofretki
- piły spalinowe
- skutery
- talerze
- wycieraczki
- buty
- brony
- krzesełka obrotowe
- zapachy do samochodu
- brodziki pod prysznic
- bombki
- skakanki do fitnesu
- pudełka na prezenty
- sedesy
- taczki
- czepek do pływania
- stolik pod komputer
- okulary
- struny do gitary klasycznej
- zlewozmywaki
- kafelki
2. Chciałbym iPoda firmy Samsung
3. de derwix (Divx)
4. Dzień dobry, chciałem kupić taki ten, ale nigdzie nie widzę. Czy można?
5. Gdzie jest plajtejszyn
6. Szukam czegoś, czego nie ma.
7. Czy są jakieś przecenione pendraki? (pendrive)
8. Co to jest repet?
9. Nowe nazwy subwoofera
- tubasu
- subserwer
- subwory
- subfolder
- subbaser
- subwonder
- subworwer
- subwonter
- turbobumboxy
- subfor
- superufer
- turbodziura
10. Czy jest u Was dżepeis? (GPS)
11. Karty czipsowe
12. Kerawite (Creative)
13. Palmot z nawigacją.
14. Tutaj jak montażysta zakładał radio to odbierało, ale samochód nie odbierał. A jak zmienił
to potem radio nie odbierało
15. Czy dostanę i gdzie...tą, jak to się nazywa...no do ubrań, no.. odkłaczarka.
16. Czy ta MP3-ójka ma wbudowany akumulator?
- Tak
- Acha, to nie trzeba jej ładować?
17. Głośniki trzydrogowe
18. Telewizor stuplazmowy
19. Czy pilot do bladego punkta to obsługuje? (Blaupunkt)
20. Co może mi pan powiedzieć coś o tym dżiwidżi dajewo
21. -Przepraszam, gdzie tu jest IDEA?
- IDEI już dawno nie ma.
- k***a, jak tu wchodziłem to jeszcze była.
22. Empedrajwy
23. Ile to ma volt - pytając o głośność
24. Sytuacja na dziale z odtwarzaczami MP3 - przepraszam, gdzie tu są odtwarzacze MP3?
na dziale foto-przepraszam, gdzie tu są aparaty fotograficzne?
25. Kaseta z ogonkiem na dżeka.
26. Są empetri?
27. Czy te plazmowe telewizory to są LCD?
28.
-Co wy za chujnie sprzedajecie, k***a! Z kierownikiem!
- Nie ma
- To z szefem!
- Nie ma.
- A kto jest?
- Ja.
- A c**j, idę stąd.
29. Według klientów TV LCD to:
- krystaliczne
- ciepło krystaliczne
- płynno krystaliczne
- cienko krystaliczne
- elsidikowce
- cieknące kryształy

30. Korektor dźwięku (kreator dźwięku)
31.
- Czy są krótkofalówki?
- Są tam na regale.
- Tak, ale jak ja mam w niej zupę ugotować?
32. Funkcja pendrajwera.
33. Samsungi z baterią poligraficzną.
34. Adaptor do kasety.
35. Czy depresja ma wpływ na jakość odbioru telegazety?
36. Wyjście USB angolowe (analogowe)
37. Przepraszam, potrzebuję aparat cyfrowy fotograficzny, który miałby min. 4mln hektopascali
38. Czy mają państwo BLUTUFY na kabelku?
39. Gdzie znajdę magnetofony MP3?
40. Radio z dobrą rozdzielczością
41. Przepraszam, czy dostanę nagrywarkę, ale na płyty?
42. W waszej ulotce reklamacyjnej...
43. Jakiegoś discmana dla dziecka, które nie widzi, tylko żeby nie był zielony.
44. Mac drajwy.
45. Konserwatory (kondensator)
46. Siwudi.
47. Fanta emperator (manta)
48. DVD z teletextem
49.
- Jaka jest różnica między kontrastem 700, a 1000?
