Krwiokał - "No i ch*j"

88
Daj piwo
QML @ 2013-06-01, 15:53 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
Myślę, że utwór nadaje się idealnie na te, cytując klasyka, "smutne jak p*zda" dni, spowodowane naszą czerwcową aurą. Enjoy :ok:

Syryjski wall-e

92
Daj piwo
Tamtaramta @ 2013-06-02, 20:34 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
Supernowoczesny mech bojowy mejd in Syria :lodowka:

lobominator @ 2013-06-02, 21:03  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (27 piw)
Nad dronami też pracują.
Poniżej zdjęcie z oblatywania prototypu.

Druga próba...

202
Daj piwo
zygmuntor @ 2013-06-01, 20:58 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
...pierwsza była na deskorolce

Trzecia będzie na wózku elektrycznym.
źródło: http://www.liveleak.com/view?i=9fc_1366917088
stiw1500 @ 2013-06-01, 22:08  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (27 piw)
Pewnie skończył na wózku :krejzi:

krótka przypowieść o tym jak Amundsen psy zrobił w bambuko

74
Daj piwo
"Kiedy Roald Amundsen wyruszał na zwycięską wyprawę do bieguna południowego, w której pokonał Roberta Falcona Scotta, wziął ze sobą 97 grenlandzkich psów – Scott zaś zaopatrzył się w sanie motorowe. I ta właśnie decyzja zaważyła na jego losach, przyczyniając się do sukcesu Amundsena.



Roald Amundsen wraz ze swoim norweskim zespołem wypłynęli 9 września 1910 roku i po rekordowych 4 miesiącach dotarli do Lodowca Szelfowego Rossa. Zimową bazę założył w Zatoce Wielorybiej, z której za pomocą 46 psów i 5 par sań przewoził dziennie około 10 ton zaopatrzenia do bazy podstawowej. Następnie mógł szybko założyć składy zapasów i przygotować się do długiej zimy.

Kiedy więc w początkach września 1911 roku pogoda się poprawiła, 8 ludzi i sanie ciągnięte przez 86 psów wyruszyło w kierunku odległego o 772 kilometry bieguna, przebywszy w ciągu pierwszych 3 dni 48 kilometrów. „Jazda była wspaniała” – pisał Amundsen. Jednakże czwartego dnia temperatura spadła do minus 20 stopni Celsjusza. Kompasy przestały działać, a dwa psy zamarzły we śnie.

Amundsen zmienił plany. Zdecydował, że sam z jedną grupą pójdzie w kierunku bieguna, a druga grupa zbada Półwysep Edwarda VII. Tak więc 20 października wyruszyły 4 pary sań, każda ciągnięta przez 13 psów. Zespół dotarł do stóp górskiego grzbietu, który Amundsen nazwał Górami Królowej Marii, a psy otrzymały w nagrodę mnóstwo foczego mięsa i tłuszczu.



„Psy są dla nas najważniejsze” – pisał później Amundsen. „Wszystko zależy od nich”. Dlatego wyżywienie zwierząt było dla wyprawy sprawą priorytetową, wręcz strategiczną – Amundsen miał jeszcze w pamięci katastrofalną wyprawę belgijską z 1899 roku, kiedy wygłodniałe psy rzuciły się na ludzi.

Do ostatecznego ataku na biegun, znajdujący się teraz w odległości 547 kilometrów, zabrał 42 psy, zapasy na 30 dni i rozpoczął wspinaczkę na górski grzbiet. Po 4 dniach wyprawa osiągnęła wierzchołek, wwożąc ze sobą tonę zaopatrzenia na wysokość 3048 metrów. W tym miejscu Amundsen zastrzelił 24 psy, gdyż nie były już potrzebne. W drodze powrotnej zastrzelił jeszcze 6 psów, by nakarmić 12 pozostałych. Grupa pozostała w „psiej jatce” (jak nazwano to miejsce) przez kilka dni, po czym ruszyła dalej w szalejącą śnieżycę.

Pięciu mężczyzn i 12 psów przez 10 dni walczyło z padającym śniegiem, wiatrem wiejącym z prędkością 60 kilometrów na godzinę i gęstą mgłą, zanim dotarli do ostatniej przeszkody – Lodowca Devils Ballroom. Ludzie byli przemarznięci a psy wycieńczone, lecz wyprawa parła naprzód. O godzinie 15.00 w piątek 14 grudnia 1911 roku pomiary wykazały, że osiągnięto geograficzny biegun południowy. Zatknięto norweską flagę i zespół uczcił zwycięstwo ucztą z foczego mięsa. Scott dotarł do tego miejsca 35 dni później."

