Znalezionych wyników: 52

Posty z miesiąca:
Autor Wiadomość
  Temat: Lodowa Królowa.
Gizmolka

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2015-10-23, 20:50   Temat: Lodowa Królowa.
DrMenegele napisał/a:
Królowa loda- bo kurwa ma długi język? Królową to może ona być chyba tylko dla kogoś, komu laska nigdy dobrze pały nie zrobiła. Zwykły język wystarczy aby elegancko oblizać/ wylizać całego huja lub/i jaja lub/i dupę (kto co lubi).... Jak huj jest w gębie to zwykły język wystarczy żeby elegancko zająć się całą powierzchnią grzyba. Dla mnie od tego czy język ma 5- 10 - 15 cm bardziej liczą się umiejętności i wyczucie. Co z tego że ma język dłuższy od niejednego kutasa jak będzie zębami haczyć? Albo jak nie weźmie całego do gęby (głębokie gardło), czy nie zgodzi się na face fuck (swojsko: jebanie w gębę)? Albo jak ktoś lubi paluszka w dupie przy lodziku, a ona nie będzie chciała? A jak łykać nie będzie chciała? A jak na ryj nie pozwoli się spuścić? :cry:

Oczywiście są gusta i guściki, każdy lubi co innego i czego innego wymaga/ lub nie od partnerki. Ale tylko za długi język tytuł królowej loda, może nadać tylko rozfantazjowany gimnazjalista.

Ewentualnie można powiedzieć, że: "Ma szmata predyspozycje" ale nic więcej!

Trzeba by to sprawdzić empirycznie/ organoleptycznie drodzy Sadole i wtedy można by ew pomyśleć nad nadaniem aprobaty technicznej i tytułu królowej lodów. A w razie wątpliwości można by procedurę powtórzyć....Obrazek[/u][/i]




Dobrze napisane, ale w taki jakiś chamsko-prostacki sposób, że piwa nie dam. Wiem, wiem co sobie z nim mogę zrobić.

W sumie, to będąc w kuchni, mam dostęp do lodówki z piwem cały czas, i to mnie ratuje.
  Temat: Oscar Pistorius
Górnik_Roku

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2015-10-22, 23:52   Temat: Oscar Pistorius
simon4a napisał/a:
Suchar, był tu filmik z jakąś kobietą co gotuje i zmywa troche rozebrana... (też syf) i w komentach ktoś wstawił lepszy filmik, młodsza laska z fajnymi cyckami, też w kuchni, gdzie to się podziało????


Trafiło do było. pl
http://www.sadistic.pl/ta...,15.htm#4246835
  Temat: Oscar Pistorius
simon4a

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2015-10-22, 22:49   Temat: Oscar Pistorius
Suchar, był tu filmik z jakąś kobietą co gotuje i zmywa troche rozebrana... (też syf) i w komentach ktoś wstawił lepszy filmik, młodsza laska z fajnymi cyckami, też w kuchni, gdzie to się podziało????
  Temat: Bogini piękności dała mi ekstazy
tetrahedron

Odpowiedzi: 41
Wyświetleń:

PostForum: Inne czarności   Wysłany: 2015-10-18, 13:43   Temat: Bogini piękności dała mi ekstazy
Cytat:
Szanowni Sadole,

opowiem wam dzisiaj historię, w którą zapewne ciężko będzie wam uwierzyć. Jestem protagonistą w tej opowieści, a sam nie dowierzam temu, co zrobiłem.
Długość tego posta może was przerazić, jednak spróbuję przedstawić wam wydarzenia najdokładniej jak tylko potrafię.
Czy stoicie gdzieś w kolejce, czy sracie, czy cokolwiek tam robicie przeglądając sadola, gwarantuje wam - przeczytanie tego nie będzie zmarnowanym czasem.

Na poczet ścisłości faktów, na początku muszę wam powiedzieć co nieco o mnie i o dziewczynie, której ta historia dotyczy. Skoro łatwiej jest mówić o kimś, niż o sobie, to pierw opowiem wam o niej.

W celu zachowania anonimowości, nazwijmy ją Zoltar.

Pierwsze dni pierwszego roku studiów na politechnie. Wyczuwalne napięcie na sali wykładowej. Same obce twarze. Jesteś otoczony ludźmi których totalnie nie znasz. Ludźmi, którzy uciekli ze swojej zabitą dechami dziury, którą z dumą nazywają Swoim Miastem, do stolicy studentów. Ludźmi, którzy będą częścią najciekawszego etapu w Twoim życiu. Tabula rasa.
Gościu siedzący obok mnie sprawiał wrażenie, że zaraz się popłacze. Zagaduje go - stary, nie martw się, będzie dużo gorzej.
Tu warto dodać, że jestem na dziekance i odrabiam kursy które upierdoliłem na swoim pierwszym roku. Nagle powiększone załamanie mojego rozmówcy sprawia, że zaczynam rozglądać się po sali. Jestem na kierunku, który w stosunku 4 do 1 dominują kobiety. Dobry wybór. Wiele uroczych twarzy, albo jak wolicie - dobrych dupeczek.
Prowadzący zbiera się już, aby rozpocząć wykład, gdy do sali wchodzi ona. Kasztanowowłosa bogini piękności. Przez tą krótką chwile dało się wyczuć redukcję niskich głosów na sali. Przechodząc pewnym krokiem powoduje ślinotok u maturalnych prawiczków. Ktokolwiek miał penis, musiał na nią spojrzeć.
Stosunkowo wysoka, zgrabna, dobrze ubrana. Emanująca pewnością siebie. Dziewczyna klasy A+.
Jak wielu innych odprowadziłem ją wzrokiem, zastanawiając się, czy jestem na tyle "cool", aby w ogóle ją poznać.
Ja?
Gdybym miał w jednym zdaniu wytłumaczyć komuś, jaki jestem, to zdanie brzmiałoby - człowieku, ja to kurwa nie jestem normalny.
Nie za wysoki, siwiejący, gruby. Powiedzmy, że jestem jej przeciwieństwem. Powiedzmy, że jestem skrajnie przeciętny. Powiedzmy, że aby mnie dostrzegła na tej sali, musiałbym odpalić flarę - a takich ludzi jak ja raczej łatwo zauważyć. Poziom pewności siebie porównałbym do prawdopodobieństwa poprawnego wykonania trepanacji czaszki przez jednooką, upośledzoną fokę. Zero. Mam jedną pozytywną cechę, którą nawet nie wiem jak do końca wytłumaczyć. Laska, z którą miałem romans jakiś czas później powiedziała mi kiedyś, że powinienem zostać terapeutą. BTW - ta laska teraz jest modelką (lubię się tym chwalić). Mam jakiś wrodzony dar do "otwierania" ludzi. Osobiście nazwałbym to raczej rakiem, no ale trudno. Dla wielu jestem ostatnią ostoją spokoju podczas gównoburzy. Jest to dla mnie całkowicie nieracjonalne, bo gdy zdarzy mi się usłyszeć własny głos, mam ochotę zatłuc się butem. No ale, jest jak jest.

Trzy lata później, dwadzieścia kilo mniej. Jestem lubiany. Jestem starostą. Jestem jedyną osobą, która potrafi pogodzić tą patologiczną grupę zróżnicowanych zjebów. O dziwo - ludzie się zmieniają.

Nie potrafię dokładnie powiedzieć kiedy ją poznałem. Wiem, że miało to miejsce na jakiejś parapetówce. Możliwe, że nawet u niej. Z początku nasza znajomość opierała się na wymienianiu utworów muzycznych. Podobne gusta. Dwie czy trzy przesłane piosenki miesięczne przerodziły się w dwie czy trzy dwugodzinne rozmowy telefoniczne. Zoltar ma w zwyczaju dzwonić do mnie gdy jest porobiona i sama. Wiele o niej wiem.

Zoltar jest femme fatale.
Matki, chowajcie synów.
Córki lepiej też.

Chyba mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy.
Tutaj przerwę, aby powiedzieć wam, że to nie jest kolejna sztampowa historia o friendzonie. To historia spierdolenia umysłowego.
Mojego spierdolenia umysłowego.