-300
50. Proszę zwrócić mi pieniądze za to MP3, bo to stara technologia sprzed kilkunastu lat.
51. Widziałem cyfrowe ramki na zdjęcia ale nie u was. To u was?
52.
-Gdzie są TE aparaty?
- Które?
- Te, co to w nich karta jest.
53. Kartusze z tuszem
54. Ceny tych zdjęć są brutto czy z VATem?
55. Od której mają państwo czynny ten gabinet?
56. Przyszedł ojciec z synkiem (dziesięcioletnim) odzyskać zdjęcia z karty. Pytamy się ojca
czy formatował kartę, a synek się odzywa: "nie chodzi o to, żeby formatować kartę
ale o to, że nam zdjęcia wyjebało"
57. Pani chciała szybko zamówić zdjęcia z dwóch płyt, więc włożyła dwie płyty do napędu
58. Pani włożyła pytę do napędu, nachyliła się i do komputera powiedziała : poproszę wszystkie
59.
- Gdzie są dekamadery?
- A co to jest?
- Tam chłopaki z telewizorów mi mówili, że taka walizka co cyfrę odbiera.
60. Małe radyjka na ju si bi (usb)
61. Włożyłam babci płytę do napędu, a babcia stwierdziła, że będzie sama pociskać?
62. Można u was zeskanerowac zdjęcie?
63. Ile ten aparat ma megapascali?
64. Czy dostanę kamerę z twardą pamięcią?
65. Do której jest czynny ten supersam?
66. A jak zamówię u was to zdjęcie 25x38 za 8 zł to płacę tylko za zdjęcie czy jeszcze za format?
67. Dzień dobry. Jestem fotograf profesjonalista, będę robić zdjęcia na ślubie. jakie filmy mam kupić?
68. Chciałam spuścić zdjęcia.
69. Pana Kasjana dzisiaj nie ma? (Kosmy)
70. SĽ baterie do aparatów NIKON KLOPIK? (coolpix)
71. Czy 50 zdjęć to musi być z jednego?
72. Czy można u państwa doładować aparat?
73. Kredyty to gdzie się zamawia?
74. Pani oglądając MP3 pyta: a kasetki to gdzie się tu wkłada?
75. W serwisie facet chciał oddać płyty, które kupił do komputera, bo sobie przypomniał, że nie ma komputera.
76. Siostra zakonna daje płytę CD do wywołania i mówi, że jak sobie w domu oglądnęła to nie przewinęła do początku i zdjęcia będą się od końca otwierać.
77. Przepraszam, ten dział Akcesoria naprzeciwko kas to gdzie jest?
78. Przepraszam co to jest cena promocyjna?
79. Acha AWARIA? A gdzie jest najbliższy PHOTOSHOP?
80. Czy akumulator ładuje się prądem czy jakoś inaczej?
81. Można zrobić kolorowe zdjęcie z czarnobiałego?
82. Z USB to tylko na tym ploterze?
83. Co jest lepsze plazma czy LSD?
84.
-Gdzie tu są bułki?
- Tu nie ma bułek.
- Taki duży sklep i nie ma bułek?
85. Sam kadłub bez obiektywu można dostać?
86. A to szybkozłączka szybkozłączce nierówna?
87. Macie telewizory wysokiej rewelacji?
88. Pani chciała rekompensatę za to, że jej syn zobaczył u nas aparaty w obudowie
wodoszczelnej włożone do akwarium i w domu wrzucił jej aparat do akwarium (bez obudowy)
89. Stoi bardzo długa kolejka a z końca przepycha się jakiś facet. Wszyscy na niego krzyczą Że tu jest kolejka, a on mówi, że ma tylko jedno pytanie. Ludzie mówią, że oni tu wszyscy
czekają, ale ten mówi, że ma tylko jedno pytanie. Jak już się dopchał spytał :-przepraszam,
gdzie tu się wchodzi
90. Jak długa jest u was kolej do zdjęć?
91. Pan wybłagał ludzi, żeby go przepuścili do terminala, bo mówił, że ma tylko jedno zdjęcie i będzie bardzo krótko. Przepuścili go, ale jak już zaczął wybierać to stał 20 minut i jeszcze nie kończy. Dziewczyna, która go przepuściła zaczęła się na niego wydzierać, że go przepuściła bo miał być krótko. A on sięodwraca i bardzo powoli, wręcz anemicznie do niej mówi:
- No wie pani, robię co mogę.