Tekst zaczerpniety ze strony http://www.ciekawostki.fotouslugi.net.pl/

Raper

207
Daj piwo
ASAKKU @ 2013-06-02, 12:27 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
Raper:
"Zabijam kapusiów pie**olonych!!! Przypie**alam dz**kom!!!
Jaram blanty ziooom!!! r*cham laski!!!"
.
.
.
Raper otrzymuje nagrodę:
"Najpierw chciałbym podziękować Bogu..."
Tricc @ 2013-06-02, 14:36  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (126 piw)
BongMan, wróć. Z Tobą źle, ale bez Ciebie jeszcze gorzej.

Królik w aptece

326
Daj piwo
kindofmagic @ 2013-06-02, 21:05 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
Przychodzi królik do apteki.
- 200 prezerwatyw poproszę!
Farmaceutka wydaje towar i mówi:
- Yyy, przepraszam, ale mamy tylko 199 sztuk...
Królik się skrzywił. Spojrzał na panią magister z wyrzutem i po chwili zastanowienia mówi:
- No dobra. Biorę. Ale oświadczam, że mi pani z lekka spie*doliła wieczór!

Córka porzuciła ojca w noclegowni dla bezdomnych.

957
Daj piwo
CanesPL @ 2013-06-03, 00:17 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
Kobieta, aby znaleźć przytulisko dla swojego ojca, przekonywała urzędników, że to kloszard znaleziony na ulicy. Kiedy kłamstwo wyszło na jaw, podrzuciła 77-letniego pana Franciszka do noclegowni dla bezdomnych. Z kromką chleba i bez grosza przy duszy.


"Córka dała mi kromkę chleba i zostawiła przed drzwiami noclegowni. Na odchodnym powiedziała, że więcej się nie zobaczymy"
- mówi, płacząc, pan Franciszek. - "Ale ja chciałbym ją jeszcze zobaczyć..."


Mężczyzna trafił do ośrodka dla bezdomnych przy ul. Popiełuszki w Opolu we wtorek wczesnym popołudniem.

- Zauważyłam przed wejściem starszego pana i kobietę, która całuje go w czoło na pożegnanie. Zaintrygowało mnie to - wspomina Elżbieta Urzędowska, dyrektor ośrodka. - Podeszłam do tego mężczyzny, a on zapytał czy przyjmiemy go na nocleg. Tej kobiety już przy nim nie było.

Urzędowska porozmawiała chwilę ze starszym panem i dowiedziała się, że to córka podrzuciła go do noclegowni. Wybiegła za nią, licząc, że uda jej się przemówić do rozsądku, ale kobiety już nie było.

- Córka zostawiła go z kromką chleba i soczkiem. Nie miał przy sobie pieniędzy, ani dowodu osobistego. Stwierdził, że zabrała mu go córka, po tym jak wymeldowała go ze swojego mieszkania - opowiada Urzędowska.

Dyrektor ośrodka chciała skontaktować się z wyrodną córką telefonicznie, ale okazało się, że nie zostawiła ojcu numeru do siebie.

Pan Franciszek szybko zadomowił się w nowym miejscu. Stara się uśmiechać, ale widać, że przytłacza go sytuacja, którą zafundowali mu bliscy.

- Na głowę mi tu nie pada, jeść dostaję... Pani sobie nie wyobraża ile ja kilometrów pieszo zrobiłem, zanim córce udało się mnie tu wsadzić - wspomina Franciszek Żmuda. - Nie chciałem się od niej wyprowadzać, ale nie miałem nic do gadania. Córkę interesowały tylko moje pieniądze (ma ponad tysiąc złotych emerytury - red.). Powiem pani, że ja każdego dnia modlę się, żeby Bóg zabrał mnie do siebie. Nie mam już siły dłużej się tułać - mówi próbując ukryć łzy.

Pan Franciszek wcześniej mieszkał u córki. Ma do niej żal, bo kiedy poprosiła, wziął dla niej 6 tys. złotych pożyczki i telewizor na raty, który, jak mówi, widział tylko w sklepie.

- Emerytura pana Franciszka przychodzi na adres córki. Podjęliśmy już odpowiednie działania, żeby zablokować taki sposób wypłaty - mówi Elżbieta Urzędowska.

Dyrektorka ośrodka przeprowadziła własne śledztwo, żeby dowiedzieć się dlaczego mężczyzna na starość wylądował na ulicy.

Ustaliła, że pan Franciszek mieszkał z drugą żoną w gminie Łubniany, ale po jej śmierci pasierbica sprzedała dom razem z ojczymem, a on został na lodzie.

Później pomieszkiwał trochę u kolegi w Opolu i w przytulisku w Bielicach.

- Ostatecznie pojechał do córki z pierwszego małżeństwa do Jastrzębia Zdroju. Ona zameldowała go nawet u siebie, ale nie spodobało się to jej mężowi, więc postanowili się pozbyć starego ojca - relacjonuje dyrektor noclegowni.

Nie mogli go wymeldować, dopóki mieszkał u nich, więc opłacili mu stancję. Ojciec widocznie nadal im zawadzał, bo postanowili znaleźć mu dach nad głową, ale taki, za który nie będzie trzeba płacić.