Mam w zwyczaju kategoryzować nowo poznanych ludzi według tabeli wzbudzania mojego zainteresowania przez ich życie. Sprawny system, polecam. Ona zajmuje tam czołowe miejsce.
Powiedzmy, że jesteśmy blisko. Sporadycznie ze sobą flirtujemy. Na jednej imprezie, na której ona była naćpana a ja praktycznie rzecz biorąc w pracy, kilka razy się przylizaliśmy, w dodatku ma w zwyczaju wysyłać mi całą masę swoich zdjęć. Ot, taka sobie znajomość.

Tym skrótem zakończę część pierwszą mojej historii i przejdę do wydarzeń z zeszłego piątku. Wydarzeń, które sprawiają, że powinienem się wykastrować i zostać pierdolonym mnichem.

Tak się składa, że w zeszłym tygodniu wypadły moje urodziny. Z racji tego, że dzień później jeden z moich wysoko plasujących się w tabeli znajomości kumpel również ma urodziny, to po raz kolejny robimy melanż razem. I po raz kolejny planujemy go trzy dni wcześniej. Z racji biedy i stosunkowo szybko zbliżającego się terminu imprezy, w akcie desperacji udało mi się przekonać jedną znajomą, aby udostępniła nam na melanż swoje mieszkanie.
Przez pierwszą godzinę siedzieliśmy tam w trójkę. Ja, dziewczyna która jest mi jak siostra i ziomek, którego na potrzeby tej historii nazwiemy Kaczką.
Kaczka jest wyjątkowo interesującą personą. Tylko dla przykładu tego kim jest powiem, że jego aktualna dziewczyna myśli, że Kaczka jest pół norwegiem i studiuje coś, o czym ziomek nie ma bladego pojęcia.
Jest zwała. Straszna zwała. Dobrze, że mamy dużo wódki.
Śmiejemy się, że nikt już nie przyjdzie - jakiemuś znajomemu Kaczki, który wpadł jedynie zapalić fajkę i złożyć życzenia zazdrościłem tego, że zaraz stad wyjdzie.
Na szczęście nie wyszedłem.
Powoli impreza przerodziła się w dwudziestoosobowe obleganie kuchni. Siedzieliśmy w kuchni, ponieważ współlokatorki gospodyni nie miały zielonego pojęcia o tym, że w ich mieszkaniu jest w kurwe ludzi. Siedzieli na blatach, na ziemi, na takiej zjebanej piłce do ćwiczeń. Ścisk, wysoka temperatura i alkohol. Dobry melanż. Dużo piję, więc się nawet dobrze bawię. Jest git.

Zoltar jak zwykle musi się spóźnić.
W międzyczasie wysyła mi wiadomość, że prezent dla mnie nie doszedł. Trudno, dzień wcześniej dała mi swoje zdjęcie, hmm, powiedzmy w stylu icanfaptothis. Nie, nie pokaże wam.
Siedzę sobie elegancko, na jebanym końcu bardzo długiej kuchni, z jakąś znajomą na kolanach, wypijając ntą kolejkę wódki, gdy znowu ktoś dzwoni domofonem. Wiedziałem że to ona, bo oczywiście nie mogła trafić i musiała się kontaktować po współrzędne. Ktoś tam otworzył jej drzwi i potem ten ktoś przychodzi do kuchni i woła do mnie, żebym wstał się przywitać.
Rozumiecie - jestem na własnych jebanych urodzinach i ktoś ode mnie wymaga, żebym w stanie alkoholowej nieważkości przedostał się przez istne pole minowe ludzi. No nic, chuj. Wstaje i się przeciskam.
Warto było wstać.

Bogini piękności nie dawała szans innym laskom na imprezie.

Witamy się, tuląc i całując po policzkach, a skoro już wstałem, to poszliśmy jesio zapalić. Okazało się, że w jednym z pokoi jest jakaś depresja-party, składająca się z płaczącej dziewczyny Kaczki, płaczącej koleżanki dziewczyny kaczki (która jest strasznie brzydka) i jednej laski która próbowała je pocieszyć. Nie musiałem specjalnie pytać, o chuj tu chodzi, bo wiem jaki jest Kaczka, więc totalnie się wyjebałem na ten temat.
Dotarliśmy na balkon i Zoltar wręcza mi prezent. Taki sticknote, złożony na cztery i zaklejony naklejeczką z babeczką - dziewczyna lubi piec babeczki.

Najlepszy prezent na świecie.

Delikatnie macam pakunek, starając się domyślić, co to do cholery jest, jednocześnie słuchając historii jak to dorwała. Ostrożnie odklejam babeczkę i wyciągam z środka samarkę z taką tycią żółtą tableteczką. Powiedzmy, że w kwestii dragów jestem jaroszem. Ale nie dziś. Sticknote po za kopertą okazał się również liścikiem. Bogini piękności zaczyna mówić o tym, że miała raczej zły humor pisząc jego zawartość.
Za cholerę nie chce mi się teraz wstawać, aby dokładnie zacytować wam zawartość listu, ale mniej więcej prawił o tym, że życzy mi szczęścia w życiu, ale życie jest chujowe i czasami potrzebujemy sztucznego szczęścia. Karteczkę, która również miała na sobie boski odcisk szminki z jej wspaniałych ust chowam do portfela i wracam do tabletki. Zalecała przyjęcie tylko połowy na dzień dobry i tak też uczyniłem.

Ostrzegała, że jebnie mnie z jakimś czterdziestu minutowym opóźnieniem.

Przyznam szczerze, z początku byłem trochę przerażony - nie licząc trawy, tylko raz wcześniej miałem styczność z dragami. Oczywiście z nią.

Skupie się tylko na wątku związanym z Zoltarem, reszta imprezy wyglądała tak jak wszystkie inne. Jest ciepło, jest głośno, jest rozbite szkło. Nawet nie wiem kiedy minęło te czterdzieści minut.

Dotarło do mnie, że jestem totalnie upierdolony gdy dziesiąta kolejka wódy z rzędu nie przyniosła żadnej różnicy do mojego stanu. Alkohol nie był mi już potrzebny.

Kolejnym efektem była niesamowita potrzeba palenia papierosów Paliliśmy balkonie, na którym nota bene nieziemsko pizgało. Bogini piękności stała tam w mojej kurtce. Objąłem ją, żeby było jej cieplej. Miałem nieziemską ochotę dotykać innych ciał.
Wspaniałomyślny Kaczka, człowiek bieda i najebany casanova, zasugerował i mi i jej rozpoczęcie poruszania biodrami, na co ona posłusznie przystała. Kaczka to nie taki zły ziomek.

Bogini piękności dała mi ekstazy.

Generalnie większa część imprezy zlała mi się w jedną całość. Składało się to głownie z miziania Zoltara po łydkachm czasami po stopach - siedziała tak, że nogi miała na mnie. W którymś tam momencie przesiadła się obok mnie, więc z łydki przeniosłem swoje manewry na udo. Nie była niewdzięczna i również wywiązywała się ze swoich miziających obowiązków. Z czasem ustawiła sobie moje ramie tak jak tego chciała i zaczęliśmy się miziać po dłoniach i przedramionach.

Tutaj muszę dodać, że uwielbiam takie gierki, nawet na trzeźwo. Wielu z was traktuje seks rzeczowo, systematycznie, sztampowo - dla mnie to jest sztuka. Stosunek musi być jak dobry antyczny dramat, musi mieć prolog, który zostaje przerwany w momencie w którym jedno z powodu braku cierpliwości zrywa ciuchy z drugiego. To był świetny materiał na prolog. No, tak jakby.

W tym samym czasie, gdy wraz z Zoltarem osiągaliśmy wyższe stadium egzystencji i uniesienia - tak, ona również sobie zarzuciła pixy, na moich kolanach siedziała gospodyni, a po drugiej stronie wtulała się we mnie dziewczyna z roku, którą również miziałem, głównie po strefach erogennych w okolicach uszu i szyi - wierzcie mi, znam się na tym.
I tak sobie spędzałem ten wieczór, otoczony laskami, w boskim stanie, do momentu, w którym zachciało mi się tańczyć.

Jak na człowieka sporych gabarytów mam dobrze wykształtowany system odpowiadający za równowagę i takie tam, dzięki temu - cholernie lubię tańczyć. Strasznie chujowe połączenie.

Przekonałem ludzi, że czas się przenieść w jakieś głośniejsze miejsce, tak więc wyruszyliśmy. Po drodze raczej nie działo się nic ciekawego, po za tym, że przyłapałem Kaczkę na płakaniu za jakimś kioskiem ruchu, ale tej historii nie będę wam opowiadał, bo jest pojebana i mnie nie dotyczy.