92. Jak chcę przeglądnąć zdjęcia to mam wcisnąć z przeglądem czy bez przeglądu?
93. Karty do TIC TAKA
94. Robicie zdjęcia w formacie dżipidżi?
95. Ta cena 13.99 to jest za 50 odbitek, czy zdjęć.
96. W których okolicach macie depilatory?
97. Tylko dwie szafy są do zamawiania zdjęć?
98. A te 50 zdjęć to za każde, czy za wszystkie?
99. Klientka złożyła 2 zamówienia. Pytam się jej czy spakować je razem, czy osobno, a ona
mówi: - jedno razem, a jedno osobno.
100. Czy do tej skrzynki wchodzą malutkie karty?
101. Gdzie są takie małe kwadraciki kwadratowe do przyklejania zdjęć?
102. Proszę mi przelać zdjęcia na CD
103. A czy takie kwadratowe trójkąciki są w zestawie do albumu?
104. Interesuje mnie jakiś KANION, najlepiej ISI 23
105. Czy cena tej antyramy obowiązuje dla tej antyramy w ramie?
106.
- Przepraszam gdzie znajdę MP3
- Tam skąd pani przyszła
- Za ścianą? (przyszła z HiFi)
107. Klientka (z CZIKAGO) do sprzedawcy na telekomie:
- A pani to ma oczy w dupie, a na dodatek cztery (Aga była w okularach)
108. Samoochraniacze na MP3
109. Przepraszam ja te zdjęcia zamawiałam w środku tygodnia a one są matowe. A to na pewno nie był piątek [na kopercie jest data 15.09.2006. Sprawdzam w kalendarzu i okazało się, że to był piątek a my w piątki robimy tylko matowe zdjęcia]
klientka mówi: -dziwne, w moim kalendarzu to nie Był piątek
110. Sprzedawca:- Mogę w czymś panu pomóc?
Klient: -Nie, to ja mógłbym panu pomóc
111. Sparat ze zoomem
112. Gdzie są drivepeny?
113. A dlaczego płyty powyżej 5MB nie będą przyjmowane? (jest napisane "pliki")
114. Gdzie znajdę kable CIN CIN?
115. Promotorka do klienta:
- Czy mogłabym w czymś panu pomóc?
Klient:
- Może się pani zająć moją córką?
116. Na pendriva nie ma tutaj gniazda?
117.
- Kiedy będą zdjęcia?
- Za godzinę?
- Ale dzisiaj za godzinę?
- Tak, za godzinę?
- Ale dzisiaj za godzinę, czy jutro za godzinę?
118.
-Przepraszam dlaczego jedne są cienkie a inne grube?
Basia opowiedziała panu o optyce, zoomie optycznym itp. ale pan i tak powiedział:
- No dobrze, ale ja chciałbym wiedzieć dlaczego jedne są cienkie a jedne grube
119. Babcia zamówiła zdjęcia i mówi do dziadka:
- Schowam płytkę do porcelany, po czym włożyła ja do plastikowego pudełka na płytę
120.
-Ile kosztuje zdjęcie 9x13 z filmu?
- 39 groszy
- A trzeba mieć swój film czy wasz film?
121. Gdzie znajdę NET FOR SPET?
122. Facet włożył płytę DVD i komputer szuka zdjęć. Znalazł juz 6 tysięcy i dalej
szuka, a facet się pyta: - a jak dam rezygnację to będę mógł sobie sam poszukać??