- Zanim córka przywiozła pana Franciszka do nas, pojechała z nim do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Twierdziła, że go nie zna i że to jest bezdomny, którego znalazła na ulicy - opowiada dyrektor Urzędowska. - Pracowników zaskoczyło to, że jak na nieznajomego, to kobieta bardzo dużo o nim wie. Zaczęli ją naciskać i wtedy przyznała się, że jest jego córką.

Pan Franciszek mówi, że jest już zmęczony i nie chce wyprowadzać się z noclegowni. - Tu mam łóżko, jedzenie, cichutko słucham sobie radyjka - mówi jakby usprawiedliwiając, że nie zrobi kłopotu.

Ostatni meldunek miał jednak na Śląsku, dlatego w opolskiej noclegowni nie może zostać na stałe.

- Znaleźliśmy ośrodek, który przyjmie pana Franciszka, staramy się też o pieniądze na pokrycie kosztów przejazdu - wyjaśnia Urzędowska. - Pracuję tu od 11 lat, ale pierwszy raz zdarzyła mi się taka historia. Żeby własna córka podrzuciła ojca do noclegowni... - kręci z niedowierzaniem głową.

Pan Franciszek ma żal do córki, ale nie złorzeczy pod jej adresem.

- Tak nie robi kochająca córka - mówi tylko cicho ukradkiem ocierając łzy...

Źródło


Może ktoś pozna tego człowieka, może zna jego córkę. Może napluje w jej kurewski pysk.
loki_1116 @ 2013-06-03, 00:25  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (246 piw)
Co to za sk***ysyństwo ? Jak można tak własnego ojca potraktować ? No k***a mać ! Mimo tego jaki był, jest ojca ma się tylko jednego ! Kto normalny oddaje swojego ojca do noclegowni dla bezdomnych ? Do domu starców okej rozumiem ale k***a do noclegowni... k***a a nie córka...

P.S. Piwo za materiał i w dupie mam te hejty co polecą ...

Świat bez sztuki i miłości - Graffiti kontra wandale.

564
Daj piwo
Hekko @ 2013-06-02, 23:57 [skopiuj link] [zgłoś duplikat]
:-|


'Świat bez sztuki naraża się na to, że będzie światem zamkniętym na miłość.'

Ludzka głupota nie zna granic. Jakim trzeba być idiotą, aby zniszczyć w jednej chwili cudzą pracę, hołd drugiego człowieka,
można by rzec, że dzieło artystyczne.. ale od początku.

W maju 2011 roku powstało w Nowym Sączu graffiti przedstawiające wizerunek beatyfikowanego Jana Pawła II wraz z cytatem Jego słów,
wykonane przez lokalnego grafficiarza o pseudonimie 'Mors'.




Jak pisały lokalne media:

Cytat:

Sądecki graficiarz MORS uczcił beatyfikację Jana Pawła II malując na jednym z garaży przy Al. Piłsudskiego jego portret. Zajęło mu to dwa dni. Dzieło rozpoczął w dniu beatyfikacji papieża Polaka (w przededniu przygotował podkład) a zakończył w poniedziałek o g. 19.
- Źródło: http://www.dziennikpolski24.pl





Kilka dni temu, bo 30 maja wśród ludzi na osiedlach, fejsbuku oraz w lokalnej prasie zaczęła krążyć informacja:

Cytat:

Ponad dwa lata ścianę jednego z garaży od strony al. Piłsudskiego w Nowym Sączu zdobiła postać Jana Pawła II. Nieznany sprawca czarną farbą zamalował część graffiti, które powstało w maju 2011 roku.
Papież patrzący na kierowców ze ściany garażu jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych graffiti w Nowym Sączu i co ważne, akceptowanych przez większość mieszkańców.
Stąd jego zniszczenie poprzez zamalowanie czarną farbą oczu błogosławionego i domalowanie wąsów wzbudziło wiele emocji wśród sądeczan.
- Źródło: http://www.sadeczanin.info





Na odpowiedź autora graffiti nie trzeba było długo czekać..
i prawdę powiedziawszy była całkiem słuszna, bo





'Nie ma miłości, nie ma sztuki'

Gratulacje dla wandala. Tu już nie chodzi o samego Papieża, ale o symbol, o pracę graficiarza, o sam fakt.. :lodowka:

Pierwszy post mojego autorstwa (a nie zwykła wstawka). Jedźcie po mnie albo dawajcie piwka, w ch*ju mam to.

:samoboj:
rzeszowiak @ 2013-06-03, 00:00  Najlepszy komentarz Najlepszy komentarz (132 piw)
sk***ysyn j***ny
   Popularne tagi
19 miliardów  podniebni bohaterowie  okręt atomowy  dolina królów  troszke nowości  vzołg  ewolucja legendy  ocs
[ KWEJK ] [ JEB Z DZIDY ] [ WĄCHAM KSIĄŻKI ]
X