W dość sporo obciętej grupie dotarliśmy do techno lokalu, do którego prowadziła nas bogini piękności. Nie wszyscy mieli ochotę tam wchodzić, zatem się podzieliliśmy, z ambitnym planem, że spotkamy się godzinę później.
Na techno imprezie zostałem ja, Gospodyni, Zoltar i jesio jedna laska.

Techno rave jak to techno rave.
Na trzeźwo chyba bym tam kurwicy dostał, ale nie po esce. Na szczęście było mało ludzi, było git. Standardowo sporą część czasu spędziłem na palarni, z czego większość z Afrodytą. Siedzieliśmy sobie na ziemii, przytuleni i na wzajem miziani. Mówiła mi o tym, jaki jestem męski i nie wiadomo co jeszcze. Mógłbym tak umrzeć. Gdy chodziliśmy tańczyć, ciągłe była gdzieś obok mnie. Widywałem ją jak tańczy i doskonale wiem jak kokietuje swoje nic nieświadome ofiary.

Femme fatale.
Modliszka.
Dzisiaj ja miałem być jej ofiarą.
I pewnie bym nią został, gdyby nie fakt, że jestem totalnym jebanym idiotą.

Impreza trwała w najlepsze - głośna muzyka, światła laserów, zapach jej włosów i ciało na wyciągniecie ręki. Boski stan.
I wtedy zaczął się do mnie dobijać Kaczka. Oczywiście zapomniałem o tym, że mieliśmy się spotkać. Niestety należę do grona ludzi, którzy dotrzymują słowa. Z nadzieją, że uda mi się ogarnąć to spotkanie w mniej niż 15 minut, mówię Gospodyni, że wychodzę. Tu przypominam - dziewczyna jest dla mnie jak siostra. Mówi, że też chce iść. Powiedziałem femme fatale że zaraz wrócimy.

Nie było mnie jebaną godzinę.

Trochę na nich czekaliśmy, trochę się szukaliśmy, kolejki w monopolowym, kasjerka która dziwnie na mnie patrzy. Trwało to strasznie długo. Zoltar w między czasie wysłała mi kilka smsów, pytając czy wszystko okay i takie tam. W końcu wypiłem to zasrane piwo, jakieś pojebane somersby bo spodobał mi się kolor, które nota bene było obrzydliwie słodkie i mówię ludziom, że spierdalam tańczyć dalej. Zanim się pożegnaliśmy, to znowu minęło w cholerę czasu.

Gospodyni wpadła na genialny pomysł, że wraca do domu.

Kiedyś spotykałem się z laską, która opowiadała mi jak któregoś pięknego razu wracała sama po imprezie do domu i jakiś ziomek gonił ją do klatki schodowej i nie wiele brakowało, a by ją tam zgwałcił. Od tamtej pory odczuwam na sobie jakąś potrzebę zadbania o to, aby dziewczyna, którą znam i lubię, na pewno bezpiecznie dotarła do domu. Dosłownie, mogłaby do mnie zadzwonić, najebana o trzeciej w nocy, że nie ma jak wrócić do domu, a ja bym wkurwiony wstał i poszedł ją odprowadzić.

Zapewne już się domyślacie, że nie kłamałem o tym, iż jestem pierdolnięty.

Przeszliśmy kilka jak nie kilkanaście przystanków, z nadzieją że cokolwiek jedzie w jej stronę. Udało się znaleźć, ale trzeba było czekać jedynie godzinę. Na granicy wytrzymałości już miałem ją zostawić, jebać swoje zasady i wrócić do mojej bogini, gdy dzwoni do mnie telefon.

Zoltar dzwoniła poinformować mnie, że już zamykają nasz lokal i że przenosi się do innego.

No to zapierdalamy szybko do tego klubu, żebym odebrał kurtkę, bo oczywiście cały czas byłem jedynie w koszuli, z sweterkiem Gospodyni zawiniętym w okół mojej szyi. Można to nazwać alkoholową odmianą klubu morsa.
Już byliśmy blisko, gdy dostrzegłem ją, femme fatale, odchodzącą w towarzystwie dwóch wysokich jegomości.

Nigdy nie karz czekać królowej nocy.

Gdy tylko powiedziałem Gospodyni - o popatrz, Zoltar już coś wyrwała - to ta, jakby magicznie od razu usłyszała swoje imię i zaczęła coś tam do nas wołać, że idzie tu i tu i żebym do niej dzwonił. Spoko, spoko. Idziemy do zamykanego już klubu, gdzie przez ostatnie 50 metrów, w pętli powtarzałem sobie - bądź jeszcze otwarty, bądź jeszcze otwarty. Na szczęście był. Wkurwiony z rozwoju wieczoru uświadomiłem sobie, że już praktycznie jestem trzeźwy, a resztkę piguły spożyłem zanim dotarliśmy na techno. Stwierdziłem że to pierdole i idę sprzątać po melanżu. Po drodze wymieniłem z nią parę smsów, mniej więcej gdzie jest i takie tam, ale też napisałem jej, że nie wpadnę, bo już sobie coś wyrwała, a nie mam ochoty być piątym kołem u wozu. Widzicie - sprawa wygląda tak, że ja lubię chodzić na takie imprezy, ale pod warunkiem, że idę z kimś. Tak generalnie to ja nawet nie lubię poznawać nowych ludzi, chciałem tam spędzić trochę czasu z nią. A ona znalazła już sobie inną ofiarę.

Jest 9 rano, a ja zamiast obracać boginię piękności, wracam myć gary do nieswojego domu. Wspaniale kurwa.

Jakby tego było mało, dotarł do nas Kaczka. Wypiłem z nim jesio brudzia i gadaliśmy jak się potoczyły nasze melanże. Rwał tam jakąś laskę, ale najwidoczniej była jakaś porządna, bo stwierdziła że póki ma dziewczynę, to ni chuj - co ciekawsze, on zabrał ją na te balety z naszej imprezy. Opowiedziałem mu swoją historię. Kiedy ja, jakąś nieznanego pochodzenia szmatą myłem szklanki, ten z mojego telefonu wysyłał femme fatale wyjątkowo jednoznaczne smsy. Nigdy w życiu bym czegoś takiego nie napisał, a ona odpisała mu może z raz. W ramach zemsty, praktycznie w jednym bardzo długim zdaniu doprowadziłem go do stanu, w którym gdyby nie resztki męskości, popłakałby się podobnie jak za tym zasranym kioskiem ruchu. Mogłem mu po prostu przyjebać.


I mamy dzisiaj niedzielne popołudnie. Pijany i zjarany opisywałem wam tą historię przez większą część nocy - zasnąłem dokonując stylistycznych poprawek. Za wszelakie literówki i tego typu rzeczy, przepraszam.


Nasuwa mi się tutaj obraz Russella Crowe, mówiącego - Are you not entertained?


Teraz mam do was pytanie - co jest kurwa ze mną nie tak?
Zastanawiam się, czy powinienem się dzisiaj z nią spotkać, czy może jednak powinienem się dzisiaj zabić.


JJ
  Temat: MMA vs złodzieje
PoloniaJuby

Odpowiedzi: 46
Wyświetleń:

PostForum: Czarne fotki   Wysłany: 2015-09-03, 16:54   Temat: MMA vs złodzieje
zgonex napisał/a:
rzeczywiście kurwa, straszni napastnicy - 170cm, 60 kg wagi :facepalm: jedną ręką bym ich poskładał. jakby zaatakowało ją dwóch facetów a nie dzieciaków dostałaby taki wpierdol, że nie wiedziałaby którędy do kuchni, jeszcze by jej dupsko zerżnęli.




Kolejny frajer z problemami z erekcją który myśli że jest samcem alfa... :facepalm: Trenowałeś kiedyś coś? Trenowałeś kiedyś z laskami? Nie? To skończ pierdolić. Bo jestem święcie przekonany że 50 kg laska by Ci bez problemu założyła trójkąt czy kimure i połamała by Ci te twoje przeszczepy i byś płakał jak pizda samcu alfa.

Jak Mnie wkurwiają takie życiowe cipy co to myślą że są kurwa panami i władcami bo w domu bije 6 letniego brata i kurwa ura bura król podwóra.