123. Przyszłem tu do Media Marku...
124. Dostanę u was czarny film?
125. Telewizja nowej regeneracji.
126.
- Co to znaczy 9 iks 13 albo 10 iks 15?
- To jest rozmiar zdjęć.
- W calach?
127. Kobieta patrzy na cennik i mówi:
- Widzę, że robicie zdjęcia 9x13 i 13x18 a nawet większe, ale dlaczego nie robicie 10x15?
- Robimy
- A ile one kosztują??
- 49 groszy
- A dlaczego nie ma ich w cenniku?
- Są
- Gdzie?
- Pomiędzy 9x13 a 13x18
Kobieta znowu patrzy i mówi:
- A faktycznie. Nie zauważyłam.
128. Chodzi facet z żółtą karteczką z Rossmanna i szuka zdjęć. Mówię mu, że to nie u nas
tylko na dole galerii. A on się wydarł na mnie:
- Przecież wiem gdzie oddawałem.
129. Macie obiektywy ze stabilizacją obrazu do ZENITA?
130. Mają państwo karty mini SB?
131. Mógłbym dostać jakiś gadżet na pamiątkę, że byłem w galerii?
132. Podchodzi klient do informacji i pyta gdzie jest biuro obsługi Galerii Dominikańskiej.
Dziewczyny mówią mu, że na dole jest informacja galerii. Po czym pan podszedł?
do zegara przy schodach i pokazując na niego paluchem pyta czy to tutaj.
133. Przepraszam czy dzisiaj jest obecna promocja?
134. Pani kolega w czerwonej koszulce powiedział mi, że pani tu spod lady sprzedaje tańsze
komórki.
135. Przepraszam, gdzie znajdę kasetę z ogonkiem.
136. Chciałam oddać film do wywołania i zrobienia zdjęć tylko nie wiem jaki wybrać metraż
137. Macie laba z napędem na DVD?
138. Zdjęcia błyszczące wg naszych klientów:
- lśniące
- mieniące
- połyskujące
- nabłyszczane
- połyskliwe
- świecące
- szkliste
- lakierowane
139. Przychodzi babcia z wywołanym filmem i mówi:
- Proszę mi włożyć ten film za szybkę jak zwykle (chodziło o za foliowanie)
140. Gdzie jest kabel, który się wkłada w kabel, żeby się nie połamał?
141. Przepraszam, jak duży telewizor ma ten aparat?
142. Przepraszam, zdjęcia na matowym będą matowe?
143. Czy żeby obejrzeć telewizory potrzebny jest koszyk?
144. Udają, że płacą, udawaj, że pracujesz.
145.
- Są podklejki do zdjęć?
- Są.
- A ile to gówno kosztuje?
- 7 zł?
- Zajebiście, a miał być najtańszy sklep na świecie.
146.
Facet zamawia zdjęcia, nic nie potrafi zrobić, ale wybiera wszystkie zdjęcia 15x21. Pytam się go czy wie, ze jedno kosztuje 2,50. A on do mnie:
- Ja, proszę pani, zarabiam więcej niż 2,50 za godzinę? Nie to co pani.
147.
- Przepraszam, gdzie jest onet?
- W internecie.
- Ale gdzie to jest?
- Na stronie internetowej
- A jak tam wejść?
- Włączyć komputer, otworzyć Internet i wpisać http://www.onet.pl
- A mogę tam kupić lodówkę?
- A chodzi panu o Onet czy o Allegro?
- No nie wiem - taką czerwoną gazetkę dostałem.
- Może chodzi panu o Neonet?
- No, no właśnie o Neonet.
148. A jak chcę wszystkie pojedyncze zdjęcia razy jeden po kilka sztuk ale nie wszystkie to
co mam zrobić.