Zanim zaczniesz pierdolić jakieś głupoty najpierw polecam iść na trening i zmierzyć się z jakaś laską..z chęcią to nagram żeby wszyscy mieli z Ciebie beke kozaku.
  Temat: Sprawdź czy jesteś gejem.
qwerty1234567890

Odpowiedzi: 34
Wyświetleń:

PostForum: Inne czarności   Wysłany: 2015-06-30, 23:40   Temat: Sprawdź czy jesteś gejem.
A na koniec facetowi z ryjem uciapkanym z oleju z żeberek, żałobą za paznokciami z bebechem od piwa, cyckami w rozmiarze B lub C i szczynami w butelce pod biurkiem zostaje walenie konia do zdjęć fejsie, pierdolenia baby do kuchni i miecza oraz rozgłaszanie wymogu, że laska ma być cycatą żyletą, kiedy żadna na owego grubasa nie spojrzy, chyba tylko przez przypadek :-)
  Temat: Córeczka tatusia
Peter-Norivotset

Odpowiedzi: 31
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2015-04-12, 09:33   Temat: Córeczka tatusia
enavax napisał/a:
Ja to ją podziwiam że ona mimo najebania nadal ma na nogach szpilki.
I zamknijcie japy, bo kurwa dżentelmeni z was tacy że nic tylko iść się najebać. Czepiacie się że laska ma być damą, bo kiedyś kobiety się szanowały? A co to kiedyś dziwek nie było? Ludzie się nie zdradzali i nie puszczali na prawo i lewo? Było dokładnie to samo o ile nie gorzej, ale kiedyś nie było internetu i jak się kobita najebała to nikt jej nie nagrywał, tylko ludzie starali się takie incydenty ukrywać.
Jak kobieta może się doprowadzić do takiego stanu? A facet może?
Ruszcie dupska sprzed komputerów i zobaczcie jak wygląda rzeczywistość, bo tacy jesteście kurwa fajni i jeździcie po dziewczynie która za dużo wypiła? Jakbyście ją spotkali na imprezie to który koniobijca by się rzucił pierwszy do ruchania? Kobiety się staczają do takiego poziomu, bo facetom w inny sposób już się nie chce ich zdobywać. Dla obydwu stron to najłatwiejsza opcja do zabawienia się i tyle.

Wypierdalaj dziwko do kuchni i zamknij tą mordę kurwo
  Temat: Weź Ada wypierdalaj :]
Stnq

Odpowiedzi: 61
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2015-01-16, 16:20   Temat: Weź Ada wypierdalaj :]
@Preliator chyba Cię nieźle popierdoliło :D Jak przyjdzie mi bachor i będzie deptał po butach, pluł i kopał, to go złapię za fraki, wykręcę łapska i zawołam rodzica. Jak jakaś laska będzie mnie próbowała walnąć, spoko, raz mnie walnie bo przecież nie trzymam gardy w domu, ale niech spróbuje kurwa drugi raz. Oboje jesteśmy ludźmi i jeśli ja nie trzaskam jej po pysku jak się na nią wkurwię, to tego samego oczekuję od innych (nie tylko od niej). Jakiś poziom rozmowy musi być zachowany.

Ady nawet nie trzeba pierdolnąć, przewrócić (ale z impetem, żeby ją szoczek jeszcze trzepnął), obrócić na brzuch wykręcić łapska siąść i tak jak koledzy wyżej powiedzieli, poprosić drugiego gentelmana co tam stał o browara. I chuj, siedzieć i czekać i słuchać jak wkurwiona jak osa bzyczy ci pod dupą, aż się uspokoi.

Opcja druga, dla mniej cierpliwych i bardziej bezpośrednich - wyjebać plaskacza. Z samego szoku pójdzie do kuchni i zrobi schabowego.
  Temat: WoT a życie rodzinne
Matilo

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2015-01-09, 23:07   Temat: Re: WoT a życie rodzinne
Faper Noster napisał/a:
Gram sobie w WoT, narzeczona obok ogląda jakiś serial.
Idzie mi całkiem nieźle, celownik właśnie "zbiera się" na kolejnym ciężkim czołgu (gram artylerią, więc trochę to trwa - kto grał ten wie o co chodzi).
W tym momencie narzeczona wstaje i zaczyna kierować się do kuchni (a jak!)
I nagle, mój cel postanawia odjechać - na co ja, mimowolnie, do siebie:

- A dokąd to, GRUBASIE?


niestety dla graczy WoT gra artą w tej grze to największy lemingrad jaki istnieje...

a tak poza tym to mam nadzieje że laska długo się nie fochała ;p
  Temat: Małżeństwo zaatakowane gazem na skrzyżowaniu
Zenon997

Odpowiedzi: 51
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2014-10-15, 13:09   Temat: Małżeństwo zaatakowane gazem na skrzyżowaniu
baby:

baba nie dość że nie rozumiała kompletnie o co chodzi - kto komu zajechał drogę, to oczywiście zachowała sie jak idiotka - co robi matka z dzieckiem siedząca w samochodzi kiedy widzi wkurwionego faceta na ulicy? Oczywiście wysiada sobie z samochodu żeby się z nim użerać. Jest kurwa równouprawnienie, wiec albo laska chodzi na jakieś sztuki walki, ewentualnie sama ma gaz i wie że może coś zdziałąć albo wylatuje stylem "klasycznym" - Z MORDĄ po czym w te mordę dostaje i jest lament.
Po co ona wogole tam szła i jeszcze do bólu wkurwiający opis " Z samochodu wysiadła moja żona, która chciała opanować sytuację." Wiadomo, że wysiadła z mordą, bo sie kobietom wydaje że jak jest facet obnok to on zawsze je obroni, karku nadstawi. A chłop sie do niczego nie nadawał, coś o psiarni krzyczał, ale żonyu nie obronił przed jakims starym dziadem. Też dziwne siedziec sobie w środku i patrzyc jak zona sie użera z dziadem

Kobieta się powinna spytac czy może wysiąść z samochodu, i nie powinna wysioadać dopoki nie będzie w kuchni, a tam na spokojnie by jej maż wytłumaczył kto komu zajechał droge itp

a nie wkurwiona baba biega po ulicach i dziadów atakuje
  Temat: Tak się kończy dawanie dupy
metal_hammer

Odpowiedzi: 64
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2014-10-01, 00:43   Temat: Tak się kończy dawanie dupy
Aasiia napisał/a:
Boże, jak widzę takich ziomów, pseudosamców alfa co piszą "jak suka nie da to pies nie weźmie" to aż mi się łapy trzęsą. Typ JEST w związku, a typiarka która do niego podbija NIE. Czy Wy kiedykolwiek tępaki zrozumiecie, że wina jest zawsze po stronie zdradzającego? To on/ona musi trzymać kutasa/cipę na wodzy, bo ma kogoś kto na niego czeka i darzy go zaufaniem. Nawet jesli typiarka podbija do faceta z cyckami na wierzchu to ma sobie zawiązać chuja na węzeł jeśli ma laskę, a nie jej wkładać, bo przeciez chciała i on nic złego, kurwa, nie robi.

Wychodzi na to, że faceci to zwierzęta i prymitywy, nie myślą o konsekwencjach i o tym, że mogą kogoś zranić. Piszą tu takie ohoho kozaki, że dziwki zdradzają, że ola boga, do pieca z nimi, ale wychodzi na to, że jak oni zdradzą to wszystko ok, bo przecież laska chciała się jebać.

Wyszłam aż z kuchni, bo nie mogę patrzeć na takie komentarze. Wielcy, kurwa, napinacze. Nauczcie się dzieci, że pilnować musi się ten i pretensje trzeba mieć do tej osoby która zdradza (chyba, że robi to przyjaciel, ktoś z rodziny - wtedy to cios poniżej pasa, chociaż i tak nie powinno się z tego powodu robić takiego cyrku jak na tym filmiku).

W życiu nie chciałabym mieć chłopa z takim poglądem na związek - jeśli ja zdradzę to jestem kurwą i trzeba mnie przypalać żywcem, ale jesli on? No co on biedaczek, kurwa, miał zrobić jak mu laska cycka pokazała.

Pozdrawiam facetów myślących :*



nein, nein, nein. Tutaj jest rój sfrustrowanych prawicowych hipokrytów, którzy chcą zaistnieć na takim sadolu, tworzą sobie iluzję małego światka i w jego obrębie udają bogów. nigdzie indziej nie mogą, bo są chuja warci. zły adres.
  Temat: Tak się kończy dawanie dupy
Aasiia

Odpowiedzi: 64
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2014-10-01, 00:35   Temat: Tak się kończy dawanie dupy
Boże, jak widzę takich ziomów, pseudosamców alfa co piszą "jak suka nie da to pies nie weźmie" to aż mi się łapy trzęsą. Typ JEST w związku, a typiarka która do niego podbija NIE. Czy Wy kiedykolwiek tępaki zrozumiecie, że wina jest zawsze po stronie zdradzającego? To on/ona musi trzymać kutasa/cipę na wodzy, bo ma kogoś kto na niego czeka i darzy go zaufaniem. Nawet jesli typiarka podbija do faceta z cyckami na wierzchu to ma sobie zawiązać chuja na węzeł jeśli ma laskę, a nie jej wkładać, bo przeciez chciała i on nic złego, kurwa, nie robi.

Wychodzi na to, że faceci to zwierzęta i prymitywy, nie myślą o konsekwencjach i o tym, że mogą kogoś zranić. Piszą tu takie ohoho kozaki, że dziwki zdradzają, że ola boga, do pieca z nimi, ale wychodzi na to, że jak oni zdradzą to wszystko ok, bo przecież laska chciała się jebać.

Wyszłam aż z kuchni, bo nie mogę patrzeć na takie komentarze. Wielcy, kurwa, napinacze. Nauczcie się dzieci, że pilnować musi się ten i pretensje trzeba mieć do tej osoby która zdradza (chyba, że robi to przyjaciel, ktoś z rodziny - wtedy to cios poniżej pasa, chociaż i tak nie powinno się z tego powodu robić takiego cyrku jak na tym filmiku).

W życiu nie chciałabym mieć chłopa z takim poglądem na związek - jeśli ja zdradzę to jestem kurwą i trzeba mnie przypalać żywcem, ale jesli on? No co on biedaczek, kurwa, miał zrobić jak mu laska cycka pokazała.

Pozdrawiam facetów myślących :*
  Temat: Reakcja dziewczyny ( zawód gracz )
OperatorSMG

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń:

PostForum: Czarne filmiki   Wysłany: 2014-09-09, 03:19   Temat: Reakcja dziewczyny ( zawód gracz )
Ale wy głupoty piszecie, nie wiem czy zżera was popularna ostatnio u nas cebuloza, albo poprostu macie jakiś uraz , ale jakbym dostał nowego poskładanego za chuj wi ile kasy, kompa i do tego serie orginalnych gier, całą z tego roku i uprzedniego to też chyba bym sie posrał, że szczęścia, poza tym jakby spędzała tez troche czasu w kuchni to laska idealna ;d
  Temat: kobieta
KlinikaAborcyjna

Odpowiedzi: 26
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2014-08-07, 08:17   Temat: kobieta
oczami30latki napisał/a:


:mrgreen: się uśmiałam :mrgreen:

ale to jakoś takie znaczące, że jak brakuje argumentów to jest akcja: pokaż cycki albo wróć do kuchni :mrgreen:


To nie tak że brakuje mi argumentów gdyż kawały pedofilskie mnie nie śmieszą.
Patrzę i widzę nowa laska na forum więc pytanie jak najbardziej na miejscu.
A na cycki każdy sadol chętnie popatrzy, no ale jeśli się wstydzisz to przecież na fotce nie będzie widać Twej twarzy.

Podsumowując wrzucaj fotki mała :P
  Temat: Pamiętnik przedszkola
korskidegenerat

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń:

PostForum: Czarne kawały   Wysłany: 2014-07-01, 18:42   Temat: Pamiętnik przedszkola
Witam.
Czytając dzisiaj "dziennik ochroniarza Piotrka" umieszczony na sadolu przypomniałem sobie zbiór wesołych opowieści, które kiedyś kiedyś znalazłem na płycie CD Action albo w jakichś plikach od kumpla (który miał internet!SZOK!).
Wiadomo że skopiowane, nie znalazłem przy szukaniu, a chuj - wstawię.
Może ktoś się uśmiechnie.

Cytat:
Dzień I
...dzisiaj znów mama zaprowadziła mnie do przedszkola, chociaż całą drogę musiała mnie ciągnąć. Czy ci dorośli naprawdę nie mogą zrozumieć, że człowiek czasami pragnie odpocząć od tego wrzasku i ciężkiej harówki. Na przykład wczoraj przez cały dzień robiliśmy błoto na podwórku, przez co dzisiaj czułem się wykończony. Ba, ale co to kogo obchodzi. Jak się ma prawie pięć lat to już się jest poważnym człowiekiem, a starzy traktują mnie ciągle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy że jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdążę dobiec do kibla. No ale dosyć tych narzekań. Nie było ostatecznie tak źle, najpierw z młodym Gałązką rzucaliśmy klockami w dziewczyny. Ten kto trafił w głowę dostawał premię. Wygrałbym, ale te głupie dziewuchy wogóle nie znają się na sporcie: od razu poleciały na skargę do pani. Całe szczęście że zaraz szliśmy na obiad, bo w tym kącie chybabym z nudów umarł. Po obiedzie pani pokazała nam alfabet. No kurewsko zajebista sprawa. Można sobie wszystko zapisać i potem nic nie trzeba pamiętać. W praktyce jednak okazało się że wcale nie jest to takie genialne. Pani pokazała nam literę to ją sobie zapisałem, no a skoro zapisałem to mogłem ją zapomnieć, tyle tylko że jak już zapomniałem to nie wiedziałem co zapisałem. Popieprzone to wszystko...

Dzień II
..wczoraj mama znów zawiozła mnie w wózku do przedszkola.Dobra by z niej była baba,tylko ma słabe przyspieszenie pod górke.Młody gałązka się chwali,że jego mama jak się spieszy , to wyprzedza nawet rowerowców.Co tam.Gruby Artur ma jeszcze gorzej.On już musi chodzić do przedszkola piechotą.Gruby Artur jest zresztą całkiem głupi.Przez całe dnie nic nie robi ,tylko zagląda dziewczynom pod sukienki.Naprawdę nie wiem ,co w tym ciekawego.Jak kiedyś zajrzałem cioci Basi to zobaczyłem tylko majtki.,a pod nie już nie zaglądałem.Zresztą jak kiedyś wujek Boguś próbował zajrzeć to dostał od cioci po pysku.Tata mówi że jak się ludzie biją to zawsze chodzi o pieniądze. Dziwne miejsce na przechowywanie portfela . No dobra , muszę kończyć bo idzie pani,żeby zabrać mnie z kąta......

Dzień III
...i znowu siedzę w przedszkolu jak ten palant, a za oknem śliczna pogoda. Już bym tak nie narzekał, żeby chociaż pani pozwoliła nam na 5 minut wyjść, ale NIE!Wykrzyknik Na podwórku jest błoto i się utaplamy. Mnie się do tej pory zdawało że to zaleta. Mieszać błoto mogę godzinami, chyba politykiem zostanę bo ostatnio słyszałem jak ktoś mówil że cała ta polityka to niezłe błoto. Politykiem to bym chciał zostać jeszcze z jednego powodu. Mama mówiła, że oni cały dzień nic nie robią tylko pierdzą w stołek, a mają z tego kupę forsy. Jako że ostatnio moje kieszonkowe uległo nadspodziewanemu zamrożeniu z okazji wylania do kibla mamy perfum żeby z butelki zrobić psiukawkę, postanowiłem z chłopakami trochę podreperować swój budżet. Młody Gałązka przyniósł stołek, Gruby Artur i ja objedliśmy się fasolówy i umówiliśmy się u Grzesia Klapidupy. Pierdzieliśmy w ten stołek cały dzień, a jedyne cośmy zarobili, to Gruby Artur w tyłek od swojej mamy bo tak się nadął że walnął bąka z kleksem. Forsy też żadnej nie dostaliśmy, tylko Grzesio przez tydzień musiał wietrzyć pokój bo się tam wejść nie dało. To chyba jednak tylko politycy tak potrafią. My mamy jeszcze za mało wprawy. Swoją drogą to w tym sejmie musi być niezły smród, jak tyle polityków w jednym miejscu. Zresztą co jakiś czas słychać że jest jakaś śmierdząca sprawa i że rozszedł się smród. Sie chłopaki poświęcają.... No dobra, dość tego leżakowania, trzeba się trochę pobawić...