149. Czy dostanę klej do albumu? Najlepiej introligatorski.
150. Chciałabym kupić redukcję.
151. Jest przyklejona karteczka: "na papierze matowym". Dziewczyna na nią patrzy i mówi:
- To dzisiaj robicie na papierze błyszczącym?
Jak zaprzeczyłam powiedziała: "Myślałam, że ta karteczka od wczoraj tu wisi".
152. Podchodzi kobieta, która mówi, że przeczytała w instrukcji, że do jej aparatu pasuje każdy rodzaj baterii i próbowała włożyć w miejsce paluszków płaską baterię? A potem się tłumaczy, że instrukcja była po angielsku, a ona angielski zna bardzo dobrze, ale tylko z widzenia.
153. Przychodzi facet do serwisu i prosi, żeby sprawdzono, czy zabrana od niego stara
lodówka jest jeszcze u nas na magazynie, bo musi pilnie odzyskać? pewna miskę?, która
była w środku w tej lodówce. Pracownik pojechał po tą lodówkę do magazynu zewnętrznego
bo myślał, że ta miska jest jakaś wartościowa. Okazało się, że w tej misce była jeszcze
galareta z mięskiem (na kolację)
154. Przepraszam, a czy te aparaty w akwarium są prawdziwe, czy nieprawdziwe?
155. Przepraszam, wczoraj odebrałam tu zdjęcia, ale okazało się, że przez pomyłkę zrobiłam je podwójnie. Czy da to się jakoś odkręcić?
156. Czy może mi pan zrobić stymulacje rat?
157. A jak chcę odbitkę większą niż zdjęcie to co mam zrobić??
158. Mogę zrzucić zdjęcia z empetrójnika?
159.
- Pani zawiaduje statywami?
- Nie
- A jest tu jakiś zawiadowca?
160. Czy to DVD odbiera Czechy?
161. Facet ogląda przykłady formatów zdjęć na ścianie i pyta:
- Czy to zdjęcie 9x13 jest takie samo jak to 25x38, bo tak jakoś inaczej wygląda.
162. Moje zdjęcia miały być na dwunastą. Jest za dziesięć, ale widzę, że one już są. Mogę je sobie zabrać, czy muszę czekać jeszcze te 10 minut?
163. Przepraszam, gdzie znajdę karty pamięci, ale większe niż Compact Flash?
164.
- Gdzie tu jest wyjście?
- Tam gdzie wejście
- Ale te płoty są takie wysokie, że się zgubiłam.
165. Facet gada przez telefon:
- Słuchaj, jest super aparat za 1500 zł. Prawie lustrzanka.
166. Chciałbym zrobić zdjęcia z kliszy. Czy płaci się coś za otwarcie negatywu?
167.
- Chciałabym wywołać filmy z aparatu cyfrowego, bo zamiast zdjęć przez pomyłkę
nakręciłam film.
- Ale tego się nie da wywołać.
- Jak to, dlaczego?
- No bo film to jest obraz ruchomy.
- A w czym to przeszkadza, żeby filmy na zdjęciu oglądać?
168. Sprzedawca:
- Może pan przymierzyć futerał do aparatu
Klient:
- A co to, przymierzalnia jest?
169.
- Gdzie tu jest zero?
- Po co panu zero?
- No, żeby zaznaczyć, że ma być zero razy.
170. Mogę zaznaczyć taki format jak ja chcę, czy musi być taki jak wy chcecie?
171.
- Mogę przynieść swój elektroniczny paluch?
- ???
-No, żeby z niego zdjęcia wywołać.
172. -Gdzie tu jest sklep Foka Jacka? (tak babcia w gazetce przeczytała Fotojoker)
173. Przepraszam, czy te aparaty to są tylko aparaty, czy też telefony?
174. Mogę już wycisnąć płytkę?
175. Mogę już sobie popukać?
176. Chciałem dostać fakturę platformę na raty.
177. Dziewczyna wybrała płytę na monitorze i pojawił się napis: "proszę włożyć nośnik
danych do odpowiedniej stacji" i narysowana jest płyta CD. A ona swoją? płytę
przyłożyła do tej narysowanej na monitorze i czeka.