Dzień IV
Życie młodego człowieka jest naprawdę ciężkie. Zawsze można dostać w tyłek, nawet jak się jest niewinnym. Inna sprawa że trochę winny byłem, ale to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Było to tak: tata był w pracy a mama wyszła gdzieś po zakupy. Przyszedł do mnie młody Gałązka, Gruby Artur i Maniek zwany Letkim (zupełnie nie wiem dlaczego). Bawiliśmy się w kuchni w faraona, i mieliśmy zrobić mumię. Nikt nie chciał się zgłosić więc wybraliśmy na mumię Mańka. Maniek nie protestował, bo on jeszcze nie bardzo umie mówić. Owijaliśmy go taśmą samoprzylepną, aż tu nagle, gdy już byliśmy w połowie Maniek zaczął się drzeć "mamatijakupaja". Mówił to zawsze wtedy kiedy chciał kupę, no to go zaczęliśmy rozwijać. Tyle że ta taśma jakoś nie bardzo chciała go puścić. Gałązka wymyślił, że skoro nie możemy uwolnić go całego to chociaż rozkleimy mu spodnie i zaniesiemy do kibla żeby zrobił swoje. Tyle, że jak już zdjąłem Mańkowi gacie to on nagle zaczął. Nie zdążylibyśmy go donieść do kibla więc wstawiliśmy go do zlewu. Ja złapałem za szklankę i podstawiłem ją przed niego żeby nie zasikał mamie garnków a Gruby Artur łapał klocki. No i pech chciał, że jeden mu wypadł i wleciał wprost do grochówki która stała na kuchni. Próbowaliśmy go wyłowić sitkiem do herbaty, ale się nie udało, chyba sie rozpuścił. Myślałem że to będzie najgorsze, ale nie, tata zjadł i nawet się nie skrzywił. Wkurzył się o co innego: Artur po wszystkim wytarł ręce w ścierkę. Nie wiedziałem co z nią zrobić więc wrzuciłem ją do kibla i spuściłem wodę. W tym momencie sedes zamienił się w wulkan. Chciałem go trochę przetkać, najpierw ręką, potem szczoteczką do zębów mamy, ale nic nie pomogło. No to nawrzucaliśmy tam papieru żeby nie było widać ścierki i wróciliśmy do kuchni pełni nadziei że tata i mama nic nie zauważą. Niestety, cud się nie zdarzył. Następnym razem zacznę od pochowania mamie i tacie wszystkich pasków do spodni...

Dzień V
Dziś od samego rana postanowiłem być dobrym człowiekiem. Chciałem zrobić coś dla ludzkości. Jako że najbliższa ludzkość to moja mama i tata, postanowiłem im zrobić śniadanie. Kroić chleba jeszcze nie umiem, do patelni nie dosięgam, ale coś jednak zrobić trzeba. Pogrzebałem w szafkach i znalazłem kisiel malinowy. Nie bardzo wiedziałem jak się to robi więc poleciałem do młodego Gałązki, bo ten kujon już się trochę nauczył czytać i mógł przeczytać instrukcję. Okazało się że wystarczy do kubka wsypać trzy czubate łyżki cukru i to co jest w torebce, a potem zalać wrzącą wodą. Z wodą bym sobie poradził, ale przekopałem cały dom i okazało się że nigdzie nie ma ani jednej czubatej łyżki. Inna sprawa że ja nawet nie wiem jak taka czubata łyżka wygląda, więc dałem sobie spokój. Swoją dobroć przeniosłem na obiad. Chciałem trochę pomóc mamie. Mama powiedziała że na obiad będą ryby i mogę jej pomagać obtaczać te ryby w mące. Wszystko szło super dopóki nie wrócił z pracy tata. Strasznie się gdzieś spieszył i powiedział że jeść nie będzie. To po to ja się tak dla tej ludzkości męczę? Ze złości aż mi łzy napłynęły do oczu i zakręciło mnie w nosie. Tata właśnie podszedł w swoim nowym garniturze żeby pożegnać się z mamą, a ja w tym momencie kichnąłem: prosto w talerz z mąką! Chyba pobiłem rekord szybkości w zamykaniu się w łazience, bo tato ostatnio to coś nerwowy, a jak się zdenerwuje to bardzo szybko biega. No cóż, nie opłaca się poświęcać, nikt tego nie ceni...

Dzień VI
Chyba muszę zmienić swój stosunek do Grubego Artura. Okazał się bardzo mądrym człowiekiem. Zaczęło się od tego jak młodemu Gałązce zaklinowało się gówno w tyłku. Siedział w kiblu z pół godziny i gdyby mu mama nie pomogła widelcem to chyba by tam siedział do śmierci. No właśnie, teraz już wiem jak wygląda usrana śmierć o której tyle się słyszy od dorosłych. Tak mi się wydaje że to musi być straszna choroba i dużo ludzi na nią zapada. Kiedyś jak mi się udało spinaczem otworzyć taty biurko to nawet widziałem kasetę na której chyba były sfilmowane przypadki tej choroby, bo na okładce były jakieś panie z tak porozciąganymi otworami w tyłkach, że to co Gałązka zrobił to był mały pikuś w porównaniu z tym co one musiały przejść. Nawet pamiętam nazwę łacińską tej choroby, bo była nadrukowana na kasecie: Anale Perwersjum czy jakoś tak. Co jeszcze zauważyłem na tej kasecie to to, że tym paniom poodpadały siurki. Jak powiedziałem o tym Gałązce to się trochę przestraszył, ale kolektywnie sprawdziliśmy czy jemu to grozi i okazało się że jemu trzyma się dosyć mocno. W każdym razie mieliśmy go co tydzień kontrolować. To była tajemnica, ale w jakiś sposób dowiedział się o tym Gruby Artur. Zaczął się z nas śmiać świnia jedna, i powiedział że dziewczyny bez siurków się RODZĄWykrzyknik! Zaczęliśmy mu tłumaczyć że jest głupi, bo jakby miały wtedy sikać, ale potem przypomniałem sobie że i Baśka Smalec i Jolka z jednym zębem i nawet ta ruda Mariola jak sikają do piaskownicy to kucają. Kurde frans, faktycznie z nimi coś jest nie tak. Poszliśmy z młodym Gałązką do Baśki Smalec i kategorycznie zażądaliśmy żeby pokazała nam siurka. Faktycznie, zamiast niego miała tylko jakąś szparkę. No proszę, człowiek całe życie się uczy, a głupi umiera...

Dzień VII
Dzis dowiedziaiłem się o sobie bardzo niemiłej rzeczy. A wszystko przez Grzesia Klapidupę, Grubego Artura i mojego tatę, ale od początku. Dziś po obiedzie przyleciał do mnie Grzesio i zaczął mi opowiadać co mu się przytrafiło. Bawił się z chłopakami w chowanego i w nagłym przypływie geniuszu schował sie do skrzynki na piasek przed klatką, wtedy zobaczył przez szparę jak do skrzynki podeszło trzech panów w dresach, wygodnie sobie na niej usiedli i zaczęli coś popijać. Grzesio przez nich przesiedział w skrzyni trzy godziny, ale nie żałuje, bo dowiedział się bardzo ciekawych rzeczy i poznał parę fajnych przekleństw. Opowiedział mi wszystko i muszę przyznać że jedna rzecz mnie bardzo zainteresowała. Podobno każda dziewczyna ma przy sobie kakao tylko nie każdemu daje. Być może Grzesio coś przekręcił, ale jak się go dopytywałem to przysięgał że tak właśnie powiedzieli. A faceci byli na pewno bardzo mądrzy bo byli całkiem łysi, a mama mówi że jak komuś wychodzą włosy to musi być bardzo mądry. Interesowało mnie to dlatego że strasznie lubię kakao, więc jakbym je od jakiejś dziewczyny wycyganił to by było fajnie. Tyle że najwyraźniej te dziewuchy to straszne sknery. Myślałem, myślałem, aż w końcu wymyśliłem, że spytam o radę Grubego Artura. On z wszystkich chłopaków najlepiej zna się na kobietach. Gruby Artur powiedział mi, że jak chcę coś od dziewczyny to muszę być kurtularny i powiedzieć jej jakiś kontplement. Nie bardzo wiedziałem co to znaczy więc Arturo wyjaśnił że po prostu trzeba je prosić i zawsze mówić że coś mają ładne. Nie bardzo mi to pasowało, ale w końcu Gruby Artur to fachowiec; to on pierwszy odkrył że dziewczyny nie mają siurków. Pamiętając o wskazówkach przystąpiłem do działania. Akurat w pobliżu nie było żadnej innej dziewczyny jak tylko siostra młodego Gałązki. Wprawdzie jest już stara bo kończy gimnazjum, ale kiedy była młoda to była z niej całkiem niezła laska, widziałem ją na zdjęciach. Ułożyłem sobie przemowę i podszedłem do niej. Pamiętając nauki Grubego Artura powiedziałem, że słyszałem że ma ładne kakao i czy mogłaby mnie poczęstować. No i klops, nie podzieliła się, franca jedna. Jeszcze mnie tak zwymyślała, że gdybym to powtórzył to do końca życia nie obejrzałbym dobranocki. No i na koniec powiedziała że jestem zboczony: to już mnie trochę ubodło! Jak poszedłem z reklamacjami do Artura, to on stwierdził że miała rację, przecież kakao jest mdłe, jest na nim korzuch no i wogóle jest do kitu. Wtedy sobie uświadomiłem że nie znam nikogo kto lubiłby kakao. No i masz. Faktycznie jestem zboczony. Słyszałem że to można leczyć, tylko nie wiem gdzie. Postanowiłem porozmawiać z tatą: w końcu jest lekarzem i powinien wiedzieć takie rzeczy. Tyle, że jak spytałem go gdzie mogę się wyleczyć ze zboczenia, to najpierw zrobił oczy wielkie jak cycki cioci Basi, a potem posadził na stole i zaczął opowiadać jakieś koszmarne bzdety o pszczółkach i kwiatkach, o tym że jak się ludzie całują to się kochają i odwrotnie i tym podobne świństwa których aż się słuchać nie dało. Doszedłem do wniosku że tata jest bardziej zboczony niż ja, a skoro on się z tego nie leczy, a wręcz przeciwnie, jeszcze leczy innych, to i ja nie muszę się martwić. Chociaż, jeśli to dziedziczne, a tata o tym nie wie to może muszę go uświadomić? Nie wiem, muszę to sobie jeszcze przemyśleć...

Dzień VIII
...jak to na wojence ładnie gdy przedszkolak w dziurę wpadnie. Tak sobie dziś śpiewałem cały dzień bo dzisiaj bawiliśmy się w wojnę. Zebrała się cała paczka: ja, młody Gałązka, Grzesiu Klapidupa, Gruby Artur, Letki Maniek i na dokładkę parę dziewczyn. Podzieliliśmy się sprawiedliwie na dwie drużyny tzn. chłopaki kontra dziewczyny plus Letki Maniek i przystąpiliśmy do działań zaczepno obronnych. Naszą kwaterę ulokowaliśmy w garażu Grubego Artura i na początek się okopaliśmy. Okop nie był głęboki, ale w kucki można było tam się nieźle bronić. Potem przygotowaliśmy amunicję: Gruby Artur proponował kamienie, ale doszedłem do wniosku że konwencje międzynarodowe nie dopuszczają tego typu amunicji do wojen podwórkowych, więc stanęło na kulkach z błota. Następnie przygotowaliśmy broń osłonową, czyli wiaderka z suchym piachem i czekaliśmy na nieprzyjaciela. Nieprzyjaciel jak to nieprzyjaciel zjawił się niespodzianie i wcale nie w przyjacielskich zamiarach: mianowicie przyleciał tata Grubego Artura i zaczął wrzeszczeć że mamy natychmiast zasypać nasz okop, bo on nie będzie mógł wyjechać z garażu. Nie zdążyliśmy mu wytłumaczyć że wojna wymaga poświęceń bo w biegu ciężko się mówi i można sobie język przyciąć. Całe szczęście że tata Artura jest trzy razy grubszy niź Artur, więc nas nie dogonił. Tym razem okopaliśmy się w piaskownicy. Na atak nieprzyjaciela nie trzeba było długo czekać, dziewczyny wyskoczyły z wrzaskiem z pobliskich krzaków i zaczęły nas obrzucać grudkami ziemi. Pierwszy atak odparliśmy bez problemów, ale okazało się że nasze kulki błota wyschły i ciężko je rzucać rękami; potrzebowaliśmy jakiejś wyrzutni. Gruby Artur wpadł na pomysł i za chwilę przybiegł z biustonoszem swojej mamy. W tym momencie nasze szanse wzrosły niepomiernie, bo mama Artura ma taki kaliber że można strzelać nawet arbuzami. Oddział Letkiego Mańka doszedł do wniosku że frontalnym atakiem nic nie wskóra i zaczął uciekać się do podstępów. Broniliśmy się dzielnie dopóki do naszych okopów nie wpadły skarpetki taty Letkiego Mańka. Wtedy wysłaliśmy lampamentariusza w osobie Grzesia Klapidupy żeby podpisać pakt o zakazie używania broni chemicznej. Przy okazji podpisał też pakt o zakazie używania broni biologicznej (dziewczyny miały cały słoik mrówek) jak i atomowej (Baśka Smalec wyciągnęła ze śmietnika pieluchy swojej młodszej siostry). Grzesio podpisałby pewnie jeszcze parę paktów bo jako jedyny z nas umie coś napisać, ale niestety wichry dziejowe w osobie mojej mamy zadecydowały inaczej tzn. zawołały mnie na obiad. Na wojnie to się ma apetyt....

Dzień IX
...kto by pomyślał że w przedszkolu można się dowiedzieć czegoś ciekawego!?! Dziś nasza pani przyprowadziła jakiegoś pana który zaczął nam opowiadać o nauce. Wprawdzie dużo nie skorzystałem, ale między jednym a drugim staniem w kącie usłyszałem że nauka ma męczenników. I to że oni są bardzo sławni i wszyscy o nich mówią z szacunkiem i za to że się tak męczą dla tej nauki to potem wszyscy są im wdzięczni. Jak tak patrzę na swojego brata to on też jest męczennik, bo tak się codziennie męczy nad lekcjami, ale niedoczekanie jego żebym zaczął o nim mówić z szacunkiem. Podzieliłem się swoimi przemyśleniami z tatą, a on mi wytłumaczył że to nie do końca tak. Męczennik to taki który cierpi za pokazywanie swojej wiedzy. No to też mam kandydata. Kiedyś Grzesiu Klapidupa chciał pokazać że już umie pisać, więc napisał mazakiem na szafie DUPA, męczennikiem okazał się chwilę potem, bo mazak okazał się niezmywalny. Niestety znowu coś źle zrozumiałem bo mama omal nie padła na zawał ze śmiechu jak usłyszała że mówię do Grzesia "proszę pana Klapidupy". Okazało się że męczennikiem można też zostać kiedy poświęca się swoje zdrowie lub życie dla eksperymentu. No to zaraz przypomniało mi się jak młody Gałązka poświęcił się dla dla sprawdzenia czy kotu jest przyjemnie na karuzeli. Jego poświęcenie się polegało na tym, że dostał od ojca pasem kiedy ten wszedł do kuchni i zobaczył kota w mikrofalówce. Ale kot był wniebowzięty bo jeszcze przez jakiś czas miałczał i skakał z radości jak głupi. W każdym razie eksperyment się powiódł. Tyle że tata mówi że to też nie wystarczyło żeby zostać męczennikiem. Kurde frans, czy wszystko co ci dorośli robią i mówią musi być takie skomplikowane. Mam nadzieję nie dorosnę zbyt szybko...