178. Przychodzi facet z fakturę proforma i pyta: a czy ja poszewkę na to gdzieś dostanę??
179. Te baterie są samowładowujące?
180. Gdzie jest dział Artykuły Gospodyń Domowych?
181.
- Przepraszam, na którym piętrze jest CCC?
- Tu nie ma w ogóle.
- Nie ma? A wczoraj było.
182. Czy oprócz Media Markt jest w galerii jeszcze coś wartego zwiedzania?
183. Facet wybrał zdjęcia "bez przeglądu" i pyta się dlaczego nie ma podglądu. Mówię
mu, ze przecież wybrał bez przeglądu, a on na to:
- To, ze wybrałem bez przeglądu, nie oznacza, że nie powinno być podglądu. Bo przegląd to nie jest podgląd. I za chwilę znowu pyta:
- Jak sobie włączę "przegląd zlecenia" to będę mieć przegląd czy podgląd, bo przegląd mnie nie interesuje. Chciałbym podgląd.
184. Te 50 zdjęć za 13,99 to jest za 50 zdjęć czy za 70?
185.
Była awaria i rozebraliśmy maszynę tak, że było widać wszystkie kable i rurki
w środku. Przychodzi facet, patrzy i mówi:
- To ta maszyna w środku tak wygląda? To jest takie gówno To ja się nie dziwię, że wy takie gówniane zdjęcia robicie.
186.
Facet przybiega i wydziera się na pół działu:
- k***a, tylko trzy kasy otwarte, a kolejki długie. Zamiast łazić po sklepie posadzilibyście te dupy na kasie.
Zupełnie go ignorując powiedziałam, że nie ma więcej kasjerek, a on do mnie:
- k***a, ja dla pani miły byłem, a pani to już dla mnie nie może być miła?
187.
- Przepraszam czy ja właśnie minąłem ramki?
- A o co panu chodzi?
- Bo jak ostatnio szukałem ramek i się tu jednego pana spytałem to mi powiedział, że właśnie minąłem
188. Gdzie dostanę piloty samouczące się same?
189. Można tu kupić karpia?
190. Chciałabym coś takiego, żeby mi się choinka sama włączyła
191.
- Przepraszam jakie polskie programy Mogę? odbierać? z satelity
- Polonia, Polsat2.........telewizję Trwam
- Ooo k***a, Rydzykowo! No tego chuja to ja oglądać nie będę, dziękuję, nie biorę?...
192.
- Gdzie się płaci za zdjęcia?
- W kasie.
- Ale tam są takie długie kolejki, nie Mogę tu zapłacić ?
- Nie.
- Ale niech pani weźmie ode mnie pieniądze, ja nie będę stać w tych kolejkach
- Ale nie wyjdzie pani bez paragonu
- To niech mi pani napisze, że zapłaciłam.
- Nie mogę.
- Może pani, tylko pani nie chce.
193. Czy Kodżak robi dobre zdjęcia?
194.
-Czy od ceny tych zdjęć odejmujecie VAT?
- Nie
- A ja przeczytałem w gazecie, że za wszystkie zdjęcia z CD do końca rokuodejmujecie VAT
- VAT odejmujemy od płyt CD i DVD, które pan tu kupi.
- A jak mi pani to udowodni?
- Co ja mam panu udowadniać?!
- Że ja tak nie przeczytałem.
195. Czym się różni plazma od LG?
196.
- To wszystkie telewizory jakie macie?
- Tak.
- A są jeszcze jakieś inne?
197. Gdzie są odtwarzacze z DIVIDIVIXEM?
198. Czy są lepsze LCD czy plazmowce?
199. Są baterie do pendriv-ów?
200.
- Ile kosztuje nagrywarka Panasonica z twardym dyskiem?
- 1999 zł
- A z miękkim?
201.
- Przepraszam, mam kilka pytań do telewizorów
- Proszę pytać, wszystkie są do pana dyspozycji.
202. Gdzie są obieraczki do ubrań? (golarka do zmechaconego ubrania)
203. Dostanę taki pokrowiec na telefon, żebym mogła z nim nurkować?
204. Jak jest napisane przy telewizorze "sprzedane" to co to znaczy?
205.
- Ile kosztują zdjęcia 9x13 i 10x15?
- 39 i 49 groszy
- zaraz, zaraz, powoli, bo się pogubiłem.
206.
- Ja chciałem tu u pana zapłacić za zdjęcia.
- Płaci się w kasie.
- Ale ostatnio tu u pana płaciłem.
- To niemożliwe.
- k***a, a c**j tam niemożliwe, ja pierdolę jaka kolejka.
207. Poszukuję urządzenia do ucinania kudełków od swetrów
208. Ile ten aparat ma megapenów.
209.
- Przepraszam, gdzie są łazienki?
- W Warszawie (odp. sprzedawcy)
210. Przyszła babcia na skargę i mówi:
- Ci panowie, którzy przywieźli lodówkę, ukradli mi okulary. I ja podejrzewam, że to nie
ten inteligentny, nie, nie, nie. To ten drugi, taki prosty.
Kierownik zmiany: Ale po co komuś pani okulary?
Babcia: A niech pani go spyta, na pewno ma w domu kogoś starszego.
211.
- O której będą zdjęcia?
- O 14-tej.
- A jak przyjdę parę minut po 14-tej, to będzie ta sama cena?
212. Przepraszam, kupiłam tu lodówkę i chciałam ją? zareklamować?, bo oprócz tego, że chłodzi,
to jeszcze wieje i to tak ziuuuu, ziuuuu....
213.
- Kiedy będziecie mieli karty Smart Media?
- Raczej nie będziemy ich mieć, bo nie są już produkowane.
- Jak to, przecież ja mam nowy aparat, kupiłam go w 2000 roku
214.
- Kiedy będą zdjęcia?
- Za dwie godziny
- To znaczy, że nie będą za godzinę??
215.
- Proszę włożyć płytę.
- Obojętnie gdzie?
- Do CD romu.
- Obojętnie jak?
216. A macie tu zamek na klucz? (klientowi chodziło o wyjście USB na pendrive''a)
217. Przepraszam, a ta promocja, że 10 zdjęć w formacie 13x18 za 50 zł? jest aktualna? (50 zdjęć w formacie 10x15 za 13,99 zł?)
218. Dostanę tutaj maszynę do mycia garnków?
219. Dostanę tu transfuzor?
220. A to 13,99 za 50 zdjęć płaci się ze zdjęciami czy bez zdjęć?
221. A Żeby skorzystać z tej promocji na 10x15 za 50 zdjęć można sobie wywołać w większym formacie?
222. Czy to prawda, że jak się wywołuje zdjęcia po raz kolejny to za każdym razem są one już coraz gorszej jakości?
223. Czy dostanę aparat z zoomem czterocyfrowym?
224. Klient opisuje kopertę, bo chce zostawić film do wywołania. Pokazuje na puste pole, gdzie jest napisane "nazwisko" i pyta się:
- Co mam tutaj wpisać??
- Nazwisko
- Czyje?
226. FOLDERY według naszych klientów to:
- paczki
  Temat: Moja mała dojareczko
Sanitarjusz

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń:

PostForum: Czarne fotki   Wysłany: 2013-10-17, 20:49   Temat: Moja mała dojareczko
mogę się powtórzyć, ale szukam dziewczyny do seksu
 
   Popularne tagi
pinczow  adolfa  just another day in russia  blocker  drift fail compilation  shirley bassey  jama trolla  pyrpec  egzoplanety  method man  tusk donald  mixior  napisy pl
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]