Dzień X
Ale numer! W zyciu nie myślałem że w przedszkolu może być tak ciekawie! Ale po kolei. Dziś jak tylko mama przyciągnęła mnie do przedszkola, pani ogłosiła że zabiera nas na wycieczkę. I to żeby było jeszcze straszniej ta wycieczka miała być na wieś do jakiegoś gospodarstwa, żebyśmy sobie pooglądali jak wyglądają żywe zwierzęta. To już nie można było iść do zoo? Tam jest znacznie bezpieczniej bo te zwierzaki stoją w klatkach, a nie łażą po łące bez żadnego nadzoru. No ale skoro to pani decyzja to trudno. Wsiedliśmy do pociągu i po godzinie byliśmy na miejscu. No kto by się spodziewał że ta wieś jest aż tak daleko za miastem. No ale do rzeczy. My ustawiliśmy się w parach na łące a pani poleciała porozmawiać z szefem tego całego bałaganu który nazywał się pan Rolnik. Na odchodne powiedziała że możemy podejść pooglądać sobie krówki. Podeszliśmy, i zamarliśmy z przerażenia - tam nie było ani jednej krowy, same byki, a co gorsza prawie każdy z nas miał na sobie coś czerwonego. Szybko zaczęliśmy zdejmować wszystkie czerwone rzeczy: skarpetki, koszulki i tak dalej. W końcu co niektórzy nie bardzo już mieli co zdjąć, bo okazało się że Baśka Smalec wszystko ma czerwone, łącznie z majtkami. Był jeszcze jeden problem z Grubym Arturem, bo jemu było gorąco, a jak jest mu gorąco to ma całą czerwoną gębę. Na szczęście Grzesio znalazł jakiś kubełek który założyliśmy Arturowi na głowę i poczuliśmy się trochę bezpieczniej. Po chwili wróciła pani i oczywiście zaczęła wrzeszczeć że mamy się ubierać z powrotem. Po naszych gorących protestach wyszło na jaw, że nie tylko byki mają rogi, krowy też. Trochę się uspokoiliśmy, ale dla pewności puściliśmy Kaśkę przodem, a Grubego Artura nie czyściliśmy zbyt mocno (ten kubełek był po węglu). Mimo wszystko te krowy tak się dziwnie na nas spod byka patrzyły. Po tej przygodzie przeszliśmy sobie do mieszkania z krowami które nazywało się obora. Tam dowiedzieliśmy się mnóstwa pożytecznych rzeczy: po pierwsze, że krowa nie daje mleka jak się ją pompuje za ogon, po drugie że to co wtedy ta krowa daje to wcale nie jest mleko, po trzecie, że tego co ta krowa wtedy daje nie powinno się pić bo się potem strasznie nieprzyjemnie odbija, i po czwarte że jak już krowa skończy dawać to coś to trzeba się szybko odsunąć i nie zaglądać pod ogon bo się będzie, jak Gruby Artur, cały dzień śmierdziało krowią kupą. Przy okazji dowiedzieliśmy się że świnie jedzą wszystko, łącznie z moim workiem na kapcie, i że krowy na łące zostawiają miny poślizgowe (Mariolka nawet na jedną trafiła). Dowiedzielibyśmy się pewnie znacznie więcej, ale najpierw pani zabroniła nam szukać gdzie w kurze siedzą jajka, a potem przyleciała pani Rolnikowa i zaczęła krzyczeć że ją w oborze jakieś demony atakują. Na szczęście nie były to demony, tylko Letki Maniek wlazł w bańkę po mleku i krzyczał że nie może się wydostać, a że pani Rolnikowa nie zna tego narzecza to myślała że to diabeł. Trzeba było zabrać bańkę z Mańkiem do warsztatu mechanicznego, żeby ją porozcinali, a my wrociliśmy do przedszkola. Jednak na wsi nie jest tak strasznie. Nikt nie zginął.

Dzień XI
...jak ciężko człowiekowi w wieku przedszkolnym rozwijać swój talent. Wczoraj naprzykład wymyśliliśmy że założymy zespół. Jeszcze nie bardzo wiedzieliśmy kto na czym będzie grał, ale to ustali się później. Największy problem był z nazwą. Za żadne skarby świata nic nie przychodziło nam do głowy. W końcu Grzesiu Klapidupa stwierdził że pamiętał jakąś fajną nazwę, ale właśnie uciekła mu z głowy. Domyśliliśmy się że daleko uciec nie mogła, więc powiesiliśmy Grzesia za nogi na wieszaku żeby mu wróciła. Niestety natychmiast zalał go taki tłok uciekniętych wcześniej myśli, że aż poszła mu krew z nosa. Kiedy już wróciła mu przytomność powiedział że sobie przypomniał: mieliśmy się nazwać NECROCANIBALISTIC VOMITORIUM *). Nazwa była bardzo fajna, ale okazało się że Grześ przeczytał ją w jakimś komiksie, i że taki zespół już był. No to klapa, wymyślamy coś innego. Ja wymyśliłem KARTOFEL BOFEL ale chłopaki powiedzieli że to głupia nazwa. W końcu pomogła nam siostra Gałązki: od tej pory naszą oficjalną nazwą było FAT ARTURUM AND LIGHT MANIECK. Zupełnie nie wiem co to znaczy, bo to po jakiemuś murzyńsku, ale bardzo fajnie brzmi. Potem zaczęliśmy przydzielać sobie instrumenty. Gruby Artur wziął perkusję, ja cymbałki, Gałązka gitarę swojej siostry a Letkiego Mańka daliśmy na wokal, bo jak śpiewał to brzmiało to mniej więcej tak jak te zagraniczne zespoły. Natychmiast zaczęliśmy nagrywać kasetę demo i pewnie nasza piosenka pod tytułem "zjedz swojego jeża" stałaby się przebojem, ale przyleciała sąsiadka i zaczęła opierniczać mamę że u nas jest taki hałas że jej mąż nie słyszy własnej wiertarki. No to mama zabrała nam perkusję, magnetofon i jeszcze nas ochrzaniła za pogięte garnki bo Artur strasznie mocno uderzał. Ciekaw jestem co powie siostra Gałązki jak zobaczy że została jej tylko jedna struna w gitarze. I miej tu człowieku talent....
--------------------------------------------------------------------------------
*) komiks nazywał się "Wilq" - polecam

Dzień XII
Ale jaja, niech ja skonam! Gruby Artur się zakochał. I to w kim, w tej rudej Marioli! Muszę przyznać że na początku to mieliśmy z niego niezłą nabitkę, ale później zaczęliśmy chłopakowi współczuć, chodził smętny, nie bawił się, nie mieszał z nami błota, no po prostu cień człowieka (dosyć duży cień zresztą). W końcu postanowiliśmy chłopakowi pomóc! Najpierw staraliśmy się go uzdrowić: tłumaczyliśmy jak komu dobremu, że dziewczyny są głupie, nie umieją się bawić a co gorsza jak się takiej spodobasz to bedziesz się musiał z nią ożenić i całować, normalnie ohyda. A do tego jeszcze dziewczyny są takie że chcą mieć dzieci. Ale Artur powiedział że ożenić się może, całować się nie zamierza, bo to facet rządzi w domu, a do roli rodzica jest już gotowy. No trudno jego problem. No to zaczęliśmy myśleć co zrobić żeby Mariola chociaż na niego popatrzyła. A jak na złość to jej chyba okulary bardzo zmętniały bo patrzyła i rozmawiała ze wszystkimi, tylko nie z Arturem chociaż to zawsze jego najbardziej widać. Zamontowaliśmy mu nawet żarówkę na czapce, ale to nic nie pomogło, Mariola zawsze patrzyła się w inną stronę. Jak już zawiodły wszystkie sposoby, to poszliśmy po poradę do starszych. Najpierw siostra młodego Gałązki tłumaczyła nam że jak chce się poderwać dziewczynę to trzeba być Romanem Tycznym, kupować kwiatki i chodzić do kina. Do kina to Artur jeszcze by poszedł, ale kupować kwiatki? Jakby na klombach mało tego sadzili. A już zmiana nazwiska i imienia zupełnie nie wchodzi w grę. No cóż, tym razem poszliśmy do dużego Freda żeby nam coś poradził. On powiedział że po primo trza mieć gadkie, po sekundo fulkasy, a po tercjo to trza sie myć bo jak spod napleta jedzie to żadna laska pały nie wymlaska. Zupełnie nie wiedzieliśmy co to znaczy, ale na wszelki wypadek umyliśmy Artura bardzo dokładnie. Potem mieliśmy problem z gadką, bo Artur jakoś dziwnie się przy Marioli zapowietrzał, więc wymyśliliśmy że weźmiemy Grzesia, zapakujemy do torby i to on będzie mówił a Gruby Artur tylko ruszał ustami, a w tej torbie niby będą te fulkasy. Potem daliśmy mu swoje kieszonkowe żeby mógł iść do kina i pomogliśmy zanieść torbę z Grzesiem pod drzwi Marioli. Zadzwoniliśmy i szybko uciekliśmy. Potem się okazało, że Artur przeżarł całą naszą kasę na lodach i się od tego rozchorował, a Mariola nie wiedzieć czemu lata teraz cały czas za Grzesiem Klapidupą i biedny Grzesio boi się wyjść z domu. Ach ta miłość to niebezpieczna rzecz...
 
   Popularne tagi
12piętro  dla koneserów  chore państwo  łamanie lodu  eliaquim mangal
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]